Kelja, wschodni odcinek linii Mannerheima w grudniu 1939 roku. W tle święta Bożego Narodzenia, morderczy mróz i dramatyczne walki, które odsłoniły ludzką determinację i błędy dowódców. Poznaj historię radzieckiej ofensywy, fińskiej obrony i bohaterskich zmagań na zamarzniętych wodach Suvanto.
Kelja: bożonarodzeniowe starcie
Mierieckow nie był zadowolony z rezultatów ofensywy w sektorze Taipale. Wprawdzie ostatecznie zdołano utworzyć przyczółek na północnym brzegu, niemniej cena za ten niewielki w sumie sukces była wysoka. Przejście przez zamarznięte Suvanto zsynchronizowane z atakiem z przyczółku wydawało się logicznym manewrem gwarantującym wyraźny przełom w walkach we wschodniej części przesmyku.
Świeża 4 Dywizja, której pierwsze oddziały przerzucono z Białorusi 16 grudnia, miała przeprowadzić natarcie przez jezioro siłami dwóch pułków, jeden pozostawiając w odwodzie. Główne uderzenie planowano skierować na oś Kelja–Vilakkala, natomiast dwa ataki opóźniające zamierzono przypuścić pod Patoniemi i Volossulą. Ponadto po krótkim odpoczynku dywizje Grendala miały na nowo podjąć ofensywę w kierunku Käkisalmi. Planowano uderzenie wszystkimi sześcioma pułkami (czy też tym, co z nich zostało) na szerokim froncie od Kiviniemi po Taipale.
24 grudnia o czternastej wojska na przyczółku rozpoczęły dwugodzinne przygotowanie artyleryjskie, po czym ruszyły do ataku. Jednostki strzeleckie dokonały niewielkich wyłomów w linii obrony, lecz wkrótce zostały odparte. 25 i 26 grudnia oddziały kontynuowały natarcie. 27 grudnia Rada Wojskowa 7 Armii poleciła jednostkom Grupy Bojowej Prawej okopać się i wstrzymać działania ofensywne. Sowieci zaliczyli kolejną porażkę.
Równocześnie rankiem 25 grudnia natarcie rozpoczęła 4 Dywizja. Do tej pory na odcinku frontu przebiegającym przez Suvanto panował spokój, co skutecznie uśpiło czujność Finów. Dzięki temu 39 Pułk Strzelecki zgodnie z planem pokonał jezioro w okolicach Volossuli i Patoniemi, po czym utworzył niewielki przyczółek. Radość nie trwała długo – już po południu został zmuszony do odwrotu przez lód. Działo z fortu Patoniemi nie pozwalało na jakiekolwiek ruchy radzieckich odwodów na południowym brzegu. Fiński 1 Batalion 30 Pułku Piechoty odniósł sukces, 27 żołnierzy zostało rannych, a dowodzący major Sohlo znalazł się wśród 19 ofiar śmiertelnych. Tego samego dnia po lodzie przeszli niezauważeni 2 Batalion 220 Pułku Strzeleckiego i Kompania Zwiadowcza 101 Pułku Strzeleckiego. Natarcie wspierały 80 Batalion Artylerii Przeciwpancernej oraz artyleria 4 Dywizji.
Co ciekawe, fiński zwiad dotarł na południowy brzeg jeziora już 24 grudnia i przekonawszy się, że w lesie aż roi się od radzieckiej piechoty, niezwłocznie zameldował o tym dowódcy 3 Batalionu 29 Pułku Piechoty, kapitanowi Muellerowi. Ten jednak zignorował doniesienie i nie podjął żadnych kroków, by wzmocnić siły strzegące północnego brzegu jeziora. Niektóre źródła podają, że sztab świętował już Boże Narodzenie przy stole suto zastawionym jedzeniem i alkoholem. Batalionowy łącznościowiec Keskinen wspominał:
W Wigilię panował spokój, a całe piekło rozpętało się w dzień Bożego Narodzenia. Wciąż odczuwam zdumienie – w pierwszych godzinach Bożego Narodzenia, około drugiej lub czwartej, otrzymaliśmy wiadomość, że wkrótce może rozpocząć się radzieckie natarcie. Dowódca batalionu w ogóle nie zareagował na tę informację! Zupełnie nie panował nad sytuacją. Na szczęście udało nam się powstrzymać ten atak.
Wysunięte plutony radzieckie bez większego trudu zmusiły załogi fińskich posterunków do wycofania się. Rzecz w tym, że pierwsze doniesienia znad jeziora mówiły o plutonie czerwonoarmistów. Mueller uznał, że jest to nieduża grupa zwiadowcza, i pozostał bezczynny. Nieco później dotarł raport mówiący o kompanii. Wówczas kapitan wysłał dwie drużyny pod dowództwem oficera obrony chemicznej. Ten wrócił do kwatery batalionu o godzinie czternastej i zameldował o zlikwidowaniu przyczółka wroga. Mueller przekazał tę informację do kwatery pułku i udał się na spoczynek.
