Leopold Buczkowski, Wertepy

Wertepy |Recenzja

Leopold Buczkowski, Wertepy

Podolska wieś międzywojnia ma u Leopolda Buczkowskiego śnieg, głód, choroby, wszy, samogonkę, muzykę, koniokrady, przemoc i kilka języków, które mieszają się ze sobą tak naturalnie, jak ludzie żyjący obok siebie w miejscu pozornie wspólnym, a naprawdę pełnym lęku, zależności i cudzych wyroków. Wertepy, pierwsza powieść autora Czarnego potoku, wracają w nowym wydaniu PIW jako książka szorstka, gęsta i odporna na ładne opowieści o dawnej prowincji.

Buczkowski ukończył powieść w 1937 roku, fragment opublikował we lwowskich Sygnałach pod pseudonimem Paweł Makutra, a pełne wydanie ukazało się dopiero w 1947 roku u Gebethnera i Wolffa. Obecna edycja PIW opiera się na wydaniu z 1973 roku, zestawionym z wcześniejszymi wersjami, dzięki czemu przypomina tekst ważny nie przez historycznoliteracką etykietę, ale przez siłę języka i świata przedstawionego.

Akcja rozgrywa się głównie w Dolinoszczęsnej, Zasereciu i Hryniance, na wielokulturowej wsi złożonej z Ukraińców, Polaków, Żydów, Rosjan, Ormian, Czechów i Niemców. Buczkowski znał tę przestrzeń od środka, urodził się w pobliżu Brodów, na pograniczu Podola i Wołynia, więc opisuje ją bez folklorystycznego wygładzenia, za to przez biedę, pracę ponad siły, zaduch izb, zwierzęta, krew, chorobę, alkohol i strach.

Powieść ma budowę epizodyczną. Składa się ze scen: epidemii, zabawy u Huka, próby wykorzystania Julki, kradzieży konia, śmierci Czaplijego, opowieści Ćpindla, spraw Szeremety, ślubu Julki i Tomka, wątku Chrobowskiej oraz finałowych rozmów z księdzem Samosaczyńskim. Losy ludzi przesuwają się przez przypadek, cudzą wolę, lokalne układy i przemoc, a z tych fragmentów powstaje obraz wspólnoty, która wszystko widzi, wiele pamięta i rzadko naprawdę chroni.

Tomasz Huk dobrze odsłania porządek tej wsi. Dawna pozycja jego rodziny kończy się pożarami, długami i wojną, on sam odbudowuje dom, stodołę i chlew, lecz jego obecność wiąże się z koniokradztwem, alkoholem, zabawami, muzyką i przemocą. Trzyma harmonie i gramofon, korzysta z Olejnika, budzi lęk, próbuje zachować znaczenie, a w jego scenach widać męską dominację, starzenie się i brutalność, która nie potrzebuje ideologii.

Ogromne znaczenie ma język. W Wertepach mieszają się polszczyzna, gwara, rusycyzmy, idiomy, pieśni, przekleństwa, powiedzenia i religijne formuły, a ten język stawia opór, ponieważ należy do miejsca, ludzi i ich hierarchii. Słychać w nim pogardę, lęk, interes, czułość, upokorzenie i przemoc. Gdyby go wygładzić, powieść straciłaby nerw.

Muzyka, śpiew, kazania, opowieści i przyśpiewki nadają książce rytm, ale nie przynoszą pocieszenia. Buczkowski potrafi zestawić brud, krew i błoto z chwilowym pięknem brzmienia, po czym natychmiast przywrócić czytelnika do głodu, choroby i strachu. Chrobowska oraz ksiądz Samosaczyński pokazują z kolei bezradność osób próbujących wnieść do tej przestrzeni porządek, edukację albo moralny autorytet.

Wertepy są lekturą trudną przez gęsty język, dużą liczbę postaci, epizodyczną konstrukcję oraz sceny choroby, seksualnego nacisku, przemocy i brutalności wobec zwierząt. Ta trudność ma jednak sens, bo Buczkowski pisze o świecie, w którym ludzkie życie ma niewielką ochronę przed biedą, przypadkiem, cudzym osądem i siłą wspólnoty.

Wertepy Leopolda Buczkowskiego pokazują podolską wieś przez chorobę, język, muzykę, biedę, przemoc i codzienny przymus trwania. Powieść jest szorstka i mocna, bo wyrasta z konkretu: głosów, ciał, zależności, plotki, głodu i strachu.

Wznowienie PIW przywraca pierwszą powieść autora Czarnego potoku jako tekst osobny, niewygodny i literacko ważny. Warto czytać ją powoli, z uważnością wobec języka, bo dopiero wtedy widać ciężar świata zbudowanego z pracy, choroby, religii, muzyki, przemocy i strachu.


Wydawnictwo PIW
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.