Latające Tygrysy nad Chinami | Część 2

Dla większości Polaków II wojna światowa to głównie działania w Europie. Na temat wydarzeń, które rozgrywały się na Dalekim Wschodzie wiemy albo bardzo mało, albo skupiamy się głównie na działaniach morskich, które toczyły się na wodach Pacyfiku. O wiele gorzej wygląda wiedza większości z nas dotycząca walk mających miejsce na Filipinach czy też w Chinach, które jako pierwsze państwo w Azji padło ofiarą zaborczych planów Japonii.

Czytaj część pierwszą

Wysiłki tych wszystkich wybitnych specjalistów doprowadziły do wejścia na drogę rozwoju i reform, ale Chiny potrzebowały czasu na to, by reformy zaowocowały czymś konkretnym. Jeśli chodzi o stworzoną przez niemieckich oficerów armię, to Czang Kaj-szek oceniał, że będzie potrzebować ok. 3 lat, by wszystkie jednostki wyszkolone przez Niemców otrzymały odpowiednią broń (brakowało głównie broni ciężkiej) i mogły posłużyć za przykład w szkoleniu i formowaniu jednostek odziedziczonych przez rząd w Nankinie po warlordach. Wielką rolę w postępie, jaki miał miejsce w Chinach, odgrywało lotnictwo. To właśnie Czang Kaj-szek, na pokładzie swojego trójsilnikowego Junkersa Ju-52, zaczął odwiedzać różne odległe zakątki kraju, gdzie często nigdy wcześniej nie pojawiali się urzędnicy ze stolicy.

Curtiss Hawk II kolumbijskich sił powietrznych. Na takich maszynach latali również chińscy piloci. Fot. Wikipedia Commons.
Curtiss Hawk II kolumbijskich sił powietrznych. Na takich maszynach latali również chińscy piloci. Fot. Wikipedia Commons.

Kwestię tworzenia nowoczesnego lotnictwa po opisywanych wydarzeniach Chińczycy rozumieli bardzo dobrze. Świadczą o tym choćby przytoczone przez Jakuba Polita fakty dotyczące obchodów urodzin Czang Kaj-szeka, kiedy to w skutek zbiórki publicznej zakupiono ok. 60 samolotów przeznaczonych dla armii chińskiej. Były to głównie maszyny Curtiss Hawk III, dwupłatowe myśliwce, które nie cieszyły się wielkim uznaniem w US Navy, zyskały natomiast wielu odbiorców zagranicznych[1].

Podobne akcje nie rozwiązywały jednak problemu chińskiego lotnictwa, które w 1937 roku nie dysponowało siłą pozwalającą na powstrzymanie ewentualnego ataku. Wprawdzie przywódca Chin liczył, że do końca 1939 roku jego armia będzie dysponowała najnowszymi Messerschmittami Bf-109, bombowcami Heinkel He-111 i Junkers Ju-87 Stuka, ale na przeszkodzie realizacji tych ambitnych planów stanęli Japończycy[2]. Koumintang musiał zadowolić się produkowanymi w Shaoguang szkolnymi „Fushingami” i sprowadzanymi z USA Curtiss’ami. Wkrótce jednak sytuacja miała ulec zmianie.

Na czele Komisji Lotniczej działającej przy kuomintangowskim rządzie w Nankinie, generalissimus Czang Kaj-szek postawił swoja żonę, Meiling. Pochodząca z bardzo zasłużonej dla chińskiej rewolucji narodowej madame Czang, za pośrednictwem swojego doradcy Roya Holbrooka, zdecydowała się zaangażować do pracy na rzecz rozbudowy chińskiego lotnictwa „majora występującego w roli pułkownika[3]” Clairego Lee Chennaulta.

Claire Lee Chennault przed Boeingiem P-12E. Zdjęcie wykonano w 1934 roku. Fot. Wikipedia Commons.
Claire Lee Chennault przed Boeingiem P-12E. Zdjęcie wykonano w 1934 roku. Fot. Wikipedia Commons.

Początkowo działania Chennaulta ograniczyły się do zorganizowania, złożonego z ochotników, dywizjonu bombowego. Były to siły zbyt małe, by odegrać większą rolę w zbliżającym się konflikcie z Japonią, ale w przyszłości zaangażowany do pracy na rzecz Chin płk. C. Chennault miał nie tylko zrobić wielką karierę, ale również na trwałe zapisać się w annałach historii USAAF. Po sromotnych klęskach poniesionych przez Amerykanów na Filipinach i w Pearl Harbor to właśnie zorganizowane przez C. Chennaulta jednostki miały obronić nadszarpnięty honor amerykańskiego lotnictwa.

„Latające Tygrysy” powstały w 1941 roku, przy cichym wsparciu amerykańskiego rządu, który szukał sposobu na zorganizowanie pomocy dla walczących z Japonią Chin. Powstanie tej formacji stanowiło realizację w praktyce słów jej dowódcy, płk. C. Chennaulta, który miał kiedyś stwierdzić, że Chińczykom potrzeba setki dobrych samolotów myśliwskich i około setki przyzwoitych pilotów by powstrzymać Japończyków.

Biorąc pod uwagę rozmiary, jakie przybrała chińska klęska, stwierdzenie to wydawało się mrzonką. W ciągu dwóch pierwszych lat konfliktu straty poniesione przez Chińczyków wyniosły ok. 800 tysięcy zabitych, podczas gdy Japończycy utracili zaledwie ok. 50 tysięcy żołnierzy[4]. Sukcesy odniesione przez Państwo Kwitnącej Wiśni w Chinach przyczyniły się do wzrostu samozadowolenia w armii. Armia Cesarza i jej dowódcy skupili się głównie na odnoszonych do tej pory zwycięstwach, nie dostrzegając własnych słabości. Wszystkie sukcesy odniesione w Chinach tylko wzmacniały wizję niepokonanej armii cesarskiej, którą roztaczano w Japonii. Zupełnie nie brano pod uwagę charakteru toczonej wojny – biorąc pod uwagę słabe wyposażenie armii chińskiej, zwłaszcza w porównaniu z górującą nad przeciwnikiem armią japońską, można zaryzykować stwierdzenie, iż wojna przypominała bardziej operację policyjną, niż konfrontację dwóch armii. Chińczycy dysponowali głównie karabinami i lekkimi karabinami maszynowymi – czasami również moździerzami. Jedynie nieliczne dobrze wyposażone i przeszkolone przez europejskich doradców jednostki miały większą wartość. Niestety – poniosły one ciężkie straty już na samym początku konfliktu. Miejsce poległych dobrze wyszkolonych żołnierzy zajmowali słabo wyszkoleni rekruci.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*