Kompromisy w sprawie niewolnictwa w USA

Łamanie granic. Kompromisy w sprawie niewolnictwa w USA

W kraju, który twierdził, że dąży do wolności, tysiące ludzi były traktowane jak własność. Niewolnictwo nie tylko kształtowało życie codzienne, ale dzieliło naród na zawsze. W tym kontekście, kompromisy w sprawie niewolnictwa w USA stały się nie tylko politycznymi układami, ale decyzjami, które prowadziły do rozdarcia, bólu i nieuniknionej wojny. Jakie granice przekroczyli ci, którzy walczyli o wolność, a co pozostawało za nimi?

„Meksyk nas struje”. Co miał na myśli Emerson?

Po tym, jak Stany Zjednoczone zyskały sporo ponad milion kilometrów kwadratowych kosztem Meksyku, uzyskane terytoria zmusiły Amerykanów do zmierzenia się z problemem, o którym większość polityków nie chciała nawet słyszeć. Czy wolność i niewolnictwo mogły funkcjonować ramię w ramię? Przez lata większość białych Amerykanów uważała, że tak. Zajmowali się swoimi sprawami, w ten czy inny sposób akceptowali niewolnictwo w codziennym życiu i godzili się z argumentami strony prze- ciwnej.

Emerson obawiał się, że niewolnictwo i wolność stanowią tak odmienne, przeciwne sobie stany bytu, że dyskusja dotycząca wprowadzenia niewolnictwa na nowych terytoriach zatruje Unię, zniszczy ją i rozerwie. Nie był to pierwszy raz, gdy kraj ogarnęła debata na temat problemu niewolnictwa. Nad tą kwestią pochylili się już bowiem uczestnicy Konwencji Konstytucyjnej w 1787 roku.

James Madison, który spośród ojców założycieli miał największy wpływ na kształt konstytucji, przestrzegł delegatów Konwencji Konstytucyjnej, że największym zagrożeniem dla Unii nie będzie konflikt między dużymi a małymi stanami, a raczej „między północnymi a południowymi, tymi, którzy posiadają niewolników, a tymi, którzy ich nie mają”. Północ i Południe już wówczas zdążyły się pokłócić w kwestii tego, czy niewolników należy wliczać do populacji stanów przy wyłanianiu liczby reprezentantów do Kongresu.

Delegaci z Południa chcieli ich uwzględniać, mimo że niewolnicy nie mieli praw wyborczych. Zdaniem delegatów ze stanów północnych to tylko wzmocniłoby system niewolniczy. Im więcej bowiem niewolników zamieszkiwałoby Południe, tym więcej reprezentantów wyłaniałyby tamtejsze stany. Tym sposobem delegaci stanów południowych zgodzili się włączyć do całkowitej liczby ludności tylko trzy piąte populacji niewolników. Ale nie zamierzali cofnąć się już ani o krok. Mieszkańcy Północy musieli zaakceptować kompromis trzech piątych lub młoda Unia „stanęłaby nad przepaścią”.

Czy kompromis cokolwiek zmieniał? Niekiedy tak – i to bardzo. Podczas ostrej kampanii wyborczej w 1800 roku Thomas Jefferson z Wirginii zapewne nie pokonałby Johna Adamsa z Massachusetts bez dodatkowych głosów Południa, które w Kolegium Elektorów zapewnił mu kompromis trzech piątych. Jak to ujął pewien federalista, Jefferson „wkroczył do świątyni wolności na barkach niewolników”. Do 1819 roku kompromis trzech piątych umożliwił Południu wprowadzenie 17 dodatkowych członków do Kongresu.

Mimo to liczba wolnej ludności na Północy rosła tak bardzo, że tamtejsze stany dysponowały przewagą głosów w Izbie Reprezentantów. Najważniejszym polem walki dla Północy i Południa stał się zatem Senat. Wszystkie 11 stanów wolnych i niewolniczych wybierało po dwóch senatorów, więc ich głosy rozkładały się po równo.

I właśnie wtedy, w 1819 roku, Terytorium Missouri wyraziło chęć przekształcenia się w stan. Klimat tam panujący był zbyt chłodny do uprawy bawełny, ale na miejscu żyło już około 10 tys. niewolników, więc politycy z Południa uznali, że Missouri będzie stanem niewolniczym. Izbę Reprezentantów zaskoczył jednak James Tallmadge, reprezentant z Poughkeepsie w Nowym Jorku. Zaproponował poprawkę do ustawy o Missouri warunkującą jego wejście do Unii od stopniowego odchodzenia od niewolnictwa.

