John Lewis Gaddis, Zimna wojna

Zimna wojna |Recenzja

John Lewis Gaddis, Zimna wojna

Jakoś nigdy szczególnie nie interesowałem się „zimną wojną”. Można powiedzieć, że jestem niejako pogrobowcem tego konfliktu (urodziłem się w 1986 roku). Niewiele z niego pamiętam, poza późniejszymi artykułami i mapkami, którymi straszono nas w nowych czasopismach i gazetach, typu „Polityka”, „Gazeta Wyborcza”, „Angora”…

A i później, już jako student, nie bardzo byłem tym okresem zainteresowany. Czas ten zawsze wydawał mi się jakiś taki bezsensowny, pusty, a jednocześnie krwawy. Dziwnym wydawało mi się owe „zdziczenie” zachodnich demokracji i nadmierne demonizowanie komunistycznych demoludów. Dla mnie oba bloki były równie bezwzględne, a tylko propaganda, wybielała jednych, a drugich czyniła absolutnie złymi. Dziś wiem, że prawda jest bardziej złożona.

Dlatego publikacja Johna Lewisa Gaddisa pod tytułem „Zimna wojna”, była taką formą przypomnienia sobie o tym, czego nie chciałem wiedzieć, zrozumieć. I choć pod wieloma względami pozycja jest pobieżna, to i tak historycznie bawiłem się przednio. Nie ma tutaj zbytniego moralizatorstwa, oceniania, kto był jednoznacznie zły, a kto tylko dobry. Obie strony dopuszczały się zbrodni, przekrętów, zamachów i innych rzeczy, o których najchętniej by zapomniały.

Nowe spojrzenie

Bardzo podoba mi się podejście Autora do tego konfliktu, który postrzega nie jako konkretne fakty, ile jako rozwój pewnych procesów histerycznych, mechanizmów społecznych czy gospodarczych, które prowadziły do danych decyzji, faktów i procesów.

Jego ujęcie polega nie tylko na ukazaniu dwóch głównych aktorów ówczesnej światowej polityki, ale i graczy mniej poślednich, którzy mniej lub bardziej, wpływali na posunięcia swych protektorów.

Kolejnym plusem jest ukazanie przemian, które stały się udziałem ludności cywilnej, opinii publicznej, która w coraz większym stopniu zaczęła wpływać na podejmowanie decyzji swych władz. Autor ukazuje proces uzyskiwania przez cywilów nie tylko wpływu na posunięcia gospodarcze czy polityczne, ale i rozbudzenie świadomości tego, z czym wiążą się konkretne działania władz.

Oczywiście, znaleźć w publikacji można sporo uproszczeń, choć nie do końca jestem pewien, czy jest to wynikiem błędów samego Autora, czy też błędów w tłumaczeniu. Dla przykładu – w jednym z tekstów, Gaddis sugeruje, jakoby system nakazowy (planowy w komunistycznych gospodarkach) był czymś dobrym. Nie do końca zrozumiałem tę koncepcję. Czy bardziej chodzi tu o zapewnienie pracy wszystkim obywatelom, (wcześniej wielu ludzi cierpiało niewyobrażalną biedę i egzystowało na granicy przetrwania) czy o to, że koniec końców przyniosło to upadek komunistom?

Podobnie nie rozumiem, w którym miejscu amerykańska demokracja jest bardziej „pomysłowa” od innych ustaw zasadniczych? To, że promuje jednostki aktywne, nie znaczy, że jest predestynowana do bycia dobrą, pomysłową. Wydaje mi się, że tłumacz popełnił błąd w tłumaczeniu, i że chodzi o coś nieco innego. W każdym razie – dosyć dwuznacznie to brzmi i rezonuje nieco ksenofobicznie.

