Emocje kontrolowane. Ładunek emocjonalny i środki wyrazu w utworach muzycznych wybranych polskich  awangardowych grup rockowych w latach siedemdziesiątych XX wieku

W świadomości opinii społecznej panuje dość powszechne przekonanie o tym, że grupy rockowe działające w Polsce w rzeczywistości lat siedemdziesiątych XX wieku, w swojej twórczości umieszczały tylko te treści i środki wyrazu, które były akceptowane przez władzę i jej organa prewencyjne, w tym głównie przez Główny Urząd Kontroli Prasy i Widowisk. Ponadto środowisko dziennikarskie wydaje się lansować pogląd, według którego wszelka oryginalność i bunt pojawił się w polskiej muzyce rockowej w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia[1].

Tymczasem na początku lat siedemdziesiątych funkcjonowały grupy, które – nawet wykorzystując współczesne kryteria oceny artystycznych środków wyrazu – można by uznać za awangardowe zarówno pod względem treści, jak i wykorzystywanych przez artystów środków ekspresji[2].

Na przykładzie tekstów i nagrań takich grup jak: „Romuald & Roman”, „Klan”, „Zdrój Jana” i „Stress” zamierzam przedstawić dowody przemawiające za tym, iż  działalność wymienionych grup była swoistym „wentylem bezpieczeństwa” nastrojów i poglądów ówczesnej młodzieży, na który – oczywiście z szeroko zakrojonymi ograniczeniami – pozwalały władze lokalne w porozumieniu z oddziałami GUKPiW[3] po to, by pokazać ludziom, że w kraju socjalistycznym awangardowa sztuka, tak modna w krajach Europy Zachodniej również może odnaleźć swoje miejsce. Moim zamierzeniem jest także przedstawienie dowodów na to, że utwory i występy wyżej wspomnianych grup posiadały olbrzymi ładunek emocjonalny, który był odzwierciedleniem określonych koncepcji artystycznych, niekoniecznie akceptowanych przez czynniki państwowe, a które były obecne w utworach, dzięki określonym zabiegom artystów[4].

Zacznijmy od przedstawienia wrocławskiej grupy „Romuald & Roman”. Zespół powstał w maju 1968 r. z inicjatywy gitarzystów: Romualda Piaseckiego i Romana Runowicza. Pomimo tego, że skład grupy zmieniał się wielokrotnie należy zaznaczyć, iż skupiali się w niej wybitni młodzi instrumentaliści, którzy w późniejszym czasie wchodzili w skład o wiele bardziej znanych zespołów[5]. Bez większego ryzyka można stwierdzić, iż to, co wyróżniało grupę „Romuald & Roman” z masy innych zespołów tego czasu – poza maestrią jej muzyków – było to, że w treści swoich utworów – zarówno muzycznej, jak i tekstowej – znajdowała się duża doza awangardowości. Jak pisze jeden z biografów zespołu: Grupa zdobywała nagrody na konkursach big-beatowych, jazzowych i awangardowych. W czerwcu 68 wzięli udział w Wiosennym Przeglądzie Zespołów Muzyki Rytmicznej we Wrocławiu (nagroda publiczności i wyróżnienie jury za [utwór] „Wrocławski czas”). Także w 1968 zagrali na Ogólnopolskim Festiwalu Muzyki Młodzieżowej w Częstochowie. Zwyciężyli w gliwickim konkursie Studencka Estrada 68 (nazywanym chyba również: Przegląd Muzyki Rozrywkowej w Gliwicach), wykonując „Requiem dla pastora Kinga ze zbiorowa improwizacją”. W marcu 1969 roku zagrali na imprezie z cyklu „Musicorama”. Później zajęli drugie miejsce, […] na Młodzieżowym Festiwalu Muzycznym w Częstochowie. W 1969 roku zorganizowano po raz pierwszy Ogólnopolski Festiwal Awangardy Beatowej w Kaliszu. RiR zajęli tu pierwsze miejsce. Impreza prezentowała zespoły grające nowoczesny rock[6]. Cytat ten pozwala, moim zdaniem, na próbę odpowiedzi na pytanie dlaczego –  pomimo  kontrowersyjności utworów grupy, o czym niżej na konkretnym przykładzie – mogła ona w ogóle funkcjonować, a nie dostała cenzorskiego zakazu występów, jak zdarzało się z zespołami, które działały kilkanaście lat później[7]. Odpowiadając na postawione pytanie należy zwrócić uwagę na kilka aspektów. Po pierwsze, zespół nie poruszał w swoich tekstach kwestii politycznych, a obyczajowe. Po drugie, nikt nie mógł odmówić muzyce zespołu tego, że prezentowała wysoki poziom wykonawczy – muzycy byli doskonałymi improwizatorami. Po trzecie swoisty „zasięg” działalności zespołu był – jak się wydaje –  celowo ograniczany[8].

