Homines Internees – część I

Internowanie Polaków w Szwajcarii było epizodem bardzo długim, pokrywającym się niemal w całości z okresem działań zbrojnych związanych z II wojną światową. Liczna bo kilkunastotysięczna grupa pełnych bojowego zapału żołnierzy, którzy opuścili rodzinny kraj, by walczyć z wrogiem u boku Francji została w okresie od czerwca 1940 do grudnia 1945 wyłączona ze sfery aktywności wojskowej. Szwajcaria wbrew pozorom nie była w owym czasie sielankową wyspą, odporną na negatywne wpływy i skutki tragicznych wydarzeń wojennej katastrofy. Solidarność i szlachetne gesty ze strony części społeczeństwa szwajcarskiego z jednej strony, ale też bezwzględna realpolitik i zmaganie się z własnymi słabościami z drugiej były zjawiskami, którym musieli Polacy stawiać czoła w quasi pozawojennej rzeczywistości.

Przeczytaj część II i część III 


II wojna światowa to jak wiadomo okres pięciu trudnych i niezwykle tragicznych lat, po których historia wznosi nas raz po raz wysoko, by co pewien czas zrzucić bezlitośnie z łomotem z wysokiego piedestału. Batalistyczne asocjacje pełne krwi, bohaterskich wyczynów i ogłuszającej kanonady pocisków tkwią mocno w polskiej narodowej pamięci, która nie toleruje raczej stanu niewrażliwej bezczynności. W tym układzie zdarzeń oparta na sojuszniczych paktach rola naszych sprzymierzeńców jest oceniana jednoznacznie źle. Tym bardziej nie ma wątpliwości co do osądu wrogich i barbarzyńskich poczynań Trzeciej Rzeszy, czy też „wrogiego” sojusznika – Związku Radzieckiego. Historia stosunków polsko – szwajcarskich znajduje w tym okresie miejsce zupełnie małe, niejako odzwierciedlając wielkość powierzchni tego państwa. W ów niewielki fragment nieprzebranych stron wojennej historii wdzierają się niemniej jednak pytania o rolę i postawę Szwajcarii w największej z wojen. Miejsce na mapie dziejów tych licznych polskich żołnierzy, którym długie lata wojny przyszło spędzić w tym neutralnym kraju. Czy wreszcie wzajemne oddziaływanie tych dwóch obcych sobie w sferze kulturowej a zwłaszcza światopoglądowej czynników.

W obronie Francji. Szwajcarzy w obliczu wojny

Dziwna wojna” jaką Francja wypowiedziała Niemcom z początkiem września 1939 trwała tak naprawdę nadal także po ataku Hitlera wiosną 1940 roku. Traktowani nieco jak niechciane dzieci polscy żołnierze, walczący za Paryż trafili w wyniku działań wojennych na terytorium neutralnej Szwajcarii. Wydarzenia wojenne pokazały, że neutralność nie jest wcale mimo uwarunkowań prawnych stanem niezaprzeczalnym i to zarówno dla państw ościennych, jak też samego „bezstronnego państwa”.

