Kanibalizm po śląsku. Głód, śmierć i ucieczka chłopa

Kanibalizm po śląsku. Głód, śmierć i ucieczka chłopa

Kora drzew, lebioda, zupy z trawy i wsie, w których śmierć stawała się codziennością. Kanibalizm po śląsku nie był literacką legendą ani pojedynczą opowieścią powtarzaną dla efektu. Fragment książki Za chlebem. Polscy chłopi w poszukiwaniu ziemi obiecanej pokazuje skalę głodu, strachu i desperacji, które w XIX wieku pchały ludzi do ucieczki z rodzinnych stron i walki o przetrwanie za wszelką cenę.

Historia emigracji chłopów z ziem polskich zwykle kojarzy się z biedą, statkami płynącymi do Ameryki i marzeniem o lepszym życiu. Znacznie rzadziej mówi się o emocjach, które stały za tymi decyzjami. Strach przed głodem, kolejnym kryzysem i całkowitym rozpadem codzienności wraca w relacjach z XIX wieku nieustannie. W książce Wojciecha Lady brazylijska gorączka emigracyjna przestaje wyglądać jak egzotyczna przygoda. Zaczyna przypominać paniczną próbę wyrwania się z rzeczywistości, w której ludzie obserwowali śmierć sąsiadów, choroby i dramatyczny rozpad więzi społecznych.

Ucieczka Sebastiana do Brazylii była nie mniej karkołomna. Pół tysiąca kilometrów tratw po Odrze, kolejne pi set kilometrów wybrzeżem do Hamburga, a wszystko to nie w linii prostej i nie głównymi traktami– Wosia też ścigało wojsko oraz policja.

Tekst jest fragmentem książki Za chlebem. Polscy chłopi w poszukiwaniu ziemi obiecanej, która czeka na Ciebie tutaj:

Faktycznie jednak miał nieco łatwiej. Po pierwsze, nie musiał przekraczać żadnej granicy; cała ziemia od Opola po Hamburg należała wówczas do Prus. Po drugie, uciekał sam, a nie w wielotysięcznej masie, jego ucieczka nie wzbudzała więc zainteresowania najwyższych czynników państwowych, zresztą chudemu chłopakowi z doskonałą znajomością niemieckiego stosunkowo łatwo było przemknąć niepostrzeżenie bocznymi traktami.

Nie urodził się te w Priwislinskim kraju, lecz na pruskim Śląsku, co otwierało znacz nie szersze perspektywy. Wbrew bowiem temu, czego uczono i nadal uczy się w szkołach, Prusy były wówczas krajem tak zamożnym, że masowo i z wielką ochotą tam najczęściej uciekali chłopi z innych zaborów, zupełnie nie zauważając spraw tak dla nich nieistotnych jak germanizacja.

Mimo że Sebastian nie uciekał z powodu biedy, nie oznacza to, że nie rozumiał, jak zabójczy może by kryzys. Kiedy przychodził na świat, nie tylko Śląskiem, ale nim chyba naj bardziej, targał katastrofalny kryzys lat 40. XIX wieku. Sam co prawda dobrze tego nie pamiętał, bo urodzi się w roku 1844 i kiedy zyskiwał świadomość , było już znacznie lepiej, a jego rodzina zdołała się wzbogaci na tyle, że wysłano chłopaka do gimnazjum.

Jednak to, że do końca życia wyglądał jak strach na wróble, jego chudość, niewysoki wzrost i – jak to określono– „nikłość” wynikały zapewne z tego, że w dzieciństwie jadał gównie korę drzew i lebiodę. Gdy Woś miał cztery lata, w artykule w niemieckiej gazecie „Schlesi sche Zeitung” opisywano:

Gromady żebraków i żebrzących wałęsają się w rozpaczy. Tysiące, tysiące sierot pozostawiono na łasce losu. Całe domy, domostwa wymarły. […] Ludzi ogarnęło całkowite zobojętnienie, nawet wobec bliskiego rodzeństwa. Brat wygania siostrę z gospodarstwa, by łatwiej żyć samemu, a wkrótce potem znajduje wypędzoną pod drzwiami swej chaty martwą z głodu i zimna. Mat ka kładzie dziecię na cmentarzu, by zmarło, a drugie wsuwa pod taflę lodu. Dzieci okradają umierających rodziców z resztek żywności i uciekają.

