„Karta” nr 85/2015 | Recenzja

Karta” nr 85/2015

Pamięć jest trudna. Szczególnie, gdy pamiętać trzeba o wydarzeniach tragicznych lub niewygodnych z jakichś względów. Ale pamięć jest potrzebna, prawda również. Obecny numer kwartalnika „Karta” poświęcony został między innymi właśnie pamięci o zbrodniach – pogromach Żydów na Podlasiu. Ale nie tylko – są i teksty o bajecznym Wschodzie, przedwojennym radiu czy filmie.

Recenzowany numer kwartalnika przedstawia teksty różnorakie – zarówno pod względem tematyki, jak i skali trudności w odbiorze. Niektóre mogą wywołać pewne zastrzeżenia. I tak moim zdaniem jest już z artykułem wstępnym pt. „Toksyczna pamięć” pióra Zbigniewa Gluzy, redaktora „Karty”. Autor ma wiele racji, pisząc, że oficjalna narracja (medialna, urzędowa etc.) rozmija się z patrzeniem zwykłego Polaka na wszelką inność, na kategoryzowanie swój-obcy, ale i gdy zwraca uwagę na fakt, iż nie jest dobrze z naszą pamięcią zbiorową, a w przestrzeni publicznej współistnieją antysemickie hasła na murach przy jednoczesnym chwaleniu się, że mamy najwięcej Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, Muzeum Żydów Polskich itp. Z drugiej jednak strony odnoszę wrażenie, że autor popada w przesadę, dopatrując się w naszym społeczeństwie większej ilości antysemityzmu i nacjonalizmu niż jest ich w rzeczywistości. Zbyt dużą generalizacją jest też odrzucenie całej polityki zagranicznej okresu 1922-1939, jako „czyniącej Polaków wrogami niemal wszystkich sąsiadów” – rzeczywistość była dużo bardziej skomplikowana, a stosunki międzypaństwowe to wypadkowa wielu zmiennych.

Upamiętnianie ofiar mordów czy eksterminacji jest ważne, ale zapytać można czy nie popadniemy przez ciągłe rocznicowe upamiętnianie ofiar w pułapkę martyrologii, z której wielu chce się dzisiaj wyrwać. W końcu mieszkamy na „skrwawionych ziemiach”, żeby zacytować tytuł książki T. Snydera. Krew Polaków, Żydów, Ukraińców i wielu innych ludów zbroczyła te ziemię i pamięć należy się wszystkim, niezależnie od tego, kto był katem, ale gdzie jest granica między upamiętnieniem zbrodni i ofiar, a coraz silniejszą potrzebą pewnego rodzaju odejścia od rozpamiętywania wszelkich ofiar ku świętowaniu zwycięstw. Tytułową „toksyczną pamięć” rozciągnąć można choćby na Ukraińców czy wypędzanych Niemców, ale zawsze natrafimy na problem jak się rozliczyć z nią i czy w ogóle się da. Czy wystarczy postawić tablice upamiętniające lokalne wydarzenia, zapisać kto był ofiarą, a kto katem? I po wtóre – czy ludzie nie zobojętnieją zupełnie (o ile już nie zobojętnieli) na szereg tablic, tabliczek i pomników różnych tragedii? Mimo tych uwag przyznać trzeba, że Gluza ma rację – musimy stanąć oko w oko z prawdą, jak bolesna by nie była i nawet wtedy, gdy to musimy odkryć, że pośród nas byli sprawcy.

Tematem numeru są pogromy Żydów na Podlasiu w 1941 r. Tego dotyczy artykuł Mirosława Tryczyka, filozofa zajmującego się etyką, sztuką ikon i historią myśli społeczno-politycznej, a ostatnio również autora kontrowersyjnej książki „Miasta śmierci” o wystąpieniach antyżydowskich. „Twarde sumienie” to tekst na pewno ciekawy, ale chyba zbyt syntetyczny na tak trudny i skomplikowany temat. Autor starał się zawrzeć na siedmiu stronach podsumowanie swoich badań i kwerend, ale całość, choć ma ważny walor merytoryczny, poznawczy i popularyzatorski, to zawiera sądy, co do których można mieć zastrzeżenia. Uwagi te mogą rzecz jasna być pokłosiem stopnia uogólnienia problemu i wymagań redakcyjnych wobec długości i skomplikowania tekstu, jednak warto zwrócić uwagę na kilka kwestii, nawet jeśli zostanie to uznane za czepianie się.

