W cieniu wielkiej historii często rodzą się opowieści, których nikt nie zapisuje w podręcznikach. Gdy w Monachium ukazywał się pierwszy nakład książki Adolfa Hitlera, w niewielkiej osadzie w Kotlinie Szczercowskiej przyszedł na świat chłopiec z rodziny potomków braci czeskich. Polska wieś międzywojenna oznaczała dla takich miejsc codzienność zbudowaną z piachu, pracy i niedostatku. Właśnie tam zaczyna się historia Zenona Niewieczerzała.
Obraz międzywojennej prowincji rzadko przypomina sielankę z pocztówek. W wielu regionach II Rzeczypospolitej życie wiejskie pozostawało walką o elementarne przetrwanie: skromne gospodarstwa, piaszczyste gleby, brak dostępu do edukacji i sezonowa emigracja zarobkowa.
Tak wyglądała codzienność Kotliny Szczercowskiej – obszaru, który w badaniach społecznych okresu międzywojennego opisywano jako jeden z najuboższych regionów centralnej Polski. Właśnie w tym krajobrazie dorastał Zenon Niewieczerzał. I właśnie o tym m.in. napisała Marta Tomczok w swojej książce Blizny.
18 lipca 1925 roku
W czasie gdy z monachijskiego wydawnictwa Franz Eher Nachfolger Verlag wyjeżdżał w świat pierwszy nakład Mein Kampf Adolfa Hitlera, w położonym dziewięćset kilometrów na wschód Folwarku rodził się Zenon Niewieczerzał.
Tekst jest fragmentem książki Blizny, która czeka na Ciebie tutaj:
Przy zamieszkanym przez prawie siedem set tysięcy ludzi mieście Bawarii, oświetlanym żarówkami Siemensa, Folwark wydawał się wsią zbyt małą, by ktokolwiek o niej słyszał, i zbyt pospolicie nazwaną, by ktokolwiek chciał do niej przyjeżdżać.
Podobnie jak cała Kotlina Szczercowska Folwark tonął w mrokach borów sosnowych, trafiali tam więc jedynie ci, którzy mu sieli się ukrywać, banici, wygnańcy, zbiegowie, ludzie za cenę spokoju gotowi zaakceptować to, że wieś stoi na piachach i oprócz gęstego poszycia nie daje nic pewnego.
Osady braci czeskich i powolna zmiana krajobrazu
W XIX wieku do Folwarku przybyli bracia czescy. Religijni emigranci, którzy osiedlili się dwa wieki wcześniej na południu Polski, teraz chętniej wypuszczali się na północ, w kierunku Łodzi, zachęceni rozrastającym się przemysłem włókienniczym i polami lnu, tworzącymi lokalny krajobraz. Wsie, które zastawali po drodze, zostawiali murowane.
Osady, jak Faustynów, wykrajali z zakupionej ziemi, wymyślając dla nich nazwy, przeznaczenie i przyszłość. W Kucowie wznieśli zbór i szkołę, w Folwarku postawili kilka domów, założyli sady i dostosowali rolnictwo do skromnych możliwości piaszczystej gleby. Hodowali, co się dało, ziemniaki, żyto, len, a także kwiaty i drzewa owocowe. Krajobraz Kotliny Szczercowskiej zmieniał się pod ich wpływem powoli, ale trwale.
Dzieciństwo w cieniu biedy i torfowych bagien
W dniu narodzin Zenona Folwark był na mapie jednym z tysięcy niewidocznych punkcików, których nie roziskrzała żadna żarówka Siemensa. W swojej zwyczajności i małości, otoczony miękką, rozległą torfową łąką, Folwark tworzył najbezpieczniejsze miejsce na ziemi, do którego nie docierał nikt poza samymi mieszkańcami i bocianami z Afryki, przylatującymi tu wiosną. Dlatego Zenon przez pierwsze lata życia zaznał w nim jedynie spokoju, zwłaszcza że był pierwszym, długo wyczekiwanym dzieckiem Amalii i Adolfa, potomków osadników, którzy przywieźli ze sobą głęboką pokorę wobec ziemi i Boga.
Ponieważ Folwark leżał na piachach i większość gruntów nie nadawała się do upraw rolnych, dzieci ze wsi biegały do szkoły boso – z biedy i dla ciepła, jakie ich stopom dawał tamtejszy grunt. Jesienią i zimą chodziły w trepach, czasem w cieplejszych butach. A czasem, jak zawiało śniegiem z lasu, zostawały w domach, by grzać się przy nędznych piecach, w których spalano torf.
