Pierwsze w połowie wolne wybory w bloku sowieckim – Polska 1989

Pogarszająca się sytuacja gospodarcza, zarówno w ZSRS jak i w państwach tzw. bloku wschodniego, wywołała w połowie lat 80 falę niepokojów społecznych. W Polsce próbowano łagodzić sytuację między innymi przez ogłoszenie w 1986 roku amnestii, w wyniku której wolność odzyskała większość więźniów politycznych. Władze przymykały również oko na działalność jawnej (choć traktowanej oficjalnie jako nielegalną) Tymczasowej Rady NSZZ „Solidarność”. Od 1987 roku zaczęto propagować tzw. drugi etap reformy gospodarczej. Nie uchroniło to jednak społeczeństwa od podwyżek.

1 lutego 1988 roku dokonano najwyższej od 6 lat podwyżki cen. Posunięcie to wywołało strajki. 25 kwietnia rozpoczęła je Bydgoszcz, a stopniowo dołączały do niej kolejne miasta. Początkowo strajkujący żądali tylko obniżki cen, jednak coraz częściej zaczęto domagać się również legalizacji „Solidarności” i przywrócenia do pracy osób zwolnionych za działalność opozycyjną. Strajki były zaskoczeniem zarówno dla władz komunistycznych, jak i dla opozycji. Kolejna fala strajków wybuchła 15 sierpnia w śląskich kopalniach. Skłoniło to obóz rządzący i opozycję do rozmów. W wyniku negocjacji doszło do zorganizowania obrad Okrągłego Stołu, który pracował od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 roku.

Przygotowania do wyborów

W wyniku obrad podjęto szereg decyzji zmierzających do przeprowadzenia pierwszych w połowie wolnych wyborów od 1945 roku. Uchwalono zmianę ordynacji wyborczej, powołanie urzędu Prezydenta PRL, likwidację Rady Państwa i utworzenie Senatu PRL. Wybory przeszły do historii pod nazwą wyborów kontraktowych lub wyborów do Sejmu kontraktowego. Ustalono bowiem, że 65% mandatów poselskich zostanie przyznane kandydatom z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR), Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego (ZSL), Stronnictwa Demokratycznego (SD) i chrześcijańskich stronnictw prorządowych. O pozostałe mandaty mogli ubiegać się wyłącznie kandydaci bezpartyjni. Wybory do Senatu miały być całkowicie wolne.

Ordynacja wyborcza do Sejmu PRL zakładała, że wybory miały być powszechne, równe, bezpośrednie i tajne. Posłów miano wybierać z list w okręgach wyborczych oraz z krajowej listy wyborczej. Okręg wyborczy miał obejmować terytorium (lub jego część) województwa i zależnie od liczby mieszkańców miał mieć od dwóch do pięciu posłów. Zgodnie z ordynacją co najmniej jeden mandat z danego okręgu miał przypadać na kandydata bezpartyjnego. Oddanie ważnego głosu wymagało wykreślenia nazwisk na karcie wyborczej i pozostawienia tego, na którego chciano oddać głos. Skreślenie wszystkich nazwisk również gwarantowało ważność głosu. Wybór na posła gwarantowało uzyskanie największej liczby głosów oraz więcej niż połowy głosów ważnych w danym okręgu. Ordynacja zakładała w przypadku braku takiej możliwości przeprowadzenie drugiej tury wyborów między kandydatami z największą liczbą głosów. Ordynacja wyborcza do Senatu PRL była podobna do ordynacji sejmowej. Przewidywała ona wybór 100 senatorów w 49 okręgach wyborczych pokrywających się z obszarami województw. Każdy okręg miał dwa mandaty, z wyjątkiem województw katowickiego i warszawskiego, gdzie wybierano trzech senatorów. Oddanie ważnego głosu wymagało skreślenia nazwisk i pozostawienia wybieranych kandydatów w liczbie nie większej, niż liczba mandatów w danym okręgu. Tak samo jak przy wyborach do Sejmu, skreślenie wszystkich nazwisk powodowało oddanie ważnego głosu. Wybór na senatora był taki sam jak w przypadku posła.

