Przysięga Piast zdobywca, tom 1

Przysięga. Piast zdobywca |Recenzja

Krzysztof Jagiełło, Przysięga. Piast zdobywca, tom 1

Zemsta potrafi rozpalić serce tak mocno, że staje się ogniwem napędzającym całe życie – nawet jeśli prowadzi ku cierpieniu i krwi. W świecie, gdzie rządzi siła, zdrada i pradawne wierzenia, każdy wybór ma wagę losu, a braterstwo bywa wystawiane na najcięższą próbę. W takiej scenerii rozgrywa się opowieść, którą snuje książka Przysięga. Piast zdobywca – historia o gniewie, przysiędze i nieuchronności przeznaczenia.

Zemsta to jedno z najbardziej żarliwych uczuć, jakie mogą ogarnąć człowieka. Gdy ktoś wyrządza nam krzywdę, niemal instynktownie rodzi się pragnienie odwetu – chcemy, aby poczuł ból równie dotkliwy jak nasz. Taka odpowiedź daje jednak tylko chwilową ulgę. Z czasem, jeśli nasze sumienie jest choć trochę wyczulone, pojawiają się wyrzuty i dziesiątki pytań, na które trudno znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź.

Istnieje jednak inny rodzaj zemsty – ten, który wyrasta z poczucia krzywdy zadanej naszym bliskim. Wtedy pragnienie odwetu potrafi tlić się w sercu latami, a nawet przez całe życie. Czasem cel zdaje się na wyciągnięcie ręki, innym razem oddala się poza horyzont. Bo los, jak to los – zawsze ma w zanadrzu swoje przewrotne niespodzianki.

Historia jak za dobrych czasów

Zaraz po odpakowaniu przesyłki od wydawnictwa Replika odruchowo spojrzałem na nazwisko autora i od razu uśmiechnąłem się szeroko, bo skojarzenie mogło być tylko jedno – jeśli ktoś nosi imię zwycięzcy spod Grunwaldu i najdłużej panującego polskiego monarchy, to przecież musi pisać dobre książki. Może to założenie było nieco na wyrost, ale już twarda oprawa i barwna postać zdobiąca jej centralne miejsce zrobiły na mnie wrażenie.

Sam tytuł sugerował, że fabuła może potoczyć się w wielu kierunkach, a jednak podskórnie czułem, że będzie to historia spod znaku płaszcza i szpady – choć w tym przypadku należałoby raczej powiedzieć: miecza i tarczy, bo w gruncie rzeczy różnica tkwi jedynie w nazewnictwie. Już teraz muszę pochwalić jakość wydania: gruby, solidny papier w połączeniu z dużą czcionką dają niezwykły komfort czytania.

O tym, że naprawdę jest co czytać, przekonałem się już po pierwszej stronie – całość pochłonęła mnie tak, że z przerwami na podstawowe czynności i rozprostowanie pleców pochłonąłem ją w nieco ponad 48 godzin. Jeśli wszystkie części serii Słowiańskie światy okażą się równie dobre, to z pewnością polubię okres wczesnopiastowski, do którego podchodziłem z dużą rezerwą. To historia dobrze skonstruowana i wciągająca. Z każdym rozdziałem zagłębiałem się coraz bardziej w opowieść, a w niektórych fragmentach wyraźnie odnajdywałem echo twórczości Józefa Ignacego Kraszewskiego i jego Starej baśni. Zjawisko to świadczy o wyraźnym nawiązaniu literatury do standardów wypracowanych przed laty.

Zły Popiel – dobry Piast

Przenosimy się do czasów sprzed chrztu Polski, gdy tereny te zamieszkiwały liczne plemiona. Toczyły ze sobą walki o dostęp do wody, lasów, dóbr naturalnych i innych zasobów, a słabsze wspólnoty ulegały presji, podporządkowując się silniejszym w zamian za ochronę w chwili zagrożenia. Jednym z takich potężnych wodzów był Popiel – tak, ten sam, znany z legendy o myszach, wieży i Kruszwicy.

Dwulicowy kniaź, który mamił pobratymców siłą, bogactwem i potęgą, a przy tym nie gardził skarbami. Z tego powodu pozwalał, aby mniejsze osady były równane z ziemią, a ich mieszkańcy sprzedawani w niewolę, na której oczywiście sam zarabiał. Jednym z takich opoli były Brójnice, gdzie mieszkali Piast i Ścibor – przyjaciele na śmierć i życie, choć w niektórych dziedzinach rywale. Jako jedyni ocaleli z najazdu na ojcowiznę i przysięgli zemstę na sprawcach tej tragedii.

Mogą liczyć na wsparcie nordyckiego woja, który wraz z córką – przypadkiem, a może zrządzeniem bogów – ratuje ich nie raz z groźnych opresji. Oboje wykazują się ogromną cierpliwością, szczerą chęcią pomocy i odwagą, a w początkowych rozdziałach to właśnie dzięki nim Piast i Ścibor wychodzą cało z największych niebezpieczeństw.