Następnego dnia o ósmej trzydzieści okazało się, że raport niewiele miał wspólnego z rzeczywistością: 2 Batalion 220 Pułku Strzeleckiego i Kompania Zwiadowcza 101 Pułku Strzeleckiego nadal utrzymywały przyczółek na polach pod wioską Kelja na obszarze około 50 ha. Kiedy po forsownym marszu z Taipale dotarła tam 6 Kompania 30 Pułku Piechoty, w ciągu kilku minut straciła jedną czwartą stanu osobowego (siedmiu żołnierzy poległo, a 30 zostało rannych). Kompania otrzymała rozkaz przeprowadzania ponownego ataku, jednak dowódca poprosił o możliwość odpoczynku i uzupełnienia strat. Jego ludzie byli zbyt wyczerpani, by walczyć.
Ponieważ zorganizowane przez Muellera akcje nie przyniosły skutku, sprowadzono posiłki z rejonu Kirvesmäki. Zgodnie z założeniami dwie kompanie 3 Batalionu 28 Pułku Piechoty miały zostać rzucone do ataku o siedemnastej piętnaście – po krótkim ostrzale artyleryjskim, a także przy intensywnym ogniu karabinów maszynowych. Minutę przed rozpoczęciem ofensywy fińskie karabiny maszynowe otworzyły ogień i mimo milczenia artylerii (potem okazało się, że batalion nie otrzymał właściwego rozkazu) piechotę posłano na wroga. Gdy Finowie się zbliżyli, radzieccy dowódcy wystrzelili trzy flary i nacierające kompanie przywitał grad pocisków 72 dział i haubic 4 Dywizji Strzeleckiej. O zmierzchu Finowie musieli spasować. Obie kompanie wycofano z walk i odesłano.
Należy zauważyć, że choć Finowie nie zdołali zlikwidować radzieckiego przyczółka w dniach 25 i 26 grudnia, to ogień artylerii oraz ostrzał z fortu Kekkiniemi skutecznie powstrzymał czerwonoarmistów przed jakimikolwiek ruchami na jeziorze. Finowie zdołali także uciszyć większość radzieckich dział, strzelając z dystansu ponad otwartą przestrzenią.
4 Dywizja straciła doskonałą okazję do rozbicia Finów w tym sektorze. Szef sztabu generalnego Szaposznikow ostro skrytykował dowództwo za nadmierne zwlekanie z wysłaniem reszty sił dywizyjnych przez jezioro. Wzmocniony batalion 220 Pułku Strzeleckiego zdecydowanie nie wystarczał, aby kontynuować natarcie i ledwie był w stanie opierać się kontratakom. Mógł być on postrzegany jako grupa zwiadowcza, a nie główna siła uderzeniowa pułku i dywizji.
Wydarzenia w rejonie wioski Kelja wzmogły czujność Finów. 7 Kompania 101 Pułku Strzeleckiego z plutonami karabinów maszynowych i dział przeciwpancernych 45 mm, która zdecydowała się na rekonesans, około 80 m od północnego brzegu jeziora została powitana intensywnym ogniem z fortu Kekkiniemi. Zginęło dziewięciu ludzi, 13 rannych pozostawiono na polu walki. W rezultacie 101 Pułk Strzelecki rozpoczął przeprawę dopiero późnym wieczorem. 2 Batalion włączył się do walki o dwudziestej trzeciej trzydzieści, 3 Batalion – o północy, a 1 Batalion – o czwartej rano. Misja nie zakończyła się sukcesem – łączne straty pułku wyniosły 57 zabitych (zginął m.in. działacz polityczny 2 Batalionu Worobiew), 367 rannych (w tym komisarz pułku Bezborodow i dowódca 2 Batalionu kapitan Łukianenko) oraz 318 zaginionych (kilku dowódców kompanii, a także szef sztabu 1 Batalionu, który dysponował wszystkimi kodami i tablicami deszyfrującymi).
Tymczasem Finowie postanowili sprowadzić posiłki w postaci „psów Saarelainena”. 6 Samodzielny Batalion pod dowództwem majora Saarelainena miał zaatakować 27 grudnia o dziewiątej, ale nie był jeszcze gotowy, więc akcję przesunięto o półtorej godziny. Niestety, znów zapomniano poinformować o opóźnieniu artylerię, w związku z czym działa wypaliły o dziewiątej – zgodnie z pierwotnym planem. Ale to nie był koniec problemów. Obsługa tylko dwóch karabinów maszynowych zdołała znaleźć odpowiednie pozycje do wsparcia ataku piechoty. Żołnierze kapitana Muellera otwarcie odmówili współpracy, tłumacząc to tym, że poprzedniej nocy omyłkowo ostrzelali swoich. Na koniec zawiódł pluton moździerzy, który zajął pozycję już wieczorem 26 grudnia. Okazało się, że nie zabrał z Rautu podstawy do jednego z dwóch dział, które miał na wyposażeniu.
