Historia Sienkiewiczowi nie przeszkadzała. Oblężenie Jasnej Góry

Oblężenie Jasnej Góry zapisało się trwale w świadomości Polaków, głównie dzięki prozie Henryka Sienkiewicza. Chyba większości Polaków oblężenie Jasnej Góry kojarzy się więc z bohaterskim Andrzejem Kmicicem, który wysadza szwedzką kolubrynę i w ten sposób zdecydowanie przyczynia się do zwycięstwa nad przeważającymi siłami Szwedów. Taki obraz wrył się nam w pamięć po lekturze „Potopu” Henryka Sienkiewicza, a utrwalił po obejrzeniu filmu w reżyserii Jerzego Hoffmana. Jak jednak faktycznie przebiegało oblężenie twierdzy jasnogórskiej?

Ja mam salwę-gwardię od Carolusa Gustawa, jako klasztor i kościół mają być na zawsze od zajęcia i postoju wolne” – mówi przeor paulinów na Jasnej Górze ojciec Augustyn Kordecki, w powieści „Potop” Henryka Sienkiewicza. I to jest prawda historyczna, tylko Sienkiewicz spuszcza zasłonę milczenia jak do wydania tej salwy-gwardi doszło.

21 lipca feldmarszałek Arvid Wittenberg wkroczył z Pomorza do Wielkopolski. Prowadził 14 tysięcy żołnierzy i 72 działa. Pod Ujściem zgromadziły się pospolite ruszenie szlachty wielkopolskiej (13 tysięcy) i 1400 żołnierzy piechoty łanowej. 24 lipca Szwedzi opanowali przeprawy na Noteci i oskrzydlili obóz polski. 25 lipca pospolite ruszenie tchórzliwie skapitulowało, a Wielkopolska trafiła pod władzę Karola X Gustawa. Pospolite ruszenie spokojnie rozjechało się do domów, a 31 lipca Wittenberg zajął bez walki Poznań.

Gdzie było wtedy regularne wojsko polskie? Najazd Szwedów nastąpił w momencie ogromnego osłabienia Rzeczypospolitej. Od siedmiu lat krwawiła w wojnie domowej i nie mogła sobie poradzić z powstaniem kozackim, silnie wspieranym przez Tatarów. Wykorzystując to w 1654 roku na Polskę uderzyły siły moskiewskie. Szybko upadł Smoleńsk a wojska moskiewskie zajęły dużą część Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Polska armia, stanowiła swój cień sprzed kozackiej rebelii. Szczególnie po klęsce pod Batohem w 1652 roku, gdzie zginęło ok. 8500 żołnierzy Rzeczypospolitej z których ponad 3500 (jeńców) Kozacy zamordowali z zimną krwią podrzynając im gardła. Jeśli nawet odbudowywała się powoli liczebnie, to w jej szeregi trafiali głównie nowicjusze, bowiem wyszkoleni weterani zginęli.

 14 sierpnia pod Tucznem polską granicę przekroczyła druga szwedzka armia (12,4 tys. żołnierzy) i to dowodzona przez samego Karola X Gustawa. 24 sierpnia pod Koninem doszło do połączenia się obu armii, które ruszyły na Warszawę. Następnie Szwedzi znów podzielili siły, król szwedzki zajął Warszawę bez walki i pokonał polskie wojska w serii bitew: pod Żarnowem, Wojniczem i po oblężeniu zajął Kraków, który z braku odsieczy poddał Czarniecki.

Jednocześnie korpus Stenbocka rozproszył pod Nowym Dworem pospolite ruszenie z północnego Mazowsza. Mając w swoich rękach Wielkopolskę, Mazowsze i Małopolskę, Karol X Gustaw pomaszerował do Prus Królewskich, gdzie działały jeszcze polskie oddziały dowodzone przez wojewodę malborskiego Jakuba Weihera. Wcześniej, bo już pod koniec września, z Polski wyjechał i schronił się w swoich dobrach na Śląsku król Jan Kazimierz Waza.

