Ostatnie godziny Hermanna Göringa

Ostatnie godziny Hermanna Göringa. Samobójstwo, które wstrząsnęło trybunałem

Noc z 15 na 16 października 1946 roku miała zakończyć się egzekucją najważniejszych zbrodniarzy III Rzeszy. Zamiast tego rozpoczęła się od szoku – Hermann Göring popełnił samobójstwo, omijając wyrok trybunału. Jak wyglądały ostatnie godziny Hermanna Göringa i co działo się w celi, zanim strażnicy zauważyli, że marszałek już nie żyje? O tym przeczytasz we fragmencie książki „Proces norymberski” ukazanej nakładem Wydawnictwa RM.

Mijają dwa niekończące się tygodnie.

Wyrok ma być wykonany w nocy z 15 na 16 października 1946 roku. Dzień i godzina są utrzymywane w ścisłej tajemnicy, ale większość skazanych oczekuje, że nastąpi to 14 października.

Tymczasem do Sojuszniczej Rady Kontroli w Berlinie nadchodzą oficjalne podania z prośbą o ułaskawienie. Nie ustają wysiłki prywatne w tej sprawie – listy do marszałka Montgomery’ego, prezydenta Trumana, premiera Attlee, nawet Kuria, dysponująca przecież dalekosiężnymi powiązaniami, proszona jest o interwencję. Wszystko na próżno. Czas płynie, a wyrok pozostaje w mocy. Wobec skazanych na śmierć zaostrzono środki bezpieczeństwa. W nocy cele są jasno oświetlone, wartownikom nawet na moment nie wolno spuszczać więźniów z oczu. Dr Pflücker opisał w swych wspomnieniach, jak upływał ten męczący czas.

Jodl czyta Wilhelma Raabego. Podczas każdej wizyty lekarza Frank prezentuje pogodny wyraz twarzy i z entuzjazmem mówi o Pieśni o Bernadecie Franza Werfla. Ribbentrop ma na ustach stale to samo pytanie: „Gdzie zostanie przeprowadzona egzekucja?”. Keitel prosi dr. Pflückera, „aby zechciał powiedzieć organiście, który wieczorami grywa po parę pieśni, aby zaprzestał grania kołysanki Schlafe mein Kindchen, schlaf ein, gdyż wywołuje to w nim bardzo smutne wspomnienia”.

Siódmego października dr Pflücker został wezwany do celi Göringa. Więzień ma ciężki atak serca. Mówi do lekarza: „Drogi doktorze, właśnie widziałem po raz ostatni moją żonę. Teraz już umarłem. To była bardzo trudna godzina, ale moja żona chciała tego. Okazała się wspaniała. To wielka kobieta. Pod koniec była bliska załamania, ale wzięła się w garść i przy pożegnaniu była zupełnie spokojna”.

Pflücker dał mu kilka tabletek na uspokojenie. Göring podziękował, a potem cicho powiedział: „Teraz mogą mnie zgładzić, jak chcą. Cieszę się, że było mi dane przeżyć jeszcze tę godzinę”.

I znów mijają dni. Więzienie wypełnia teraz budzący grozę hałas. Z niewielkiej odległości docierają do cel odgłosy pił i młotów. Ich źródłem jest sala gimnastyczna. Fryzjer Wittkamp pisze: „Nasi elektrycy musieli w sali gimnastycznej wkręcić bardzo mocne żarówki. Wstawiono nowe szyby w miejsce wybitych piłką. Potem zabroniono nam wchodzenia na niewielki dziedziniec, z którego wchodziło się do sali gimnastycznej”.

– Czy nasza szubienica będzie już wkrótce gotowa? – pytał Streicher. W jego

celi najwyraźniej słychać ten hałas. Spojrzał znad książki na Wittkampa i dodał:

– Odważnie wejdę na stopnie. Wiem już, jakie będą moje ostatnie słowa: Bolszewicy was powieszą i Heil Hitler!

Piętnastego października, ostatniego dnia w Norymberdze, wydaje się, że delikwenci wiedzą, iż znaleźli się w bezpośredniej bliskości ostatniej już, lecz trudnej drogi. We wszystkich celach zażądano nagle Biblii. Jedynie Rosenberg nie chce o tym słyszeć.

– No, cóż tam dzisiaj pięknego? – pyta Frick jak co dzień w czasie wydawania posiłku. Pozostali biorą talerze bez słowa, jakby w przeczuciu, że to już ich ostatnia sałatka ziemniaczana, kiełbasa, ciemny chleb i herbata.