Autorzy pracy Dziecko wsi polskiej, Maria Librachowa i Stanisław Studencki, nazywali Kotlinę Szczercowską „wyspą ciemności” i uznali los tamtejszych dzieci za wyjątkowo nędzny: „w okolicy bagnistej, pełnej torfowisk, zamieszkałej przez ludność stale głodującą, która wychodzi na sezonowe zarobki do Prus”, mieszkańcy zostawiali dzieci „na opiece starych, niedołężnych babek, szerzy się jaglica i skrofuły”. Nie miały ani butów, ani książek, ani kredek. Wiele z nich nie docierało nigdy do szkoły.
Obowiązkowa edukacja trwała zaledwie cztery lata, trzeba było się więc nauczyć czytać i pisać na tyle spraw nie, żeby w dokumentach nie stawiać krzyżyków, jakimi podpisywali się urodzeni w 1900 roku rodzice Zenona. Kwaśne i piaszczyste ziemie nie tworzyły tu dobrych warunków dla rolnictwa, były jednak głównym źródłem utrzymania mieszkańców, z których większość nie chodziła do szkoły, nie pobierała żadnych nauk i nie posiadała choćby jednej książki.
Od książek ważniejsze było pole, a od pola las, w którym można się było ukryć przed zmartwieniami. Na wyciągnięcie ręki mieli liczne i gęste krzaki słodkich jagód. Las stanowił naturalną barierę, a wymęczeni uprawą piachów mieszkańcy Folwarku potrzebowali go bardziej niż inni. Potrzebowali go zwłaszcza wtedy, gdy największa w Europie elektrownia węgla brunatnego wraz z pracującą dla niej kopalnią zabrały im tysiące drzew i zaczęły w miejscach takich jak Folwark wkopywać swoje fundamenty.
Łąki i pola Niewieczerzałów znajdowały się w kilku punktach wsi, więc jeśli chciało się zjeździć je w jednym dniu, trzeba było zaprzęgać konia i toczyć się żelaznym wozem po wyboistych drogach. Niczego bardziej Zenon nie lubił, niż telepać się z ojcem starym wozem należą cym do dziadków i chodzić w pole.
W 1928 roku urodził się jego brat Eugeniusz, więc czas z najstarszym synem spędzał najczęściej Adolf, siadając z nim wśród łanów zbóż i opowiadając bajki. Kiedy dwa lata później urodziła się Grażena (wołano na nią z czeska, przeciągając krótkie „y” w „e”, tak żeby dłużej się niosło na podwórzu), ojciec zaniemógł. Zenon coraz częściej widywał płaczącą matkę, a także obcego, ubranego na czarno mężczyznę, przesiadującego przy łóżku chorego.
Śmierć ojca i pierwsze doświadczenie straty
Był to kantor ze zboru w Kucowie, do którego należeli Niewieczerza łowie, dla Zenona przerażająca postać, zwiastująca coś złowrogiego. Jednak to nie kantor, lecz gruźlica zabrała Adolfa Niewieczerzała nocą 9 maja 1932 roku.
Amalia zbudziła dzieci i kazała im się ubrać, a następnie ułożyła ciało zmarłego na środku izby i przykryła prześcieradłem, by wśród zawodzenia i modlitw, prowadzonych w języku czeskim, czekało na pogrzeb. Zenon miał siedem lat. Przez długi czas nie mógł jeść ani spać, a cmentarz, na którym ponownie pojawił się czarny kantor, już jako mistrz ceremonii, długo kojarzył mu się z piaszczystą dziurą i straszliwymi ludźmi.
Szkoła, wiara i dzienniki Komenskiego
We wrześniu, jak inne dzieci z Folwarku, zaczął chodzić do szkoły i szkółki niedzielnej przy kościele, gdzie uczył się liter, cyfr i podstaw religii. Nauka w szkołach braci czeskich była czymś równie ważnym, co wiara, a może nawet ważniejszym, ponieważ miała sprawić, że dzieci, zamiast bezmyślnie biegać po polach, zaczną same brać udział w intelektualnym fermencie, będą z uwagą słuchać fragmentów pism Jana Ámosa Komenskiego i stosować się do jego zaleceń, nieznanych wcześniej społecznościom katolickim zamieszkującym podbełchatowskie ziemie.
Można sobie wyobrazić, jak kantor z Kucowa zapisywał na tablicy te zalecenia i jak powtarzał je z dziećmi, za każdym razem zwracając uwagę na to, że chowanie głowy w piasek może być nawet lepsze niż trzymanie jej wysoko i pogardzanie innymi.