Samo miejsce nie robi na nas większego wrażenia. Polscy żołnierze angażowali się w wojenny zapał w najróżniejszych częściach świata. Pierwszym naturalnym kierunkiem ich wojennej emigracji była Francja. Mimo że na skutek decyzji podjętych w uzgodnieniu z brytyjskim sojusznikiem 12 września 1939 w Abbeville francuskie władze cywilne i wojskowe pozostały jedynie biernym obserwatorem polskiej militarnej i politycznej klęski. Przegrana II RP mimo oczywistej ogromnej przewagi hitlerowskich Niemiec pobudzała szczególnie w ostatnim czasie sumienie naszej narodowej tożsamości, skłaniając do niekiedy daleko idących samokrytycznych interpretacji tego tragicznego wydarzenia. Ostra ocena pojawiła się także po jesiennej klęsce polskich wojsk ze strony kręgów francuskich, gdzie zarzucano Polsce zbyt małą skuteczność w walkach obronnych z najeźdźcą. Jej stereotypowym ujęciem także nad Sekwaną był ułan dziarsko prezentujący swą szablę przed kolumną wrogich czołgów. Zwykle poza sferą militarnej rachuby są przy tym dane dotyczące strat, jakie ponieśli Niemcy w kampanii przeciwko Polsce, które zdają się jednak rehabilitować w pełni siłę naszej „kawalerii”. W okresie trwających ponad miesiąc działań wojennych wermacht stracił 400 dział i moździerzy, 1000 czołgów i wozów pancernych oraz ponad 300 samolotów. Liczba 10 tysięcy zabitych i 30 tysięcy rannych niemieckich żołnierzy wydaje się być mocno zaniżona. W dodatku powstałe w wyniku wojny z Polską straty powstrzymały Hitlera przed szybkim wdrożeniem kolejnego kierunku podboju tym razem po zachodniej stronie swoich granic. Największa armia Europy, jaką przynajmniej formalnie stanowiły francuskie wojska, zyskała zatem czas na lepsze przygotowanie do nieuchronnej konfrontacji. Podpisanie stosownego porozumienia o udziale w tej wojnie również Polaków pomiędzy premierem Sikorskim a Eduardem Daladierem – szefem francuskiego rządu miało miejsce już 21. września, w więc jeszcze w czasie działań wojennych w Polsce. Zdecydowano wtedy mimo pewnej rezerwy Francuzów na utworzenie polskiej armii, wchodzącej w skład sił zbrojnych Republiki Francuskiej. Decyzja ta miała też wymiar polityczny. Powstanie polskich oddziałów za granicą gwarantowało ciągłość państwowości polskiej i uznania naszego kraju jako nadal aktywnego sojusznika. Miejscem pierwszego punktu zgrupowania dla kandydatów do nowo tworzonego wojska był obóz w Bretanii. Samo dotarcie do niego z ogarniętej wojną ojczyzny było nierzadko śmiertelnym w skutkach wyzwaniem. Mimo to siła polskiego wojska na ziemi Balzaca wyniosła około 85 tysięcy żołnierzy, choć większość z nich stanowili mieszkający tam emigranci zarobkowi jeszcze z okresu I wojny. W listopadzie rozpoczął się już proces formowania wojska. Na początku przystąpiono do tworzenia dwóch dywizji piechoty, których nazwy określały początkowo jedynie liczebniki porządkowe. Pierwsza została przemianowana w maju 1940 roku na 1. Dywizję Grenadierów, druga pozostała przy nazwie 2 Dywizji Strzelców Pieszych (2 DSP). Z tych dwóch związków taktycznych wyodrębniono bataliony, które stały się później częścią Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich. Istniały poza tym dosyć słabe siły pancerne i lotnicze. Z powstałych zalążków dwóch kolejnych planowanych dywizji nie ustało się ostatecznie uformować kompletnych grup bojowych. Na miejsce tworzenia 2. Dywizji wyznaczono obszar Parthenay w zachodniej Francji w rejonie Deux-Sėvres. Warunki życia żołnierzy wymagały od nich dużej wytrwałości. Zakwaterowani w stodołach i na strychach odczuwali skutki surowej zimy. Pozbawieni ogrzewania na przydział koca mogli liczyć jedynie ci, którzy nie posiadali wojskowego płaszcza, który podczas mroźnych nocy pełnił jego funkcję. Aby uniknąć zamarznięcia spali ciasno jeden przy drugim. Dowódcą 2 DSP został doświadczony w kampanii

