Klasztorne tajemnice…

Amatorzy powieści Umberto Eco „Imię róży” są przekonani, że mury starych klasztorów kryją niedostępne dla zwykłych śmiertelników tajemnice. Okazuje się, że istotnie, wiele klasztorów ma swoje ponure i przerażające tajemnice. Miały być miejscem inkwizycyjnych sądów, dożywotnim więzieniem dla panien, które złamały śluby czystości, ale i miejscem brawurowych prób wydostania zza zakonnej furty ukochanych panien, do których płonęły uczuciem rycerskie serca…

Podziemne lochy Inkwizycji

Do dzisiaj na przykład nie wyjaśniono sprawy zaginięcia wszystkich egzemplarzy (sic!) dzieła polskiego dominikanina – Abrahama Bzowskiego „Historia Inquisitionis Haereticae Pravitatis in orthodoxo Regno Poloniae”. Bzowski mógł w swoim dziele podać liczne przykłady okrutnych kar inkwizycyjnych i dokładne statystyki wyroków polskiej Inkwizycji…

 

 Dominikanie byli funkcjonariuszami Inkwizycji (fragment obrazu z klasztoru krakowskiego) (Zdj. Arkadiusz Bednarczyk)
Dominikanie byli funkcjonariuszami Inkwizycji (fragment obrazu z klasztoru krakowskiego)
(Zdj. Arkadiusz Bednarczyk)

Kiedy Napoleon podbił Hiszpanię w 1808 r., pewien polski oficer w jego armii, pułkownik Władysław Limanowski (w źródłach anglojęzycznych – Lemanousky) doniósł, że Dominikanie [kierujący Inkwizycją] zabarykadowali się w swym klasztorze w Madrycie, w którym to też była główna siedziba Inkwizycji. Limanowski dostał więc od Napoleona żołnierzy i… dowodził szturmem na klasztor, który mimo oporu zdobył. Kiedy ludzie Limanowskiego weszli siłą do przybytku tajnej Inkwizycji, mnisi w biało-czarnych habitach zaprzeczali istnieniu więzień i sal tortur. Pułkownik Limanowski już miał odejść, jednak wedle relacji innego z kolei żołnierza – niejakiego pułkownika De Lile, zamieszczonej w amerykańskiej gazecie wychodzącej w Georgetown – „The Democratic Standard” z 26 września 1843 roku – prosił on Limanowskiego, aby dokładnie przeszukać kamienną podłogę ułożoną z płyt. Wojskowy wymyślił sprytny podstęp – nakazał polać wodą kamienną podłogę i obserwować czy ciecz nie dostaje się do jakichś szczelin, a tym samym nie przecieka. W pewnym miejscu tak się stało. Istotnie woda przeciekała przez nieszczelne spojenia płyt podłogowych. Kiedy jeden z żołnierzy podważył płytę, oczom zgromadzonych ukazało się zejście do piwnic. Dominikanie pobledli… – jak relacjonował pułkownik de Lile.

Zdumionym żołnierzom pułkownika ukazała się wielka sala zwana „Salą Sądową” z tronem dla Wielkiego Inkwizytora. W podziemiach natknięto się również na pojedyncze cele, w których łańcuchami do ścian przykute były ludzkie kościotrupy. Żołnierze w dalszym ciągu przeszukiwali podziemia klasztoru. Sale pełne były więźniów, z których większość była naga, wielu zaś postradało już zmysły. Znaleziono i dzieci i dorosłych. Postanowiono wysadzić w powietrze lochy inkwizycji. Gwoli historycznej rzetelności chcę zaznaczyć, że poza amerykańskimi źródłami w postaci podanej w przypisach książeczki i paru amerykańskich dziennikach nie znalazłem innych informacji na ten temat.

Tajemnica klasztoru karmelitanek „na Wesołej” w Krakowie

24 lipca 1869 roku krakowski „Czas” (nr 166) informował, że „tutejszy sąd karny otrzymał bezimienne doniesienie, iż w klasztorze karmelitanek bosych na Wesołej przesiaduje jedna z zakonnic tego klasztoru już od wielu lat w ścisłym zamknięciu (…)” Udała się więc tutaj specjalna komisja za dyspensą uzyskaną od biskupa pomocniczego krakowskiego Gałeckiego. „Po otwarciu drzwi podwójnych do celi osłupiała na widok, który się jej przedstawił… W celi zamurowanej tak ciemnej, że zaledwie dzień od nocy odróżnić można było, a fetorami przepełnionej, okazało się przy płomieniu świecy stworzenie podobne do ludzkiego (…) okryte brudem i kałem.” „Barbara Ubryk widząc ludzi jęcząc wołała: Dajcie mi jeść, trochę pieczeni bo cierpię głód”. Na pytanie dlaczego tutaj siedzi zawołała: „Popełniłam grzech nieczystości, ale i wy – zwracając się do sióstr – nie jesteście aniołami”.

 

Kościół karmelitanek „na Wesołej” w Krakowie gdzie miano przetrzymywać Barbarę Ubryk (Zdj. Arkadiusz Bednarczyk)
Kościół karmelitanek „na Wesołej” w Krakowie gdzie miano przetrzymywać Barbarę Ubryk
(Zdj. Arkadiusz Bednarczyk)

Była to niejaka Anna Barbara Ubryk, zamknięta tutaj od … 21 lat. Siostrę przewieziono do szpitala świętego Ducha. Wychodząc chciała jechać z jakąś siostrą Agnieszką, z którą uprzednio się pożegnała.

Przełożona klasztoru tłumaczyła, że kobieta znajduje się tutaj z polecenia lekarza, który zresztą już nie żył, a z kolei inny medyk kazał zamurować okno w celi z powodu… niekorzystnego wpływu światła na chorą. Więziona w klasztorze dziewczyna miała „rechotać w kościele”, godzinami się spowiadać, widziano ją nawet tańcującą nago po celi. Wówczas zdecydowano zamknąć ją do klasztornego karceru. Z okna swojej celi Ubrykówna miała wykonywać nieprzyzwoite gesty, dlatego zamurowano okno celi do 2/3 wysokości.

2 komentarze

  1. Czuję niedosyt 🙂 czekam na ciąg dalszy! 🙂

  2. Doskonały tekst. Czekam na kolejne 🙂

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*