Uosobienie grzechu i świętości, czyli jak postrzegano kobiety w średniowieczu

Obraz kobiet w średniowieczu był przepełniony paradoksami: wynoszono je na piedestał, a zarazem przedstawiano jako wcielenie zła. Kaznodzieje powtarzali opowieści o biblijnej Ewie kuszącej Adama, zarazem rozwijając kult Maryi Dziewicy. Trubadurzy śpiewali o dworności wobec dam, podczas gdy  uparcie głoszono, że żony mają być podległe swoim mężom i zawsze gotowe im służyć. Ponieważ jednak wizerunek kobiet tamtego okresu kształtowali prawie wyłącznie mężczyźni, czynili to bardzo subiektywne i do dziś ciężko wyłonić z nich pełny obraz średniowiecznej niewiasty.

Średniowiecze przepełnione było wyobrażeniami religijnymi, stąd Ewa i Maryja to dwa bieguny kobiecego piękna. Pierwsza z nich to kusicielka, grzesznica, przez którą człowiek zostaje wygnany z raju. Z czasem grzech pierworodny zaczęto łączyć z grzechem seksualnym, za który to wymysł kobietom przyszło pokutować w następnych wiekach. Tertulian pisał o nich:

„A czyż nie wiecie, żeście [wszystkie] Ewami? […]

Jesteście wrotami diabła, zdrajczyniami z drzewa, pierwszymi, co się odwróciły od praw boskich; jesteście tymi, co kuszą  owych, do których diabeł przystąpić nie śmie…”[1]

Rolę antytezy Ewy pełniła Maryja –  Matka Boża i odkupicielka rodzaju ludzkiego. Jej piękno jest święte wobec piękna doczesnego, dziewicze i nieskalane. Ponadto, aby niejako zrównoważyć przekonanie o kobiecie jako uosobieniu grzechu, wspominano niewiasty, które jako jedyne przyjęły cierpiącego Jezusa. Zaznaczano, że w Piśmie Świętym nie czytamy o żadnym mężczyźnie, który starałby się uchronić Chrystusa od śmierci, za to czytamy o żonie Piłata, usiłującej powstrzymać swojego męża przed wydaniem wyroku. W Ewangelii św. Jana czytamy o tym, że Jezus po Zmartwychwstaniu jako pierwszej objawił się Marii Magdalenie. Jakby tego było mało, nie ma mężczyzny, który zasiadałby ponad aniołami, ani takiego, który byłby bliżej Boga niż Matka Boża, będąca królową Nieba. Ewę i Maryję przedstawiano więc często w zestawieniu, jako przeciwieństwa symbolizujące grzech i odkupienie.

Madonna Kanonika van der Paele pędzla XV wiecznego malarza Jana van Eycka, Fot. Wikimedia Commons

Z religią ściśle łączy się również postrzeganie kobiecego ciała. Cielesność w kulturze średniowiecza utożsamiana była z kobiecością, a bóstwo z męskością, czego wyjaśnienia doszukiwano się w opisie stworzenia świata, gdzie mężczyzna został stworzony przez Boga, zaś kobieta powstała z żebra, a więc z części ciała Adama. Podobnie jako wytłumaczenie podawano, że Chrystus, który nie posiadał ludzkiego ojca, w całości wziął swoje ciało od Maryi. Myśleć by można, że dzięki temu ciało kobiece zostanie wyniesione na piedestał. Z cielesnością wiązano jednak pożądanie, co jeszcze bardziej utrwalało wizerunek kobiety jako kusicielki. Prostytucja rozwijająca się zwłaszcza w średniowiecznych miastach, na targach i jarmarkach, z pewnością nie pomagała w pozytywnym postrzeganiu kobiet, choć była może nie tyle akceptowana, co tolerowana przez  Kościół. Prostytucję uważano za postępowanie wynikające ze słabości kobiecego charakteru i mimo że jej przedstawicielki traktowano z niechęcią, to będące ich całkowitym przeciwieństwem ascetki, również nie zyskiwały poparcia dla swoich działań. Wiele kobiet, w tym polskie księżne Jadwiga, Kinga, Salomea i Anna, starało się właśnie za sprawą ascezy uzyskać kontrolę nad swoim ciałem. Takie postawy nie były jednak dobrze przyjmowane, szczególnie przez możnych, ponieważ działania kobiet wpływały na postrzeganie pozycji społecznej mężczyzn. D. Elliot pisze, że „przeciętny mąż nie był w żadnym razie obojętny na wygląd swej żony, ponieważ był to jeden z najważniejszych znaków świadczących o jego własnym statusie społecznym”[2], zaś ascetki często ubierały się jak biedaczki, odmawiały noszenia ozdób i obuwia. Podobnie podczas posiłków, należących do istotnych elementów władczej ostentacji, spożywanie mięsa i wina świadczyło o przynależności do wyższych warstw. Wyżej wymienione księżne zaś jadały bardzo skromnie, często unikając mięsa a wino zastępując wodą, co ze społecznego punktu widzenia świadczyło o słabości ich mężów. Ponadto kluczową rolą kobiety w średniowieczu było wydanie na świat potomstwa i przedłużenie rodu, podczas gdy ascetki ograniczały stosunki małżeńskie lub całkowicie ich zaprzestawały. Przez to stawały się niejako nieprzydatne, a ich rola malała.

