Jaskinia milczących

Jaskinia milczących |Recenzja

Emilia Szelest, Jaskinia milczących

„Górale trzymają swoje tajemnice u siebie, a kto zbyt mocno drąży, ten może z gór nie wrócić”. Czy to jedno zdanie samo w sobie nie pobudza naszej wyobraźni? Książka Emilii Szelest pod tytułem „Jaskinia milczących” jest połączeniem kryminału z tatrzańską mitologią. Choć książka jakoś specjalnie mnie nie porwała, to wcale się nie nudziłem, a momentami było naprawdę ciekawie.

Emilia Szelest swoją powieść osadziła w polskich górach. I byłoby fajnie, gdyby nie brak… gór. Wprawdzie bohaterowie książki co chwilę rzucają różne opinie na temat Tatr, ich potęgi, grozy i nieprzewidywalności, ale nic więcej. Nie było żadnych opisów krajobrazów, tras… To trochę tak, jakby góry były z tektury.

Na szczęście lepiej było z fabułą, która została opleciona wokół miejscowej legendy o śpiących rycerzach. Chyba nie ma w Polsce nikogo, kto by o niej nie słyszał. Ciekawe, że swymi korzeniami nawiązuje do podobnego motywu związanego z śpiącymi rycerzami cesarza Fryderyka II Hohenstaufa. No ale to wątek na osobną opowieść. Tak czy inaczej, Emilia Szelest wokół tej legendy buduje całą akcję powieści.

Legenda, która żyje?

W okolicach Giewontu zaczynają znikać ludzie, i ślad po nich znika. Zupełnie jakby rozmyli się w powietrzu. Wedle miejscowej legendy gdzieś u podnóża tego szczytu znajduje się tajemna jaskinia, w której znaleźć można nieprzebrane skarby. Albo śmierć. Bowiem ludzie znikali tutaj już wcześniej. Niemal od zawsze. Szczypty smaczku dodaje przecież niesamowity urok towarzyszący Giewontowi, strasznemu, niewybaczającemu. Chyba każdy z nas zastanawia się, dlaczego w ten szczyt tak często uderzają gromy. Może tam coś jednak jest?

Na ślad zagadki, przez przypadek, trafia niejaki Dorian Gil, ceniony dziennikarz śledczy, który kooptuje do współpracy miejscową policjantkę, Zuzannę Sobczak. Razem przemierzają przez świat legend, dziwnych interesów, niewyjaśnionych zdarzeń, lokalnych tajemnic i swoistej zmowy milczenia tubylców. Im głębiej drążą, tym więcej pojawia się pytań… i niewygodnych prawd. A na końcu drogi stoi… rozwiązanie.

Jak to często bywa z naszą policją, służby bagatelizują sprawę. Albo nie chcą, albo nie potrafią połączyć faktów w całość. Ich praca to fuszerka, rutyna ludzi, którzy lubią, gdy mogą posiedzieć w ciepłym miejscu. To ciekawe, że tak wielu ludzi (i pisarzy) tak nisko i nieprzychylnie ocenia nasze służby porządkowe. Niemniej – plus, bo napisała celną prawdę.

W powieści zainteresował mnie wątek zacierania śladów, dopisywaniu legend do zdarzeń, których tak naprawdę nikt nie chce – lub rzetelnie – nie próbuje rozwikłać. A pamięć zbiorowa, jak to często bywa, pod półprawdami kryje głębsze znaczenia, nie zawsze uświadomione dla samych opowiadających. To taka forma pamięci, ale uproszczonej, okrytej mrokiem, milczeniem, a czasem celowym zapomnieniem. Bo przecież czasem łatwiej uwierzyć w tajemnicze siły, pradawne moce, niż w ludzkie okrucieństwo. Bo koniec końców, zawsze okazuje się, że wszystkie zbrodnie są wynikiem ludzkich czynów. Czy i tym razem tak będzie? Musicie sprawdzić sami.

Rycerze i uran

Trochę zawiodłem się brakiem szerszego rozwinięcia legendy o rycerzach. Z nieukrywaną rozkoszą przeczytałbym o korzeniach tej tradycji, jej różnych wersjach. Rozłożenie jej na czynniki pierwsze też byłoby fajną, fascynującą przygodą. A tak musimy obejść się tylko smakiem.

Podobnie wygląda sprawa z wydobywaniem rudy uranu (najpewniej izotopu U-235). W Dolinie Białego nieopodal Zakopanego, w latach 50. ubiegłego wieku Rosjanie, wydobywali uran, którego potrzebowali do budowy pocisków balistycznych. Trzeba pamiętać, że trwała zimna wojna i wszystko, co mogłoby dać Rosji przewagę, było na wagę złota.

Wejście do jaskini było pilnie strzeżone przez sowieckich żołnierzy, a cały urobek wywożono wagonikami podpiętymi do koni. Operacja była utrzymana w ścisłej tajemnicy. Jednak szybko okazało się, że eksploatacja jest kosztowna, a efekty mizerne. Kto wie, czy gdyby w samej Rosji nie znaleziono rud promieniotwórczych pierwiastków, jak potoczyłyby się losy wydobycia. Koniec końców – do dziś pozostały ślady promieniowania radioaktywnego w opuszczonych sztolniach.

Podsumowanie

Książka jest lekka, przyjemna, wobec czego czyta się ją sprawnie i naprawdę szybko. Powieść jest interesująca, i to pomimo braku głębszych opisów ludzkich emocji. Trochę to dziwne, ale da się przejść nad tym. W sumie, opisy rozterek, wątpliwości bohaterów wcale nie są konieczne do prowadzenia toku narracji. Podsumowując, to był czas przyjemnie spędzony z lekturą.


Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.