Po pierwsze autor, choć ciekawie zwraca uwagę na wpływ i popularność narodowej demokracji w okresie międzywojennym, to chyba przecenia wpływ prasy endeckiej (szczególnie tygodników) na podlaskich chłopów i mieszkańców małych miasteczek. Większy oddźwięk na słabo wykształconych ludzi miał raczej miejscowy proboszcz, na co Tryczyk zwraca uwagę. Z wspomnianą propagandą wiąże się posądzanie Żydów o komunizm i motyw „żydokomuny” – mówiono o tym już przed wojną, a w czasie zajmowania Kresów przez Armię Czerwoną powstawały bramy powitalne. Wydarzenia te stawały się niestety wodą na młyn niechęci wobec sąsiadów – czy to Polaków, Żydów, Ukraińców, czy Białorusinów – to tylko jedno ze zjawisk, na które warto zwrócić uwagę. Idąc dalej – autor pisze o zabijaniu Polaków i Żydów za sympatie wobec komunizmu. Warto byłoby spróbować odnieść się do potwierdzenia owego posądzenia. Podobnie warto pochylić się nad wzmiankowanym podsycaniem antysemityzmu przez władze sowieckie. Takie podejście pomogłoby pokazać szerszy wachlarz motywacji niż antysemityzm i zwykły rabunek, a jednocześnie nie usprawiedliwiłoby samej zbrodni.

Gdy mowa o Sowietach warto wspomnieć o Niemcach. Autor zauważa, że rola Niemców była „istotna”, ale nie „całkowicie inicjatywna”, a także wskazuje gdzie ich udział był aktywny, a gdzie bierny oraz wspomina rozkaz R. Heydricha, nakazujący by nie przeszkadzać „samooczyszczaniu”, pomagać, ale nie zostawiać śladów. Nie broniąc polskich sąsiadów, postawić można pytanie czy jesteśmy w stanie odtworzyć dokładnie rolę nadciągającego lub już obecnego na miejscu okupanta.

Badacz opisuje także fakty, które przyczyniły się do uniewinnienia Polaków-sprawców zbrodni w powojennych procesach. Słusznie wskazuje na okoliczności obiektywne (np. złą jakość wymiaru sprawiedliwości), ale czy dziwić się można, że sąd bardziej wierzył zeznaniom składanym przed jego obliczem niż tym spisanym przed kilkoma laty, gdy świadków, którzy złożyli te zeznania już nie było na miejscu (lub nie żyli) i nie dało się ich słów zweryfikować, uszczegółowić, skonfrontować? Dalej – w wyrokach uniewinniających zapewne znajduje się uzasadnienie, którego odbicia w tekście nie ma (poza daniem wiary świadkom na miejscu, jeśli to takowe odbicie uzasadnienia). Ciekawe jest spostrzeżenie autora, że lektura dokumentów sprawia wrażenie jakby śledczym nie zależało na dociekaniu prawdy. To poniekąd kolejna cegiełka do przyczyn uniewinnienia i jakości całego śledztwa.

Po tekście M. Tryczyka zamieszczono zanonimizowane zeznania osób – świadków, uczestników, uniewinnionych i skazanych po wojnie za udział w pogromach. Świadectwa są zatrważające. Może nie tyle okrucieństwem, co banalnością zła, by odwołać się do H. Arendt. Zatłuc sztachetą, kijem specjalnie obitym żelazem, zabrać buty trupowi, załadować zwłoki na furmanki… takie to proste, zwykłe. Ot, rekonstrukcja zdarzeń chwila po chwili, kiedy to sąsiedzi mordowali sąsiadów, jedni szli sami, inni mówili, że ich zmuszono, a jeszcze inni obserwowali z ciekawością. Takie to „dantejskie widowisko”, jak zauważył M. Tryczyk. Podsumowując, wydaje mi się, że teksty tego rodzaju powinny być mimo wszystko dłuższe, opatrzone większą ilością przypisów i bardziej szczegółowe. Wymaga tego złożoność problemu czy wreszcie konieczność przyjęcia, że Polacy byli również katami. Temat i prawda są na tyle kontrowersyjne, że i tekst popularyzatorski powinien być nieco inny.