Szlachta polska oraz żołnierze Potockiego i Lanckorońskiego składali przysięgi na wierność Karolowi Gustawowi, a 20 października 1655 roku w Kiejdanach, hetman wielki litewski, wojewoda wileński, książę Janusz Radziwiłł zerwał unię Litwy z Koroną i podpisał pakt wiążący Wielkie Księstwo Litewskie ze Szwecją. Oficjalnie zrobił to by uzyskać pomoc Szwecji w odparciu moskiewskiego najazdu, ale tak naprawdę marzył mu się stolec wielkoksiążęcy i władztwo nad Litwą. Co jednak kierowało polską szlachtą i żołnierzami?

Wiele osób pragnęło końca rządów polskiego króla. Jan Kazimierz nie był lubiany przez brać szlachecką, a wielu uważało działania Karola Gustawa jako spór dynastyczny z Janem Kazimierzem. Widziano w królu Janie II Kazimierzu głównego sprawcę słabości państwa polskiego, który dodatkowo swoimi roszczeniami do tronu Szwecji w znaczny sposób sprowokował najazd z Północy. W efekcie duża część polskiej szlachty, niezależnie od wyznania, witała Szwedów niemal jak wyzwolicieli, a reszta społeczeństwa w najlepszym wypadku traktowała wojnę jako spór wewnątrz dynastii Wazów. Gotowi byli na królowanie Szweda, aby tylko pozostawił im ich przywileje i pomógł w walce z Kozakami i Moskwą.

Na swoje jednak nieszczęście coraz częściej Szwedzi zaczęli pokazywać swoje prawdziwe oblicze znane z terenów ogarniętych niedawną wojną trzydziestoletnią, a więc zwykłych morderców i grabieżców. Najszybciej zaczęli uciskać chłopów i ci jako pierwsi, uciekając przed polityką knuta i rapiera, zaczęli zbrojnie napadać na małe grupki szwedzkich wojaków.

Do grona poddanych Karola Gustawa postanowił też zapisać się przeor klasztoru paulinów władających Jasną Górą, ojciec Augustyn Kordecki pisząc m.in. list do Karola Gustawa: „Niechaj się dowie szanowna i szlachetna Dostojność Wasza, że nasz stan zakonny nie posiada prawa wybierania królów, lecz czci tych, których szlachta królestwa wybrała. Ponieważ Jego Królewską Mość Króla Szwecji całe królestwo (Polskę – przyp. RN) uznaje i na swego pana wybrało, przeto i my z naszym miejscem świętym, które dotąd królowie polscy mieli we czci i poszanowaniu, pokornie poddaliśmy się Jego Królewskiej Mości Szwecji; świadczy o tym list salwagwardii szanownego i szlachetnego pana Wittenberga, naczelnego wodza, danej naszemu klasztorowi dnia 28 października (…) nie zamierzamy też podnieść zaczepnego oręża przeciw wojsku Jego Królewskiej Mości. (…) Nasz klasztor i poświęcona Bogu i Jego Najświętszej Matce świątynia (…) zasyła do Boskiego Majestatu modlitwy za bezpieczeństwo Najjaśniejszego Króla Szwecji, Pana i protektora naszego królestwa, jak i nas samych, których bynajmniej nie jest powołaniem opierać się potędze królów (…). Cokolwiek Jego Królewska Mość rozkaże, spełnimy”.

Jak widać z listu, przeorowi chodziło nie o Rzeczypospolitą czy wierność królowi Janowi Kazimierzowi, ale o zabezpieczenie klasztoru i kościoła. Musiał jednak Kordecki mieć relacje z zachowań Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej, bowiem wcześniej kazał wywieźć z Jasnej Góry i ukryć obraz Matki Boskiej (wywieszono kopię) oraz najcenniejsze wota, stanowiące ogromny skarb materialny. Ponadto wysłał ludzi, którzy na potrzeby załogi twierdzy Jasna Góra zakupili 60 dodatkowych muszkietów, powiększyli zapasy prochu oraz zatrudnili wykwalifikowanego puszkarza, który zajął się odpowiednim rozmieszczeniem 24 dział, w tym 12 ciężkich, przysłanych przed oblężeniem przez kasztelana krakowskiego Stanisława Warszyckiego.