W czasach rewolucji wielu białych mieszkańców Południa, w tym Jefferson, liczyło na to, że niewolnictwo z czasem samo zniknie. Zamiast tego jednak rosło w siłę – a południowcy (w tym także Jefferson) sprzeciwili się poprawce Tallmadge’a. „Roznieciliście ogień, którego nie ugaszą wody oceanu, a jedynie potoki krwi”, oznajmił z oburzeniem kongresmen z Georgii. „Skoro nieunikniona jest wojna domowa”, odparł Tallmadge, „powiem tylko: niechaj tak będzie!”.

Niebezpieczny impas udało się prze- rwać, gdy Maine, pierwotnie część Massachusetts, zadeklarowało się jako stan. Missouri miało wówczas wejść do Unii ze statusem stanu niewolniczego, a Maine jako stan wolny. Z decyzji zrodził się kompromis Missouri z 1820 roku, wytyczający granicę biegnącą od południowej granicy stanu na zachód, aż po terytoria Luizjany. W stanach na północ od tej linii niewolnictwo było zakazane, z wyjątkiem Missouri.

Wytyczyć granicę. Wypracować kompromis. Ukrócić spór. Przez jakiś czas to podejście zapewniało spokój. Ale zniewoleni Afroamerykanie, pozbawieni głosu przez kompromis trzech piątych i kompromis Missouri, dobrze wiedzieli, że niektóre granice trzeba przekroczyć.

Nie mogli głosować przy urnach, ale przez następnych 40 lat głosowali nogami i dziesiątki tysięcy z nich uciekło ze stanów niewolniczych na północ. Przemieszczali się przy świetle księżyca, pokonywali wpław rzeki i chowali się pod wozami z sianem zmierzającymi do wolnych stanów. Pewien niewolnik, Henry Brown, dał się nawet zamknąć w drewnianej skrzyni i tak pokonał swoją drogę.

Granicę ku wolności przekraczano także z północy na południe. Pamiętacie jeszcze historię Davida Walkera, wyzwoleńca z Bostonu, który przemycał na południe swoje abolicjonistyczne broszury zaszyte w połach płaszczy czarnych żeglarzy, wzywające niewolników do powstania? Inni abolicjoniści przenikali do stanów niewolniczych, aby budować tam szlaki do ucieczek, znane później jako Kolej Podziemna (ang. Underground Railroad).

Nie była to dosłownie kolej, a raczej sieć współpracujących ze sobą ludzi, zapewniających kryjówki niewolnikom i wskazujących im drogę ucieczki na północ. Harriet Tubman, najsłynniejsza konduktorka szlaku, pracowała jako niewolnica w obozie drwali, więc potrafiła sobie poradzić w gęstym lesie. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie wyplątała się z niejednej niebezpiecznej sytuacji. Niekiedy zabierała ze sobą dwa kurczaki, które w razie potrzeby wypuszczała i udawała się za nimi w pogoń, aby odwrócić uwagę od zbiegów.

Utrzymanie niewolnictwa po jednej stronie granicy i wolności po drugiej było sporym wyzwaniem, bez względu na zakres przyjętych kompromisów. Między innymi dlatego Jefferson i Madison tak bardzo naciskali, aby przenieść stolicę z Filadelfii do Dystryktu Kolumbii. Zgodnie z prawem obowiązującym w Filadelfii każdy niewolnik, który spędził w mieście więcej niż sześć miesięcy, zyskiwał wolność.

Utrudniało to jednak pracę urzędnikom z Południa, którzy często sprowadzali do Filadelfii swoich nie- wolników w charakterze służby domowej. Sam George Washington potajemnie nakazał zabrać swoich niewolników do Wirginii po upływie sześciu miesięcy, „znajdując ku temu powód, który przekona zarówno ich samych, jak i społeczeństwo”, jak zalecił swojemu sekretarzowi.

Washington zasłonił się argumentem, że jego żona chciała wrócić do domu w towarzystwie niewolników. Nowa stolica w Dystrykcie Kolumbii rozwiązała problem i niewolnicy nie mogli już zyskiwać w niej wolności. W Waszyngtonie zalegalizowano niewolnictwo, a otaczające miasto stany także były niewolnicze.

Do lat trzydziestych XIX wieku mieszkańcy Północy byli już wyraźnie zdegustowani widokiem handlu niewolnikami na targowiskach w samej stolicy państwa tak oddanego sprawie wolności. Zwrócili się zatem do Kongresu z propozycją delegalizacji niewolnictwa w Dystrykcie Kolumbii. Ponad milion mieszkańców Północy złożyło swoje podpisy na przynajmniej tysiącu petycji.

