Japońskie załogi próbowały przygotować samoloty do startu, amerykańskie grupy uderzeniowe przecinały chmury, a pojedyncze błędy zaczynały ważyć tyle co całe okręty. Zatopienie „Shōhō” pokazało, jak brutalnie wyglądała nowa era wojny lotniskowców na Pacyfiku.
Bitwa na Morzu Koralowym zapisała się w historii jako pierwsze starcie lotniskowców, podczas którego okręty przeciwników praktycznie się nie zobaczyły. O wyniku decydowali piloci, rozpoznanie, meldunki radiowe i tempo przygotowania samolotów do kolejnych fal ataku. Fragment książki Bitwa na Morzu Koralowym. Japońska ofensywa i pierwsza w dziejach bitwa lotniskowców pokazuje jeden z najważniejszych momentów tego starcia – drogę do zatopienia japońskiego lotniskowca lekkiego „Shōhō”, który znalazł się z dala od głównych sił i nie zdążył przygotować skutecznej odpowiedzi na amerykański atak.
Kiedy piloci z „Shōkaku” i „Zuikaku” desperacko przeczesywali wskazany przez samolot rozpoznawczy fragment Morza Koralowego w poszukiwaniu amerykańskiego lotniskowca, grupa uderzeniowa „Lexingtona” dotarła nad wyspę Tagula. Mijając jej północno-za chodni kraniec, Amerykanie w zwartej masie wyłonili się z chmur i uważnie obserwowali horyzont. Formację prowadziły Dauntlessy z VS-2, które miały zaatakować jako pierwsze, torując drogę pozo stałym samolotom.
Tekst jest fragmentem książki Bitwa na Morzu Koralowym. Japońska ofensywa i pierwsza w dziejach bitwa lotniskowców, która czeka na Ciebie tutaj:
Około 10.40 kmdr ppor. Hamilton dostrzegł przez lornetkę ślad torowy w odległości około 40 mil na północ. Podzielił się swoim odkryciem z Dixonem, który natychmiast przekazał informację Aultowi i Brettowi. Hamilton rozpoznał pokład lotniczy w chwili, gdy grupa uderzeniowa „Lexingtona” skręciła w prawo.
Nie ulegało wątpliwości, że Japończycy mieli w zespole co najmniej jeden lotniskowiec. Dowódca VB-2 zauważył także sylwetki dwóch lub trzech krążowników ciężkich oraz jednego lub dwóch niszczycieli. Amerykański atak miał być wymierzony w MO Kidō Butai, ale w rzeczywistości natrafił na Siły Główne MO. Co więcej, gdyby Hamilton kontynuował lot na północ przez kolejnych kilka minut, dostrzegłby także w całej okazałości Zespół Inwazyjny Port Moresby, który znajdował się o 25 mil dalej na północny wschód.
Gdyby powiedzieć członkom załogi „Shōhō” wyruszającym z Truk, że to właśnie oni jako pierwsi padną ofiarą Amerykanów rankiem 7 maja, prawdopodobnie mało który uwierzyłby w tę złowieszczą przepowiednię. Jak wspominał w swoich pamiętnikach bsmt Shirō Ishikawa, pilot z eskadry myśliwskiej, jego lotnisko wiec w ogóle nie powinien zostać przydzielony jako bezpośrednie wsparcie dla konwoju. Jak już powiedziano, przed rozpoczęciem Operacji „MO” oficerowie 4. Floty i 5.
Kōkū Sentai ostro spierali się o przydział „Shōhō”. Ci drudzy nalegali, by zgrupować wszystkie trzy lotniskowce w jednym zespole i w ten sposób zwiększyć potencjał uderzeniowy MO Kidō Butai. Inoue był innego zdania, ponieważ ugiął się pod presją dowódców krążowników wyznaczonych do osłony konwoju i przydzielił jeden niewielki okręt lotniczy jako eskortę wrażliwych transportowców.
Ishikawa skomentował po latach, że choć Siły Główne MO uzyskały w ten sposób upragnione wsparcie z powietrza, to właśnie z tego powodu Nippon Kaigun utraciła pierwszy lotniskowiec w wojnie na Pacyfiku.
W wywiadzie udzielonym japońskiemu czasopismu inny pilot myśliwski z „Shōhō”, bsm. Mitsuo Nakayama, powiedział, że już samo pojawienie się Latających Fortec było złym znakiem. Gdy przelatywały w pobliżu zespołu, co chwila spoglądał nerwowo w niebo, spodziewając się nieprzyjacielskiej grupy uderzeniowej. Jak mówił, poczuł się tak, jakby „zatrzasnęła się pułapka, w której był przynętą”.