Święta Kinga, Fot. Wikimedia Commons

Warto przy tym wspomnieć, że niemal każda manipulacja własnym ciałem przez kobietę wymagała zgody jej męża, dlatego nierzadko kontrolę nad ciałem ascetce udawało się utrzymać tylko podstępem bądź za sprawą nadprzyrodzonej interwencji. Z żywotów świętych znane są historie Jadwigi, która „sprytnie ugniatała mięso na talerzu, nie dając poznać, że w istocie pości”[3], czy Kingi, gdy jedzone przez nią ryba i woda w cudowny sposób nabrały w ustach jej małżonka (zakazującego żonie nadmiernych postów) smaku mięsa i wina.[4] Pokazuje to, że choć wyżej wymienione księżne trafiły do kanonu świętych, to ich postępowanie nie spotykało się z aprobata społeczeństwa.

Kobiety znalazły swoje miejsce nie tylko w kulturze kościelnej, ale również i świeckiej, gdzie ideały wysławiane przez trubadurów i truwerów były ściśle związane z miłością do płci pięknej. Dzięki temu rozpowszechnił się ideał rycerza, jako gorliwego zwolennika szlachetnej i wstydliwej służby wobec dam. Znana jest na przykład historia Jeana de Meingre zwanego Boucicaut, który to przebywając w 1401 roku w Genui odpowiada dwornie na ukłon dwóch dam, które go spotkały.

„ „Panie – mówi jego giermek – kim są te dwie kobiety, którym okazaliście tak wielkie uszanowanie?” „– Hugonie – odpowiada on – nie wiem.” Na to tenże mówi do niego: „Panie, to są dziewki publiczne.” „Dziewki publiczne? – rzecze – Hugonie, wolałbym okazać swój szacunek dziesięciu dziewkom niż zaniedbać tego wobec jednej zacnej damy.””[5]

Rycerz miał zatem obowiązek szanować wszystkie niewiasty, zaś dla damy swojego serca winien walczyć i wygrywać turnieje oraz ratować ją od cierpień. Jednak miłość najczęściej zachowywała charakter platoniczny. Istniała głównie w literaturze, w pieśniach układanych przez truwerów, którzy sławili urodę dam i opowiadali o wielkim uczuciu. Na przykład hrabia Tybald z Szampanii zakochał się w królowej Blance Kastylijskiej, a uczucie to stanowiło dla niego natchnienie, ale nic ponadto. Pisał o niej:

„Gdybyż zapomnieć zdołał jej szlachetną grację,

Jej spojrzenie i piękno całe,

Gdyby jej głos zatarł się w pamięci,

Może byłby to kres mych cierpień…”[6]

Kobiety wychwalano jednak nie tylko za urodę, ale również za to, że były dobrymi towarzyszkami życia i paniami domu. Kaznodzieja z XV wieku, Bernardyn ze Sieny, opowiadał że kobieta to „najpiękniejsza i najprzydatniejsza rzecz w domu”.[7] Zaznaczał, że skarbem jest żona, która dogląda domu i dóbr, wydaje na świat dzieci, wychowuje je i opiekuje się swoim mężem, gdy ten zachoruje. Ponadto Bernardyn twierdził, że bez żony mężczyzna zejdzie na psy, myszy i wróble wyjedzą mu zboże, dzbany będą przeciekały, będzie on sypiał w niezmienianej pościeli, żył w niezamiecionej izbie i jadł z brudnych naczyń. Kobieta więc jawi się więc jako nieodłączna towarzyszka życia.