Tak twierdzy, bowiem budowa fortyfikacji na wzgórzu klasztornym, z inicjatywy króla Zygmunta III Wazy, trwała 28 lat z przerwami od roku 1620. Bazylikę jasnogórską wraz z klasztorem paulinów otoczono murem już w 1624 roku (o obwodzie około czterystu siedemdziesięciu metrów), a następnie prowadzono budowę nowoczesnych bastionów. Powstała w ten sposób mocna czworokątna twierdza – zwana Fortalitium Marianum,  z bastionami na ostrożach, otoczona suchą fosą i wałami ziemnymi. Co więcej konwent paulinów, na mocy decyzji sejmu z 1652 roku, zobowiązany był do utrzymywania stałej załogi wojskowej (głównie piechoty wybranieckiej), która od tego mniej więcej czasu liczyła 160 żołnierzy.

Jednak oblężenie

Przezorność ojca Kordeckiego niestety okazała się prorocza. Już 8 listopada Szwedzi podjęli pierwszą próbę opanowania klasztoru i sanktuarium. Na czele oddziału liczącego 200 jeźdźców przybył hrabia Jan Wejhard Wrzesowicz, jednak zastał zamknięte bramy, a po odmowie ich otwarcia przez zakonników, następnego dnia odszedł do Wielunia.

W południe 18 listopada pod klasztorem stanął korpus ok. 2000 ludzi gen. Burcharda Müllera, w którym większość stanowiła nieużyteczna przy oblężeniu jazda. W skład tych sił wchodził też liczący 600 ludzi polski oddział jazdy pułkownika Wacława Sadowskiego, który odmówił bezpośredniego udziału w oblężeniu. Szwedzi do tego dysponowali jedynie 8 lekkimi działami, więc do poważnych działań nie byli przygotowani. Niewpuszczenie Szwedów do klasztoru oznaczało jednak początek oblężenia.

W chwili szwedzkiego ataku załogę twierdzy jasnogórskiej stanowiło 250 ludzi – zawodowych żołnierzy i szlachty, która z rodzinami schroniła się w klasztorze. Genrał Müller, który wcześniej Jasną Górę nazwał ponoć kurnikiem (przynajmniej według Sienkiewicza), naocznie przekonał się o niestosowności swoich słów i już 22 listopada wysłał do Karola X Gustawa list, w którym poprosił o dostarczenie ciężkich dział. Jednocześnie słał listy do paulinów, starając się skłonić ich do kapitulacji. Tymczasem nocą  25 listopada obrońcy pod wodzą Piotra Czarnieckiego (brat słynnego Stefana Czarnieckiego) przeprowadzili wycieczkę z twierdzy,  zagwoździli dwa szwedzkie działa i wycięli ich załogę.

Potem doszło do negocjacji, w czasie których Szwedzi podstępnie uwięzili dwóch wysłanych do nich z poselstwem zakonników. By ich uwolnić Kordecki obiecał układy. Po uwolnieniu zakonników rzeczywiście doszło do rokowań, dosyć jałowych, a ostatecznie przeor Kordecki odrzucił żądania poddania twierdzy.

Pod koniec listopada Szwedzi otrzymali posiłki – 600 żołnierzy i 3 armaty, ale nie poprawiło to w istotny sposób ich sytuacji. Jasnogórska artyleria wciąż miała przewagę. Ponadto Polacy w szwedzkiej służbie, stacjonujący pod twierdzą, byli wpuszczani do klasztoru na nabożeństwa i mieli  wtedy przekazywać obrońcom wieści ze szwedzkiego obozu, apelując jednocześnie o dalszy opór.