Nie wiadomo, czy dziennikarzom brakowało informacji, czy te nie chcieli jeszcze bardziej szokować czytelników, krytykując przy okazji rząd, ale w tamtym okresie we wsiach Śląska i Galicji bardzo licznie odnotowywano przypadki kanibalizmu. Publicysta krakowskiego „Czasu” Ludwik Dębicki wspomina:

Gdy matka poszła coś wyżebrać i ukraść dla umierających z głodu dzieci, jedno z dzieci skonało, a rodzeństwo ciało braciszka pokrajało i ugotowało w garnku. Matka, wróciwszy, dzieliła się tą strawą.

Dariusz Zalega, autor Historii ludowej Śląska, pisał o sześćdziesięciu–siedemdziesięciu tysiącach zmarłych wówczas tylko w okolicach Opola, czyli właśnie tam, gdzie mieszkał mały Sebastian. „We wsi Studzionka nieopodal Pszczyny na trzydzieści sześć urodzeń przypadły wówczas sto siedemdziesiąt cztery zgony. W Raciborzu i okolicach śmiertelność sięgała trzydziestu procent ludności”– Zalega wyrzuca z siebie liczby.

„Za tyfusem przyszła czerwonka wywołana żywieniem się różnymi gatunkami traw, ci zatem, którzy nie umarli z głodu, ginęli wskutek tych chorób”– komentował jeden z obserwujących tę katastrofę lekarzy, niejaki doktor Heller. Z jakichś powodów przemilczając, że jedno mogło się wiązać z drugim – świadomość zdrowotna na wsiach wówczas po prostu nie istniała, tak że zjadano również tych, którzy zmarli z powodu chorób.

Rząd pruski zdaje si nigdy już nie dopuścił do podobnej katastrofy, ale w zaborze rosyjskim, a jeszcze bardziej w austriackim, powtarzały się one cyklicznie, choć może krótsze, bardziej lokalne i w nieco mniejszej skali. Miał rację Radek Rak, pisząc w swojej świetnej Baśni o wężowym sercu, że uczuciem niemal zakodowanym w chłopskich genach zawsze był strach.

„Każdego roku chłop musiał się liczy ze śmiercią głodową”– zgadza się z nim Kamil Janicki. To właśnie strach najlepiej tłumaczy desperację towarzyszy podróży Dygasińskiego. W momencie gdy wybuchła gorączka brazylijska, nad polską wsią przetaczał się bowiem nowy kryzys. I nie chodziło wyłącznie o to, że drugi rok z rzędu zgniły na polach ziemniaki.

Ten kryzys by znacznie gorszy niż większość dotychczasowych, bo nie wiązał się z kaprysami natury: powodziami, chorobami czy nieurodzajem. Związany z nimi rodzaj strachu chłopi dobrze znali i nauczyli się z nim żyć , a przynajmniej jak najrzadziej umierać. Ten przerażał w zupełnie nowy sposób, bo nikt nie by go wstanie zrozumieć.

Ani oni, ani nikt inny nie miał wówczas pojęcia, że może istnieć coś takiego jak kryzys urodzaju, a już zupełnie – kryzys globalny. Nigdy wcześniej ekonomia nie miała bowiem globalnego zasięgu. Porządek świata znany ludziom co najmniej od czasów wczesnego antyku kończył się w tym właśnie momencie. Zaczynała się era globalizacji. Rodziła się współczesność.


Tekst jest fragmentem książki Za chlebem. Polscy chłopi w poszukiwaniu ziemi obiecanej i powstał we współpracy z Wydawnictwem Wielka Litera.

Comments are closed.