„Shōhō” znalazł się w złym miejscu i złym czasie, daleko od MO Kidō Butai, wykonując mniej heroiczne zadania na rzecz 4. Floty. Pogoda była wręcz idealna, a powierzchnia morza wyglądała nie malże jak tafla jeziora. O 7.30 cztery Zera i jedna Kate poderwały się z pokładu lotniskowca lekkiego, udając się na rutynowy patrol przeciwdziałający okrętom podwodnym.
Zaledwie godzinę później „Aoba” odebrała depeszę z informacją o położeniu amerykańskiego zespołu lotniskowców, który miał się znajdować 140 mil od Deboyne w namiarze 160°. Jednak tuż po 10.00 sytuacja w Siłach Głównych MO nagle uległa zmianie. Alf katapultowany przez „Kinugasę” ostrzegł wszystkie jednostki o dużej grupie samolotów startujących z amerykańskich lotniskowców. Szybkie obliczenia wskazywały, że Amerykanie uderzą w zespół kadm. Gotō około 11.20.
W związku z tym o 10.15 dowódca 6. Sentai nakazał wodnosamolotom utrzymanie kontaktu z wrogim zespołem lotniskowców i ciągłe śledzenie jego ruchów. „Shōhō” miał około godziny na przygotowanie się do ataku wyprzedzającego. O 10.20 wodnosamolot z „Kinugasy” ponownie nawiązał kontakt i przekazał informację o dwóch lotniskowcach, jednym typu Saratoga oraz jednym bliżej nieokreślonym.
Ta ekscytująca wiadomość dotarła do Sił Głównych MO wraz z rozkazem przygotowania wszystkich dostępnych Kate i Zer do uderzenia na nieprzyjaciela. Wcześniej, o 10.30, shōtai złożony z trzech Claude’ów, pilotowanych przez bsm. Tadao Aokiego, bsm. Takeo Inoue oraz bsmt. Shirō Ishikawę, wzbił się w powietrze, przejmując kolejny patrol walki powietrznej*.
Niedługo później wszystkie pięć samolotów z porannego patrolu wylądowało na pokładzie. W tym czasie „Aoba” katapultowała wodnosamolot nr 2, a „Kako” wodnosamolot nr 1, aby odciążyć maszyny z „Kinugasy” i „Furutaki”, które utrzymywały kontakt z zespołem wroga już od dłuższego czasu.
Załogi meldowały o atakach amerykańskich myśliwców próbujących je zestrzelić. Mimo to wszystkie cztery wodnosamoloty Typ 94, złośliwie przezywane przez lotników no baka karasu, czyli „głupie wrony”, popisały się swoją wyjątkową zwinnością i uniknęły zniszczenia, utrzymując stały kontakt z okrętami przeciwnika.
Kolejnym krokiem było przezbrojenie bombowców torpedowych na „Shōhō”, które musiały wystartować w pośpiechu. Komandor Izawa zmienił kurs na północny zachód i rozpoczął przygotowania do wysłania ich do boju. Wszystko, co mógł wnieść do nadchodzącej bitwy, to sześć Kate z niewielką eskortą.
Ale i to było lepsze niż nic. Podwieszanie torped pod kadłuby bombowców okazało się czasochłonne, ponieważ dzień rozpoczął się rutynowymi misjami patrolowymi i nikt się nie spodziewał, że „Shōhō” weźmie udział w głównym starciu lotniskowców. Nie ulega też wątpliwości, że mały pokład jednostki spowalniał tempo operacji lotniczych, z kolei okrętowy personel lotniczy był wciąż niedoświadczony, zwłaszcza w porównaniu z pozostałymi japońskimi lotniskowcami.
Ponure przeczucie bsm. Nakayamy nie było przesadą. Oko ło 10.50 obserwatorzy na lotniskowcu dostrzegli w odległości 40 000 metrów i w namiarze 110° grupę ponad 15 samolotów wroga nadciągających od bakburty. „Taikū sentō, taikū sentō!” – rozkaz zajęcia stanowisk artylerii przeciwlotniczej został przekazany na „Kako” i na pozostałych jednostkach osłony.
Choć na tamtym etapie wojny naprowadzanie radiowe my śliwców pokładowych nie działało najlepiej i zawsze istniała obawa, że patrol walki powietrznej minie się z wrogiem, tym razem piloci nie potrzebowali wskazówek nawigacyjnych od własnego okrętu, ponieważ stosunkowo szybko sami zauważyli nadlatującą falę samolotów. Według bsm.
