Miranda Aldhouse-Green, Celtowie. Przewodnik po legendach, elfach i mitycznych krainach

Celtowie, choć są ważną częścią europejskich dziejów, pozostają raczej na uboczu szerszego zainteresowania. Sprawa wygląda gorzej z naszej polskiej perspektywy, bowiem publikacji poruszających kwestie celtyckich dziejów czy wiary, w zasadzie brak. Tym bardziej miłą niespodzianką jest książka Mirandy Aldhouse-Green, która przybliża nam kwestie celtyckich wierzeń, które zachowały się w literackich dziełach z pełnego średniowiecza. Choć wiele informacji, które zapisano w księgach z terytorium Walii, Irlandii czy Kornwalii, nie mówi wprost o tym, w co wierzono na całym obszarze celtyckiego osadnictwa, to sugeruje pewne wspólne wierzenia czy zajmowanie się tym samym wzorcem kulturowym.

Miła niespodzianka

Przyznam, że sięgając po tę pozycję, oczekiwałem czegoś innego. Liczyłem bardziej na taki leksykon, podsumowujący całą dotychczasową wiedzę o celtyckim panteonie. W zamian otrzymałem tylko wycinek, obejmujący celtyckie kresy – Walię i Irlandię. Ale wiecie co? Wcale nie jestem rozczarowany. Wręcz przeciwnie – to, co ukazuje nam Autorka, jest i tak niesamowicie interesujące. Walijsko-irlandzkie legendy wciągają nie mniej niż legenda o królu Arturze i rycerzach Okrągłego Stołu. Zresztą i o nich znajdziemy tutaj co nieco.

W środku znajdziemy opowieści o celtyckich herosach, najczęściej książętach i wojownikach, nieco mniej o bogach. Jest sporo o czarach, różnej maści baśniowych stworach, istotach o magicznych właściwościach, które – współcześnie – stanowią ważną część naszej popkultury. Elfy, olbrzymi, zmiennokształtni, kocioł obfitości, zaczarowane zamki i krainy… A to przecież tylko niewielki fragment wszystkich ciekawych opowieści, jakie znajdziemy w publikacji „Celtowie. Przewodnik po legendach, elfach i mitycznych krainach”.

Książka bardzo mi się spodobała. Jest merytorycznie, ale nie ponad miarę. Czasem przaśnie, czasem niewesoło, ale zawsze ciekawie. Co więcej, pod materiałem poruszającym kwestie celtyckich wierzeń, znajdziemy niemały fragment dziejów celtyckich społeczności na Wyspach Brytyjskich i w Irlandii. W środku jest sporo fragmentów średniowiecznych czy antycznych źródeł, poruszających temat celtyckich wierzeń i dziejów.

Zresztą pozycja ta pisana jest z ogromnym znawstwem i subtelnością, a do tego taką pasją, że nawet trudne – z polskiej perspektywy nazwy czy imiona – czyta się niemalże z zapartym tchem. Z niecierpliwością czekam na kolejne publikacje książek tej Autorki. Dla mnie to była świetna przygoda z bohaterami, których zobaczyć mogę na ekranach kin czy telewizora, a zarazem podróż do źródeł naszej wspólnej, europejskiej historii. Z całego serca – gorąco polecam.

Ale co znajdziemy w środku?

Celtyckie wierzenia

Przez większą część swych dziejów Celtowie przekazywali swoje mity, wierzenia i podania wyłącznie ustnie. Zazwyczaj unikali ukazywania bogów w formie rzeźb czy malunków, niemal nic nie zapisali. To, co wiemy o ich wierzeniach, pochodzi ze źródeł spisanych dopiero w IX-XIII wieku i to na obrzeżach dawnego celtyckiego „imperium”. Mieszkańcy Irlandii, Walii czy Kornwalii znają prastare celtyckie opowieści, opisujące gigantów, czarowników czy dawnych wojownikach.

A przecież Celtowie czcili setki bogów i jeszcze większą ilość duchów. Niektóre z nich były dobre i pomocne, jak te, które zapewniały urodzaj czy strzegły rodzin. Spore ich grono stanowiły jednak duchy związane z wojną, a w związku z tym były groźne i nieprzewidywalne. Podobno, jeśli przed bitwą nie napiły się ludzkiej krwi, sprzyjały wrogom Celtów.

Celtycki panteon był ogromny, ale większość informacji o ich właściwościach, czy jak ktoś woli – mocach, jest nieco umowna. W każdym razie na pewno czczono Dagdę (celt. „ojciec wszystkiego”). Był on podobno niesamowicie brzydki, ogromny i był właścicielem ogromnego brzucha. Po świecie chodził z ogromna maczugą, którą woził na specjalnym wózku, pozostawiającym koleiny wielkości górskich dolin. Dagda był też właścicielem kotła obfitości, z którego mógłby wyżywić całą ludzkość.