Göring zrezygnował z codziennego spaceru. Przez cały dzień leży na pryczy i czyta Effie Briest Fontanego. Pisze i odbiera jakiś list. List, który napisał, był adresowany do Emmy Göring, a po śmierci marszałka został skonfiskowany przez aliantów. Opublikowano go dopiero ponad trzydzieści lat później (autorzy otrzymali go od doktora Kempnera): „Moje jedyne serduszko! Po dojrzałym namyśle i żarliwej modlitwie do mego Boga postanowiłem, że sam sobie zadam śmierć i nie pozwolę, by moi wrogowie wykonali na mnie egzekucję w taki sposób.

Na śmierć przez rozstrzelanie zgodziłbym się w każdej chwili. Ale marszałek Rzeszy nie może dać się powiesić. Do tego jeszcze egzekucję przedstawi się jak jakiś spektakl, z udziałem prasy, kina (myślę, że dla kroniki filmowej) itd. Byle była sensacja. A ja chcę umrzeć cicho i bez udziału opinii publicznej. Moje życie skończyło się, gdy po raz ostatni żegnałem się z Tobą. Od tego momentu wypełnia mnie cudowny spokój i odczuwam śmierć jako ostateczne wybawienie.

Za znak dany od Boga uważam, że przez wszystkie te miesiące niewoli pozostawił przy mnie środek, który uwolni mnie od wszystkiego, co ziemskie, i że nikt nie zdołał go znaleźć. W swojej dobroci Bóg oszczędził mi najgorszego. Wszystkie moje myśli kieruję ku tobie, Eddo, i najbliższym! Ostatnie uderzenia mego serca biją dla naszej wielkiej, wiecznej miłości. Twój Hermann”.

Ribbentrop narzeka na bezsenność i bóle głowy, z roztargnieniem kartkuje jakąś powieść Gustava Freytaga, czyta pięć listów, sam pisze jeden. Rosenberg czyta nowelę Bindinga Die Geige, otrzymuje tego dnia trzy listy, sam nie pisze ani jednej linijki.

Również Streicher tego dnia czyta. Jest to powieść Jelusicha Der Soldat. Poza tym pisze sześć listów i dostaje jeden. Jodl czyta trylogię Włóczęgi Hamsuna, pisze list i odbiera siedem. Keitel wyraża życzenie, by „zawiadomiono go w porę, aby mógł doprowadzić do porządku swoją celę”. Czyta opowiadania Paula Alverdesa, otrzymuje trzy listy, sam pisze jeden.

Hans Frank opowiada niemieckiemu personelowi więzienia o pięknie Bazylikiśw. Piotra w Rzymie, czyta wiersz Th omasa Heilige Nacht i co jakiś czas przerzuca wszystkie dziewięć listów, które otrzymał, sam tego dnia pisze dwa. Seyss-Inquart jako lekturę wybrał Eckermanna Rozmowy z Goethem, Frick czyta powieść Jelusicha Hannibal, Sauckel – zbiór tekstów na temat młodości wielkich Niemców.

Frank, Kaltenbrunner i Seyss-Inquart, trzej katolicy w grupie skazanych, odbywają w swych celach spowiedź i przyjmują komunię.

Około godziny 22 dr Pflücker jeszcze raz odwiedza Göringa, aby, jak co wieczór, podać mu środek nasenny. Zazwyczaj jest to amycal, w niebieskiej kapsułce, środek o powolnym, lecz długotrwałym działaniu, lub szybciej działający, choć znacznie bardziej krótkotrwały seconal, w kapsułce czerwonej.

„Aby nie spowodować zbyt głębokiego snu – relacjonuje dr Pflücker – tego popołudnia opróżniłem niebieską kapsułkę i wsypałem do niej sodę oczyszczoną”.

Połknąwszy kapsułkę, Göring zapytał lekarza, czy warto się rozbierać.

– Noc może być niekiedy krótka – udzielił wymijającej odpowiedzi Pflücker.

– Na pewno coś się szykuje – mówi Göring. – Wszędzie na korytarzach widać obcych ludzi. Poza tym pali się więcej niż zwykle lamp.

Jeszcze rano tego samego dnia Göring mówił do Wittkampa: – Jutro zostanie pan zwolniony. Fryzjer nie będzie tu już potrzebny. Podaruję panu maszynkę do golenia, którą przez cały ten czas pan nas golił, a także pędzel z włosia borsuczego. Nie będę go już potrzebował, a przynajmniej będę wiedział, kto go ma. Chętnie podarowałbym panu moją myśliwską fajkę, ale nie mogę tego uczynić. Wychodząc z tej celi po raz ostatni, złamię ją i wyrzucę przez okno.