Generał brygady Bronisław Prugar-Ketling Zdj. Narodowe Archiwum Cyfrowe

wrześniowej w randze pułkownika, walczący we Francji już w 1918 w armii Hallera, generał brygady Bronisław Prugar-Ketling. Przed zasłużonym dowódcą stało trudne zadanie. Okres przewidziany na szkolenie żołnierzy był krótki, brakowało broni do ćwiczeń, czasem nawet mundurów, lekarstw i żywności. Było to poniekąd efektem postrzegania roli militarnej Paków przez Francję. Pokładający pełną wiarę w linię Maginota francuski sztab wojskowy nie zakładał dużej przydatności polskich formacji. Postawa Francji wobec Polski uległa co zrozumiałe zmianie dopiero wiosną 1940 roku. Ze skali zagrożenia zdano sobie w Paryżu sprawę już po zajęciu Norwegii przez nazistów. Początkowo Drugą Dywizję przeniesiono w maju tegoż roku do rejonu Colombey-les Belles, gdzie miała pełnić rolę odwodu 3. Armii Francuskiej. W nowym miejscu dopełniono procesu organizacji i szkolenia jednostki. Po miesiącu od rozpoczęcia działań wojennych – 8. czerwca 1940 sztab francuski podjął jednak decyzję o zmianie przyporządkowania i obszaru działania, liczącej wówczas prawie 16 000 żołnierzy formacji. Tym razem obok 67. Dywizji Francuskiej oraz 2. Pułku Kawalerii Marokańskiej Polacy stanowili element 45. Korpusu Armii pod dowództwem generała Mariusa Daille. Korpus ten zaś był częścią 8. Armii Francuskiej. Decyzja o zmianie przydziału wiązała się z przetransportowaniem polskiego wojska do południowo-wschodniej części kraju w rejon miasta Belfort. Manewr ten odbywał się w ramach planu uszczelnienia południowego fragmentu granic państwa między linią Maginota a granicą szwajcarską. Poufne plany paryskich sztabowców zakładały także ewentualne wkroczenie do Szwajcarii, w razie gdyby wojska niemieckie chciały pogwałcić neutralność kolejnego po Belgii kraju o tym statusie. Kierownictwo armii francuskiej miało otrzymać tajne informacje o gotowości aż 25 dywizji niemieckich do podjęcia takiej właśnie drogi na skróty z wykorzystaniem szwajcarskich dróg celem ataku na południowe skrzydło wojsk III Republiki. Obawy Francuzów nie były pozbawione racji, gdyż granice Szwajcarii były w owym czasie miejscem licznych akcji sabotażowych, oraz demonstracyjnego przemieszczania się oddziałów wermachtu wzdłuż linii demarkacyjnych. Dopiero po czasie stało się jasne, że działania te miały charakter inscenizacji dla wprowadzenia przeciwnika w błąd. Mimo ze wojska niemieckie w tym rejonie były w rzeczywistości dość słabe, stworzono skutecznie wrażenie nadciągających wielkich sił ofensywnych, które miały za zadanie obejście linii Maginota z pogwałceniem prawa międzynarodowego. Stosowny efekt wspomagała niemiecka dyplomacja poprzez „kontrolowaną niedyskrecję” pracowników nazistowskich organów państwowych o planowanym ataku mającym przebiegać przez zachodnie kantony Szwajcarii. W połowie maja 1940 minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels zapowiedział w jednym ze swych wystąpień, że w przeciągu dwóch dób przestaną istnieć w Europie państwa neutralne. Wiara władz szwajcarskich w nienaruszalność terytorialną państwa uległa co zrozumiałe głębokiemu zachwianiu. W tej sytuacji Francja wydała się dla władz helweckich właściwym sojusznikiem. Tajne uzgodnienia międzyrządowe na linii Berno-Paryż sprzed wybuchu wojny zakładały właśnie skierowanie przynajmniej jednej dywizji w rejon przy granicy obu państw, ten w którym stacjonowała m.in. dywizja polska. Do tej pory jeszcze w dawnym rejonie szwajcarskich umocnień  Gempenplateau w kantonie Solothurn można natrafić na stanowiska strzelnicze