Czczono również Luga, boga światła, ognia, nauk i sztuk wszelakich. Był on również czarownikiem potrafiącym zmieniać swą postać – nie ważne czy w istotę żywą, czy dowolny przedmiot. Ponadto był niesamowicie utalentowany, a świat przemierzał wraz ze swoją dzidą i procą, którymi walczył z gigantami.

Cześć oddawano również trzem boginiom – Macha, Morrigan i Badb. Były to boskie wojowniczki a zarazem czarodziejki, potrafiące zmieniać swą postać. Lubiły przemieniać się w zaczarowaną mgłę, nawałnice czy wilki. Gdy któraś z nich przemieniała się w kruka, i siadała na ramieniu jakiegoś wojownika, był to niechybny zwiastun jego niedalekiej śmierci.

Celtowie wierzyli, że życie człowieka jest tylko wstępem do kolejnego istnienia w świecie nieśmiertelnym. Ten świat mógł znajdować się wszędzie – na dnie morza (Tir fo Thuinn), za horyzontem Mag Mell – Pole Szczęśliwości) czy pod ziemią (Tir na nOc – Ziemia Młodości). W tej ostatniej znaleźć można było złote jabłka, dające nieśmiertelność. Nie znano tam bólu, cierpienia, czasu, głodu czy żądzy. Tamtejsza rzeczywistość upływała na nieustannych ucztach, zabawach i radości. W wielu opowieściach celtyckich śmiertelnicy przypadkiem trafiali do zaświatów, a wyprawa ta na zawsze odmieniała ich charakter.

Druidzi i bohaterowie

Niemal całą wiedzę o bogach i bohaterach przekazywali druidzi, będący nosicielami nie tylko całej celtyckiej historii, ale i wiedzy leczniczej (przygotowywali wywary lecznicze, ziołowe napary czy leki). Podobno zajmowali się również wróżbiarstwem, potrafili odczynić zły urok czy przywołać duchy opiekuńcze. Słynęli ze swej mądrości, a często bywali i wojownikami, stojącymi na czele danego plemienia. Pełnili również funkcje sądownicze.

Do kasty tej należeć mogli nie tylko mężczyźni, ale i kobiety. Samo słowo „druid” wywodzi się od greckiego słowa „drus” – oznaczającego dąb. Bowiem celtyccy kapłani szczególną czcią obdarzali to drzewo, uważając je za święte. Nic dziwnego, że w dębowych gajach odbywały się najważniejsze celtyckie obrzędy religijne. Druidzi wierzyli w jakąś formę reinkarnacji, a bogom składali ofiary, zarówno ze zwierząt, jak i z ludzi.

Ale nas interesują wierzenia celtyckie wywodzące się z Walii i Irlandii, czyli miejsc, gdzie społeczności Celtów uchowały się najdłużej. Jednym z ciekawszych dzieł literackich opowiadających o tych wierzeniach jest walijski zbiór Mabinogion (czyli „Opowieści dla uczniów”) spisany pomiędzy XI a XIII stuleciem. Znaleźć w nim można opowieści o bogach, gigantach (np. Ysbadaden który swoje powieki musiał podpierać widłami), czarodziejach (słynny Merlin) czy wojownikach (Gawain), a także o królu Arturze i jego rycerzach.

Jednym z najsławniejszych bohaterów tych regionów był choćby „pies Ulsteru”, książę Cuchulain. Był to niezwykle potężny wojownik, któremu nikt nie był w stanie stawić czoła. Mówiono, że jego siła raziła wrogów niczym promienie słońca. Tak więc – ja raczej nie odważyłbym się rzucić mu wyzwania. Mimo to, w Irlandii znajdowali się chętni, którzy gotowi byli mu rzucić wyzwanie. Jednak ilu wrogów by nie stawało, zawsze ze starcia wychodził zwycięsko. Po jego stronie stała zawsze przebiegłość oraz wojowniczy fach – zręczność i niesamowita siła. Książę został wreszcie pokonany przy pomocy bogini Morrigan, która sprzymierzyła się z jego wrogami.

Podsumowanie

Pozycja zawiera się na 312 stronach. Całość podzielona jest na dziesięć rozdziałów – różnej wielkości. Są i mapy, i fotografie, fragmenty celtyckich pism, ozdób i motywów. Jak dla mnie to jedna z najciekawszych pozycji – na polskim rynku – poruszających kwestie nie tylko samych Celtów, ale i ich dorobku religijno-literackiego. Ta pozycja zostanie ze mną na zawsze. Z serca polecam.


Wydawnictwo Poznańskie

Ryszard Hałas

Comments are closed.