1 i 3 Kompanie uderzyły na otwartej przestrzeni o dziesiątej trzydzieści. I już godzinę później musiały się wycofać. Przebieg walk opisał łącznościowiec Keskinen:
Znajdowałem się kilkaset metrów od pozycji wyjściowych 6 Samodzielnego Batalionu i widziałem, jak wyglądało ich natarcie. Istne szaleństwo, wielu ludzi zginęło na próżno. Wszystko to było bezcelowe.
Mimo niepowodzenia atak powtórzono o jedenastej czterdzieści pięć. Tym razem Finowie zdołali dotrzeć do pozycji radzieckich, posuwając się wzdłuż brzegu Suvanto. Ostatecznie straty batalionu Saarelainena tego dnia wyniosły 49 zabitych i 101 rannych, szczególnie dotkliwe były wśród oficerów.
Choć zatem Armia Czerwona się nie oszczędzała, po raz kolejny nie zdołała odnieść szybkiego zwycięstwa. W dodatku Mierieckow stracił zainteresowanie ofensywą Grupy Bojowej Prawej jeszcze przed pojawieniem się pierwszych trudności pod Kelja. Ostatecznie zarządził przerwanie działań. Garstka dzielnych obrońców przyczółku otrzymała rozkaz wycofania się w nocy z 26 na 27 grudnia. Po zajadłej walce z tymi czerwonoarmistami, którzy zwlekali z opuszczeniem zajętych pozycji lub pozostali na przyczółku, by osłaniać odwrót towarzyszy, Finowie ostatecznie przywrócili ciągłość linii obrony. Dopiero dzień pokazał, z jak wielkim uporem bili się Sowieci: pewien żołnierz obsługujący karabin maszynowy nadal stał na swoim stanowisku w okopie, tyle łusek po pociskach podpierało jego zwłoki.
28 grudnia na północnym brzegu Suvanto już tylko pojedyncze grupki żołnierzy stawiały opór, prowadząc ostrzał ze stodół i zza stogów siana. Większość z nich trafiła do niewoli. Śmiałkowie, którzy próbowali przebiec na południowy brzeg po lodzie, gorzko tego pożałowali. Do celu zdołało dotrzeć zaledwie 11 osób. Młodszy porucznik Kuzmienkow, który nocą wycofał się z przyczółku, wspominał:
Wytrwaliśmy w okopie przez 48 godzin, bez jedzenia i wody. W końcu otrzymaliśmy rozkaz, żeby się wycofać. W nocy zaczęliśmy odwrót. Nie mogliśmy zabrać ze sobą ciała starszego porucznika Kuksowa. Musieliśmy zostawić je na miejscu. Z całego naszego batalionu pozostało 22 ludzi, reszta poległa lub została ranna.
Warto też nadmienić, że po tych potyczkach Finowie zebrali z pola bitwy m.in. 140 karabinów maszynowych, 1700 karabinów i 12 dział przeciwpancernych, zaś okoliczni mieszkańcy wracający do domów w 1942 roku zastali w pobliżu wioski Kelja masową mogiłę, w której spoczęło 850 żołnierzy 4 Dywizji Strzeleckiej.
Nieudana akcja okazała się ostatnim atakiem na wschodni odcinek linii Mannerheima. Potem rozpoczęła się wojna stacjonarna. Sowieci wysyłali oddziały zwiadowcze, przygotowując się do nowego natarcia, gromadząc zaopatrzenie i analizując błędy popełnione w pierwszym miesiącu wojny. Finowie spędzali czas poniekąd bezczynnie, obserwując wroga i wznosząc dodatkowe fortyfikacje na tyłach frontu. Obie strony wiedziały doskonale, że wkrótce nastąpi druga faza walk i Armia Czerwona zrobi wszystko, by wziąć odwet i odzyskać honor…
Odcinek centralny: nowa oś natarcia
19 Korpus Strzelecki komdywa Starikowa maszerował w kierunku Viipuri. 6 grudnia 24 Dywizja wraz ze wspierającym ją 157 Batalionem z 40 Brygady Lekkich Czołgów dotarła w okolice Perkjärvi i kontynuowała natarcie na dziewięciokilometrowym froncie ciągnącym się od Munasuo na zachodzie po Muolaanjärvi na wschodzie. 168 Pułk atakował tuż przy linii kolejowej, 274 Pułk wziął na cel Taasionlammet, a 7 Pułk postępował wzdłuż zachodniego brzegu Muolaanjärvi (tam też 6 grudnia podczas rekonesansu w rejonie Väisänen zginął dowódca dywizji, kombryg Wieszcziew). Oddziały, które nie miały żadnej łączności ze 123 Dywizją na lewej flance, w rejonie Lähde, nie zdołały przedrzeć się przez obronę; 168 Pułk nie wyrugował nawet fińskich posterunków na Kosenjoki. 8 grudnia, po stracie 12 czołgów wskutek działań fińskich oddziałów przeciwpancernych, ofensywę przerwano.
Tekst jest fragmentem książki Wojna fińsko-sowiecka Wydawnictwa RM, Irincheev Bair, s. 60-67.