przystosowane także do broni francuskiej. Realizując zamysł obrony kraju pas obronny wokół Belfortu został podzielony na dwa odcinki: część północną oraz południową. Ten drugi fragment przypadł w zadaniu 2. Dywizji. Niestety nadal była ona słabo uzbrojona i wyposażona, a w dodatku narażona na sprzeczne rozkazy dowództwa francuskiego. W tym miejscu doszło do pierwszej konfrontacji Polaków z siłami niemieckimi. Mimo skutecznej obrony polskiej linii, wojska niemieckie spychały stopniowo cały 45. Korpus w kierunku granicy szwajcarskiej. Armia III Rzeszy wykonała manewr w kierunku północnym, by po osiągnięciu miejscowości Vesoul skierować się ponownie na południe, tym sposobem stając tuz za plecami koalicyjnego korpusu i blokując jego możliwości operacyjne. Francusko-polsko-afrykańskie wojska utknęły w poważnej pułapce. Polska dywizja z trudem wykonała rozkaz zajęcia pozycji przy wzgórzach Clos du Doubs i znajdującej się w tym rejonie niewielkiej miejscowości Maîche. Ze względu na wojenny chaos konieczne było przedzieranie się pomiędzy uciekającymi cywilami i żołnierzami francuskimi, których postawa uwidaczniała ich kompletny brak wiary w zwycięstwo. Wzgórza miały wedle otrzymanych komend stanowić punkt oporu, zamykający wszystkie drogi prowadzące do Szwajcarii. Kolejny rozkaz przemieszczenia nadszedł już tego samego dnia kierując Polaków miedzy dolinę St. Hyppolyte a granicę szwajcarską. Dzień później silne niemieckie natarcie pancerne skierowało się właśnie w kierunku tej doliny oraz miejscowości Damprichard. Skuteczny choć słabnący opór Korpusu stanowił zarazem parawan ochronny dla pozostałych dywizji francuskich, które przedzierały się do wciąż niezajętej przez wroga południowej Francji. Ten sam kierunek odwrotu rozważano także w sztabie generała Daille’a. Wszelkie rachuby wykluczały jednak zarówno możliwość przebicia się przez pozycje wroga, jak też ich ominięcie. Jedynym rozwiązaniem, które pozwalało na wydostanie się z patowej sytuacji i uniknięcie strat było przekroczenie granicy szwajcarskiej. Na podjęcie decyzji wpłynęło również bez wątpienia stanowisko Rady Federalnej czyli szwajcarskiego rządu, który po pierwsze wydał zgodę na ewentualne internowanie tkwiącego w pułapce korpusu, po drugie zastrzegł jednocześnie, że jeśli Francja podpisze spodziewane zawieszenie broni granice Konfederacji (oficjalna nazwa państwa – Konfederacja Szwajcarska jest myląca, gdyż Szwajcaria jest w rzeczywistości krajem związkowym) zostaną bezzwłocznie zamknięte. Dla polskich żołnierzy oznaczałoby to perspektywę niemieckiej niewoli. Tymczasem część wojsk francuskich, należących do 45. Korpusu podjęła wymarsz w kierunku Szwajcarii jeszcze podczas walk o St. Hyppolyte i Maîche, osłabiając tym samy jego wartość bojową. W tej sytuacji generał Prugar-Ketling porozumiał się z władzami polskimi, otrzymując zgodę na przedostanie się do neutralnego państwa w nocy z 19 na 20 czerwca 1940. O godzinie 17 pierwszego 19 czerwca decyzję o ewakuacji potwierdził rozkaz dowództwa francuskiego, nakazujący przejście na drugą stronę po zakończeniu walk. Generał wykonał go, nakazując honorową walkę aż do wyczerpania amunicji, po czym pierwsze oddziały polskie przeszły tego dnia przez posterunki graniczne między godziną 20 a 21. Ostatnia polska drużyna znalazła się w wolnym państwie po godzinie 5 rano 20 czerwca. Punkty graniczne w Gaumois, Burnevillers, Brėmoncourt i Montancy przywitały około 12 tysięcy polskich żołnierzy, w tym 200 z 1 Dywizji Grenadierów. Liczba podążających wraz z Polakami wojsk francuskich była ponad dwukrotnie wyższa.

