Stefan Wyszyński. Pro memoria Tom 10 1963

Pro memoria Tom 10: 1963 |Recenzja

Stefan Wyszyński, Pro memoria Tom 10: 1963

Instytut Pamięci Narodowej właśnie publikuje zapiski kardynała Stefana Wyszyńskiego, dotyczące 1963 roku, jako Pro memoria Tom 10: 1963. Z tekstu wyziera obraz Kościoła uciśnionego, ale chcącego się dogadać na wielu płaszczyznach. Mimo ponawianego wyciągania dłoni na zgodę, polscy komuniści nie byli chętni do współpracy.

W założeniach Władysława Gomułki miało nastąpić zlaicyzowanie polskiego społeczeństwa, i jeśli nie zniszczenie, to przynajmniej całkowite podporządkowanie sobie tej instytucji celom PZPR. Tylko przemyślna i stonowana polityka Wyszyńskiego sprawiła, iż komunistom nie udało się tego celu usunąć. Kto wie, czy gdyby ktoś inny był na jego miejscu, czy to „marzenie” PRL-owskich dostojników nie ziściłoby się.

Komunistyczne represje

Ceną za niezależność był wzrost represji. Trzeba przypomnieć, że w 1963 roku w polskich placówkach szkolnych nie było już żadnych lekcji z zakresu religii. Mogły się one odbywać w tak zwanych salkach, ale i tam władza komunistyczna starała się uprzykrzać duszpasterzom ich starania o rząd dusz. Księża zobligowani byli do przedstawiania miejscowym komórkom partyjnym między innymi różnego typu zaświadczeń, danych o katechetach. Przeprowadzano inspekcje i czyniono wszystko, aby zniechęcić Polaków do uczestniczenia w uroczystościach kościelnych.

Jednocześnie Zenon Kliszka, jeden z najbliższych współpracowników Gomułki, dokładał wszelkich starań, aby skłócić polskich hierarchów. Doskonałym tego przykładem może być podpuszczanie biskupa Klepacza, który jakoby miał być atakowany przez kardynała Wyszyńskiego.

Polski rząd bawił się również paszportami, uniemożliwiając wyjazd polskich biskupów na obrady Soboru Watykańskiego II czy konklawe. Ponadto rozgrywano różnych duchownych, którzy atakowali swoich zwierzchników, w tym biskupa kieleckiego Czesława Kaczmarka, będącego już i tak więźniem politycznym.

W tych trudnych czasach kardynał Wyszyński musiał podejmować trudne decyzje. Mimo zniechęcenia, wciąż i wciąż próbował rozmawiać z władzami komunistycznymi. Z publikacji przebija postać wielkiego człowieka, nieugiętego, choć, jak widać, bardzo zniechęconego oporem i narastającymi kłopotami, zarówno ze strony władz, jak i – zasadniczo – sobie podległego Kościoła, targanego różnymi konfliktami. Ja nie byłbym w stanie tak wytrwale działać, pewnie bym odpuścił…

Święty człowiek?

Dzięki zapiskom, które zostały zamieszczone w tej publikacji, mamy możliwość zapoznania się z mentalnością Wyszyńskiego. Z jego wytrwałością, zaradnością i wielką pokorą. Dziwnie czyta się o człowieku, który pod wieloma względami przerastał swoje czasy, a zmuszony był się samoograniczać.

W książce znajdziecie wiele przykładów tego, że mimo wszystko opisywana postać była człowiekiem. Z lat młodości pamiętam programy publicystyczne czy dokumentalne, ukazujące kardynała jako nadczłowieka, jako kogoś wyjątkowego. A tutaj zszedł on ze swego Olimpu i nabrał bardziej ludzkich kształtów.

Czytając o jego słabościach, powracających momentach zwątpienia, a pomimo to, wytrwałego dążenia do celu, jakim było uzyskanie swobód dla Kościoła i polskiego społeczeństwa, łatwiej uwierzyć w jego wyjątkowość. Nic dziwnego, że niektórzy katolicy chcą założyć mu nad głowę nimb świętości. Z pewnością był to ktoś wyjątkowy.

W pewnych fragmentach zapisków bohatera książki znaleźć można również odniesienia do sytuacji Kościoła na świecie (Sobór Watykański II, konklawe, śmierć papieża Pawła VI), do wydarzeń światowych (jak choćby zamach na prezydenta Stanów Zjednoczonych Kennedy’ego). Można w nich dostrzec nie tylko ogromną przenikliwość prymasa, ale i jego umiłowanie dla innych ludzi. Trzeba bowiem zauważyć, że mimo tak wysokiej pozycji jaką zajmował, przede wszystkim był człowiekiem. Piastowany urząd nie przyćmił jego wewnętrznego dobra, chęci niesienia pomocy innym, współczucia dla ludzkich dramatów, tragedii czy rozterek.

Tak po ludzku – fajnie się to czyta. Ma się nie tylko możliwość zrozumienia samego Wyszyńskiego i jego czasów, ale i ma się możliwość „pofilozofowania” nad własnym postępowaniem jako chrześcijanina. Tak, to coś naprawdę niezwykłego.

Pro memoria Tom 10: 1963 – tekst, tekst i jeszcze raz tekst

Książka jest jednym wielkim monolitem. Gdyby nie pogrubienia czcionki przy nazwiskach występujących w nich postaci lub instytucji, byłby jeden wielki, zbity tekst. Szkoda, że nie umieszczono tutaj żadnych zdjęć, wtedy ta monotonia stałaby się nieco bardziej przejrzysta i zdecydowanie ulżyłaby czytelnikowi w lekturze. A tak – publikacja jest męcząca.

Podobnie ma się kwestia przypisów. Jest ich naprawdę sporo, i śmiało można pokusić się o stwierdzenie, że zajmują blisko 1/3 publikacji (?). Jak dla mnie – nie bardzo wnoszą coś do tekstu. Rozumiem, że to niebagatelna pomoc dla badaczy tematu, ale zwyczajny czytelnik mocno się trudzi.

A przecież z zapisków kardynała Wyszyńskiego przebija nie tylko wielka troska o dobro polskiego Kościoła, ale i narodu, rzuconego na żer komunistycznym władzom. Tak więc trochę szkoda, że pomysłodawcy wydania nie pomyśleli o tym, aby ukazać zwyczajnym Polakom bohaterskiej postawy kardynała. Wszak – mogłoby z tego coś ciekawego wyniknąć, a tak, mamy książkę tylko dla historyków.

Publikacja zawiera się na 398 stronach. To książka skierowana zdecydowanie dla badaczy tematu represji komunistycznych wobec Kościoła lub jako pomoc przy pracach hagiograficznych rzeczonej postaci.


Wydawnictwo IPN
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa IPN. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.