Nakayamy, który siedział wraz ze swoim kolegą z eskadry myśliwskiej w pobliżu stanowisk karabinów przeciwlotniczych na prawej burcie, dwa Claude’y pognały już na północ, aby osłaniać konwój . Amerykanie nadciągnęli jednak szybciej, niż się spodziewano. Japończycy potrzebowali jeszcze co najmniej kwadransa, aby przygotować Kate do startu. Było już za późno na wysłanie grupy uderzeniowej. Jedyne, co Izawa mógł zrobić, to natychmiast wzmocnić patrol walki powietrznej, by bronić „Shōhō”.
Atakującą formację prowadził kmdr ppor. Ault, a tuż za jego kluczem leciało dziesięć kolejnych Dauntlessów z VS-2. Amerykanie planowali przebić się przez ogień przeciwlotniczy i podejść do celu od dziobu, aby ściągnąć na siebie uwagę obrońców.
W tym samym czasie VB-2 kierowała się na wschód, by zaczekać na wolniejsze Devastatory i przeprowadzić skoordynowany atak od rufy i obu burt. Cztery Wildcaty pod dowództwem kpt. mar. Freda Borriesa zajęły pozycje powyżej, eskortując bombowce nurkujące. Wildcaty kmdr. ppor. Ramseya, osłaniające bombowce torpedowe, zbliżyły się do japońskiego lotniskowca na wysokości około 1600 metrów. W okolicy wyspy Misima, tuż nad powierzchnią morza, natknęły się na jeden z Alfów katapultowanych z 6. Sentai tego poranka.
Ramsey wyznaczył drugą sekcję, prowadzoną przez por. mar. Paula Bakera, aby przechwyciła japoński wodnosamolot. Dwa Wild caty zaskoczyły Alfa i zmusiły pilota do wodowania kilka mil od Misimy. Baker nie miał czasu, by potwierdzić zestrzelenie, i szybko skierował się z powrotem do Ramseya, aby osłaniać bombowce nur kujące podczas ataku na lotniskowiec. Jak się okazało, pół godziny później nie było żadnych dowodów na to, że japoński wodnosamolot został faktycznie zestrzelony. Amerykanie przypuszczali, że maszyna zatonęła, tymczasem pilotowi udało się opuścić rejon starcia i po niespełna godzinie powrócił na Deboyne**.
*Poza ogólną informacją o trzech myśliwcach autor nie znalazł japońskich źródeł, które wymieniałyby pilotów z tego shōtai oraz rodzaj myśliwców (Zera lub Claude’y). Istnieją jedynie dwa zeznania japońskich pilotów, bsmt. Ishikawy oraz bsmt. Nakayamy. Pierwszy twierdził, że wysłano go w myśliwcu Claude na rutynowy patrol tuż po 10.00. Drugi zeznał, że japońskie okręty były osłaniane przez trzy Claude’y i trzy Zera, ale z innych dokumentów wiadomo, że trzy Zera wystartowały dopiero później. Na podstawie różnych opracowań i zeznań można przyjąć, że pierwszy shōtai składał się z trzech Claude’ów, pilotowanych przez bsm. Tadao Aokiego, bsm. Takeo Inoue oraz bsmt. Ishikawę. Shirō Mori potwierdza, że trzy Claude’y wystartowały o 10.30. Zob. JACAR: Gunkan Shōhō (9), s. 12; S. Ishikawa, Kodoku na Kūbo Shōhō Sangokai ni Shisu tomo, [w:] M. Akimoto, Zerosen no Eikō – Ōzora no Hasha/Uijin, Nampō Sakusen, Shinjuwan Kōgeki, Sangokai Kaisen, Tokyo 2010, s. 143; J. Kuno, Intabyū – Sangokai Kaisen de Kūbo Shōhō no Shoki o Taiken shita Sentōki Tōjōin: Nakayama Mitsuo, „Rekishi Gunzō” 2017, nr 4 (42/2), s. 133; S. Mori, Akatsuki no Sangokai, Tokyo 2009, s. 210. Co do innych wersji zob. J.B. Lundstrom, The First Team. Pacific Naval Air Combat from Pearl Harbor to Midway, Annapolis 2005, s. 197; I. Hata, Y. Izawa, Ch. Shores, Japanese Naval Air Force Fighter Units and Their Aces 1932–1945, London 2011, s. 387.
** Raport 6. Sentai opisuje amerykański atak na „Shōhō”, lecz nie zawiera wzmianki o utracie jakiegoś wodnosamolotu w tym czasie. JACAR: 6 Sentai (4), s. 23–24.
Fot. Bitwa na Morzu Koralowym, maj 1942, Narodowe Muzeum Marynarki Wojennej USA
Tekst jest fragmentem książki Bitwa na Morzu Koralowym. Japońska ofensywa i pierwsza w dziejach bitwa lotniskowców i powstał we współpracy z Wydawnictwem Znak Horyzont.