Dopiero 10 grudnia pod twierdzę dotarła prawdziwa artyleria oblężnicza, która dawała wreszcie oblegającym realną możliwość uszkodzenia umocnień. Szwedzi otrzymali dwie wielkie półkartauny 24-funtowe i cztery ćwierćkartauny 12-funtowe wraz z którymi przybyły 2 kompanie (200 zaciężnej piechoty niemieckiej) z polskiego regimentu pułkownika Fromholda Wolffa, które przeszły na szwedzką  służbę.

Po przybyciu ciężkich dział intensywność ostrzału twierdzy wzrosła, tak jak i jego skuteczność.   Podczas bombardowań uszkodzeniu uległy dwie armaty obrońców oraz fragmenty muru od strony północnej i w rejonie bastionu św. Trójcy. Jednak i klasztorna artyleria zadała oblegającym spore straty, między innymi 14 grudnia zniszczyli jedną szwedzką redutę z półkartauną. Na szczęście dla obrońców z powodu braków amunicji Szwedzi musieli ograniczyć ostrzał.

Dalej prowadzili jednak ogień na kurtynę południową, a ponadto od połowy grudnia zaczęli drążyć podkop pod mury Jasnej Góry. Prace minerskie prowadzili sprowadzeni pod przymusem górnicy z Olkusza. Do wysadzenia murów jednak nie doszło, bowiem Polacy pod wodzą doświadczonego miecznika sieradzkiego Stefana Zamoyskiego dokonali 20 grudnia śmiałego wypadu, zniszczyli narzędzia, wybili minerów, a na koniec zagwoździli jeszcze dwa kolejne działa.

Nic więc dziwnego, że 24 grudnia o. Kordecki odrzucił kolejne żądanie poddania twierdzy, a Szwedzi podjęli dalsze bombardowanie klasztoru. Ostrzał był tak intensywny, że Szwedom podobno z przegrzania pękła armata oblężnicza.

Do tego generał Burchard Müller miał już królewski rozkaz odstąpienia od oblężenia Jasnej Góry (jeśli nie uda mu się zdobyć twierdzy) i marszu do Prus, gdzie miał wspomóc walczącą tam szwedzką armię. By zachować przynajmniej twarz, w kolejnym liście do paulinów, zażądał 60 tys. talarów za odstąpienie od oblężenia. Tu o. Kordecki znów wykazał się finezją i odpisał, że zapłaciłby na początku oblężenia, ale teraz nie może, gdyż szwedzkie wojska dokonały zbyt wielkich zniszczeń, a pieniądze będą potrzebne na naprawy. 27 grudnia Szwedzi jak niepyszni zwinęli oblężenie.

Załoga twierdzy straciła podobno czterech zabitych i trzy konie, a oblegający mieli kilkunastu zabitych i rannych.

Znaczenie oblężenia i skutecznej obrony

Obrona Jasnej Góry z militarnego punktu widzenia nie miała jakiegoś przełomowego znaczenia. Nie poświęcano jej też zbyt wiele miejsca w ówczesnych pamiętnikach, w Szwecji była  praktycznie nieznana. Jej legenda narodziła się trochę później. Trzy lata po oblężeniu Augustyn Kordecki sam opisał atak na Jasną Górę w pracy „Nowa Gigantomachia” i to był początek legendy jasnogórskiej twierdzy, która została przedstawiona jako wzór walki z przeważającymi siłami Szwedów. Reszty dokonał Henryk Sienkiewicz oraz „jego Kmicic” wysadzający kolumbrynę i pieczony potem żywym ogniem.

Co więcej zdaniem uznanego historyka Janusza Tazbira, utrwalony w masowej wyobraźni sam obraz oblężenia znacznie odbiega od rzeczywistości. – Jasnogórska twierdza była dobrze zaopatrzona, posiadała artylerię na dobrym poziomie, lepszą nawet niż szwedzka. Obrońcy mieli czas przygotować się przed nadciągnięciem wojsk szwedzkich. Sama zaś obrona nie była chaotyczna ani rozpaczliwa. Działania oblegających Szwedów były zresztą dość niemrawe – twierdził. Rzeczywiście, powyższy, zaprezentowany tu opis oblężenia skupia się na najbardziej emocjonujących wydarzeniach, a w trakcie trwającego niespełna sześć tygodni oblężenia więcej było chyba dni negocjacji niż walki. Co tymczasem działo się w kraju?

