Jan M. Długosz, Stos Heraklesa
Czytając „Stos Heraklesa” Jana M. Długosza, miałam dziwne, bardzo konkretne wrażenie. Jakbym jako dziecko wyciągnęła babci z regału losową książkę. Taką pisaną po staremu. Inaczej. Z innym rytmem zdania, inną powagą, inną cierpliwością wobec opowieści. I właśnie w tym tkwi największy urok tej krótkiej powieści. Idzie w ton archaiczny, podniosły, miejscami ciężki, ale robi to świadomie.
„Stos Heraklesa” jest jak głos kogoś, kto przez całe życie nosił cudzą legendę na własnym grzbiecie. Jan M. Długosz bierze znany mit i oddaje mu zmęczenie, gorycz oraz ludzką kruchość. To chyba najlepsza książka o Heraklesie (a na pewno najlepsza, jaką czytałam)
Długosz prowadzi opowieść z perspektywy Heraklesa. Książka ma formę osobistego rozrachunku bohatera, który opowiada o swoim życiu u kresu ziemskiej drogi. W tle pozostają wielkie czyny, prace, walka, przemoc, relacje z bogami i ludźmi, ale centrum przesuwa się gdzie indziej: na ciężar bycia kimś zawieszonym między światem boskim i ludzkim.
Herakles jako osiłek od zadań specjalnych dawno się zużył. Mitologia szkolna zrobiła z niego katalog prac, popkultura doprawiła mięśniami i przygodą, a Długosz najwyraźniej szuka w nim postaci tragicznej. Nie grzecznej, nie oczyszczonej, nie wygładzonej pod współczesną wrażliwość. Raczej człowieka, który sam dla siebie pozostaje problemem.
Najciekawsza wydaje się tu właśnie ta podwójność. Herakles jest wielki, ale poraniony. Potężny, ale używany przez innych. Boski, ale uwięziony w ciele, gniewie i konsekwencjach własnych czynów.
Stylizacja robi robotę
Najmocniejszy punkt tej książki leży w języku. Powraca wrażenie, że tekst brzmi jak odnaleziony fragment dawnej opowieści albo przekład starożytnego utworu.
Taka stylizacja zawsze niesie ryzyko. Wystarczy pół kroku za daleko i robi się sztucznie. Tu jednak przewaga najwyraźniej leży po stronie konsekwencji. Autor utrzymuje rytm archaizującej opowieści przez całą krótką formę, mamy rzadki, udany i wspaniały przypadek retellingu.
I chwała mu za to. Rynek ma aż nadto tekstów, które biorą dawną opowieść, obcinają jej dziwność, wygładzają moralny dyskomfort i sprzedają jako nowe spojrzenie. „Stos Heraklesa” brzmi ciekawiej właśnie dlatego, że nie wygląda na książkę zabiegającą o bycie modną. Ona raczej idzie pod prąd: krótko, staroświecko, z ciężarem zdania.
Retelling mitu z sensem
Retelling mitologiczny bywa literackim polem minowym. Każdy zna zarys historii, każdy ma własnego Heraklesa w głowie: szkolnego, disneyowskiego, popkulturowego, czasem Parandowskiego, czasem Gravesa. Długosz nie wygrywa więc samym tematem. Wygrywać może tylko tonem i decyzją, po co w ogóle wracać do tej postaci.
Autor nie buduje awanturniczej rekonstrukcji dwunastu prac, lecz opowieść o losie, winie, ciężarze legendy i ostatecznym oczyszczeniu. Tytułowy stos staje się znakiem końca ziemskiego życia, cierpienia i przejścia ku nieśmiertelności.
Herakles z powagą wraca do świata, z którego przyszedł: świata, gdzie czyn nigdy nie jest tylko czynem, a chwała potrafi śmierdzieć krwią, obłędem i cudzym interesem.
„Stos Heraklesa” ma 165 stron, więc przy tak wielkim materiale mitologicznym krótsza forma może zostawiać niedosyt. Ale ja niedosytu nie czuję. To naprawdę wspaniała pozycja!
Jest to książka dla czytelników, którzy lubią mitologię grecką, ale mają już dość streszczeń pisanych szkolnym tonem. Dla tych, którzy chcą Heraklesa mniej komiksowego, bardziej tragicznego. Dla osób, które lubią prozę stylizowaną, staranniejszą, wolniejszą, z frazą prowadzoną jak opowieść.
„Stos Heraklesa” wygląda na krótką, świadomie wystylizowaną powieść, która bierze bardzo znany mit i przesuwa akcent z czynu na brzemię. Największą wartością pozostaje język: archaizujący, osobny, trochę jak książka znaleziona przypadkiem na cudzym regale.
Nie nazwałabym jej „nowoczesną reinterpretacją” w tym typowym, zmęczonym sensie. Lepsze określenie brzmi: literacka próba przywrócenia Heraklesowi ciężaru. A ciężar, w przypadku tego bohatera, pasuje baaardzo.
Wydawnictwo Centryfuga
Ocena recenzenta: 6/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Centryfuga. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.