Polacy pozostawili za sobą tym samym kolejny epizod kampanii II wojny światowej. Miejsce, gdzie żołnierski potencjał nie został w pełni wykorzystany. Z pewnością trudno było jednak podejmować walkę w państwie, które nie tylko nie doceniało wkładu swojego sojusznika, ale również którego obywatele nie wyrażali zapału i chęci, by go bronić. Groteskowe sytuacje, nie tylko z okresu tzw. dziwnej wojny, wprawiały w zdumienie nawet oficerskie sztaby wroga. Istniały przypadki, gdy dowódcy francuskich jednostek na danym obszarze kontaktowali się telefonicznie ze sztabem oddalonej jeszcze o kilkadziesiąt kilometrów nacierającej formacji niemieckiej, wyrażając zamiar poddania się! Trzecia Republika Francuska była w gruncie rzeczy państwem słabym politycznie, ze źle dowodzoną i przygotowaną mimo że wedle potencjału zbrojnego silną armią. Rozmiar jej klęski pogłębia fakt, że atakowi na Francję towarzyszyło w tym samym czasie natarcie na Belgię i Holandię – kraje tak samo zaangażowane w wojnę. Poza Polakami armię Gamelina i Weyganda wspierali przecież też Brytyjczycy. Jak zauważył Jarosław Krawczyk „Republika poszła na wojnę z dramatycznie zachwianą tożsamością, głęboko podzielona, nie tylko bez wiary w zwycięstwo, ale nawet bez wiary w samą siebie”. Francuzi nie chcieli umierać nie tylko za Gdańsk, ale nie chcieli też ginąć za swój kraj.

Spokój porosłych gęstymi lasami szwajcarskich szlaków, po których maszerowali polscy żołnierze nie odzwierciedlał burzliwości procesów politycznych i społecznych, jakie rozgrywały się w przededniu wybuchu II wojny oraz podczas jej trwania w tym małym górskim państewku. Faktycznie neutralna od 1515 roku Szwajcaria potwierdziła ten stan w 1674 poprzez ogłoszenie światu swojej bezstronności we wszelkich konfliktach, a w 1815 jej status został zatwierdzony w prawie międzynarodowym. Również w obliczu nadciągającej wojny władze szwajcarskie zdecydowały nie pozostawiać wątpliwości co do ich roli w tym konflikcie. 31 sierpnia 1939 Rada Federalna rozesłała deklarację o nieangażowaniu się w przyszły konflikt do ponad 40 zagranicznych rządów. Zawarcie porozumienia politycznego z Francją wskazywało jednak na realizm polityczny berneńskich władz, które w hitlerowskich Niemczech upatrywały zagrożenia dla swojej integralności terytorialnej. Obietnica wodza III Rzeszy, którą złożył przed jednym ze szwajcarskich polityków w 1938 roku, że wyklucza atak na południowego sąsiada nie była, choćby ze względu na doświadczenia I wojny (atak na Belgię) traktowana tam poważnie. Dzień po ogłoszeniu neutralności Prezydent Federacji Philipp Etter zarządził 1 września mobilizację generalną. Następnego dnia 450 tysięcy mężczyzn zostało wcielonych do tzw. służby czynnej (Aktivdienst). Żołnierze mieli być wspierani przez zaciągnięte do wojska w ramach służby pomocniczej (Frauenhilfsdienst) kobiety, powołane w licznie 10 000. Sytuacja polityczna i militarna nie dawała podstaw do optymizmu. Na skutek mobilizacji w obszarach wiejskich powstały ogromne braki rąk do pracy. Słabo wyposażona armia konfiskowała nawet prywatne pojazdy. Brakowało broni, amunicji i co istotne nawet planów operacyjnych. Broń przeciwpancerna nie mogła stanowić zagrożenia dla silnego przeciwnika, jakim w razie wojny mogłyby stać się Niemcy. Stopień motoryzacji armii uniemożliwiał skuteczną i szybka mobilność jednostek. Nieco lepiej wiodło się wojskom lotniczym. Tuż przed wybucham wojny armia zakupiła w Niemczach 80 bardzo nowoczesnych jak na owe czasy samolotów. Messerschmitty wkrótce po przybraniu barw nabywcy zostały siłą paradoksu historii użyte do stawienia czoła takim samym modelom broni powietrznej tyle że z emblematami czarnego krzyża. Tylko w okresie od sierpnia do grudnia 1939 odnotowano nad Szwajcarią 143 naruszenia przestrzeni powietrznej przez jednostki Göringa. Do poważnych konfrontacji doszło jednak głównie podczas realizacji niemieckiego planu „Fall Gelb”, kiedy to niemieccy piloci z upodobaniem przelatywali wzdłuż granicy szwajcarskiej, nierzadko przecinając terytorium kraju po to by szybciej znaleźć się nad Francją. Konsekwencją tych poczynań było zestrzelenie w pierwszych dniach czerwca 1940 bombowca Heinkel 111 oraz ciężkiego