Co było takiego kontrowersyjnego w twórczości zespołu „Romuald & Roman”? Przyjrzyjmy się fragmentowi tekstu jednego z najbardziej znanych utworów zespołu, pt. „Towarowy rusza do Indii”, który, co niezwykle istotne, nigdy nie doczekał się nagrania płytowego, a jedynie radiowego.

Ołowiane niebo sypie sadzą,

Szarobure drzewa w oczach mrą,

Kozioł kuje pejzaż za pejzażem,

Wyrastają lasy sinych rąk.

Przelatują w koło mnogie myszy,

Płynie w skałach cynobrowy świt,

Ośmiogłowy człowiek uszy liczy,

I turkocze kołowrotek szyn.

 

Gdy Towarowy rusza do Indii,

To na peronie nie żegna go nikt!

 

Przefruwają chmury karawanem,

Czarny tunel swój otwiera pysk,

Towarowy wjeżdża weń z impetem,

A z tunelu nie ma żadnych wyjść!

 

Gdy Towarowy rusza do Indii…[9].

Ewidentnie tekst ten jest dziełem awangardowym, na pierwszy rzut oka pozbawionym sensu. Pojawia się on, gdy zdamy sobie sprawę, że tekst ten jest swego rodzaju grą z odbiorcą, a także z cenzorem. Chodzi tu o organiczny związek chemiczny, trichloroetylen, w skrócie TRI, będący jeszcze nie tak dawno podstawowym składnikiem wybielaczy i klejów, który wykazuje także właściwości narkotyczne, bardzo szybko odkryte przez niepokorną młodzież. Skrót TRI powstaje, gdy zestawimy pierwsze litery wyrazów wchodzących w skład tytułu utworu[10]. Cały tekst można interpretować jako zapis narkotycznej wizji. Co ciekawe ten swoisty zabieg autocenzorski[11] jest bezpośrednim nawiązaniem do sugerowanego przez część opinii publicznej działania zespołu The Beatles, związanego z utworem „Lucy In The Sky With Diamonds”, w skrócie LSD[12]. Wątpliwą wydaje się teza, według której cenzor miałby nie poznać się na takim zabiegu – wszak bardzo szybko czysty trichloroetylen został wycofany ze sprzedaży bezpośredniej, podobnie jak środki wybielające, a cała sprawa z narkotycznym działaniem tego związku była głośna wśród krajowej opinii publicznej[13]. Widocznie uznano, że taki tekst w ograniczonym zakresie – zespół wykonywał utwór podczas koncertów i stworzył jedno nagranie na potrzeby lokalnego Polskiego Radia Wrocław – może funkcjonować.

Wypada jeszcze odnieść się do przedstawionego już poglądu, według którego działalność zespołu „Romuald & Roman” była celowo ograniczana. Wydaje się, że tak było w istocie, szczególnie na arenie ogólnopolskiej: zespół nie wydał, w czasie swojej działalności, żadnej płyty długogrającej, a jedynie dwa single. Jeden  utwór zespołu wykorzystano w filmie „Trąd” w reżyserii Andrzeja Trzos-Rastawieckiego[14].

One Comment

  1. Fascynujący artykuł. Szczególnie zainteresował mnie wątek na temat Grupy Stress. Jestem z Poznania i jestem kibicem Kolejorza. Słyszałem w przeszłości wielokrotnie na stadionie hymn. Jednak nie wiedziałem kto go wykonywał. Jednak od kilku lat przed meczami jest odtwarzana inna wersja hymnu. Z tymi samymi słowami ale wykonywana przez kogoś innego.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*