Zenon zaczął więcej jeść. Polubił też pióro, atrament i zeszyty, na które matki nie było stać, a z czasem zaczął je także skwapliwie zbierać i przechowywać, próbując zapisywać myśli, których zawsze nosił wiele w głowie. Starał się pisać oszczędnie na wszystkim, co miał. Gdy usłyszał z ust kantora, że dzienniki zalecał prowadzić chłopcom także Komenský, przyrzekł sobie kupić kiedyś tyle zeszytów, by móc w przyszłości je zapełniać swoi mi przeżyciami.
Na jedynym zachowanym zdjęciu Adolfa Niewieczerzała, zrobionym w 1918 roku, widać dwu młodych legionistów stojących na baczność. Niższy to Adolf, wyższy – jego przyjaciel. Nie wiadomo, kto i kiedy wykonał zdjęcie.
Czy zdarzyło się to wtedy, gdy chłopcy skądś wracali, czy raczej – gdy byli w drodze do domu, szczególnie że w swoich późnych zapiskach Zenon twierdził, jakoby oj ciec walczył jeszcze w wojnie polsko -bolszewickiej i bił się o Warszawę? Jak Adolf w ogóle znalazł się w Legionach? Czy sam z siebie dołączył do „armii obdartusów” i po szedł za hasłem: „Weźwa kosy, rzućwa radło, trza wojować, kiej tak popadło”, czy raczej do wojny go zmuszono? Bohaterstwo drogo kosztowało ojca Zenona.
Zostawiło mu w płucach kilka nieugaszonych ognisk gruźlicy i wieczny strach o rodzinę, przejawiający się w mobilizowaniu najstarszego syna do sumiennej nauki w szkole. Jeśli kogoś Adolf mógł przypominać w tym niechłopskim, poważnym stroju, to podporucznika Paprosińskiego z powieści Stanisława Rembeka W polu, urodzonego blisko Folwarku chłopaka po trzech klasach szkoły powszechnej, walczącego w wojnie polsko -bolszewickiej. Wojna nauczyła go, że aby przeżyć, trzeba porzucić protestanckie ideały. Zenon, siłą rzeczy, żył, myśląc o wszystkim i wszystko pamiętając. Nie nadawał się na bohatera.
To, co spadło w kolejnych latach na Amalię, spadło też na Zenona. Do majątku przychodził „pan”, jak go nazywał w myślach Zenon, drogo opłacany przez matkę, i zajmował się dziesięciohektarowym gospodarstwem.
Czasem opowiedział coś dzieciom, choć nie tak ciepłym głosem jak Adolf. Zenon musiał wreszcie przywyknąć do braku ojca, więc kiedy w 1938 roku zaczęto wznosić w Kucowie dom parafialny obok postawionego w 1895 roku zboru, wraz z innymi zgłosił się do pracy i układał cegły, starając się wzorowo wypełniać obowiązki, które brali na siebie starsi od niego.
Dzieciństwo przerwane chorobą matki
Choroba matki zaskoczyła go w Zielone Świątki 1936 roku, kiedy myślał, że przez kilka dni będzie miał wolne. Amalia przestała wstawać z łóż ka i gotować. W 2010 roku na przypadkowych kartkach Zenon próbował zwięźle przedstawić, jak się wtedy czuł, szukając odpowiednich analogii: „Pan Bóg jakoś w tej całej biedzie dał mi rozum, że zrozumiałem, co się dzieje w naszym domu, jakbym miał dwadzieścia lat, a miałem dopiero dziesięć”.
Nikt nie pomagał już w gospodarstwie, w którym z umierającą matką została trójka dzieci. Najpewniej przerażony Zenon pobiegł do dziadka, jedyne go krewnego z rodziny, mieszkającego w sąsiedniej wsi, i poprosił o pomoc. Amalię pochowano na piaszczystym cmentarzu w Kucowie, cztery kilometry od domu, obok Adolfa. Poza Zenonem dzieci nie rozumiały tragedii, która nieodwracalnie zmieniła ich życie.
Tekst jest fragmentem książki Blizny. Krajobrazy po przemyśle Marty Tomczok i powstał we współpracy z Wydawnictwem Czarne. Opracowanie, wstęp i śródtytuły: Agnieszka Cybulska.
Fot. poglądowa, Zielonka Pasłęcka przed II wojną światową. Zdjęcie z około roku 1930
