Ostatnie wydarzenia z kalendarium historycznego

Jak bombardowano Wielką Brytanię podczas I wojny światowej

Jak bombardowano Wielką Brytanię podczas I wojny światowej

Początek XX wieku przyniósł światu wiele innowacji technologicznych, które szybko odnajdywały swoje zastosowanie zarówno wśród fascynatów, jak i w powszechnym użyciu. Radio, samochód, maszyny latające, to wszystko otwierało wiele możliwości. Gdy nadeszła pierwsza wojna światowa, armie, które do tej pory z pojawiającymi się innowacjami raptem zaczynały się oswajać, mogły rozwinąć ich zastosowanie na skalę coraz bardziej masową. Jednym z najbardziej znaczących tego typu eksperymentów były niemieckie bombardowania strategiczne skierowane przeciwko Wielkiej Brytanii.

Przed pierwszą wojną nie istniało pojęcie „bombardowanie strategiczne“. Jednak by uporządkować pojęcia, można stwierdzić, że bombardowanie strategiczne w odróżnieniu od bombardowań o naturze taktycznej nie jest przeprowadzone, w celu zadania strat wrogowi i osiągnięcia przewagi w czasie trwających walk, lecz aby osiągniąć cel długofalowy, jakim było osłabienie nie tyle samego wojska, co potencjału przeciwnika do prowadzenia wojny.

Złamać ducha

Sterowiec Schütte-Lanz SL 11
Fot: Wikimedia Commons

W momencie, gdy wojna zaczęła się coraz bardziej przedłużać, linia frontu na zachodzie ugrzęzła niemal w jednym miejscu, a zwycięstwo zdawało się coraz bardziej oddalać – Niemcy zdecydowali się na uderzenie w kraje przeciwników znajdujące się także za linią frontu. Choć władze niemieckie, w tym także, czy nawet przede wszystkim – cesarz, byli temu przeciwni, to już od początku wojny kręgi wojskowe opowiadały się za użyciem sterowców do niszczenia celów daleko za liniami wroga. Ostatecznie w styczniu 1915 roku strach przed konsekwencjami możliwego złamania artykułu 25 konwencji haskiej z 1907 roku zakazującej bombardowań powietrznych celów cywilnych, został przełamany przez naciski wojskowych i cesarz wyraził zgodę na bombardowania, choć zaznaczył przy tym, by unikać uderzania w cele niewojskowe. Zarówno rozbujały niemiecki militaryzm, jak i ograniczenia techniczne ówczesnego sprzęty, szybko i negatywnie zweryfikowały prośby swego zwierzchnika. 19 stycznia 1915 pierwsze sterowce uderzyły w cele cywilne w Anglii.

Ostatecznie same bombardowania zostały obliczone, przede wszystkim, na złamanie morale Brytyjczyków, którzy będąc bezpośrednio zagrożeni, mieli ostatecznie wymusić wyłamanie się Wielkiej Brytanii z wojny i separatystyczny pokój z Niemcami. Fakt, bomby spadały nie tylko na większe miasta, takie jak Londyn, ale także na mniejsze miejscowości (niezależnie od tego, czy stanowiły one pierwotny cele, czy też nie), miał sprawić wrażenie, że nikt już nie jest tak naprawdę bezpieczny. Royal Navy mogła panować niepodzielnie na morzach, lecz niebo miało należeć do lotnictwa niemieckiej armii i marynarki (gdyż aż do końca wojny, Niemcy nie mieli osobno zorganizowanego lotnictwa).

Paniczny strach wywoływany przez sterowce, a później także samoloty, nie przełamał morale na brytyjskim home froncie. Można nawet stwierdzić, że działo się wręcz przeciwnie. Strach doprowadził do zrodzenia się jeszcze większej nienawiści do „dzikich Hunów”, która szybko rosła dzięki nalotom. Ich wartość propagandowa dla władz brytyjskich wzrastała. Śmierć cywili motywowała do zaciągnięcia się do wojska, a gazety nierzadko żartowały, że naloty są najlepszym sposobem na pozyskanie rekrutów dla armii. Na plakatach głoszono, że lepiej zginąć w chwale na polu bitwy, niż od zrzuconej bomby. Niektórzy posuwali się nawet do stwierdzeń, że w dzielnicach, gdzie zaciąg określano jako słaby można by „przypadkiem” zostawić niezaciemnione ulice, aby „zmotywować” miejscowych do wsparcia wysiłku wojennego. Choć słowa te mogą wydawać się ponurym żartem, to jest w nich sporo prawdy, ponieważ zgłoszenia do wojska w miejscach będących celem niedawnych ataków, faktycznie były liczniejsze. Innymi słowy to, co miało osłabić brytyjskie poparcie dla wojny, zadziałało zupełnie odwrotnie.

Zniweczyć wysiłek

Oczywiście, samo powodowanie zniszczeń na wyspach także poniekąd było celem niemieckich lotników. Uszkodzenie lub zniszczenie takich obiektów, jak fabryki, czy stocznie osłabiłoby wyraźnie wysiłek wojenny. Obok samego fizycznego zniszczenia ważnym okzało się też zaburzanie pracy zakładów oraz procesów produkcji. Nierzadko po bombardowaniach, w których same fabryki mogły nawet nic nie ucierpieć, wysoki odsetek robotników nie stawiał się do pracy w obawie przed kolejnymi nalotami. Dotyczyło to szczególnie tych, którzy pracowali na nocnej zmianie, bardziej narażonej na stanie się ofiarami nalotów – ci czasem nie stawiali się do pracy w ogóle. Pracownicy zastraszeni i zmęczeni ciągłym stresem byli widocznie mniej wydajni, a opóźnienia w produkcji i zaburzenia w organizacji pracy dodatkowo obniżały aktywność.

Partnerzy



Przewiń do góry