Kampania wyborcza

 

945756_472511322828099_1705089735_nObie siły podeszły do wyborów bardzo poważnie. Zarówno Komitet Obywatelski „Solidarność”, jak i komuniści chcieli wygrać wszystko, co było do wygrania. Strategia opozycji była dokładnie przemyślana i zakładała oparcie się na działaczach związkowych oraz członkach inteligencji katolickiej rozproszonych w terenie. Zakładanie regionalnych oddziałów Komitetu Obywatelskiego powodowało zbudowanie oddolnego ruchu społecznego, który popierał „Solidarność”. Kampania wyborcza była bardzo prosta w swoim założeniu. KO „Solidarność” miał sprawiać wrażenie jednolitego, stabilnego frontu, wolnego od wewnętrznych tarć. Budowano mit „drużyny Wałęsy”, który polegał na sfotografowaniu każdego kandydata z Lechem Wałęsą. Wskazywało to wyraźnie wyborcom, kto jest „nasz”, a kto „obcy”. Kolejnym posunięciem, które miało zapobiec podzieleniu elektoratu było wystawienie tylu kandydatów, ile było miejsc do obsadzenia. Dawało to „Solidarności” przewagę nad podzieloną PZPR. Organizowano spotkania wyborcze, w których brali udział artyści i aktorzy, co oferowało uczestnikom nie tylko agitację polityczną, ale także rozrywkę. Przygotowano i rozpowszechniano specjalne „instrukcje”, które miały zapewnić oddanie ważnego głosu. Większość wyborców była bowiem przyzwyczajona do szeroko stosowanej w PRL praktyki „głosowania bez skreśleń” i wrzucaniu niewypełnionych list od razu do urn.

Jedynym mankamentem kampanii prowadzonej przez Komitet Obywatelski „Solidarność” było ograniczenie dostępu do środków masowego przekazu. Komuniści zagwarantowali opozycji tylko prawo do jednej godzinnej audycji w radio i jednej półgodzinnej w telewizji. Programy były jednak cenzurowane, bądź zawieszano ich emisję. Wbrew przypuszczeniom bardziej zaszkodziło to rządzącym komunistom niż opozycji. Duże usługi oddały opozycji także gazety. Powstała w okresie kampanii „Gazeta Wyborcza” bardzo szybko wyrosła na najsilniejszy dziennik krajowy, spychając tym samym „reżimowe” gazety do defensywy.

Ze środowisk opozycyjnych poza Komitetem Obywatelskim „Solidarność” do walki o mandaty wystartowały małe ugrupowania takie jak „Solidarność Walcząca”, Unia Polityki Realnej, Konfederacja Polski Niepodległej czy Polska Partia Socjalistyczna-Rewolucja Demokratyczna. Nie były one stroną podczas obrad Okrągłego Stołu, więc nie uzyskały dostępu do mediów, co spowodowało ich marginalizację.

Kampania wyborcza PZPR przy starannie przemyślanych działaniach KO „S” wypadała nader blado. Postawiono na indywidualną kampanię, która miała być opozycją do „drużyny Wałęsy”. Powielano stare wzorce wieców partyjnych, gdzie referenci monotonnie odczytywali z kartki polityczne frazesy napisane typową komunistyczną nowomową. Zabraniano zadawania pytań kandydatom. Wyjątkami były tutaj kampanie Aleksandra Kwaśniewskiego i Mieczysława Wilczka, które odznaczały się dynamiką i zachodnim stylem.

Opozycję próbowano dyskredytować przez działania organizowane przez Służbę Bezpieczeństwa. Zrywano plakaty, próbowano zastraszyć opozycyjnych kandydatów, wywieszano oszczercze plakaty, które przypisywano KO „S”. Na zlecenie głównego specjalisty do spraw kampanii PZPR, Janusza Reykowskiego, zintensyfikowano przekaz propagandowy w ostatnim tygodniu przed wyborami.

Wyniki wyborów

Wybory odbyły się 4 czerwca 1989 roku. Nie odniosły jednak spodziewanego sukcesu – frekwencja wyborcza nie była powalająca. Do urn nie poszło 10 milionów Polaków z 27 milionów uprawnionych do głosowania. Wynikało to z postępującej apatii społecznej i braku wiary w to, że wybory mogą cokolwiek zmienić. Jednak pełny sukces mogła odtrąbić opozycja. Z przewidzianych 161 miejsc w Sejmie obsadziła w pierwszej turze 160, a jeden kandydat przeszedł do drugiej tury. Do Senatu w pierwszym głosowaniu dostało się 92 kandydatów KO „S”, a pozostali również przeszli do drugiej tury. Do całkowitej porażki PZPR przyczynił się także fakt, że na KO „S” głosowano w wojsku, milicji i okręgach obsadzonych przez partię. Po obu stronach politycznej barykady wyniki wyborów wywołały takie samo zaniepokojenie. Wszyscy bali się rozruchów społecznych, a nawet interwencji Moskwy. Dlatego też KO „S” i PZPR zdecydowały o zmianie ordynacji wyborczej, by umożliwić wybór członków PZPR. Spowodowało to spadek zaufania wyborców do Komitetu Obywatelskiego, szczególnie tych, którzy oczekiwali szybkich i efektywnych zmian w kraju.

