Volker Ullrich, Osiem Dni Maja. Ostateczny Upadek Trzeciej Rzeszy
Cyceron powiedział kiedyś: Im bliżej upadku imperium, tym bardziej szalone jego prawa. Czytając nową książkę Volkera Ulricha Osiem dni maja. Ostateczny upadek Trzeciej Rzeszy można odnieść wrażenie, że w tym totalitarnym, zbrodniczym reżimie szaleństwo i kompletne odwrócenie pojęć było nie tylko jego spiritus movens, ale wręcz fundamentem, na którym go zbudowano. Panika w obliczu nieuniknionego nemezis wydawała eskalować ten obłęd do szczytu. Ostatni akt agonii hitlerowskich Niemiec Ulrich odtwarza w sposób tyleż pieczołowity, co zaskakujący.
Znowu?
Trudna jest moja relacja z literaturą dotyczącą drugiej wojny światowej. Chociaż jestem całym sercem dwudziestowiecznikiem i miłośnikiem historii najnowszej, to jednak bliższa jest mi jej część mająca miejsce już po 1945 r. Oczywiście, nie da się w pełni zrozumieć dziejów zimnowojennego świata bez choćby ocierania się o temat największego konfliktu w dziejach naszej planety, jednak mnie temat mocno zmęczył, i stałem się niezwykle wybredny.
Nie wynajdę prochu na nowo, kiedy powiem, że półki uginają się od drugowojennych książek – Kulisy największej bitwy…, Wstrząsająca historia najbrutalniejszej dywizji SS…, Wspomnienia niemieckiego żołnierza z frontu (podstawić do wzoru)… Czasem mam wrażenie, że nie ma takiego detalu związanego z tym okresem, którego by do tej pory nie opisano. Rynek natomiast zdaje się być tak chłonny, że wessie każdy nakład, a tematy związane z drugą wojną to swego rodzaju samograj.
Jako nałogowy łowca księgarskich promocji wielokrotnie dawałem się zwodzić kuszącym okładkom, i nader często zdarzało się, że albo dostawałem literaturę, delikatnie mówiąc, nienajprzedniejszej jakości, albo treść kompletnie odbiegała od tego, co sugerowałby bijący po oczach chwyt marketingowy w postaci oryginalnego tytułu.
Od pewnego czasu nabyłem wręcz przesadną ostrożność przy zakupie drugowojennych pozycji, i wydaję pieniądze na takie książki, co do których jestem pewien, że znakiem jakości w ich przypadku jest autor, albo jest to kompletnie nowe ujęcie tematu.
Kiedy otrzymałem do recenzji książkę Ullricha, pomyślałem sobie: Ot, kolejne czytadło o samobójstwie Hitlera i bałaganie po jego śmierci, nic nowego… Jakże się pomyliłem!
Nie ma sztampy!
Były pewne symptomy tego, że będzie to całkiem dobra lektura jeszcze zanim dostałem ją do rąk. Bestsellerowy autor NEW YORK TIMESA, sugerował nagłówek na okładce, i faktycznie – na samym początku należy powiedzieć, że Volker Ullrich ma potoczystość i lekkość pióra niemal pisarza sensacyjnego, chociaż pomimo grozy i gwałtowności wydarzeń, które opisuje, zdaje się wcale tej sensacji nie szukać.
Dostajemy jakby w kontraście spokojną i wyważoną narrację – trochę, jak gdyby autor pomagał czytelnikowi w jakiś sposób przepracowywać wspólnie trudne i bolesne tematy, zamiast szokować plastycznymi opisami krzywd i cierpienia. Ullrichowi chyba faktycznie udało się być bardzo blisko historycznego obiektywizmu, co budzi podziw szczególnie biorąc pod uwagę, że jest Niemcem.
Mógłbym teraz wspomnieć o mnogości detali, ciekawostek, i wciągających historii, które autor zdecydował się zawrzeć w książce, ale zwrócę uwagi na coś, co mnie szczególnie ujęło. Otóż Ullrich dzięki przestudiowaniu zachowanych źródeł daje nam popatrzeć na tamten czas oczyma nie tylko głównych bohaterów dramatu, ale także postaci, które stały się prominentne i wpływowe już w świecie powojennym.
Poznajemy w tamtym momencie historii losy na przykład Willy’ego Brandta, Konrada Adenauera i Waltera Ulbrichta – późniejszych głów obydwu niemieckich państw. Na kartach książki pojawia się Szymon Wiesenthal, okrzyknięty później jako łowca nazistów, czy Marlene Dietrich, Błękitny Anioł, której historia przypomina o trudnym losie artystów w czasach, kiedy piękno zdawało się być brutalnie podeptane.
Są też oczywiście w książce odtworzone z kronikarskim zacięciem działania wojenne, rozgrywki polityczne, grabieże, są pokazane chaos, panika i niepewność, które naznaczały tamte osiem wiosennych dni. Przyglądamy się nie tylko rozpaczliwej obronie rozpadającego się molocha, ale także chęci rewanżu i ukarania sprawców największej zawieruchy w dziejach za wszelką cenę.
Opisy takich wydarzeń, jak los miasteczka Demmin, którego mieszkańcy na wieść o zbliżającej się Armii czerwonej popełnili największe masowe samobójstwo w historii Niemiec, czy marszy śmierci więźniów ewakuowanych naprędce obozów koncentracyjnychto natomiast chyba najlepsze ilustracje wspominanego na wstępie szaleństwa, którym był świat stworzony przez nazistów.
Osiem Dni Maja. Werdykt
Dawno nie byłem równie pozytywnie zaskoczony drugowojenną lekturą, co po przeczytaniu książki Ullricha. Chociaż całkiem krótka, i nienależąca do najtańszych, biorąc pod uwagę stosunek ceny do objętości (cena nominalna to ok. 60 zł za mniej-więcej 350 stron), jest naprawdę warta polecenia, a warsztat autora szczególnie w kwestii budowania narracji może być wzorem.
Jego przywiązanie do detali, i umiejętność zachowania właściwego historykowi obiektywizmu w tak dużym stopniu to wielka wartość tej pozycji. Polecam więc bez zawahania.
Wydawnictwo HI:STORY
Ocena recenzenta: 5/6
Zachariasz Mosakowski
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem HI:STORY.