Turniej rycerski ukazany w Kodeksie Manesse,
Fot. Wikimedia Commons

Mimo wszystko jednak płeć piękna zawsze budziła swego rodzaju nieufność. Umiejętności, momentami tak bardzo potrzebne w życiu codziennym niekiedy okazywały się zgubne, jak bywało w przypadku znachorek. Choć polowania na czarownice osiągnęły swoje apogeum w późniejszych wiekach, to już w średniowieczu pojawiły się pierwsze oskarżenia o posługiwanie się czarami. Ofiarami najczęściej stawały się właśnie kobiety, będące w trudnej sytuacji finansowej, w szczególności te trudniące się znachorstwem, ponieważ nie mogły one zaprzeczyć stosowania ziół w celu leczenia czy uśmierzania bólu. Oskarżano  je o spółkowanie z diabłem, sprowadzanie klęsk, chorób, mordowanie dzieci czy psucie nabiału. Termin „czarownica” oznaczał kobietę podlegającą wpływom diabła, mającą moc rzucania uroków. Wierzono, że niewiasty jako istoty słabsze są bardziej skore do grzechu dlatego łatwiej ulegają wpływom zła. Rolę jednak odegrał również brak znajomości kobiecej fizjonomii, przez co mężczyźni niejako się jej obawiali. Powstawały przesądy o tym, że płyny wydzielane przez kobietę w trakcie miesiączkowania sprawiają, że „ stalowe ostrze i błysk kości słoniowej tępieją i blakną, […] brąz i żelazo od razu rdzewieją”.[8] Przypisywano im również działanie owadobójcze, dlatego zachowały się wzmianki, że w czasie plagi insektów w Kapadocji kazano kobietom przejść pomiędzy polami z ubraniem podniesionym do pasa. Prócz niemożności ich poznania istniał jeszcze jeden powód nieufności mężczyzn wobec kobiet, a konkretnie uważano je za skore do buntu. Pewien lekarz z Italii pisał „kobieta jest najbutniejszym i nader nieokiełznanym stworzeniem”.[9] Niewiastom przypisywano więc nie tylko uleganie szatanowi, ale twierdzono również, że niektóre grzechy mają one we krwi.

