między UPA a Bulbowcami

Między UPA a Bulbowcami. Wołyń oczami świadka historii

Wołyń lat 40. to miejsce, gdzie pamięć miesza się z bólem, a granice między ofiarą a sprawcą dawno się zatarły. W rodzinnych wspomnieniach autora historia między UPA a Bulbowcami nie ma wyraźnych konturów – liczy się tylko przetrwanie i strach zapisany w pamięci pokoleń. To próba zrozumienia, dlaczego nawet dziś tamte wydarzenia budzą więcej emocji niż słów.

Wspomnienie to przenosi nas w sam środek dramatycznej historii Wołynia – widzianej oczami potomka polskiej rodziny, która przeżyła tamte wydarzenia. Autor konfrontuje rodzinne emocje i pamięć z faktami historycznymi, pokazując, jak trudno było odróżnić winnych od niewinnych, gdy wojna zatarła wszystkie granice. To zapis pamięci o codziennym strachu, o sąsiadach, którzy stali się wrogami, i o cienkiej linii między UPA a Bulbowcami, za którą kryły się losy tysięcy Polaków.

Do końca życia moja Mama dostawała gęsiej skórki na słowo „Ukrainiec”. Jej emocje nie podlegały powszechnym zasadom tolerancji i szacunku dla innych. Miała do tego prawo, mimo że oboje z siostrą nie rozumieliśmy tego. Nigdy nie widziałem tak silnych, negatywnych emocji u Pepolów.

Do zestawu tak samo strasznych słów należały też ter miny „upowcy” oraz dość dziwnie brzmiące dla mnie jako dziecka „bulbowcy”. W rodzinnych legendach tym najciemniejszym kręgiem piekła, do jakiego doprowadzili ukraińscy sąsiedzi, było dla Polaków na Wołyniu środowisko bulbowców utożsamianych z UPA.

Historia tej formacji jest dzisiaj dobrze opisana i zna na, ale z uwagi na mieszanie się tych środowisk i konflikty wewnętrzne do niewielu docierało, że ludzie Tarasa Bulby (prawdziwe nazwisko Boroweć) nie dążyli do konfrontacji z ludnością polską. Ich pierwotnym i głównym zadaniem było zwalczanie sowieckiej partyzantki i ludzi związanych z lokalnym aparatem państwowym ZSRS.

Sam Taras Bulba-Boroweć miał ponoć nawoływać Ukraińców do za przestania pacyfikacji polskich wsi w podległych sobie po wiatach. Na tym tle dochodziło do konfliktu z antypolsko nastawionymi formacjami UPA. Większości zbrodni na Wołyniu – na ludności żydowskiej i polskiej – dokonywały radykalne formacje partyzanckie UPA na Polesiu i w powiatach sarneńskim oraz kostopolskim przez ludzi niechętnych Bulbie i jego zbyt miękkiej postawie wobec Polaków.

W listopadzie 1943 w efekcie zemsty i wewnętrznych porachunków zamordowano żonę Tarasa Annę Opoczeńską. Historycy przypominają też, że po śmierci Józefa Piłsudskiego zakład kamieniarski Borowcia organizował transport z Wołynia do Warszawy dużego głazu narzutowego, z którego wykonano nagrobek Matka i Serce Syna na wileńskiej Rossie.

Dla Polaków w Sarnach te subtelności i różnice między ukraińskimi aktywistami były zarówno mało istotne, jak i zbyt mało czytelne, dlatego w powszechnym rozumieniu – również w rodzinie Pepolów – upowcy i bulbowcy byli tymi samymi wrogami. Sicz Poleska Tarasa Bulby-Borowcia początkowo była formacją akceptowaną i wspieraną przez okupacyjne władze niemieckie.

Potem jednak Bulbę podobnie jak Stepana Banderę aresztowano i osadzono w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen, aby z kolei w końcu 1944 roku uwolnić i wykorzystać do formowania oddziałów wspierających wycofujące się wojska niemieckie. Po woj nie na emigracji w Kanadzie Taras Bulba-Boroweć napisał swoją wersję historii.

Ze zrozumiałych powodów mało kto z polskich środowisk wołyńskich traktował jego opowieść poważnie. Gdybym nawet ja czy ktoś bliski – oświecony po wielu latach od wojny – próbował wyjaśniać, tłumaczyć, toczyć spory o to, kto, ile osób i dlaczego zabił oraz kto był winny bezpośrednio, a kto pozostawał niemym i bezradnym świadkiem, to tak jakbym się z nich wszystkich naśmiewał, drwił z ich cierpień i poranionej pamięci.

Na Wołyniu było zbyt wiele złych emocji i stało się zbyt wiele zła, aby osoby pokrzywdzone przez Ukraińców zdobyły się na niuansowa nie, rozróżnianie, kto miał rację i kto chciał jakichś dobrych rozwiązań, których i tak nawet nie dałoby się dostrzec.

Kto zabijał Żydów w sarneńskim getcie? Niemcy i Ukraińcy. Kto mordował Polaków w okolicznych po wiatach? Ukraińcy. Dla mojej Mamy i wielu Polaków na Wołyniu wszystkie niuanse i różnice między formacjami wojskowymi, policyjnymi i partyzanckimi były w tych dramatycznych dniach mało czytelne i mało istotne.

Za wieloma zbrodniami stali konkretni ludzie, nieważne w jakich mundurach i z czyjego rozkazu dokonujący zła. Miejscowa ludność dokładnie znała ich nazwiska, pochodzenie, rodziny i przedwojenną historię. Ci sami zbrodniarze mogli występować w różnych mundurach i formacjach. Ale przecież nie brakowało też przyjaznych ukraińskich sąsiadów – niejeden z nich zginął z rąk swoich rodaków za pomoc Polakom.

Dowiedziałem się niedawno, że w Hutwinie doszło do organizacji kwatery i niewielkiego sztabu oddziałów UPA. Korzystano powszechnie z dostarczanych (pewnie niedobrowolnie) prowiantu, paszy, owsa dla koni i innych usług, które świadczyła partyzantom okoliczna ludność. W relacji Janusza Horoszkiewicza pozostał ślad w postaci nazwisk dwóch ukraińskich rodzin wspierających oddziały – Lazarczuk i Duś.

Ponieważ atmosfera gęstniała już z końcem wiosny 1943, ludność z okolicy namawiano do przeniesienia się do Huty Stepańskiej, gdzie była zorganizowana struktura militarna, potem przekształcona w regularny od dział samoobrony. Ludzie z tej miejscowości wspierali partyzantkę sowiecką i polską – komunistyczną. AK na Wołyniu była słaba albo nieobecna, co zachęcało ukraińskich partyzantów z formacji UPA do penetracji środowiska i próby przejęcia kontroli nad Hutą Stepańską. Potem współpraca z sowieckimi oddziałami stała się dla nich pretekstem do rozprawy z jej mieszkańcami. Być może wtedy zrodziła się zła sława części bulbowców.

Bitwa o miejscowość miała miejsce w lipcu 1943. Hutę zniszczono, a ocalała ludność szukała ochrony u niemieckiej administracji. Część mieszkańców tych okolic zdecydowała się wyjechać do Rzeszy, szukając ocalenia i pracy zarobkowej. Wszystkie rodziny z Hutwina przeniosły się do Huty Stepańskiej na początku czerwca 1943.


Tekst jest fragmentem książki Mariusza Maszkiewicza Podarowana, wydanej przez Ośrodek Karta.

Fot. Pododdział Siczy Poleskiej w Olewsku, jesień 1941 roku

Comments are closed.