Ich propozycja rozwścieczyła białych południowców. Obawiali się oni, że jeśli Waszyngton przekształci się w wolne miasto, wówczas niewolnicy masowo zaczną do niego napływać, a może nawet uznają to za sygnał do wszczęcia buntów w sąsiednich stanach niewolniczych.

Aby powstrzymać napływ petycji, mieszkańcy Południa przekonali Kongres do przepchnięcia ustawy znanej jako zasada knebla (ang. gag rule), która zakazywała Izbie Reprezentantów nawet przyjmowania propozycji zakazujących handlu niewolnikami. Po dziewięciu latach udało się wycofać zasadę knebla, jednak stany Południa nadal tłumiły wszelkie pro- testy przeciwko niewolnictwu na własnych ziemiach.

Wówczas rozgorzała wojna z Meksykiem, a wraz z nią debata nad organizacją nowych terytoriów. Okrzyknięty bohaterem wojennym generał Zachary Taylor w 1848 roku zwyciężył w wyborach prezydenckich. Ze względu na ogólniki, jakimi posługiwał się w wypowiedziach, zyskał sobie pseudonim Się Załatwi (ang. Rough and Ready).

Czy należało zezwolić na wprowadzenie niewolnictwa na nowych terytoriach? Taylor uznał, że jakoś się to załatwi, i zaproponował, aby od razu powołać dwa rozległe stany: Nowy Meksyk (wówczas obejmujący obszary dzisiejszych stanów Arizona, Kolorado i Utah) oraz Kalifornię. Wiadomo było, że Kalifornijczycy nie chcieli niewolnictwa. A co do Nowego Meksyku, to Taylor zaproponował, aby tam również go zakazać. Jego zdaniem klimat był tam zbyt suchy i nieodpowiedni do pracy niewolniczej.

Mieszkańcy Południa nie wierzyli w to, co słyszeli. Się Załatwi pochodził przecież z Luizjany, a na dodatek sam miał niewolników! Zamiast utrzymać równowagę między stanami niewolniczymi a wolnymi, proponował zapewnić Północy dwa stany wolne, czym zaburzyłby układ sił w Senacie, w którym swoich reprezentantów wprowadzało 30 stanów: 15 wolnych i 15 niewolniczych. Najbardziej temperamentna grupa południowców, tzw. połykacze ognia (ang. fire-eaters), zwołała spotkanie w Nashville, w Tennessee, aby omówić możliwość oderwania się od Unii.

Kongres raz jeszcze wytyczył granice oraz zgodził się na kompromis. Kalifornii przyznał status wolnego stanu, ale pozostałe nowe ziemie miały zostać zorganizowane w dwa terytoria, Nowy Meksyk i Utah. Mieszkańcom obu z nich przyznano możliwość zagłosowania za niewolnictwem lub przeciwko niemu.

Rozwiązanie to zyskało sobie nazwę suwerenności narodu (ang. popular sovereignty) – niech wyborcy podejmują decyzje. Otworzyło także możliwość powołania dwóch nowych stanów niewolniczych. Przedstawiciele Południa w Izbie Reprezentantów nadal szukali rozwiązania problemu tysięcy niewolników uciekających na Północ, więc Kongres uchwalił nowe i znacznie bardziej surowe prawo o zbiegłych niewolnikach (ang. Fugitive Slave Law), które zobowiązywało mieszkańców Północy do pomagania południowcom przy łapaniu zbiegów z plantacji.

Każdy, kto odmawiał współpracy, mógł trafić do więzienia lub zapłacić karę do 1000 dolarów. Aby zatem obłaskawić mieszkańców Północy, władze zdelegalizowały handel niewolnikami w Dystrykcie Kolumbii. Samo niewolnictwo utrzymano w mocy, ale kupowanie i sprzedawanie ludzi na aukcjach miało zniknąć ze stolicy.

Zawarte porozumienia zyskały sobie nazwę kompromisu 1850 roku. Zapewne nigdy nie udałoby się przepchnąć tych środków, gdyby nie elastyczna postawa pełnego werwy senatora z Illinois, Stephena A. Douglasa. Z jego pomocą udało się dopiąć porozumienie. Wszystko wskazywało na to, że Unia została ocalona.


Tekst jest fragmentem książki Krótka historia USA Wydawnictwa RM.

Comments are closed.