Anna Żakiewicz, Witkacy. Demon i prowokator
Witkacy jest kłopotliwy. Dla muzeum, dla czytelnika, dla spokojnej opowieści o sztuce. W albumie „Witkacy. Demon i prowokator” Anna Żakiewicz bierze na warsztat artystę, którego łatwo sprowadzić do legendy, min, narkotyków, skandali i wszelakiej dziwności.
Dużo reprodukcji, fotografie, dokumenty, kalendarium, chronologia dzieł, fragmenty prowadzące przez kolejne etapy życia. Spis treści układa tę opowieść od rodzinnego kręgu, przez bunt, wyprawę na antypody, wojnę, Czystą Formę, teatr, Firmę Portretową, kobiety, narkotyki, kryzys i dramatyczny koniec. Autorka prowadzi przez Witkacego jako zjawisko, a nie przez same obrazki.
Autorka pokazuje Witkacego jako artystę, który potrafił zrobić z portretu własny system, pół żart, pół laboratorium psychologiczne, pół przedsiębiorstwo.
Anna Żakiewicz wie, gdzie patrzeć
Anna Żakiewicz od lat zajmuje się twórczością Stanisława Ignacego Witkiewicza. Rynek Książki, zapowiadając spotkanie wokół albumu, określił ją jako jednego z najwybitniejszych badaczy twórczości Witkacego. Ten fakt ma znaczenie, bo przy Witkacym bardzo łatwo wpaść w efektowny chaos. Wystarczy parę mocnych reprodukcji, kilka opowieści o używkach, parę zdań o skandalach i już mamy popkulturowego dziwaka na sprzedaż.
Żakiewicz idzie szerzej. Interesuje ją nie sama legenda, ale mechanizm. Skąd wzięła się estetyka Witkacego? Jak biografia mieszała się z teorią? Jak wojna, teatr, relacje, pieniądze, katastroficzne przeczucia i portretowa praktyka składały się na ten dziwny, intensywny organizm twórczy?
Portret jako eksperyment na człowieku
Witkacy nie traktuje twarzy jak miłego tematu do zawieszenia nad kanapą. Twarz staje się u niego polem napięcia. Czasem rozmazuje się kontur, czasem kolor idzie w nienaturalne rumieńce, czasem profil zostaje przeciągnięty w stronę maski. Narkotyki nie nadawały tylko nowych barw, ale zmieniały sposób widzenia świata, jego formę, rozmycie i deformację.
Twarze rozmyte, uproszczone, zdeformowane, a jednak rozpoznawalne. Witkacy wykręca modela, ale nie gubi człowieka.
Witkacy w tym albumie jest artystą, który rozsadza portret, teatr i biografię od środka (spokojna forma nie wystarcza mu do opisu człowieka). U Żakiewicz jego dziwność dostaje kontekst.
Album wspaniale oddający artystę
Duży plus za układ materiału. Fotografie Witkacego, reprodukcje, rysunki, portrety, dokumenty i kalendarium nie wyglądają jak dodatek do tekstu. Budują opowieść równolegle. Na jednej stronie mamy artystę w ciemnych okularach, na innej dramatyczne portrety, dalej kalendarium dzieł rozciągnięte jak wizualna mapa. Jego twórczość żyje w spięciu obrazu, pozy, teorii i biograficznego gestu.
Momentami album wygląda jak bardzo elegancko uporządkowany bałagan. I dobrze. Przy Witkacym nadmierna gładkość byłaby podejrzana. Potrzeba reprodukcji, oddechu, dokumentu, fragmentu, kontrastu. Tu widać próbę utrzymania tego (jego) tempa. Bardzo fajnie to wyszło!
Album Anny Żakiewicz będzie chyba najlepszy dla czytelnika, który zna nazwisko, ale chce wreszcie zobaczyć, skąd bierze się ta jego niepokojąca siła.
Wydawnictwo SBM
Ocena recenzenta: 5,5/6
Agnieszka Cybulska
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa SBM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.