Henri Guisan – głównodowodzący armii Szwajcarii podczas II wojny światowej

myśliwca Messerschmitt 110 przez szwajcarskie myśliwce. Rząd Rzeszy wystąpił wówczas do władz Konfederacji z gwałtownym protestem, twierdząc, ze do zestrzelenia doszło nad Francją i żądając odszkodowania. Kilka dni później – 8 czerwca nad Szwajcarią pojawiła się eskadra 30 maszyn niemieckich, wysłana najprawdopodobniej w ramach akcji odwetowej. W walce, w której wzięło udział od 8 do 10 pilotów szwajcarskich sił powietrznych zestrzelono cztery bombowce Luftwaffe, pozostałe maszyny zaś zostały zmuszone do odwrotu. Konflikt, w który zaangażował się nie tylko dowódca niemieckich sił powietrznych ale nawet sam Hitler wyzwalał po stronie agresorów dodatkowo fakt, że flota szwajcarska zawdzięczała swą skuteczność właśnie konstrukcjom inżynierów z III Rzeszy. 90 nowoczesnych maszyn typu Me 109 D i 109 E pochodziło z Niemiec, a ostatnie z nich trafiły do kraju docelowego dopiero w kwietniu 1940 roku, a więc tuż przed samym incydentem. Podejrzewa się przez to, że piloci niemieccy ze względu na używanie tego samego typu maszyn nie zawsze byli w stanie na czas rozpoznać przeciwnika. Ostatnią próbą zemsty było wysłanie na terytorium Szwajcarii 10 sabotażystów z zadaniem zniszczenia kilku lotnisk i fabryki amunicji w Altdorf. Grupa dywersyjna została jednak w porę unieszkodliwiona. Szwajcarzy nie zamierzali pozostać bierni w razie ewentualnej agresji z północy. Zasady obrony zakładały zastosowanie sięgającej jeszcze XIX wieku strategii tzw. rėduit national (narodowego zaułka określanego w polskich opracowaniach jako reduta narodowa) – głównego obszaru obrony umiejscowionego w górzystej głębi kraju. Od strony wschodniej, zachodniej i południowej rejon ten otoczony był umocnieniami w Sargans, St.Maurice i Gotthard. Zewnętrzne pierścienie obrony miały stanowić jednostki ochrony granic, oraz wysunięte wokół reduty przyczółki. Główny punkt obrony miał być zatem ulokowany w „alpejskiej twierdzy” wśród górskich szczytów, gdzie jak zakładano do obrony wystarczała mniejsza ilość żołnierzy. Do szuflad niemieckiego sztabu generalnego trafił natomiast plan „Operacji jodła” (Operation Tannenbaum), dotyczący możliwego uderzenia na Szwajcarię.