Tekst M. Tryczyka i fragmenty zeznań opatrzone zostały trzema komentarzami. Pierwszy z nich napisała Ewa Engelking. Jest dobry i stonowany komentarz do „próby analizy” problemu dokonanej przez M. Tryczyka i przesłuchań. Engelking zwraca uwagę na wielowymiarowość problemu motywacji pogromów, ale i ówczesnego wizerunku Żyda (odmiennego od patrzenia na międzywojenne stosunki między Polakami a Żydami z perspektywy obecnej). Autorka zwraca uwagę na możliwy szok społeczny wywołany drastyczną zmianą ról społecznych w przednowoczesnym społeczeństwie (tak innym od współczesnego), możliwe przyczyny dysproporcji w strukturze wyroków powojennych (o wydawanie okupantom Żydów często nie miał się kto upomnieć; np. mieszkańcy powiatu Bielsk Podlaski wydali Niemcom najwięcej Polaków i Białorusinów, potem sowieckich jeńców i dezerterów, a na końcu Żydów).

Z kolei komentarz Macieja Kozłowskiego wskazuje na specyfikę Podlasia względem innych regionów (np. splot roli kleru, polityki i propagandy), a zarazem umiejscawia pogromy podlaskie w szerszym kontekście podobnych zjawisk w różnych miejscach od krajów bałtyckich po Besarabię.

Komentarz o. Wacława Oszajcy mówi o jakże słusznej potrzebie odkrycia prawdy i zrozumienia zbrodni oraz zbrodniarzy, a także sprawiedliwym ukaraniu winnych. Duchowny podnosi kwestie etyczne, ale i nawołuje do odkrycia prawdy, choć jest ona bolesna. Prawda nas wyzwoli.

W dalszej części „Karty” odchodzimy od tematu pogromów. Trafiamy na „Kolory Samarkandy” – opowieść Aleksandra Niewiarowskiego z przełomu XIX i XX w. Niewiarowski, Polak mianowany sędzią śledczym w Samarkandzie, prowadzi nas po ulicach nowego i starego miasta. A to właśnie stara, pierwotna Samarkanda wywarła ogromne wrażenie na Niewiarowskim – zabytki z czasów Tamerlana czy gwarny bazar. Ale miasto nabierało innego, nowego, rosyjskiego rysu przez napływ Rosjan i prawa rosyjskiego, tym w końcu zajmować się miał Niewiarowski. Ciekawe są jego uwagi o kobietach (ich potajemnej pracy), przestępstwach i przestępcach, ludziach i obyczajach.

Całość opowieści ubrana została w szatę starych barwnych fotografii Siergieja Prokudina-Gorskiego i tekstem Michała Łabendy o kontekście opowieści Niewiarowskiego. Polak był jednym z przybyszów do Orientu, pamiętnikarzy, którzy opisywali kolonizowany kraj. Łabenda przybliża czytelnikowi sytuację Samarkandy w XIX w., ale i europejskich przybyszów.

Iluzjonista” pióra Józefa Galewskiego, scenografa teatralnego i filmowego, opowiada o kulisach o przygodach autora z międzywojenną kinematografią. Galewski zaczął przygodę z filmem od propozycji Stanisława Szebego w 1907 r., przez współpracę ze „Sfinksem”, propagandowy film „Cud nad Wisłą”, „Trędowatą”, „Pana Tadeusza”… aż do roku 1939, kiedy to wszyscy przygotowywali się do kolejnych filmów, miały być złote czasy, a przyszła wojna.

