Piotr Pranke, Dzieje wikingów

Dzieje wikingów |Recenzja

Piotr Pranke, Dzieje wikingów

Adiunkt Wydziału Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, dr Piotr Pranke, postanowił zaprezentować szerszej publiczności książkę p.t. Dzieje Wikingów. Jest to temat dość obszerny i wciąż się zmieniający, bowiem do dnia dzisiejszego badacze stawiają coraz to nowsze teorie dotyczące pochodzenia tychże ludzi Północy, odnajdywane są coraz nowsze artefakty w różnych zakątkach świata. Tak ich dzieje, jak i religia oraz zwyczaje są tematem niezwykle ciekawym, także przez wgląd na to, że wizytowali oni między innymi tereny nadwiślane. Książka od samego początku przykuwa uwagę.

Już we wprowadzeniu podkreślone zostaje, iż książka jest pozycją popularnonaukową, jednakże od samego początku można zauważyć, że pisze ją doktor, który, pomimo wcześniejszych zapewnień, wykorzystuje pełen aparat naukowy, dodając już od pierwszych stron przypisy. Nie jest to złe, wręcz przeciwnie; książka już na początku staje się dobrym źródłem informacji podpartym odniesieniami do innych publikacji.

O ludziach Północy (i ich wierzeniach) słów kilka

Autor wprowadza czytelnika w świat wikingów przybliżając wpierw ich sylwetki – tłumaczy pokrótce działanie społeczeństw skandynawskich we wczesnym średniowieczu. Przedstawia klasy ludzi wolnych i różnicę pomiędzy nimi a niewolnikami w sposób dość klarowny, a jednocześnie najdokładniej, jak na to pozwalają źródła. Rozdział nie jest wypchany bezsensownie nic niewnoszącymi paragrafami z wszelakich kodeksów, lecz rzeczywiście służy nakreśleniu tych realiów.

Pozostaje także przedstawiona, dość zaniedbana przez literaturę przedmiotu, rola kobiet w tychże społeczeństwach; myślę, że te kilka stron tekstu potrafi przekonać przeciętnego czytelnika do tego, że kobiety wikingów nie były zwykłymi kurami domowymi, które jedynie czekają w chacie na mężczyzn, którzy łaskawie po miesiącach powracają do domu, najechawszy dalekie ziemie i zgwałciwszy tam wszystko, co się napatoczyło (choć ten obraz już może nie być tak popularnym wyobrażeniem w głowach ludzi choć trochę zaznajomionych, którzy chociażby znają postać Sygrydy Storrådy). Podobnie jak wolni mężczyźni miały one swoje prawa, przywileje, a także obowiązki wynikające z ich stanu i specyfiki regionu. Miały także swoją rolę w sferze magicznej.

W ten sposób Piotr Pranke płynnie przeszedł do nierozerwalnie związanych z życiem społecznym wierzeń wikingów, tematu bardzo złożonego i mogącego być niezależnym tematem publikacji naukowej bądź popularnonaukowej. Skupiono się tutaj na sylwetkach najlepiej rozpoznawalnych i najważniejszych bogów: Odynie, Thorze i Lokim. Chyba jest to wystarczający wstęp do tego tematu.

O wikingach małych i (przede wszystkim) dużych

Przez tematykę religijną, omówiwszy także ważny temat srebra, Autor przeszedł do omawiania źródeł mogących przybliżyć odbiorcy historię, a także sposób postrzegania ludzi z Północy. Ten rozdział stanowi prawie połowę objętości książki i nie da się ukryć, że dla jakiejś części czytelników będzie on słodko-gorzki.

Tak jak wcześniej publikacja przybliżała funkcjonowanie społeczności wczesnośredniowiecznej Skandynawii, tak później zmierza ku, można stwierdzić po chwili zastanowienia, referowaniu wczesnej historii krajów skandynawskich i ich państwowości. Omawiana jest wieka polityka ichniejszych czasów, pojawiają się wielkie nazwiska znane chyba przez każdego, takie jak Wilhelm Zdobywca, bliski memu sercu św. Olaf czy jego przeciwnik Kanut Wielki. Oczywiście, podejmując się tematu wikingów, chcąc opisać ich dzieje, nie dało się o tym wszystkim nie napisać choćby pokrótce, ale przez dość nagły przeskok od tak przyziemnych tematów do wielkich konfliktów i tysięcy ich ofiar znów ci wikingowie stają się obcy, dalecy odbiorcy, szczególnie, że większość przedstawionych kronik jest pochodzenia obcego względem Skandynawów, w związku z czym przedstawiony tam wizerunek wikingów jest chyba oczywisty.

