Polski „Tygrys” kontra Wunderwaffe

Aktywny udział Polaków we francuskim ruchu oporu szybko został dostrzeżony przez dowództwo SOE. Już w grudniu 1940 roku w jego strukturach powstała sekcja EU/P z pułkownikiem Rolandem Hazellem na czele. Sekcja ściśle współpracująca z władzami polskimi w Londynie wspierała działalność konspiracyjną Polonii w północnej Francji, między innymi takich organizacji jak POWN. 23 grudnia 1942 roku w Ministerstwie Obrony Narodowej zorganizowano, z myślą o operacjach wywiadowczo-dywersyjnych na kontynencie, Wydział Spraw Specjalnych (WSS). Jego szefem został major Tadeusz Szumowski. Kiedy w planach strategicznych aliantów coraz większą rolę zaczęło odgrywać terytorium Francji, pułkownik Hazell przedstawił w WSS projekt operacji pod kryptonimem „Plan Bardsea”. Przewidywał on przeprowadzenie działań dywersyjnych na obszarze Lille – Douai – Valenciennes, a dokonywać je mieli odpowiednio przeszkoleni spadochroniarze wraz z konspiratorami z POWN. Taka była geneza polskiego oddziału specjalnego, którego dla dezinformacji nazwano w lipcu 1943 roku (szkolenie trwało już od lutego tego roku) 1. samodzielną kompanią grenadierów (1. SKG). W SKG stosowano zaciąg ochotniczy, a „grenadierami” mogli zostać ochotnicy, którym udało się przejść bardzo ciężkie testy psycho-fizyczne. Komandosami-grenadierami zostawali między innymi żołnierze mający za sobą służbę w Legii Cudzoziemskiej, brygadach międzynarodowych z Hiszpanii (Dąbrowszczacy), a także zbiegowie i jeńcy z Wehrmachtu. Dowództwo nad tymi „niespokojnymi duchami” objął major Edmund Galinat, a następnie (grudzień 1943) major Stefan Szymanowski.

Kolejna wersja „Planu Bardsea”, opracowana na początku 1944 roku, zakładała zrzucenie w rejonie Douai – Valenciennes 15 „piątek” spadochronowych, w tym jednej brytyjskiej i dwóch amerykańskich, złożonych z „grenadierów” polskiego pochodzenia. W ustalonych miejscach miały do nich dołączyć dwudziestoosobowe grupy bojowe wyselekcjonowane z POWN, którym nadano kryptonim „Monika W”. Po zniszczeniu wybranych celów (linie kolejowe, stacje telekomunikacyjne, zapory), oddziały miały przejść do działań partyzanckich, koordynowanych przez zrzucone w tym czasie grupy dowodzenia.

Plan Bardsea” zrealizowano jedynie częściowo (zarzucono go w sierpniu 1944 z powodu postępów wojsk sprzymierzonych we Francji). Jedną z „piątek”, którą wysłano na akcję była piątka kapitana Ważnego. Razem z „Tygrysem” zostali zrzuceni na spadochronach czterej komandosi-radiotelegrafiści z 1. samodzielnej kompanii grenadierów, sierżanci: Zygmunt Nowak „Selim”, Stefan Lewandowski „Alamant”, Leon Zapała „Owidiusz” i Edward Bomba „Torreador”. Stali się oni „głosem” siatki wywiadowczej „Moniki W” wydzielonej na tym terenie z polskiej Grupy Północ (batalion Lille) majora Macieja Grabowskiego „Eugene”, a „Centrala” zaczęła otrzymywać namiary na śmiertelnie groźne dla brytyjskich miast wyrzutnie V-1. Ich wyszukiwanie ułatwiał fakt, że jeden z żołnierzy POWN, Władysław Bobrowski „Waldemar”, wcielił się w oficera Wehrmachtu i w niemieckim mundurze udawało mu się docierać do ściśle strzeżonych obiektów. A pomysłowość Niemców w lokalizacji wyrzutni V-1 była nieograniczona; mieściły się one w najbardziej nieoczekiwanych miejscach – w stodołach, halach fabrycznych, szopach, a nawet w kościołach. Jednak od wiosny 1944 roku ta mistyfikacja przestała być skuteczna. Tylko do końca czerwca bombowce alianckie zrzuciły na ujawnione stanowiska rakiet V ponad szesnaście tysięcy ton bomb! Kolejne tygodnie zwiększyły tę liczbę do czterdziestu pięciu tysięcy ton. W „Centrali” obliczono potem, że podczas jedenastu tygodni kapitan „Ważny” przekazał sto kilkadziesiąt meldunków radiowych, z których sześćdziesiąt dwa określały dokładne położenie stu siedemdziesięciu trzech wyrzutni bomb latających, z których sto dwadzieścia zostało zbombardowanych; dziesięć informowało o składzie rakiet, siedemnaście o transportach pocisków, piętnaście podawało wyniki i ocenę bombardowań alianckich, a dwa zawierały dane o miejscach zakwaterowania obsługi wyrzutni.

Niemcy, po nagłych i precyzyjnych nalotach na zamaskowane wyrzutnie, zorientowali się, że mimo zlikwidowania brytyjsko-francuskich grup wywiadowczych mają przed sobą kolejnego groźnego przeciwnika. Zmobilizowali najlepszych swoich specjalistów kontrwywiadu. Ponad czterdzieści wozów radiogoniometrycznych z Funkabwehrabteilung w Amiens natychmiast wyłapywało każdy sygnał w eterze. „Tygrys” był spalony w wielu miejscowościach. Rowerem przenosił się z miejsca na miejsce. Na przykład w lipcu musiał zupełnie zniknąć z sektorów Point de la Dreule, d’Auby i Leforest… Co gorsza, zaczął też tracić ludzi: w sierpniu pozostał mu do dyspozycji już tylko jeden radiotelegrafista – sierżant „Alamant”. Kapitan Ważny ze względu na czas i bezpieczeństwo swych nielicznych już podwładnych wziął na siebie cały ciężar pracy szyfrowej i osobiście sporządzał meldunki, które przekazywał do nadania „Alamantowi”. Mimo zaciskania się niemieckiej obławy, Londyn wciąż otrzymywał namiary na kolejne stanowiska V-1.

W dniu 19 sierpnia 1944 roku „Tygrys” zajechał na swym rowerze przed dom przy rue Pecquencourt 12 w miejscowości Montiquy-en-Ostrevent niedaleko Douai. W jednym z mieszkań, należącym do Stanisława Łukowiaka kapitan miał spotkać się z łącznikiem francuskiego ruchu oporu, również Polakiem, Michałem Golonem „Michelem”. Ważny był zmęczony. Ostatnią noc spędził nad rozszyfrowaniem otrzymanych rozkazów. Potem na mapie zaznaczył położenie kilkunastu zamaskowanych wyrzutni, o których zameldował mu „Waldemar”. Sporządzone depesze przekazał łączniczce Czajkowskiej, by zawiozła je „Alamentowi”.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*