Miarą początkowego upadku ówczesnej Rzeczypospolitej były kolejne klęski i kapitulacje wojsk i pospolitych ruszeń. Zaczęło się kapitulacją wielkopolskiego pospolitego ruszenia pod Ujściem 25 lipca, potem była klęska armii samego Jana Kazimierza 16 września w bitwie pod Żarnowem, opuszczenie 25 września Krakowa przez króla polskiego i jego wyjazd na Śląsk, rozproszenie 30 września pospolitego ruszenia z Mazowsza i w konsekwencji uznanie szwedzkiego zwierzchnictwa.

Miary klęsk dopełniła przegrana 3 października hetmana polnego Lanckorońskiego pod Wojniczem i następnie uznanie przez większość jego wojsk zwierzchnictwa Karola X Gustawa, poddanie się hetmana wielkiego koronnego Stanisława Rewery Potockiego królowi szwedzkiemu 28 października.

Inny wymiar miała zdrada dokonana przez hetmana wielkiego litewskiego Janusza Radziwiłła. Już na początku sierpnia w jego imieniu podpisano poddanie się tego magnata  Karolowi Gustawowi, co sam potwierdził 18 sierpnia w obozie wojskowym w Jaswojniach, by 20 października zawrzeć układ ze Szwedem w Kiejdanach o szwedzkim protektoracie i zerwaniu unii polsko-litewskiej – za co w zamian obiecano mu wielorakie korzyści.

Odmienie niż gdzie indziej, za hetmanem nie poszło wiele oddziałów z jego wojska oraz Sapiehowie. W obronie Jana Kazimierza zawiązano 23 sierpnia konfederację wojskową w Wierzbołowie. Wtedy Radziwłł wyruszył z pozostałym wojskiem by rozprawić się z konfederatami. Bratobójcza walka zakończyła się klęską hetmana, pobity, zmarł w nocy 30/31 grudnia w oblężonym przez konfederatów Tykocinie. Ci zaś wysłali delegację do króla z zapenieniem wierności wobec legalnego władcy – nota bene brał w niej udział Samuel Kmicic, pierwowzór sienkiewiczowskiego Andrzeja Kmicica.  

Konfederaci nie byli odosobnieni w swoich przekonaniach. Kiedy jedni się poddawali inni zaczynali walczyć. Przełomem stała się okrutna okupacja, grabieże i łamanie obietnic przez wojska szwedzkie, co zmobilizowało społeczeństwo. Zniszczenia i grabieże dokonywane przez Szwedów różniły się od podobnych zjawisk będących chlebem powszednim innych wojsk.

W czasach gdy wojenny zwyczaj dopuszczał rabunek dóbr na podbitym terytorium oraz przerzucenie kosztu utrzymania wojska na mieszkańców, Szwedzi doprowadzili regułę „wojna żywi się sama” do wynaturzonej wersji: grabimy co się da, czego nie przejemy to wywozimy do Szwecji, co musimy opuścić niszczymy – ze złośliwości, zazdrości i zemsty, że my tego mieć nie możemy.

Tak działali podczas wojny trzydziestoletniej, tak zaczęli postępować w podbitej Polsce. I to właśnie wywołało powszechny opór przeciw najeźdźcy, a zaczęli go również ci najniżej stojący w hierarchii społecznej Rzeczypospolitej – chłopi, często współdziałając ze szlachtą.  

Właśnie w województwach poznańskim i kaliskim zaczęła z sukcesami działać partyzantka szlachecko-chłopska. Już 4 października przywódca partyzantów wielkopolskich, starosta babimojski Krzysztof Żegocki zdobył Kościan i zagarnął wozy skarbowe armii szwedzkiej, eskortowane przez 100 żołnierzy. Podczas walki życie stracił szwagier szwedzkiego króla landgraf heski Fryderyk. Jak stwierdza Mirosław Nagielski, ten niewielki sukces „wzmógł działalność drobnych oddziałów złożonych ze szlachty, mieszczan i chłopów, które atakowały na Podgórzu Krakowskim znajdujące się tam nieliczne grupy Szwedów”.