Bolączką tej książki i rzeczą, z powodu której dla części czytelników skończenie jej może być trudne, jest jej konstrukcja. Od trzeciego rozdziału poruszane są wszelakie wątki z całej historii epoki wikingów, od ataku na klasztor w Lindisfarne aż po bitwę pod Stamford Bridge. Problem polega na tym, iż Autor poniekąd skacze po stuleciach, często tematy porusza urywkowo w kilku miejscach, przez co skazuje tekst na powtórzenia, a przede wszystkim zdecydował się on na opisanie tytułowych dziejów wikingów w sposób niechronologiczny, wybierając formę publikacji stającą się w pewnym momencie stanem badań kolejno omawianych tekstów źródłowych.

Niemniej książka zawiera wiele ciekawych informacji i prezentuje najważniejsze wydarzenia oraz figury epoki wikingów; Piotr Pranke konkludując na temat wielu z wymienionych postaci postanowił napisać o nich jako o bardzo ciekawych, co według mnie jest zbędne, bowiem dowiódł tego bardzo dobrze wcześniej o nich pisząc.

O kronikach i sagach

Dzieła kronikarskie w tekście, uporządkowane geograficznie, a następnie chronologicznie, opisano dobrze, przybliżając wpierw sylwetki ich autorów, później pokrótce zarysowując ich treść, a następnie skupiając się na wątkach interesujących Autora. Wśród mnogości źródeł łacińskich można wyciągnąć mnóstwo wszelakich informacji. Plusem jest przedstawienie fragmentów tych tekstów, które pozwalają na wtopienie się w te realia, chłonąc styl wypowiedzi. Niestety, praktyka ta trochę zaczyna kuleć przy omawianiu dzieł arabskich, kiedy to Autor nader często postanawia streścić fragment przed jego zaimplementowaniem na stronicach, co już zaczyna psuć pierwsze wrażenie zetknięcia się z historyczną lekturą.

Na teksty nordyckie i runy poświęcono bardzo mało miejsca, nie szafując już cytatami tak, jak to czyniono przy źródłach łacińskich. Niemniej nakreślono tam tematykę dzieł oraz podano niektóre z ciekawszych wątków oraz proweniencji, w związku z czym, jeżeli ktoś przeczytał to z zaciekawieniem należnym temu tematowi, na pewno z chęcią sięgnie po inne publikacje poświęcone literaturze staronordyckiej bądź po same teksty źródłowe.

Z powodu takiego układu opisywanych tekstów znów czytelnik jest daleko od tytułowych wikingów. To wszystko: skaldowie, runy, sagi, Edda i cała reszta są omówione bardzo pokrótce, przez co w czasie lektury trudno jest się wczuć w świat skandynawskich wojowników.

O epoce barbarzyńców z Północy

Szata wizualna książki jest dopracowana; jej styl począwszy od okładki, a skończywszy na detalach znajdujących się na każdej stronicy odpowiada mi i wpasowuje się w stylistykę, która od zawsze kojarzy mi się z wikingami. Dzieje wikingów są bogato ilustrowane przedstawieniami znanymi, a i takimi, które mogą wydać się obce nawet ludziom zaznajomionym z tematem. Mnogość kolorowych ilustracji jednak nie zrekompensuje braku map, które każdy lubi, szczególnie, jeśli mogą zobrazować zjawiska opisane w (niejednej w tym przypadku) ścianie tekstu. Autor ograniczył się do przygotowania jednej mapy, na samym początku swoich rozważań.

Piętą achillesową owej publikacji jest na pewno jej redakcja – w tekście można znaleźć niezliczoną ilość błędów, począwszy od braku jakiejś litery czy znaku interpunkcyjnego, aż po całkowite zniekształcenie słów skutkujące absolutnym zatarciem sensu wielu zdań (w jednym miejscu nawet dwa przypisy postanowiły uciec z indeksu górnego). Dałoby się wybaczyć parę chochlików drukarskich, ale tutaj jest ich tak dużo i są tak różnego rodzaju, że utrudniają one lekturę.

Pomimo potknięć (za które Autora winić nie należy) książka jawi się jako publikacja autorstwa autorytetu w dziedzinie, będąca źródłem wielu informacji, być może mogąca być punktem wyjścia do zapoznania się z niezwykle ciekawym tematem, jakim jawi się epoka wikingów, ich kultura i mitologia. Ja jednakże po lekturze mogę stwierdzić, iż spodziewałem się czegoś innego; zabrakło mi w tej książce wikingów – rabujących, walczących i docierających na krańce świata (wielka szkoda, że nie wspomniano w tekście chociażby o normandzkich władcach Sycylii czy dotarciu przez wikingów do Winlandii). Tak jak napisałem wcześniej – w książce mamy do czynienia z dziejami wielkiej polityki, gdzie zwykły wiking jest jednym z tysięcy.


Wydawnictwo SBM
Ocena: 4/6
Szymon Cwen


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa SBM. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.