Takich lapsusów językowych i merytorycznych jest tutaj znacznie więcej. Tym razem nie będę się bawił w ich rozpatrywanie, ale fajnie byłoby, gdyby ktoś czasem przeglądał tłumaczenia, czy aby nie mają się jak pięść do oka. Bo o ile z pewnych gaf można się śmiać, to już sugerowanie, że Amerykanie nie są winni eksterminacji Indian to już nie tylko przesada, ale i przeczenie faktom. No, ale jako czytelnicy, musicie ocenić to sami.

Zimna wojna – początek

Już w trakcie wojny stało się jasne, że dwaj najwięksi alianci – Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki – wkrótce staną po dwóch stronach barykady. Z tego też powodu, ludzie Hitlera niemal do samego końca liczyli, iż uda się im zawrzeć porozumienie z Amerykanami przeciwko Stalinowi. Przeliczyli się, bowiem zapomnieli o krzywdach, jakie wyrządzili w Sowietach. Niemniej ich przypuszczenia – w dalszej perspektywie – okazały się być słuszne.

Stalin jeszcze przed zakończeniem wojny zaczął podejmować coraz agresywniejsze działania, które bezpośrednio zagrażały zachodnioeuropejskim demokracjom. Zresztą rywalizacja z zachodnimi aliantami wkrótce stała się motorem napędowym czegoś, co nazwano zimną wojną. Pokłosiem rywalizacji było utworzenie w 1949 roku dwóch państw niemieckich – Niemieckiej Republiki Demokratycznej znajdującej się pod zarządem ZSRR, oraz Republiki Federalnej Niemiec, sprzymierzoną z USA.

Nieufność, a także chęć zdobycia hegemonii, doprowadziła do powstania dwóch zwalczających się obozów, które na blisko cztery dekady polaryzowały cały świat. Z jednej strony demokracje pod auspicjami NATO, a z drugiej kraje komunistyczne pod skrzydłami Układu Warszawskiego. Obie strony starały się pozyskać jak największą ilość sojuszników, angażując swe  siły i zasoby d rywalizacji na całym globie. Zresztą obie strony na poważnie liczyły się z możliwością wybuchu kolejnej wojny światowej, o niespotykanej dotąd skali. Tylko strach przed obopólnym całkowitym zniszczeniem, w wyniku użycia broni jądrowej, sprawił, że scenariusz ten się nie ziścił.

W wyniku rywalizacji Europa została podzielona tak zwaną żelazną kurtyną. Po zachodniej jej stronie znajdowały się stare europejskie demokracje (oczywiście to pewne uproszczenie), a po wschodniej – kraje zdominowane przez Związek Radziecki. Zachód, zdając sobie sprawę ze swej słabości jako pojedynczych państw, przystąpił do integracji własnych gospodarek oraz systemów obronnych, dając początek NATO oraz Unii Europejskiej. Ten pierwszy twór był zdominowany przez Amerykanów, którzy stacjonując w krajach Europy Zachodniej, równoważyli potencjał militarny ZSRR.

Hegemonia USA?

Waszyngton szybko przystąpił do wypierania wpływów komunistycznych w różnych częściach świata. Przy użyciu dyplomacji, tajnych służb, a czasem i wojska – Amerykanie dopuszczali się różnych ruchów, które nie zawsze przynosiły pożądane dla nich skutki.

Stany Zjednoczone wspierały między innymi południowoamerykańskie dyktatury (np. w Gwatemali, Paragwaju, Chile, Argentynie czy na Haiti), które mordowały własnych obywateli. Jednocześnie szkolili różne oddziały wojskowe, aby stawiały czoła siłom prokomunistycznym. Jak się szybko okazywało, niejednokrotnie siły te same dopuszczały się zbrodni wojennych. Takie błędy szybko przyniosły przeciwne skutki do zamierzeń, co Amerykanie zauważyli dopiero w 1961 roku, zamieniając pomoc militarną na pomoc finansową.