Ze względu na bliskość i kulturowe podobieństwo nowa ideologia państwowa mocarstwowego sąsiada znajdowała zwolenników także wśród – głównie niemieckojęzycznych – Szwajcarów. Zorganizowani pod nazwą frontystów zwolennicy narodowosocjalistycznej ideologii nie uzyskali jednak szczególnego poparcia społecznego ani siły politycznej wśród zwykle sceptycznie nastawionej do nowych społecznych prądów ludności. Swoją rolę w historii kraju zaznaczyli poprzez zdobycie 1 mandatu w Radzie Narodowej (jedna z izb parlamentu obok Rady Stanów) w kadencji 1935-39, kilku miejsc w radzie miasta Zurychu, oraz paru w radzie kantonu Szafuza. Proniemiecki trend był dostrzegany także wśród części elit, choć nie wiązały się z nim zwykle żadne polityczne deklaracje przynależności partyjnej. Zamieszkali w Szwajcarii Niemcy angażowali się – podobnie jak w Polsce – w działalność piątej kolumny. W celu przeciwdziałania zachwianiu tożsamości narodowej wielokulturowego państwa ludzie kultury, uczeni i politycy już od lat 30tych realizowali akcję określaną mianem duchowej obrony kraju (Geistige Landesverteidigung). W obrębie filmu, sztuki, prasy, czy akcji wystawowych propagowano wszystko to, co mogło wzmocnić ducha narodu i poczucie integralności. Za parawanem tych działań kryła się jednak także pozbawiona duchowej wzniosłości realpolitik. W roku 1936 rząd federalny uznał przewrót wojskowy generała Franco dla ratowania i utrzymania narodowych interesów handlowych i przemysłowych w Hiszpanii. W tym samym roku Szwajcaria była pierwszym państwem demokratycznym, które uznało podbój Mussoliniego w Etiopii. Dwa lata później po aneksji Austrii przez III Rzeszę do Szwajcarii napłynęła pierwsza duża fala uchodźców żydowskich – łącznie około 6 tysięcy cywilów. W reakcji Departament (ministerstwo) Sprawiedliwości i Policji skierowało w maju 1938 wniosek do rządu podkreślając – ze względu na stan rynku pracy i napływ obcych elementów – konieczność stałego zakazu dłuższego pobytu dla prześladowanych uchodźców. Szwajcarski poseł Dinichert pisał natomiast w tym samym czasie z Berlina do swoich przełożonych: „najprostszym sposobem byłoby oczywiście ograniczenie obowiązku wizowego do niearyjskich obywateli Niemiec (…)”. Na konferencji w Erewaniu w tym samym roku Szwajcaria forsowała bezskutecznie pomysł, aby część przebywających na jej terytorium uchodźców została w przyszłości przejęta przez inne kraje. W obawie przed dużą falą imigrantów rząd Szwajcarii rozważał w konsekwencji wprowadzenie wiz dla wszystkich obywateli Niemiec. W odpowiedzi rząd Rzeszy zaproponował umieszczenie w paszportach Niemców żydowskiego pochodzenia pieczątki z literą „J” dla ich łatwej identyfikacji przez szwajcarską straż graniczną. Wątpliwości w gronie szwajcarskich polityków nie były na tyle silne, żeby odrzucić propozycję Berlina. Stosowne porozumienie podpisano 10 listopada 1939 a więc na świeżych odłamkach kryształowej nocy. Prezydent Johannes Baumann uzasadnił decyzję rządu przed Radą Narodową w następujących słowach:” Oczywiście podjęte środki (…) są uzasadnione wyłącznie przez troskę o ty, by bronić się przed ogarnięciem naszego kraju przez obcy element i przed obciążeniem naszego rynku pracy na niekorzyść naszych własnych obywateli”. W roku 1940 Szwajcaria wypuściła internowanych od początku wojny kilkunastu żołnierzy niemieckich. Było to jednoznacznym pogwałceniem prawa obowiązującego w neutralnym państwie, ale zarazem wymownym sygnałem konformizmu wobec Rzeszy. Za podobny gest można z pewnością uznać akceptację dla zorganizowanej dwa lata później w Zurychu wielkiej masowej demonstracji Niemców. W ogromnym stadionie halowym – największej hali ludowej w kraju 12 tysięcy (niemieckich) uczestników dawało wyraz swej ekscytacji wojną, nazizmem i wolą zwycięstwa.

