Gierek nie taki zły, jak go malują | Wywiad

W zbiorowej pamięci Polaków lata siedemdziesiąte zapisały się jako okres niemal powszechnej szczęśliwości i rozpasanej konsumpcji. Wprawdzie na kredyt, ale naród utracjuszy wymęczony gomułkowską zrzędliwością i siermiężnością codziennej egzystencji, zachłysnął się postawnym, odzianym w elegancki garnitur, dobrze ostrzyżonym komunistą z „polskiej Katangi”. Komunistą, który zwracał się do nich już nie mlaskającym „Towarzysze i Towarzyszki”, ale dostojnym i budzącym zaufanie „Rodacy”. Komunistą, który nie miał w życiorysie kominternowskiej szkoły i partyzanckiej przeszłości, miał za to lata spędzone na Zachodzie. Piotr Kostikow, radziecki nadzorca Polski, napisał o nowym I sekretarzu KC, że „był zaskakująco nowy”. (Piotr Gajdziński, „Gierek, człowiek z węgla“)

piotr-gajdzinski-gierek-czlowiek-z-wegla-cover-okladkaZ Panem Piotrem Gajdzińskim, autorem najnowszej biografii Edwarda Gierka „Gierek, człowiek z węgla“ rozmawia Damian Bączkiewicz.

Damian Bączkiewicz: Był Bierut, Ochab, Gomułka, Kania, Jaruzelski, Rakowski… Pan zajął się życiorysem Gierka. Skąd ten wybór? Czyżby to on był bardziej kontrowersyjną osobą niż Jaruzelski? Czy miał po prostu ciekawsze życie niż inni działacze?

-Piotr Gajdziński: Napisałem biografię Edwarda Gierka z kilku powodów. Po pierwsze, jego droga na funkcję I sekretarza KC PZPR była inna niż pozostałych towarzyszy, oczywiście pomijając Mieczysława Rakowskiego, który rządził partią w jej schyłkowym okresie. Gierek przyszedł do Polski z Zachodu, po wielu latach pracy we francuskich i belgijskich kopalniach. Nie był działaczem Kominternu, nie odwiedzał Moskwy, nie brał udziału w komunistycznej partyzantce, nie kierował żadną partyjną komórką. Nie było go w Polsce w „czasach heroicznych”, czyli bezpośrednio po wojnie, gdy komuniści podbijali Polskę. To, jak na warunki obozu moskiewskiego był ewenement. Co nie znaczy, że Gierek nie miał kontaktów z ruchem komunistycznym. Miał i najpewniej podczas pobytu w Belgii wpadł w oko sowieckim „inspektorom”, czyli mówiąc wprost – funkcjonariuszom NKWD. Musiał wywrzeć na nich duże wrażenie i to dzięki nim szybko piął się w górę. Jeszcze za Bieruta został kierownikiem Wydziału Przemysłu Ciężkiego, wówczas jednego z najważniejszych agend Komitetu Centralnego, bywał na słynnych przyjęciach wydawanych przez Bieruta w jego willi w Konstancinie. To nie był przypadek, Gierek nie zawdzięczał tego swojej towarzyskiej atrakcyjności, bo dowcip miał przez całe życie przyciężki, nie pił alkoholu, co w gronie towarzyszy atutem nie było, nie był też w tym czasie przywódcą jakiejś znaczącej partyjnej koterii, z którą Bierut musiałby się liczyć. Awans zawdzięczał protektorom w Moskwie. Podczas dramatycznej wizyty Chruszczowa w 1956 roku następca Stalina narzekał, że Gomułka chce się pozbyć „najlepszych towarzyszy”, tzw. wypróbowanych przyjaciół Związku Sowieckiego i wymienił wśród nich Gierka.

Ale zająłem się biografią „Sztygara”, jak go często w aparacie partyjnym nazywano, także dlatego, że uosabia on jeden z wielkich, a moim zdaniem największy peerelowski mit. Dużo silniejszy nawet niż mit wprowadzenia stanu wojennego w obronie przed sowiecką inwazją. Otóż Gierek jest do dziś postrzegany jako patriota. Jak to powiedział Jarosław Kaczyński, „komunistyczny, ale polski patriota”. Gierek swój patriotyzm udowadniał wielokrotnie – na początku II wojny światowej, gdy po pakcie Ribbentrop-Mołotow wstąpił do Komunistycznej Partii Belgii. Kilka miesięcy później, gdy mieszkając w Belgii mógł łatwo dojechać do Bretanii, gdzie formowała się polska armia, w 1944 roku, gdy niemal pod jego domem walczyła Brygada Pancerna generała Maczka. No i później, gdy dekorował Breżniewa Orderem Virtutti Militari, gdy wpisywał do konstytucji przyjaźń ze Związkiem Sowieckim, gdy w 1979 roku całkowicie oddawał dowództwo LWP pod komendę Układu Warszawskiego, a w praktyce pod komendę Moskwy. Jego zasługi dla uzależnienia Polski od Kremla da się porównać wyłącznie z „osiągnięciami” na tym polu Bolesława Bieruta.

