Dla większości Polaków II wojna światowa to głównie działania w Europie. Na temat wydarzeń, które rozgrywały się na Dalekim Wschodzie wiemy albo bardzo mało, albo skupiamy się głównie na działaniach morskich, które toczyły się na wodach Pacyfiku. O wiele gorzej wygląda wiedza większości z nas dotycząca walk mających miejsce na Filipinach czy też w Chinach, które jako pierwsze państwo w Azji padło ofiarą zaborczych planów Japonii.
Czytaj część pierwszą
Wysiłki tych wszystkich wybitnych specjalistów doprowadziły do wejścia na drogę rozwoju i reform, ale Chiny potrzebowały czasu na to, by reformy zaowocowały czymś konkretnym. Jeśli chodzi o stworzoną przez niemieckich oficerów armię, to Czang Kaj-szek oceniał, że będzie potrzebować ok. 3 lat, by wszystkie jednostki wyszkolone przez Niemców otrzymały odpowiednią broń (brakowało głównie broni ciężkiej) i mogły posłużyć za przykład w szkoleniu i formowaniu jednostek odziedziczonych przez rząd w Nankinie po warlordach. Wielką rolę w postępie, jaki miał miejsce w Chinach, odgrywało lotnictwo. To właśnie Czang Kaj-szek, na pokładzie swojego trójsilnikowego Junkersa Ju-52, zaczął odwiedzać różne odległe zakątki kraju, gdzie często nigdy wcześniej nie pojawiali się urzędnicy ze stolicy.

Kwestię tworzenia nowoczesnego lotnictwa po opisywanych wydarzeniach Chińczycy rozumieli bardzo dobrze. Świadczą o tym choćby przytoczone przez Jakuba Polita fakty dotyczące obchodów urodzin Czang Kaj-szeka, kiedy to w skutek zbiórki publicznej zakupiono ok. 60 samolotów przeznaczonych dla armii chińskiej. Były to głównie maszyny Curtiss Hawk III, dwupłatowe myśliwce, które nie cieszyły się wielkim uznaniem w US Navy, zyskały natomiast wielu odbiorców zagranicznych[1].
Podobne akcje nie rozwiązywały jednak problemu chińskiego lotnictwa, które w 1937 roku nie dysponowało siłą pozwalającą na powstrzymanie ewentualnego ataku. Wprawdzie przywódca Chin liczył, że do końca 1939 roku jego armia będzie dysponowała najnowszymi Messerschmittami Bf-109, bombowcami Heinkel He-111 i Junkers Ju-87 Stuka, ale na przeszkodzie realizacji tych ambitnych planów stanęli Japończycy[2]. Koumintang musiał zadowolić się produkowanymi w Shaoguang szkolnymi „Fushingami” i sprowadzanymi z USA Curtiss’ami. Wkrótce jednak sytuacja miała ulec zmianie.
Na czele Komisji Lotniczej działającej przy kuomintangowskim rządzie w Nankinie, generalissimus Czang Kaj-szek postawił swoja żonę, Meiling. Pochodząca z bardzo zasłużonej dla chińskiej rewolucji narodowej madame Czang, za pośrednictwem swojego doradcy Roya Holbrooka, zdecydowała się zaangażować do pracy na rzecz rozbudowy chińskiego lotnictwa „majora występującego w roli pułkownika[3]” Clairego Lee Chennaulta.

Początkowo działania Chennaulta ograniczyły się do zorganizowania, złożonego z ochotników, dywizjonu bombowego. Były to siły zbyt małe, by odegrać większą rolę w zbliżającym się konflikcie z Japonią, ale w przyszłości zaangażowany do pracy na rzecz Chin płk. C. Chennault miał nie tylko zrobić wielką karierę, ale również na trwałe zapisać się w annałach historii USAAF. Po sromotnych klęskach poniesionych przez Amerykanów na Filipinach i w Pearl Harbor to właśnie zorganizowane przez C. Chennaulta jednostki miały obronić nadszarpnięty honor amerykańskiego lotnictwa.
„Latające Tygrysy” powstały w 1941 roku, przy cichym wsparciu amerykańskiego rządu, który szukał sposobu na zorganizowanie pomocy dla walczących z Japonią Chin. Powstanie tej formacji stanowiło realizację w praktyce słów jej dowódcy, płk. C. Chennaulta, który miał kiedyś stwierdzić, że Chińczykom potrzeba setki dobrych samolotów myśliwskich i około setki przyzwoitych pilotów by powstrzymać Japończyków.
Biorąc pod uwagę rozmiary, jakie przybrała chińska klęska, stwierdzenie to wydawało się mrzonką. W ciągu dwóch pierwszych lat konfliktu straty poniesione przez Chińczyków wyniosły ok. 800 tysięcy zabitych, podczas gdy Japończycy utracili zaledwie ok. 50 tysięcy żołnierzy[4]. Sukcesy odniesione przez Państwo Kwitnącej Wiśni w Chinach przyczyniły się do wzrostu samozadowolenia w armii. Armia Cesarza i jej dowódcy skupili się głównie na odnoszonych do tej pory zwycięstwach, nie dostrzegając własnych słabości. Wszystkie sukcesy odniesione w Chinach tylko wzmacniały wizję niepokonanej armii cesarskiej, którą roztaczano w Japonii. Zupełnie nie brano pod uwagę charakteru toczonej wojny – biorąc pod uwagę słabe wyposażenie armii chińskiej, zwłaszcza w porównaniu z górującą nad przeciwnikiem armią japońską, można zaryzykować stwierdzenie, iż wojna przypominała bardziej operację policyjną, niż konfrontację dwóch armii. Chińczycy dysponowali głównie karabinami i lekkimi karabinami maszynowymi – czasami również moździerzami. Jedynie nieliczne dobrze wyposażone i przeszkolone przez europejskich doradców jednostki miały większą wartość. Niestety – poniosły one ciężkie straty już na samym początku konfliktu. Miejsce poległych dobrze wyszkolonych żołnierzy zajmowali słabo wyszkoleni rekruci.