Agnieszka Dębska przygotowała teksty z epoki o Radiu Raszyn – niegdyś najsilniejszej radiostacji na świecie. Wśród wybranych fragmentów publikacji i wspomnień znalazły się broszury, artykuły prasowe i memuary, mówiące o uruchomieniu masztu, jego możliwościach (nie tylko technicznych), zamieszaniu panującym we wrześniu 1939 r., ponownym uruchomieniu sześć lat później i ważnych oświadczeniach – S.F. Składkowskiego z 1939 r. i B. Bieruta z 1945 r.

Przez Wisłę” to z kolei wspomnienia Leona Dubickiego, kościuszkowca, o próbie sforsowania rzeki w czasie powstania warszawskiego. Dubicki wprost pisze o odgórnych rozkazach pozostawienia lewobrzeżnej Warszawy Niemcom i utrącaniu pomysłów zajęcia mostów i przyczółków po drugiej stronie rzeki. Oficer nie szczędzi słów krytyki wobec sposobu przygotowania desantu przez rzekę, a czyni to z perspektywy dowódcy artylerii. W ówczesnych realiach i w obecnym stanie naszej wiedzy osadza relację Dubickiego Jarosław Pałka, pisząc o złym przygotowaniu przeprawy i sprzeciwie Stalina wobec prób ratowania Warszawy – Sowietom bowiem w ogóle nie zależało na pomocy powstańcom.

Idąc dalej trafiamy na „Chybiony nalot” – wybór tekstów na temat zbombardowania Pragi przez Amerykanów w lutym 1945 r. Maciej Mętrak przygotował relacje dwóch stron (oraz opatrzył je komentarzem) – załóg amerykańskich bombowców i mieszkańców czeskiej stolicy. Ci pierwsi myśleli, że atakują Drezno, a część tych drugich nauczyła się lekceważyć alarmy lotnicze.

Tekst „Polak ewangelik” fragment Kroniki Zboru z Mikołowa, relacji i dokumentów mówiących o o tytułowych Polakach ewangelikach, zamieszkujących górnośląski Mikołów po II wojnie światowej. Ludzi tych uważano, z powodu wyznania, za Niemców. Poszła za tym publiczna niechęć, a nawet zabór (lub wręcz szaber) mienia jako poniemieckiego. Zapisy pokazują niezrozumienie sytuacji polskich ewangelików z jednej strony, ale i ludzi rozsądnych, by nie powiedzieć po prostu dobrych, którzy odnajdywali się w chaosie powojennych lat. Relacje opatrzył ciekawym komentarzem Grzegorz Bębnik, pisząc o losach ewangelików górnośląskich i rzecz jasna mikołowskich, nadając historyczny kontekst całości.

W „Karcie” znalazł się też tekst rosyjskiego dysydenta Aleksandra Podrabinka o „Nieuleczalnie nieposłusznych”. Podrabinek opisuje swoje zaangażowanie w opozycji demokratycznej lat 70. i perypetie związane z pisaniem książki „Medycyna karna” o wykorzystywaniu psychiatrii przez władze ZSRR do represjonowania opozycjonistów. Podrabinek pisze również o tym ile z systemu sowieckiego zostało w Rosji putinowskiej.

Przedostatni tekst to „Katyń po rosyjsku”. Jest to relacja o promocji książki poświęconej mordowi w Katyniu i jego ofiarom „Ubiti w Katyniu” (polskie wydanie z 2013 r. – „Zabici w Katyniu”, tom XXI „Indeksu Represjonowanych”). W czasie promocji publikacji, jej współautor Aleksander Gurjanow mówił o powodach wydania książki.

Ostatni tekst dotyczy inicjatywy kresowej i związanej z tym kwestii prezentacji bogatej kolekcji pamiątek kresowych zgromadzonych przez Tomasza Kubę Kozłowskiego. Numer „Karty” zamykają nabytki Ośrodka „Karta” oraz refleksje łączniczki AK Haliny Cieszkowskiej po lekturze tekstu „Łódź stolicą”.

Kończąc przydługą recenzję, zachęcam do sięgnięcia po 85 numer „Karty” – by poczytać o ciekawej historii, poznać opowieści z pierwszej ręki, a także zapoznać się z relacjami uczestników pogromów i poznać banalność zła oraz wyrobić sobie własne zdanie.

Ocena recenzenta: 4,5/6

Robert Witak

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*