D.B.: Dlaczego akurat „człowiek z węgla”? Czyżby przez całe życie miał łatkę Ślązaka i dzięki temu był tak rozpoznawany?

P.G.: Gierek był właściwie „Zagłębiakiem”, a nie Ślązakiem, ale bez wątpienia Śląsk kochał i w dużym stopniu pozostał wierny jego tradycji. Ze Śląskiem związany jest chyba jedyny heroiczny czyn Gierka, gdy w 1951 roku został wezwany przez Romana Zambrowskiego i skierowany do kopalni „Kazimierz-Juliusz”, gdzie postawiono mu zadanie ugaszenia górniczego strajku. „Kazimierz-Juliusz” była „gierkowską kopalnią”, tam zginął jego ojciec. Gierek, nie bacząc na niebezpieczeństwo, zjechał na dół i po wielogodzinnych rozmowach przekonał górników do przerwania strajku. To także mocno wpłynęło na jego karierę, zrobiło wrażenie na „zawodowych rewolucjonistach”, którzy wówczas już nie bardzo mieli kontakt z prawdziwymi robotnikami i nie bardzo potrafili z nimi rozmawiać. Gierek dał górnikom gwarancję bezpieczeństwa, ale na niewiele się to zdało. Przywódcy strajku dostali później mocno po głowie, ale Gierek, co niezwyczajne dla partyjnych funkcjonariuszy, po Październiku ich za to publicznie przeprosił.

Ze Śląskiem związany jest też najlepszy okres Gierka. Gdy był I sekretarzem katowickiego Komitetu Wojewódzkiego PZPR ten region znacznie zyskał. To była przede wszystkim zasługa wojewody Jerzego Ziętka, ale o ile jego można uznać za „ojca” tych sukcesów, to Gierek na pewno był ich „matką”. Swoją drogą w tym czasie Gierek spotykając się z górnikami, także publicznie, pozdrawiał ich tradycyjnym „Szczęść Boże”. W ustach I sekretarza KW i członka Biura Politycznego partii komunistycznej to było niezwyczajne zachowanie.

D.B.: Czy analizując życie Gierka można natrafić na jakieś zaskakujące fakty?

P.G.: Kilka wymieniłem, mam wrażenie, ze sporo ich znajduje się w książce. Gierek miał zaskakujące plany, niektóre bardzo zabawne. Chciał na przykład, aby polskie statki łowiące kryla usypały z kamieni u wybrzeży Antarktydy polską wyspę. Chciał budować wozy pancerne na bazie „malucha” i sprzedawać je do Afryki, chciał, aby Polska miała bombę atomową, roił o tym, aby Polska weszła w skład państw niezaangażowanych. Nie dlatego jednak, że chciał „finlandyzacji” Polski, a dlatego, że zazdrościł światowej pozycji marszałkowi Broz-Tito. Szybko uwierzył, że „wyrósł z polskiego garnituru”, a dorósł do „garnituru globalnego”. Próbował pośredniczyć w nawiązaniu kontaktów Zachodu z Moskwą po wkroczeniu Armii Czerwonej do Afganistanu, ale Andriej Gromyko, minister spraw zagranicznych Związku Sowieckiego, zbył go mało delikatnie. Upajał się pompą, z jaką zorganizowano jego wizytę w Stanach Zjednoczonych i nawet chwalił się tym na Kremlu, co nie zostało, mówiąc delikatnie, dobrze przyjęte przez sowieckich aparatczyków.

D.B.: Czym najbardziej wyróżnił się Gierek spośród innych działaczy partyjnych według Pana? Długi? Nowe budowy i pożyczki? Może coś jeszcze innego?

