Raubritterzy przestworzy
Podczas gdy sterowce zaczynały bombardować Anglię, na froncie zachodnim niemieckie lotnictwo musiało szybko dostosować się do zmieniających się warunków oraz postępów czynionych przez lotnictwo sił Ententy. Standardowe modele służące przede wszystkim do zwiadu, zaczęły być zastępowane konstrukcjami przeznaczonymi do konkretnych celów, czyli pierwszymi myśliwcami, samolotami bliskiego wsparcia ostrzeliwującymi cele na linii frontu i bombowcami przeznaczonymi do niszczenia dalej położonych celów. Podobnie jak w przypadku sterowców, tak i tu Niemcom udawało się przewyższać swoich przeciwników pod kątem jakości oraz osiągów. Szczególnie boleśnie odczuto to m.in. podczas tzw. Fokker scourge, która trwała mniej więcej do połowy 1916 roku. Wtedy to jednopłatowe myśliwce Fokker Eindecker bezapelacyjnie zdominowały przestrzeń powietrzną nad frontem zachodnim. Ostatecznie rozwój bombowców doprowadził do powstania maszyny Gotha G-IV, pierwszych samolotów użytych do bombardowania obiektów w Anglii, podczas operacji Tuerkenkreuz. Pierwsze duże bombardowanie z ich udziałem (dwadzieścia dwa samoloty) miało miejsce 25 maja 1917 roku. Mała maszyna, w porównaniu ze sterowcami, mogąca łatwiej uniknąć ognia, mogła udźwignąć siedem pięćdziesięciokilogramowych bomb. By bronić się przed lotnictwem nieprzyjaciela bombowce mogły przyjąć formacje, w których maszyny potrafiły się wzajemnie osłaniać. Cechowała je również większa odporność na warunki pogodowe. Samoloty okazały się o wiele skuteczniejsze od wyżej wspominanych sterowców.
Z początku bombardowania wykonywano za dnia, potem jednak zaczęto je prowadzić niemal wyłącznie w nocy, bo angielska obrona przeciwlotnicza znacząco się rozwinęła. Po zmroku na brytyjskim niebie było dla Niemców o wiele bezpieczniej. Zbrojenia oczywiście nie zatrzymały się i powstawały nowe, ulepszone modele bombowców Gotha. Poza nimi do nalotów strategicznych używano także tzw. Riesenflugzeuge, czyli “samolotów gigantów”. Większość tych konstrukcji zostało wyprodukowane jako pojedyncze egzemplarze, przez najróżniejsze niemieckie firmy, często nawet nie mające wiele wspólnego z lotnictwem, a duża część nie wyszła poza fazy prototypowe. Rozmiary tych maszyn przewyższały niemieckie konstrukcje z okresu drugiej wojny światowej. Niektóre osiągały rozpiętość skrzydeł do pięćdziesięciu metrów; dla porównania słynny i jeden z najbardziej rozpoznawalnych drugowojennych niemieckich bombowców, Heinkel He 111, miał rozpiętość liczącą zaledwie dwadzieścia trzy metry. Ostatecznie straty poniesione w wyniku nalotów sięgnęły liczby tysiąca czterystu czternastu zabitych i trzech tysięcy szesnastu rannych cywili, dwudziestu ośmiu brytyjskich lotników, przy czym Niemcy stracili pięćdziesięciu siedmiu lotników.
Uśpiona czujność
W odpowiedzi na niemieckie postępy, Brytyjczycy zostali zmuszeni by opracowywać nowe metody obrony. Na początku wojny Wielka Brytania praktycznie w żaden sposób nie była przygotowana do obrony przed atakami prowadzonymi z powietrza.
Gdy wybuchła wojna i powszechne obawy ludności cywilnej mogły stać się rzeczywistością nie istniał żaden ustalony sygnał ostrzegający przed nalotami. Improwizowanych środków, takich jak gwizdki policyjne, rogi myśliwskie, dzwonki rowerowe, klaksony samochodowe, czy trąbki harcerskie, używano jeszcze w 1917 roku.
Odpowiedzialność za przygotowanie obrony stolicy przejęła admiralicja, podczas gdy resztą kraju miała zająć się armia. Nieliczne działa, przerobione tak, by mogły strzelać do celów powietrznych, nie posiadały odpowiedniej amunicji, a ich zasięg nie przekraczał trzech kilometrów. Brakowało też reflektorów do wykrywania celów podczas nocnych nalotów. Ludzie zajmujący się obroną byli zazwyczaj zbyt starzy, albo należeli do kategorii niezdatnych do walki. Jeden z dowódców obrony przeciwlotniczej, Alfred Rawlinson, podsumował swoich podwładnych krótko, nazywając: “Głuchymi, ślepymi i umysłowo niedorozwiniętymi”. Sytuacja wyglądała podobnie w przestworzach. Samoloty, w większości przestarzałe modele, które przydzielono do eskadr broniących Wysp zostały słabo wyposażone, nie mogły stawić czoła sterowcom, przede wszystkim dlatego, iż nie mogły nawet wznieść się na odpowiedni pułap. Zakładając, że osiągnięto by odpowiednią wysokość, sterowiec dało się wówczas zniszczyć jedynie w większości improwizowaną bronią, np. bombą paliwową, czy z biegiem czasu także wynalazkami rodzaju strzałek Rankena (luty 1916). Piloci mieli także słabe wyszkolenie – podobnie jak najnowsze maszyny, najlepsi piloci lądowali na froncie. Czymś, co szybko i skutecznie udało się osiągnąć, przynajmniej w Londynie, to zaciemnienie oraz używanie światła (np. oświetlenie otwartych przestrzeni) do zmylenia najeźdźców.