Historia społeczna III Rzeszy | Recenzja

R. Grunberger, „Historia społeczna Trzeciej Rzeszy”

W swoim życiu, może i nie jest przesadnie długie, sporo czasu spędziłem studiując czasy II wojny światowej w różnych jej aspektach. Mimo tego nie mogę powiedzieć, żebym wiedział dużo zwłaszcza wziąwszy pod uwagę skalę zagadnienia. Trzeba przyznać, że rzadko wpadały w moje ręce rzeczy mówiące o ludziach żyjących w Niemczech Hitlera. Jeśli już, to dotyczyły one wierchuszki partyjnej. Dopiero niedawno dostałem Historię Społeczną III Rzeszy autorstwa Richarda Grunbergera. I tu muszę już powiedzieć jedną rzecz – zmieścić taki ogrom materiału na kilkuset stronach tekstu i zrobić to bez uszczerbku dla omawianego zagadnienia, to naprawdę wyczyn.

Grunberger urodził się w Austrii w 1924 r. w rodzinie żydowskiej. Jako nastolatek opuścił Wiedeń niedługo po Anschlussie. Wyjechał do Anglii i tam już osiadł. Skończył historię i w swojej działalności naukowej po studiach zajmował się Niemcami nazistowskimi. Historia Społeczna… nie jest jego jedyną książką, ale chyba najbardziej znaną. Ukazała się po raz pierwszy w 1971 r. Od tamtej pory przetłumaczono ją na wiele języków. Dopiero niedawno ukazało się polskie tłumaczenie, które dostałem od Wydawnictwa Znak.

Książka, jaka do mnie przyszła, liczy sobie niemal 600 stron. Jest w twardej oprawie i zszyta, a papier jest matowy. Bardzo dobrze to wygląda. Po przewertowaniu okazuje się jednak, że nie ma ilustracji ani zdjęć. Ani map. Nie można mieć wszystkiego. Praca składa się z 30 rozdziałów i każdy poświęcony jest innemu zagadnieniu. Pierwszy opisuje rzeczywistość Republiki Weimarskiej, zwanej najczęściej po prostu Weimarem. Stanowi on niejako punkt wyjścia dla reszty książki. W kolejnych rozdziałach Grunberger opisuje bardzo wnikliwie różne aspekty życia. Nie tyle życia w konkretnym państwie, co życia w ogóle.

Spokojnie można wziąć schemat i według niego opisać sytuację w dowolnym państwie. Krok po kroku pokazuje jak NSDAP i cała jej ideologia schodzą ze szczytów władzy i powoli obejmują swoimi mackami kolejne obszary życia, aż w końcu sadowią się w sypialniach i kuchniach zwykłych Niemców. Czy tego chcą czy nie. Partia jest zła, ale nie tylko z powodów ideologicznych. Jest zła, jako partia, jako organizm polityczny. Toczą ją wszelkie nowotwory, jakie mogą stać się udziałem polityków – korupcja, nepotyzm, promowanie miernot, partykularyzm. Partia nie jest na początku dobra i dopiero z czasem ulega rozkładowi. Tutaj gnije ona od samego początku i stopniowo ta zgnilizna schodzi coraz niżej i atakuje kraj. Zmienia się podejście niemal do wszystkiego. Grunberger pokazuje to w wielu miejscach po prostu statystyką, na przykład zmianami w liczbie lekarzy na określoną liczbę pacjentów czy procentowym udziałem różnych produktów w diecie.

Pokazane są też rozmaite absurdy ówczesnej rzeczywistości. Z jednej strony rodzina była promowana niemal na każdym kroku, z drugiej rosła liczba rozpadających się małżeństw, śluby zawierano z powodów ekonomicznych czy nawet eugenicznych. Kobiety miały jednocześnie zostać w domu i rodzić kolejne dzieci i pracować wszędzie tam, gdzie nie było mężczyzn. Z jednej strony promowano dzietność i wprowadzano różne programy wsparcia finansowego, z drugiej zepchnięto wiele kobiet do roli po prostu inkubatorów dla dzieci SS-manów. Samotne kobiety rodziły i miały rodzić dzieci dla Fuhrera. Wreszcie partia mówiła z czego i jak powinno się śmiać, co oglądać w kinach, co czytać. Nieprawomyślni byli karani, a donosili na nich ich sąsiedzi. Jeśli ktoś szuka po prostu definicji państwa totalitarnego i państwa totalnego, to ta książka służy jako znakomity przykład.

Niestety, nie udało mi się w niej znaleźć odpowiedzi na jedno proste, a zarazem fundamentalne pytanie – jak w ogóle udało się nazistom to wszystko? Autor również nie zajmuje się kwestiami czysto wojennymi. Nie opisuje kolejnych kampanii w Europie, nie ma przygotowań, nie opisuje Anschlussu, remilitaryzacji Nadrenii, wyjścia z Ligii Narodów, relacji ze Związkiem Sowieckim czy konferencji monchijskiej. Oczywiście, jakieś echa tych wydarzeń pobrzmiewają, ale są niesamowicie ciche. Wybrzmiewa natomiast kakofonia dźwięków opisujących postępującą degrengoladę społeczeństwa uchodzącego za światłe i znakomicie zorganizowane.

Wydawnictwo: Znak

Ocena recenzenta: 5/6

Jakub Łukasiński

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*