W innych częściach świata, Amerykanie i ich alianci, podejmowali się bezpośrednich starć z siłami komunistycznymi. Tak było w Korei czy w Wietnamie, które stały się ich wielkimi klęskami. Jedynym ich osiągnięciem, było skłócenie komunistycznych sojuszników – Związku Radzieckiego i Chin, które zaczęły ze sobą rywalizować o prymat w świecie demoludów. Stany Zjednoczone szybko skorzystały z tego konfliktu, kooptując, niejako, Chińczyków do swoich potrzeb (przepraszam za kolejne uproszczenie).

Komuniści w odwrocie

Długo nie było wiadomo, kto wygra. Na początku lat 60. Można było sądzić, że szala zaczyna się przechylać w stronę komunistów, którzy rozpięli swe macki nie tylko nad krajami afrykańskimi, ale i ustanowili swoją bazę tuż pod bokiem Amerykanów – wspierając Fidela Castro na Kubie. Szybko miało się okazać, że był to łabędzi śpiew.

W latach 70. XX stulecia, obóz komunistyczny zaczął się w szybkim tempie sypać. Doktryna Breżniewa, przyznająca państwom komunistycznym prawo do interwencji w przypadku zagrożenia ustroju demokratycznego w jednym z nich, stała się wstępem do interwencji zbrojnej m.in. w Czechosłowacji. W 1979 roku Rosjanie weszli do Afganistanu, który stał się gwoździem do trumny komunistycznego świata.

W dwa lata później, prezydentem USA został Ronald Reagan, który rozpoczął nowy wyścig zbrojeń, tak zwane „gwiezdne wojny”. Jednocześnie udzielił wsparcia afgańskim mudżahedinom, antykomunistycznej partyzantce w Nikaragui, a w Polsce – umożliwił działalność Solidarności.

Zachód szybko się przebudowywał, stawiając na innowacyjność, automatyzację produkcji oraz informatyzację, co przyczyniło się do ich gospodarczego rozwoju. Inna sytuacja panowała w krajach komunistycznych, gdzie nadal dominował przemysł ciężki i odgórne planowanie. Co więcej, Rosjanie nie byli w stanie finansować przedłużającego się konfliktu w Afganistanie.

Więc gdy do władzy w Moskwie doszedł Michaił Gorbaczow, który planował przekształcenie gospodarek komunistycznych na wzór kapitalistyczny, cały system runął jak domek z kart. W krajach satelickich coraz wyraźniej widać było dążenia niepodległościowe, chęć zmiany nie tylko ustroju, ale i form gospodarczych, społecznych… Rosjanie nie byli w stanie ponownie schwycić wszystkich sznurków władzy, co zaowocowało upadkiem nie tylko Układu Warszawskiego, ale i samego ZSRR.

Zimna wojna – podsumowanie

„Zimna wojna” Johna Lewisa Gaddisa to taka pigułka wiedzy o zamrożonym stanie wojny pomiędzy dwoma blokami państw. Książka pod wieloma względami jest ciekawa, i to pomimo faktu, że wiele spraw traktuje tylko pobieżnie. Mnie fajnie się ją czytało, bowiem Autor wyłuszczył najważniejsze zagadnienia, nie bawiąc się jednak, w zbytnie moralizowanie. Pokazał błędy obu stron konfliktu, starając się zachować względną obiektywność. Jestem w stanie zgodzić się z tezą samego Autora, że to książka dla studentów – taka pigułka wiedzy na wykłady. Czytało się szybko, fajnie. Polecam.

Publikacja liczy sobie 352 strony, znajdziecie tutaj siedem większych rozdziałów, opisujących kolejne etapy i areny zimnej wojny. Na koniec muszę się podzielić jeszcze jednym spostrzeżeniem. Autor nie stworzył tej książki, po to, aby wyczerpać temat, to raczej zasugerowanie pewnej przygody, którą należy zgłębić samemu.


Wydawnictwo RM
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem RM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.