Właśnie przez to że kobiety były skore do grzechu, miały być podporządkowane mężczyznom. Jest to przekonanie wielokrotnie powtarzane nie tylko przez mężczyzn okresu średniowiecza, ale i przez niektóre przedstawicielki płci pięknej. Hildegarda z Bingen, żyjąca w XII w. notowałą „Niewiasta jest słaba. W mężczyźnie widzi ona to, co może dać jej siłę […] dlatego podlega ona mężczyźnie i zawsze musi być gotowa, by mu służyć.”[10] Żony miały więc być poddane swoim mężom, zajmować się „błahymi sprawami damskimi”, natomiast mężczyźni – „wielkimi dokonaniami”[11]. Wychowanie dziewcząt skupiało się przede wszystkim na kształtowaniu ich moralności – powinny być cnotliwe, skromne, pokorne oraz wystrzegać się ozdób i makijażu, co miało uczynić z nich dobre żony. Mimo tego wszystkiego, ową podległość często wymuszano na kobietach kijem. W średniowieczu bicie żon było zjawiskiem powszechnym i dozwolonym przez prawo, o ile nie prowadziło do śmierci, ani trwałego uszczerbku na zdrowiu. W niektórych sytuacjach nawet doradzano mężom, by stosowali kij, jako remedium na kłótnie małżeńskie o ile robili to „nie z wściekłości a z miłosierdziem i troską o jej [żony] duszę…”[12] Przestrzegano jednak, że zbyt częste bicie żon może zrodzić urazę, gdyż „choć ona [żona] jest sługą w pewnej mierze, to po części także towarzyszką życia.”[13] Dowodem podległości kobiet wobec mężczyzn w okresie średniowiecza jest choćby nazewnictwo. Kobietę zazwyczaj identyfikowano jako czyjąś córkę lub żonę, co dawało jednocześnie informację o podległości: jako córka podlegała ojcu, jako żona mężowi. Jedynie właścicielki dóbr ziemskich były identyfikowane dodatkowo poprzez określenia odmiejscowe np. Agnieszka z Bnina, żona kasztelana i starosty krakowskiego Jakuba z Dębna. Wyrażano w ten sposób odmienny status kobiety, której pozycja społeczna wynikała nie tylko z tytułu pozycji męża czy ojca, ale i z bycia właścicielką majątku. Warto bowiem zaznaczyć, że kobiety mogły posiadać własne dobra ziemskie. Wbrew powszechnemu mniemaniu w średniowieczu nie pozostawały one całkowicie bez praw, choć ciężko tu mówić o jakimkolwiek równouprawnieniu: Młodych dziewcząt nie zmuszano do małżeństw – wygłoszenie przysięgi małżeńskiej pod przymusem stawało się często podstawą do unieważnienia ślubu, nawet jeśli zgodzili się na niego rodzice. Siostry mogły dziedziczyć na równych prawach co ich bracia. W małżeństwo wchodziły więc z posagiem, którego mąż nie mógł sprzedać bez ich zgody. Wedle prawa magdeburskiego po śmierci męża, wdowie przysługiwał zwrot wiana, wyprawy oraz tzw. „prowiant na wdowią drogę”. Zdarzało się również, że bezdzietni małżonkowie zapisywali sobie wzajemnie cały posiadany majątek, w skutek czego po śmierci jednego z nich drugie mogło nim rozporządzać mając pełnię praw. W takim wypadku krewni męża nie mogli domagać się usunięcia wdowy z dóbr mężowskich po spłaceniu jej z dóbr wiennych. Często jednak kobiety musiały domagać się swoich praw w sądach, gdzie występowały z opiekunem albo samodzielnie. Stawały się powódkami nie tylko w sprawach majątkowych, ale również np. rozwodowych. Co ciekawe, jednym z częstych powodów unieważnienia małżeństwa, obok zbyt bliskiego pokrewieństwa, bigamii, nadmiernej przemocy czy złożenia przysięgi pod przymusem, była impotencja. Największymi prawami w średniowieczu cieszyły się wdowy. Wieśniaczki przejmujące pola po swoich zmarłych mężach, żony rzemieślników dziedziczące po nich warsztaty, narzędzia i czeladników miały okazję odkryć zalety i wady związane z podejmowaniem odpowiedzialności za siebie. Mieszczanki i chłopki, choć przez większość życia pozostawały pod opieką mężczyzn, pracowały na równi z nimi. Żony chłopskie towarzyszyły swoim mężom w ich codziennej harówce: doiły krowy, karmiły kaczki, kury i gęsi, strzygły owce, uprawiały warzywa, wyprawiały len. Mieszczańskie córki stawały się czeladniczkami i na równi z chłopcami przyuczały się do zawodu. Tak zwane „siostry cechowe” pracowały na równych zasadach co mężczyźni, a jako wdowy mogły szkolić czeladników. Imały się również kupiectwa, pracy najemnej w rzemiośle, nauczania w szkołach czy piwowarstwa. Szczególnie to ostatnie było bardzo powszechnym zajęciem dla kobiet w średniowieczu, zarówno tych pochodzących z miasta, jak i ze wsi. Nie tylko warzyły one piwo, ale i nadzorowały praktyki towarzyszące warzeniu tj. dostawały zadanie próbowania piwa wytwarzanego w danej wiosce/mieście, dla sprawdzenia, czy odpowiada ono normom ustalonym przez królewską radę piwną.