P.G.: Gierek objął władzę w kapitalnym momencie. W Moskwie zdano sobie sprawę, to był efekt Praskiej Wiosny, że stabilności obozu nie da się już zachować tylko czołgami, hasłami i „pracą ideologiczną”. Trzeba było poszukać nowych instrumentów. Mówiąc brutalnie – trzeba obywatelom zapewnić więcej kiełbasy. Dlatego Kreml zgodził się, a należałoby raczej powiedzieć – zachęcał Gierka i Piotra Jaroszewicza do współpracy z Zachodem. I później tolerował coraz bardziej rosnące zadłużenie. Drugim czynnikiem był kryzys na Zachodzie. Nagle ceny ropy naftowej wystrzeliły w powietrze, na Zachodzie zapanowała recesja, a zachodnie banki zapychały się od nadmiaru arabskiej gotówki. Aby zarobić na procenty dla arabskich szejków, musieli pożyczać. I Gierek powinien był z tego skorzystać. Tyle że Polska kupowała przestarzałe technologie. W książce opowiada o tym profesor Paweł Bożyk, doradca ekonomiczny Gierka. To po pierwsze. Po drugie, kompletny brak przygotowania tej ekipy, zupełny brak zrozumienia mechanizmów ekonomicznych, niebywała improwizacja, działanie bez planu, uleganie naciskom różnych lobby. I wreszcie, ale najważniejsze, ideologia. Nie tylko zbrodnicza, ale kompletnie oderwana od rzeczywistości. W tej ideologii nawet gdyby Gierek był geniuszem, a nie był, osiągnięcie sukcesu było po prostu niemożliwe.

Na chwilę wrócę do mitów. Zwolennicy Gierka twierdzą, że był jak Kazimierz Wielki, co to zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. To bzdura. Edwarda Gierka można tak porównywać do Kazimierza Wielkiego, jak Martela X.O Extra do koniaku gruzińskiego, który czasem w latach siedemdziesiątych rzucano do sklepów monopolowych. Bohater „Czterdziestolatka” mawiał, że jest to jedyny koniak, którego przed wypiciem należy schłodzić.

D.B.: W książce zaznacza Pan, że Gierek jako jedyny obszedł się łagodnie z opozycją władzy ludowej. Był to efekt jego słabości czy raczej przezorności?

P.G.: To koktajl różnych przyczyn. Gierek był jedynym szefem partii, który w minimalnym stopniu interesował się działaniami policji politycznej. Jego to po prostu nie interesowało, czego nie da się na przykład powiedzieć o Bierucie bądź Jaruzelskim. Jeśli nadzorujący SB Stanisław Kania i szef MSW generał Kowalczyk mówili mu, że opozycja jest niegroźna, to Gierek im wierzył. Jakąś rolę odegrało tu chyba też jego zagłębiowskie wychowanie. A także to, że jak rasowy komunista wierzył, że jego pozycja w minimalnym stopniu zależy od woli narodu. O tym, czy Gierek jest szefem partii, czy nim nie jest, decydował Związek Sowiecki oraz, w mniejszym stopniu, aparat partyjny. I o to dbał Gierek bardzo. Zabiegał o swoją pozycję u Breżniewa, a aparatowi dał przywileje, o których w czasach Gomułki nawet mu się nie śniło. A naród? Gierek wierzył, że udało mu się w Polsce dokonać gospodarczego cudu, że dał Polakom „malucha”, pozwolił im podróżować zagranicę, przede wszystkim do krajów socjalistycznych, ale to był jednak pewien postęp, dał kolorowe telewizory i, na krótko wprawdzie, dużo lepsze zaopatrzenie. Wierzył, że naród go kocha. Dlatego rok 1976 i wydarzenia w Radomiu oraz Ursusie tak bardzo go zaskoczyły. Jak Gomułka sześć lat wcześniej, Gierek w czerwcu 1976 roku mówił o kontrrewolucji, a podczas telekonferencji z I sekretarzami Komitetów Wojewódzkich oświadczył: „Trzeba pójść do tych fabryk, trzeba im powiedzieć, jak ich nienawidzimy, jak pogardzamy nimi, jak plujemy na nich”.

D.B.: Jak w jednym zdaniu dokonałby Pan oceny postaci takiego formatu jak Gierek?

P.G.:Gierek udowodnił, jak nikt przed nim i po nim na tej funkcji, że Lenin nie miał racji także wówczas, gdy ogłaszał, że nawet kucharka może rządzić państwem. Rok 1980 i właściwie bankructwo Polski pokazały, że nie może.

D.B.: Czym może zachęcić potencjalnych czytelników Pana najnowsza książka?

P.G.:Zmusza mnie Pan do zachwalanie siebie. Ani tego nie umiem, ani nie lubię. Ale myślę, że warto powiedzieć, że w tej książce jest kawałek historii Peerelu. Ten kawałek, gdy mimo wszystko Polska była „najweselszym barakiem obozu”. Ale tylko barakiem w obozie. To ważny okres w naszych dziejach, bo on pozbawił Polaków złudzeń, że można zbudować coś takiego, jak „socjalizm z ludzką twarzą”. Nie można i warto to nieustannie przypominać.

Ale w książce czytelnik znajdzie też opowieść o mechanizmach władzy. Mechanizmach, które nie są przypisane tylko do systemu autorytarnego i są aktualne do dzisiaj.

D.B.: Serdecznie dziękujemy za poświęcony czas i życzymy wielu innych udanych publikacji.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*