W drugiej turze wyborów „Solidarność” zdobyła pozostały mandat poselski, osiągając tym sposobem 100% możliwych do zdobycia mandatów. Ze 100 miejsc w Senacie uzyskała 99. Co ciekawe jedyny kandydat KO „S”, który nie otrzymał mandatu do Senatu, Piotr Baumgart, był również jedynym, który nie promował się zdjęciem z Lechem Wałęsą. Frekwencja w drugiej turze nie przekroczyła 25%, co było spowodowane utratą zainteresowania dalszą walką kandydatów w obliczu sukcesu Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”.

Wyniki wyborów kontraktowych umożliwiły realny wpływ opozycji na rządy w państwie. Pomimo wyboru (jednym głosem) na Prezydenta PRL gen. Wojciecha Jaruzelskiego, opozycja utworzyła rząd z premierem Tadeuszem Mazowieckim na czele. Rząd ten cieszył się dużym zaufaniem społecznym, co niewątpliwie wpłynęło pozytywnie na możliwość przeprowadzenia w Polsce takich reform, jak plan Balcerowicza.

Daria Czarnecka

Tekst powstał w kooperacji z enrs.eu
W języku angielskim artykuł dostępny jest tutaj enrs.eu/pl/news/1022-first-partially-free-elections-in-the-soviet-bloc-poland-1989

Bez nazwy

 

3 komentarze

  1. Marek Rudniański

    W zeszłorocznej uchwale sejmowej dotyczącej wyborów 4 czerwca podkreślono że „zwycięskie dla Solidarności wybory były symbolicznym sukcesem wielu pokoleń Polaków, którzy nigdy nie zaakceptowali zniewolenia”.

    Myślę, że to bardzo ważne. W ostatnich latach coraz bardziej docenia się wszystkie pokolenia, a przede wszystkim te które walczyły o wolną Polskę a nie tylko o prawa obywatelskie, obronę robotników czy rewizję systemu komunistycznego. Opozycja niepodległościowa bo o niej mowa, to przede wszystkim Żołnierze Wyklęci, a także Solidarność Walcząca nazwana w najnowszej książce Igora Janke: „najbardziej bojową, najlepiej zakonspirowaną, najsprawniejszą i sprawiającą najwięcej kłopotu komunistycznej władzy organizacją opozycyjną”.

    Książka „Twierdza. Solidarność Walcząca – Podziemna Armia” bo o niej mowa, w ostatnich dniach trafiła do księgarni. Krzysztof Ziemiec, przypomniał w recenzji książki, że ludzie SW mieli „różne rodowody, ale jeden wspólny cel – obalić system. Oto powieść o tych, którzy zostali niesłusznie zapomniani”. Solidarność Walcząca marzyła o całkowicie wolnej Polsce i ten cel realizowała, jej działacze są tym bardziej godni podziwu, że w tym czasie może wiele osób o tym samym marzyło, ale realizowali cele bardziej pośrednie „obronę robotników”, prawo do „wolnych związków” itp. Po prostu, warto pamiętać ile kto poświęcił ze swego życia dla odzyskania przez Polskę suwerenności.

  2. jadwiga44

    Ludzie! Przecież komuna szykowała się do dealu z ugodowcami z „S” – Wałkiem, Kuroniem i innymi od ’86 roku. Przecież wtedy właśnie Kuroń prowadził „dialog operacyjny” z Lesiakiem płk SB, a później UOP, odpowiedzialnym za inwigilację prawicy. Jedyne czego się bali to ekipy Morawieckiego z Solidarności Walczącej i podobnych w KPN, FMW. Teraz piszą o tym już książki, na szczęście. To są bohaterzy, a nie typy z KPP. Trzeba o tym mówić, czytać. Teraz Janke i jego „Twierdza” o SW. Co dalej? Trzeba pisać o podziemiu niepodległościowym!

    • Jan Rawicz

      Tutaj dwa słowa dodam. Wspomniana książka Igora Janke „Twierdza” jest zbiorem kilkunastu relacji o ludziach Solidarności
      Walczącej, razem tworzą wielobarwną opowieść o obywatelskiej
      odpowiedzialności, sumienności, bohaterstwie, sprycie, a przede
      wszystkim o patriotyzmie. Patriotyzm w najnowszej historii Polski, i
      jego wielkie zwycięstwo okupione rozmaitymi życiowymi trudami i
      komplikacjami. Janke zapewnił dobrą dawkę dobrej literatury faktu!

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*