Później Wittkamp filozofował: „Nie zrozumiałem wtedy jego dziwnego uśmiechu, ale z tą fajką musiało się wiązać coś szczególnego. Gdy dowiedziałem się o samobójstwie, wszystko stało się dla mnie jasne. Tylko w fajce mógł przechowywać tę ampułkę z cyjankiem”.

Hermann Göring leży na pryczy z otwartymi oczami. Patrzy w przestrzeń. Ręce położył na kocu, zgodnie z regulaminem.

Jest godzina 22.45.

Leży już tak od ponad pół godziny. Spoglądający przez okienko wartownik ziewa. Człowiek leżący w celi nie daje powodu do jakichkolwiek podejrzeń. Leży na pryczy, patrzy przed siebie i odpoczywa.

Tylko jego ręce zaczynają teraz wykonywać nerwowe ruchy. Drżą, błądzą niespokojnie po kocu, chwytają materiał i gniotą go. Wartownik marszczy czoło i spogląda uważniej.

Ręce Göringa kurczowo wpiły się w koc. Teraz już zaczynają drgać ramiona. Chwilę później na twarzy więźnia pojawia się konwulsyjny grymas. Zakryte kocem nogi kopią. Jeszcze kilka silnych konwulsyjnych drgawek, tułów wygina się i nieruchomieje.

– Hej!

Okrzyk wartownika rozdziera ciszę. Rozsuwają się żelazne rygle. Słychać kroki.

Szarpnięcie drzwi. Wartownik i oficer dyżurny rzucają się w kierunku posłania Göringa. W chwilę później pospiesznie wchodzi do celi kapelan więzienny, pastor Gerecke.

Drgawki Göringa ustępują. Ciężkie ciało jest nieco wyprostowane i wsparte na łokciach, lekko zgięte. Oddech nieregularny i charczący. Twarz umierającego pokrywają krople potu.

Już nie da się go odratować. Widać to na pierwszy rzut oka. Cała krzątanina wokół konającego nie ma już sensu. Jeśli jeszcze coś się robi, to tylko dlatego, żeby w ogóle coś robić.

Ktoś podpiera mu głowę, klepie po policzkach, jak gdyby chodziło o zwykłą utratę przytomności, ktoś inny porusza ramionami, próbując zabiegów reanimacyjnych.

Przyniesiono wodę. Wreszcie nadchodzi dr Pflücker.

– Ma pan atak serca? – pyta głośno.

Żadnej odpowiedzi.

„Nagle – pisał później w swoich wspomnieniach Pflücker – twarz Göringa stała się niebieskawa jak w świetle lampy kwarcowej. Ciało opadło do tyłu. Jeszcze jeden charczący oddech. Koniec”.

Gdy nadszedł pułkownik Andrus, Göring już nie dawał żadnych oznak życia. Amerykanin chowa do kieszeni munduru pismo, które właśnie przyniósł z sobą. Jest już niepotrzebne. Zaledwie przed kilkoma minutami przyszło do biura pocztą kurierską. Andrus wybrał się do Göringa, by odczytać mu treść: odrzucenie prośby o łaskę przez Sojuszniczą Radę Kontroli w Berlinie.

Celę oświetla zimne światło lampy.

Pułkownik Andrus, szef ochrony więziennej, czeka już tylko na orzeczenie lekarza. Najchętniej od razu zająłby się badaniem tej sprawy, ale wie, że za niespełna trzy godziny ma się odbyć egzekucja i że brak czasu, by dodatkowo wziąć na siebie rolę oficera śledczego. Tym bardziej że potrzebuje czasu, by pomyśleć nad wyjaśnieniami, które przecież będzie musiał złożyć przełożonym, trybunałowi i prasie.

Tymczasem dr Pflücker w dalszym ciągu zajęty jest umierającym. Ujmuje rękę Göringa w przegubie. Puls jest jeszcze wyczuwalny, choć zanika. Pochyla się nad klatką piersiową – pracy serca już nie słychać. Nie reagują również źrenice. Rogówka zmętniała. Lekarz powoli prostuje się.

– Ten człowiek nie żyje – mówi.

– Dziękuję, doktorze – niewyraźnie odpowiada pułkownik Andrus. – Połknął truciznę, prawda?

– Tak, przypuszczalnie cyjanek.

– Tutaj – mówi sierżant i podaje Andrusowi małą mosiężną łuskę znalezioną na podłodze celi. Właśnie w niej była fiolka z trucizną. Znalazł ją już wcześniej doktor Pflücker pod lewą ręką Göringa.


Tekst jest fragmentem książki Proces norymberski Wydawnictwa RM. Autorzy: Joe J. Heydecker i Johannes Leeb.

Comments are closed.