Przeczytaj część II i część III 

Piotr Solbach

Bibliografia

Literatura naukowa i popularnonaukowa

– Bonjour Edgar : „Geschichte der schweizerischen Neutralität: vier Jahrhunderte eidgenössischer Aussenpolitik“, Helbing & Lichtenhahn: Basel 1965–1976. (9 Bände)

– Linke Manfred „Schweizerische Aussenpolitik der Nachkriegszeit”, Verlag Rüegger AG, Chur/ Zürich 1995

– Riklin Alois et al. „Noveau manuel de politique extėrieure suisse“, Verlag Paul Haupt, Bern 1992

– Stadelmann, Jürg; Krause, Selina, „Concentrationslager Büren an der Aare 1940-1946“, Baden 1999

– Smoliński Józef, „Wojsko Polskie we Francji, Warszawa 1995.

Artykuły

– Diggelmann Oliver „Wie viel Neutralität können wir uns noch leisten?“ w ZeitOnline, 4. sierpień 2011, http://www.zeit.de/2011/32/CH-Neutralitaet

– Keller Christoph „Im Namen der Hygiene” w „Das Magazin” Nr 15. 05. bis 11. 02. 2000, Tages-Anzeiger

– Maissen Thomas „Warum es die Schweiz gibt” w ZeitOnline, 17. września 2010, http://www.zeit.de/2010/38/CH-Geschichte

Matyja Mirosław „Polscy żołnierze internowani w Szwajcarii w czasie II wojny światowej” w Magazyn Polonia, 2. lipiec 2011, http://www.magazynpolonia.com/artykul/historia,polscy-zolnierze-internowani-w-szwajcarii-w-czasie-ii-wojny-swiatowej,4e107aab46c92

– – Rucki Jerzy, „Na marginesie listu otwartego“ w Nasza Gazetka nr 1 (214) 2001, http://www.nasza-gazetka.com/Menu_NG/ng2001/ng2001_2/stadel_x.htm

– „Rzeczpospolita”, dodatek specjalny: Batalie największej z wojen, Nr 11, 23 maja 2009, Upadek Francji

Saurer AndreasDie «Polenwege» allein sind keine Garantie für ewige Harmonie“ w Berner Zeitung, 4. październik 2012, http://www.bernerzeitung.ch/schweiz/standard/Die-Polenwege-allein-sind-keine-Garantie-fuer-ewige-Harmonie/story/22453547

– Urner Klaus „Rapport auf dem Rütli“ w Zeit Online, http://www.zeit.de/1970/46/rapport-auf-dem-ruetli, artykuł z 13. Listopada 1970

Wspomnienia i reportaże

– Lanckorońska Karolina „Wspomnienia wojenne“, Wydawnictwo Znak, Warszawa 2001

– Rucki Jerzy „Na ziemi Wilhelma Tella“, Wydawnictwo Bellona, Warszawa 1993

Opracowania

Wüthrich Christiana „Concentrationslager Büren an der Aare 1940-1946“, Maturaarbeit am Seelandgymnasium, Biel 2012

Filmy dokumentalne

– Concentrationslager Büren an der Aare 1940-1945 film dokumentalny z serii Spuren der Zeit w Schweizer Radio und Fernsehen, emisja: 5. Grudnia 1990

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*