Średniowieczne ukazanie kobiety pracującej przy zbieraniu jaj, Fot. Wikimedia Commons

Zarówno role chłopek jak i mieszczanek w życiu politycznym były ograniczone, jednak ich status prawny na ogół przedstawiał się lepiej niż szlachcianek: dziedziczyły większą część majątków swoich mężów, były ich towarzyszkami w życiu i w pracy, a ich zadanie nie polegało wyłącznie na spłodzeniu dziedziców. Stąd też może wynikać kontrast nastawienia klasy rządzącej, mówiącej o „nieprzydatności” małżonek oraz nastawienia mężczyzn klasy średniej, mówiącej o kobietach jako zaufanych zarządczyniach kierujących niełatwym życiem w domach i majątkach. Jednak zaznaczyć trzeba, że kobiety w średniowieczu zawsze były porównywane do mężczyzn. O uznanych królowych pisano, że rządziły „niczym mężowie”, o wojowniczkach, które zakładały zbroję – że dowodziły wojskiem „mężnie”. O francuskiej królowej, Blance Kastylijskiej znajdujemy notatkę „kobieta z płci, lecz mężczyzna w radach”[14] Oddawano należne zasługi prawie wyłącznie tym kobietom, które postępowały jak mężczyźni i wyróżniały się w zdominowanych przez mężczyzn sferach. I dopiero współczesny stosunek do historii zaczyna doceniać kobiecą rolę w społeczeństwie i kulturze.

Klaudia Sak

Bibliografia:

Frances i Joseph Gies: Życie średniowiecznej kobiety, Kraków 2019

Jacques le Goff, Nicolas Truong: Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2006

Johan Huizinga: Jesień średniowiecza, Warszawa 1974

Grzegorz Pac: Kobiety, asceza i władza nad ciałem w średniowieczu. Przegląd historyczny 100/3, 525-545, 2009

Polskie Towarzystwo Historyczne: Przełomy w historii. XVI powszechny zjazd historyków Polskich Wrocław 15-18 września 1999 roku, Pamiętniki Tom III, część 4

Ewa Paczkowska: Magia, czarownice, prześladowania – prawda czy średniowieczny mit? htttp://dx.doi.org/10.18778/8088-325-3.21

Magdalena Biniaś-Szkopek: Małżeńska przeszkoda impotencji i oziębłości płciowej w świetle akt poznańskiego konsystorza z XV wieku. Kwartalnik historyczny Rocznik CXXXVI, 2019 str. 253-281

Witold Brzeziński:  Uwago o nazewnictwie i identyfikacji Kobiet w późnośredniowiecznej Polsce (na przykładzie szlachty wielkopolskiej) Kwartalnik Historyczny Rocznik CXIX, 2012 str. 5-30

Józef Putek: Mroki średniowiecza. Kraków 1966

Przypisy:

[1]Tertulian; De cultu feminarum, w Patrologia latina, t.1; Frances i Joseph Gies: Życie średniowiecznej kobiety Kraków 2019 str.72

[2]D. Elliot: Dress as Mediator; Grzegorz Pac: Kobiety, asceza i władza nad ciałem w średniowieczu. Przegląd historyczny 100/3, 525-545, 2009 str. 537

[3]Grzegorz Pac: Kobiety, asceza i władza nad ciałem w średniowieczu. Przegląd historyczny 100/3, 525-545, 2009 str. 542

[4]Ibidem. str. 543

[5]Johan Huizinga: Jesień średniowiecza, Warszawa 1974 str. 97

[6]Thibault IV, Chanson w:Le Livre d’Amour; Frances i Joseph Gies :Życie średniowiecznej kobiety, Kraków 2019 str. 164

[7]Bernardyn ze Sieny: Sermons; Ibidem. str. 67

[8]Pilniusz Starszy: Pilniusza Starszego Historyi naturalnej ksiąg XXXVII; Ibidem. str. 23

[9]P. Borgarucci: Della contemplatione anatomia spora tutte le parti del corpo Humano; Frances i Joseph Gies: Życie średniowiecznej kobiety, Kraków 2019 str. 88

[10]Jacques le Goff, Nicolas Truong: Historia ciała w średniowieczu, Warszawa 2006, str. 17

[11]Alberti: I Libri della Famiglia; Frances i Joseph Gies: Życie średniowiecznej kobiety, Kraków 2019 str. 347

[12]Cherubino de Siena: Regole della vita matrimoniale; Ibidem str.82

[13]Ancient Popular Poetry; Ibidem str. 82

[14]Vincent of Beavais: De Eruditione Filiorum; Ibidem str. 181

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*