Wtedy, 20 listopada Jan Kazimierz, który miał stały kontakt z emisariuszami w kraju, wydał tzw. Uniwersał opolski wzywający wszystkich obywateli, całą szlachtę do powszechnego powstania przeciw Szwedom. 

Potem 7 grudnia, oddziały polskie pod dowództwem por. Gabriela Wojniłłowicza, wierne królowi polskiemu, pokonały pod Krosnem zwolenników króla szwedzkiego, dowodzonych przez Polaka płk. Aleksandra Prackiego, wspomaganych przez jednostki szwedzkie. Następnie Wojniłłowicz wkroczył do Krosna, gdzie dokonał osądu mieszczan, którzy współpracowali ze Szwedami od początku wojny. Zachęcone tym oddziały chłopskie 13 grudnia zajęły Nowy Sącz. Szybko też  Szwedzi utracili Białą i Oświęcim, a górnicy wieliccy wyswobodzili Wieliczkę. Szwedzi zmuszeni zostali do opuszczenia mniejszych miast Małopolski: Krosna, Nowego Sącza, Biecza, Dukli.

16 grudnia, obserwujący wydarzenia w kraju hetmani koronni, z obozu w Sokalu wezwali naród do walki ze Szwedami. 29 grudnia zgromadzone przy nich polskie wojska zawiązały konfederację tyszowiecką. 31 grudnia konfederaci wydali uniwersał, w którym wezwali wszystkich do walki z najeźdźcą i powiadomili o powrocie króla do kraju oraz wyrazili oburzenie napadem Szwedów na klasztor jasnogórski i zadowolenie z dzielnej obrony.

W świetle przytoczonych tu zdarzeń ciężaru prawdy historycznej nie wytrzymuje  rozpowszechniany później pogląd, że oblężenie i obrona świętego miejsca „przez zakonników” wzbudziło w Polakach taki gniew,  że poderwał on ich do walki ze Szwedami. Ruchy partyzanckie często wyprzedziły oblężenie Jasnej Góry, w wielu miejscach Korony nawet nie wiedziano, że Szwedzi napadli na klasztor. Nie ulega jednak wątpliwości, że to oblężenie nie pomogło Szwedom, a dla wielu Polaków, oprócz powodów patriotycznych czy ekonomicznych, doszedł aspekt religijny do podjęcia walki z najeźdźcą.   

Podobno uwagę na potencjał religijnego wykorzystania oblężenia i skutecznej obrony Jasnej Góry przed Szwedami zwróciła żona Jana Kazimierza – królowa Polski Ludwika Maria Gonzaga. Prawdopodobnie to ona stała też za ślubowaniem króla złożonym 1 kwietnia 1656 roku, w katedrze Wniebowzięcia Najświętrzej Maryi Panny we Lwowie, podczas mszy świętej odprawianej przez nuncjusza Pietro Vidoniego. Wtedy to król oddał Rzeczypospolitą pod opiekę Matki Bożej, którą nazwał Królową Korony Polskiej i obiecał, że poprawi sytuację chłopów i mieszczan, kiedy tylko kraj zostanie uwolniony spod okupacji.   

Niestety Matka Boska nie natchnęła szlachty, która uniemożliwiła królowi zrealizowanie jego ślubowania.


Bibliografia:

  • Bochenek R., Twierdza Jasna Góra, Bellona, Warszawa 1997.
  • Fraś L., Obrona Jasnej Góry w r. 1655, Oświęcim 2012.
  • Kordecki A., Pamiętnik oblężenia Częstochowy 1655, Warszawa 1900.
  • Mielczarek W., Dzieje Twierdzy Częstochowskiej na Jasnej Górze, Częstochowa 1987.
  • Podhorodecki L., Rapier i koncerz. Z dziejów wojen polsko-szwedzkich, Warszawa 1985.


Comments are closed.