Kolejne wydarzenia nie pozostają jednak bez wpływu na charaktery młodzieńców. Piast, nie zważając na przeciwności losu ani ryzyko, dąży do spełnienia ślubowania i przelania krwi w imię zemsty. Ścibor natomiast woli spokojnie czekać na rozwój sytuacji i, jeśli to możliwe, unikać niepotrzebnych ofiar wśród pobratymców. Nietrudno się domyślić, że przeciw porywaczom wyrusza zbrojna drużyna powołana przez wiec, lecz wskutek wewnętrznych sporów ponosi klęskę – winą za porażkę obaj przyjaciele obarczają się niemal po równo. Na szczęście to jeszcze nie koniec, bo decydujące starcie dopiero przed nami.

Święte gaje, czarownice i uroki

Sama opowieść, choć niezwykle ciekawa, wielowątkowa i pełna zmieniających się akcentów, nie miałaby takiej wartości, gdyby nie cały starannie dopracowany anturaż. Autor zadbał o każdy szczegół: od prostych potraw, przez przedstawienie panteonu słowiańskich bóstw, ich kalendarza, kultury i tradycji, aż po uzbrojenie, sposób walki, a nawet nazwy miejscowości i imiona bohaterów.

Czy można przejść obojętnie obok opisów topienia marzanny, dożynek albo imion tak swojsko brzmiących jak Filimir, Mścigniew, Przybysława, Izbigniew, Czabor czy Grzymisław? Dziś mało kto je nosi, ale nadal pozostają wyraźnym świadectwem naszej słowiańskości. Podobnie i w warstwie militarnej nie znajdziemy tu „armii” w nowoczesnym rozumieniu, lecz tarczowników, toporników, jeźdźców, kolczugi czy przeszywnice.

Na uwagę zasługuje też silne przywiązanie niemal wszystkich bohaterów do sił natury, zaklęć, klątw i przepowiedni czarownic. Współcześnie może wywołać to uśmiech, ale wówczas traktowano takie wierzenia całkowicie poważnie. Obawiano się gniewu bogów lasu i rzek oraz tego, że brak szacunku wobec duchów zmarłych sprowadzi nieszczęście.

Czas leczy rany?

Po uważnej lekturze można ze zdumieniem stwierdzić, że mijają lata, a nasze narodowe przywary pozostają niezmienne. Wciąż jesteśmy zawistni, niezdecydowani, niechętni do poświęceń w cudzej sprawie, chcemy wszystko załatwić natychmiast, często zmieniamy zdanie, nie słuchamy się nawzajem i nieustannie rywalizujemy o pierwsze miejsce. Ścibor i Piast z ludźmi, których prowadzą, są pod tym względem niemal identyczni.

Pozornie wspólny cel powinien ich jednoczyć – i faktycznie, w decydujących momentach tak właśnie się dzieje. Zazwyczaj jednak sytuacja rozwija się w przeciwnym kierunku. Bohaterowie przechodzą przez momenty zawahania i euforii, jakby balansowali na linie kołyszącej się w rytmie wahadła. Ujawniają różne oblicza swojego charakteru, a w toku narracji nasze opinie na ich temat potrafią się zmieniać. Nie można im jednak odmówić jednego – niezłomności, która idzie w parze z siłą przyjaźni.

Przyznam, że większą sympatię budził we mnie Ścibor, którego odbierałem jako autentyczną i szczerą postać. Cała wyprawa, choć w pierwszym tomie kończy się tylko połowicznym sukcesem, pozwala im głębiej zrozumieć siebie – przede wszystkim tej niezmiennej prawdy, że zemsta, nawet sprawiedliwa, zawsze przynosi ból.

Zastrzeżeń się nie przewiduje

Książka jest napisana z dużym kunsztem – trudno doszukać się w niej poważniejszych niedociągnięć. Fabuła rozwija się konsekwentnie, choć losy bohaterów bywają zmienne: raz przegrywają bitwę, innym razem odnoszą zwycięstwo, to znów sami stają się ofiarami fortelu, żeby chwilę później przechytrzyć przeciwników.

Największą siłą tej powieści są sceny batalistyczne – pojedynki i starcia zbrojne, które budzą emocje równie silne, jak te, do których przyzwyczaił nas Sienkiewicz. Różni je jedynie arsenał: zamiast szabel pojawiają się miecze i topory. Napięcie pozostaje jednak takie samo. Podczas pojedynku Ścibora z Biezunem miałem wrażenie, jakbym sam stał obok i obserwował każdy ruch walczących. Podobne emocje towarzyszyły mi w opisie oblężenia grodu pod koniec opowieści. Autor znakomicie buduje atmosferę, a gdy napięcie sięga zenitu, potrafi je rozładować, wprowadzając nową perspektywę.

Całość ma ogromny potencjał i sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejną część – zarówno na dalszą porcję emocji, jak i na równie dopracowaną oprawę graficzną. Jak zakończyła się ta przygoda, każdy czytelnik powinien odkryć sam, sięgając po Przysięgę. Lektura z pewnością nie przyniesie rozczarowania


Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 6/6
Dominik Majczak


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.