Joanna Nowak, Nadzieja pośród ruin
Motto, które towarzyszy książce, czyli Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały, pochodzi z Talmudu i znaleźć je można w jeszcze jednym, bardzo szczególnym miejscu. Otóż jest ono wypisane na medalu, jaki otrzymują wyróżnieni tytułem Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata. W dużym skrócie, jest to tytuł przyznawany osobom nieżydowskim za pomaganie Żydom z narażeniem życia. Liczby nie kłamią, najwięcej wśród nich jest Polaków. Ale książka Janiny Nowak Nadzieja pośród ruin nie jest o tym.
Joanna Nowak pochodzi ze Strzelna, studiowała w Poznaniu. Jak sama o sobie pisze, jest pisarką z zamiłowania, a księgową z zawodu. Wcześniej napisała trylogię obyczajową Siostry z ulicy Wiśniowej. Nadzieja… ukazała się w 2025 r. nakładem Repliki. Stron nieco ponad 300. Oprawa klejona, okładka miękka ze skrzydełkami.
Zawartość
Rzecz dzieje się w Krakowie w okresie II wojny światowej. Historia zaczyna się chwilę przed wybuchem wojny. Poznajemy rodzinę Gajewskich. Tadeusz i Antonina prowadzą ochronkę dla sierot i mają jedną córkę – Wiktorię oraz syna – Olka. Ta zakochana jest bez pamięci w chłopaku o imieniu Bruno. W sumie obie rodziny nie do końca akceptują wybory młodych, ale nie bardzo jest jak to roztrząsać, bo zaczyna się wojna. Olek, Tadeusz i Bruno idą do walki. Do Krakowa wkraczają Niemcy i zaczyna się kilkuletnia okupacja. Ochronka działa dalej, ale doświadcza wszystkich trudów związanych z okupacyjną rzeczywistością. Rzecz kończy się w ’42 r.
Nadzieja pośród ruin – wrażenia
Napisałem na wstępie, że to nie jest opowieść o Sprawiedliwych. Ciężko mi w sumie powiedzieć o czym to jest, bo nie ma jednego, głównego wątku. Jest to szeroki obraz pokazujący wiele różnych postaw. Mamy tu panią Gajewską, która ma na głowie całą ochronkę i dba przede wszystkim o bezpieczeństwo dzieci. Nie chce ich narażać i robić czegokolwiek, co zwróci uwagę Niemców. Jednocześnie zgadza się, żeby do ochronki pod przybranym imieniem trafił żydowski chłopiec. Jest Wiktoria, która martwi się i tęskni za ukochanym, a kiedy jej przyjaciółka trafia do getta stara się jak może, by jej pomóc i jest najbardziej zdeterminowana, by wykorzystać ochronkę do ratowania dzieci.
Jest Brygida, pracownica ochronki, która trafia z biednej, wiejskiej rodziny do Krakowa i nawiązuje romans z niemieckim podoficerem i uważa się od tego momentu za panią całego świata. Jest Martin Aigner, Niemiec, który absolutnie nie zachowuje się jak nazista i jego motywy wychodzą dopiero na końcu książki. Jest też pan doktor Mierzejewski, który niesie pomoc, ale opłaca to pracując dla Niemców w szpitalu. Jest Julia, która przyjechała z Warszawy i podaje się za matkę dziecka Olka. Prawda o niej jest jednak znacznie bardziej skomplikowana. Szerokie spektrum najlepiej pokazuje, że rzeczywistość wojenna i okupacyjna naprawdę nie była jednoznaczna i czarno-biała.
Rzecz dzieje się w Krakowie, więc znalazłem wiele znajomych miejsc i historii, ale pewne rzeczy wymagają uściślenia. Po pierwsze, getto istotnie zostało utworzone w marcu ’41 r., ale nie zamknięto w nim ponad 60 tysięcy Żydów. Niecałe 70 tysięcy mieszkało w Krakowie przed wojną, ale do getta trafiło mniej niż 20 tysięcy (są różne szacunki, najczęściej można spotkać się z wersją 17 tysięcy oficjalnie i 3 tysiące nielegalnie).
Po drugie, nie wiem skąd się pani wzięło 3 tysiące kamienic zajmowanych przez niespełna 4 tysiące ludzi. Wychodzi nieco ponad jedna osoba na jedną kamienicę. Pozostawię to bez dalszego komentarza, tylko uściślę, że liczba budynków, jakie znalazły się w getcie, to około 300. Powierzchnia getta, w przeliczeniu, była jakieś 5 razy większa od powierzchni rynku głównego i przed utworzeniem zamkniętej dzielnicy żydowskiej mieszkało tam około 3 tysięcy osób.
Po trzecie, do getta trafia przyjaciółka Wiktorii, Sara, wraz z mężem i rodziną. Z tego, co rozumiem, młode małżeństwo miało całe mieszkanie dla siebie. W sumie przy założeniu, że w getcie było ponad 60 tysięcy ludzi i 3 tysiące kamienic wychodzi 20 osób na kamienicę. Rzeczywistość była absolutnie inna. W początkowej fazie istnienia getta przydział powierzchni na osobę wynosił mniej więcej 2 metry kwadratowe. W drugiej połowie ’42 r., po zmniejszeniu dzielnicy, zmieniono zasady i podzielono getto na dwie części. Na żadnym etapie jednak nie było mowy, by jedna rodzina zajmowała sama całe mieszkanie.
Po czwarte, przepustki i wchodzenie do getta. Przez większą część opowieści Wiktoria sobie swobodnie wchodzi do getta na przepustkę i idzie do Sary na ploty. Jest trudno, trzeba kombinować, żeby zapewnić dzieciom jedzenie i bezpieczeństwo, ale do getta można sobie iść i posiedzieć z koleżanką przy herbatce i ponarzekać, jak to jest źle i ciężko. W książce zmieniło się to dopiero w ’42 r. Znowu trzeba doprecyzować. Przez pierwsze tygodnie istnienia getta, czyli do zakończenia budowy muru, dało się wejść i wyjść z getta. Należało mieć specjalną przepustkę i mieć uzasadniony interes. Po zamknięciu muru wyjście z dzielnicy możliwe było tylko pod eskortą i do pracy (niektórzy Żydzi pracowali w zakładach poza terenem getta, tu za przykład niech posłuży fabryka Emalia Oskara Schindlera).
Jak nadmieniłem wcześniej, książka pokazuje bogate spektrum różnych zachowań. To dobrze. Plus też za to, że pewne postawy się zmieniają, ludzie ponoszą konsekwencje swoich decyzji i wychodzą pewne ukryte motywy. To wszystko bardzo na plus. Ale motywacji i historii Aignera nie do końca rozumiem i gubię się w opisie. Jest to dla mnie nieklarowne i niespójne.
Nie ma grafik, ale to do przeżycia. Nie ma map, jestem z Krakowa i znam topografię, ale dla osób spoza miasta by się przydała. I wreszcie nie ma bibliografii. Ani komentarza autorki. Zatem skąd wzięła wypunktowane przeze mnie informacje, nie wiadomo. Dwa duże minusy.
Książkę czyta się dobrze i sprawnie, nie wymaga jakiejś głębokiej refleksji. Jeśli nie znasz szczegółów historii krakowskiego getta i cię to nie interesuje, to po prostu przejdziesz przez sprawnie i nieźle napisaną historię wojenną. Ale jeśli zwracasz uwagę na takie detale, to będziecie musieli znaleźć sobie jakiś podręcznik, w którym znajdziecie właściwe informacje.
Wydawnictwo Replika
Ocena recenzenta: 3/6
Jakub Łukasiński
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Replika. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.