Larry Orbach, Vivien Orbach-Smith, Młody Lothar. Żydowski uciekinier w półświatku nazistowskiego Berlina
W mrocznych zakamarkach nazistowskiego Berlina, gdzie śmierć czai się na każdym kroku, młody chłopak uczy się, jak przeżyć. Przeżycie, które nie ma nic wspólnego z heroizmem – to gra o życie, pełna kłamstw, zdrad i nieoczekiwanych sojuszy. Książka Młody Lothar zabiera nas w podróż przez półświatki miasta, gdzie stawką jest nie tylko życie, ale także człowieczeństwo. To opowieść, która odchodzi od utartych schematów, ukazując zupełnie inną perspektywę na Zagładę.
Nazistowski Berlin to nie tylko stolica Tysiącletniej Rzeszy, główna siedziba budzących w całej Europie paniczny lęk urzędów, jak Gestapo czy SS. To również olbrzymie podziemie, tak różne od tego, jakie przywodzi nam na myśl pierwsze skojarzenie. Istniał bowiem cały berliński półświatek, w którym doskonale ukrywali się ludzie wyjęci spod prawa. Ponieważ zanurzali się pod powierzchnię nazistowskiej codzienności określano ich mianem Taucherów (nurków).
Żydowscy Taucherzy samym swoim istnieniem zadawali kłam propagandzie. Nie mieli prawa istnieć po ogłodzeniu Berlina mianem Judenrein – miasta wolnym od Żydów. Nurkowie uczyli się żyć w strukturach podziemnych kabaretów, domów publicznych, kasyn, szemranych knajp. Dla Larry’ego Orbacha – a wtedy Lothara Orbacha – była to również lekcja dorosłości, którą opisał w Młodym Lotharze. Żydowskim uciekinierze w półświatku nazistowskiego Berlina.
Zupełnie inna Zagłada
Lothar Orbach należał do dumnych Niemców. Był szczęśliwy, że to właśnie Niemcy są jego ojczyzną. Jego rodzina nie przywiązywała zbytniej wagi do religii. Dlatego też boleśnie odczuwał pierwsze szkolne szykany. Jednak chyba dopiero odbierając od listonosza urnę z prochami swojego zamordowanego w obozie koncentracyjnym ojca zdał sobie sprawę, że Niemcy nie są dumne z niego. I najlepiej gdyby podzielił los ojca. Miał zaledwie 14 lat kiedy musiał nauczyć się żyć sam, w szemranej społeczności, oszukiwać i kraść, aby mieć szansę na przetrwanie – zarówno swoje, jak i matki.
Jeśli potencjalny czytelnik oczekuje kolejnej opowieści o Ocalonym z Holokaustu, który żyje w getcie albo ukrywa się w leśnym bunkrze, pod podłogą, w specjalnie przygotowanej malutkiej kryjówce bez dostępu do świeżego powietrza i światła to może poczuć się rozczarowany. Lothar i jego koledzy chodzą do knajp, grają na pieniądze w bilard i karty (oczywiście bezlitośnie kantując naiwniaków), uganiają się za ładnymi dziewczynami, a także nie odmawiają seksu w zamian za obfite jedzenie.
Raz nawet udaje im się rozkochać w sobie przykładne niemieckie dziewczęta, córki wysokiego członka NSDAP, na koszt których żyją, a na koniec porzucają. To zupełnie inny obraz strategii przetrwania niż ten, który dominuje w literaturze. Rzeczywiście jest tutaj trafnym porównanie do Filipa Leopolda Tyrmanda.
Niby dobrze się bawimy, ale…
Chociaż może się wydawać, że berlińskie podziemie to po prostu miejsce świetnej zabawy, a sam autor swoje przygody opisuje w lekki i barwny sposób to jednak jest to opowieść pełna grozy. Każde wypowiedziane przez Lothara słowo, każdy gest i podjęta decyzja mogą mieć potencjalnie śmiertelny skutek. Może zginąć on, matka, któryś z innych nurków lub osoba udzielająca Taucherom pomocy. Pomimo momentów dobrej zabawy cały czas jest ściganym zwierzęciem. A przecież jest tylko nastolatkiem z dobrego domu. Który ostatecznie i tak trafia do obozu koncentracyjnego.
Oprócz barwnych opisów półświatka recenzowana pozycja to także doskonałe studium zmieniających się relacji społecznych. Młody Orbach odnotowuje wszystkie zmiany postaw w stosunku do swojej rodziny. To, jak powoli zgodnie z obowiązującą ideologią odwracają się od niego koledzy, nauczyciele, sąsiedzi, a także osoby, które szanowały Orbachów i coś im zawdzięczają. Opisuje również wsparcie i solidarność jakiej doznawał od osób, które nigdy by o to nie posądzał: prostytutek, alfonsów, szulerów. Jest to fascynujące studium społeczne.
Młody Lothar – czy warto?
Młody Lothar to zupełnie inny sposób opisywania martyrologii żydowskiej. Rzuca zupełnie inne światło, wskazuje tak skrajnie różne drogi do ocalenia, że może być to uznane za obrazoburcze. Zdecydowanie warto!
Wydawnictwo Rebis
Ocena recenzenta: 6/6
Daria Czarnecka