O historii z kulturą

Niewiele jest rzeczy wokół nas, które wzbudzają tak wiele skrajnych emocji jak nasza historia. I co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. I chyba w sumie nic w tym złego. Bo moim zdaniem mówiąc o przeszłości po prostu nie da się uniknąć nasycenia swych sądów czy opinii jakimiś uczuciami. Różnymi. Czasem pozytywnym, czasem negatywnymi. Niestety emocji w dyskusjach o historii w przestrzeni publicznej jest coraz więcej. I to bardzo negatywnych emocji.  Bo chyba każdy przyzna, że My już o historii chyba na spokojnie dyskutować nie potrafimy.

Po raz kolejny w „Historii po mojemu” powracam do tematyki emocji w dyskursie historycznym. Zapytacie pewnie dlaczego? Bo nasze rzeczywistość przysparza wielu sytuacji, które rozwinięcia tej kwestii wymagają. Dlatego po raz kolejny spróbujmy poszukać sobie odpowiedzi na pytania: Dlaczego nie potrafimy już o swojej historii mówić na spokojnie? Bez atakowania innych? I gdzie podziewa się nasza kultura, kiedy w grę wchodzi przeszłość?

Jak pewnie wszyscy dobrze wiecie z racji pisania i publikowania w Internecie bardzo często obracam się w środowisku forów internetowych czy społecznościowych grup dyskusyjnych. I często jest tak, że zawsze gdy tam zajrzę bardzo szybko zaczynam żałować swej decyzji. Niestety dyskusje na tematy historyczne w wielu miejscach przypominają raczej „nawalanki słowne”, a nie wymianę argumentów. Takich niestety czasów dożyliśmy.  Jednak aby nie pozostać gołosłownym mam dla Was parę przykładów. 

Jak myślicie, jak wyglądają wątki dyskusyjne, w których porusza się temat zbrodni wołyńskiej? Co jakiś czas do sieci trafiają kolejne rewelacje na jej temat. Często publikowane przez domorosłych „badaczy”, albo lepszych lub gorszych naukowców, którzy robią to na ściśle polityczne zlecenie.  I jak wyglądają dyskusje nad nimi? Każdy z komentarzy można zakwalifikować do jednej z dwóch kategorii. Abo są to peany na cześć polskich ofiar, albo najgorsze z możliwych słowa pogardy pod adresem… no właśnie. Nie morderców, tylko wszystkich Ukraińców. Wszystkich! Nawet tych żyjących obecnie, których rodzice albo dziadkowie niekoniecznie pamiętają lata czterdzieste.

A po za tym zawsze i wszędzie mamy do czynienia z kubłami pomyj i fekaliów werbalnych wylewanych na wszystkich tych, którzy odważyli się myśleć inaczej. I na nic zdają się wtedy logiczne argumenty.

Bo przecież – jak mawiał publicysta i krytyk muzyczny Stefan Kisielewski – „najtrudniej zbić argumenty kogoś mówiącego nie na temat”. I to chyba najlepszy możliwy komentarz do „dyskusji” o historii w tym środowisku. Bo przecież nawet tam gdzie dyskutujemy merytorycznie zawsze zdarzą się zadymiarze, którzy wtrącą coś stylu „raz sierpem, raz młótem…”, dostosowując przymiotnik do tematu dyskusji lub „”śmierć wrogom Ojczyzny”. Czy My naprawdę o historii dyskutować nie potrafimy już bez skrajnych emocji? Gniewu? Pogardy dla myślących czy argumentujących inaczej?

Zresztą nie tylko tak tragicznych wydarzeń, jak zbrodnia wołyńska dotyczy ta prawidłowość. Kiedy spojrzymy na dyskusje o tych wydarzeniach w historii Polski czy Europy, przy okazji, których nikt nie zginął, też nie potrafimy mówić na spokojnie. Dyskutować merytorycznie. Przykład? Proszę, choćby obrady Okrągłego Stołu, albo cofając się jeszcze trochę, polityka wewnętrzna II RP. Jak o nich rozmawiamy? Czy nie w podobny sposób?

Właśnie. Nie da się uniknąć nasycenia swej opinii jakimiś emocjami. Nie unikniemy też sytuacji, kiedy po prosty nie zgodzimy się ze swym adwersarzem. I o ile takie sądy – nawet różne – podparte są rzeczowymi i co ostatnio ma zasadnicze znaczenie, prawdziwymi (sic!) argumentami, przecież mają rację bytu. I to właśnie jest piękne. Ta różnorodność. Tylko, że ona coraz częściej strasznie obniża poziom dyskusji. Szczególnie w mediach, bo przecież oprócz Internetu to samo zdarza się w telewizji czy prasie. Czy już nie potrafimy rozmawiać o rzeczach trudnych? Czy zapomnieliśmy jak dyskutować spokojnie, merytorycznie, delikatnie?

Osobiście mam nadzieję, że nie. I są na szczęście jeszcze grupy na tymże samym medium społecznościowym, gdzie można dyskutować w cywilizowany sposób. Wystarczy poszukać. Bo przecież szkoda nerwów, by kopać się z koniem i dyskutować z tymi, którzy na inne argumenty są zamknięci na najtrwalsze zamki. Przecież oni mają prawo myśleć inaczej. Kisić się we własnym sosie przeinaczonych faktów. Szanujmy swoje prawo do odmiennych opinii i dajmy to prawo innym. Także tym, którzy o historii wiedzą tylko, że była. Nieważne, jaka była.

Każdy z nas decyduje o tym jak sam się zachowa. Nie każdy z nas musi być historykiem. Ale każdy powinien nauczyć się dyskutować tak jak zawodowy historyk i atakować argumenty rozmówcy a nie jego personalnie. Bo przecież tak należy dyskutować o wszystkim. Zawsze. Nie tylko o naszej przeszłości, ale o wszystkim, co do czego możemy mieć odmienne zdania.

Myślmy o historii, co chcemy, ale wyrażajmy to bez słów powszechnie uznawanych za obelżywe. Wtedy będzie nam łatwiej. A i nasze nerwy nie będą aż tak postrzępione.

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*