Poradnik XV wiecznego studenta

Studentem być…- czyli kilka słów o codzienności

Panorama Krakowa według Kroniki świata Hartmana Schedla, wydanej w Norymberdze w 1493 roku
Panorama Krakowa według Kroniki świata Hartmana Schedla, wydanej w Norymberdze w 1493 roku

Zajmiemy się tutaj kilkoma faktami z życia żaka w XV w. Językiem wykładowym dawniej była łacina. Każdy, kto chciał cokolwiek zrozumieć z zajęć musiał biegle się nią posługiwać. Nasuwa się tu pytanie – co w przypadku gdy jesteśmy polskim studentem za granicą? Jak sobie poradzić? Nic prostszego niż znaleźć rodaków. Żacy na każdym uniwersytecie tworzyli korporacje. Zrzeszali się w grupy wspólnoty językowej. Wśród takowych prym wiodły głównie: Francuzi, Włosi i Niemcy. Dzięki takim zgrupowaniom działalność w sprawach poboru rozmaitych opłat, regulacji zajęć czy dopuszczania do pewnych praw była ciągle kontrolowana. Oprócz powyższych korzyści nawiązywano także nowe znajomości.

Wiemy już gdzie i co chcemy studiować. Należymy do wspólnoty studenckiej. Teraz warto zastanowić się gdzie warto zamieszkać. W akademiku? Na stancji? U kolegi? A może u cioci? Mianowicie studenci z obcych krajów i nie tylko (jeżeli nie mieli rodziny) mieszkali wyłącznie na stancjach. Dopiero w XIII wieku pomyślano o budowie pierwszych kolegiów. Zaskakującą rzeczą jest fakt, że we wczesnym średniowieczu uniwersytety nie posiadały na własność żadnych budynków. Studenci zbierali się w wynajętych izbach mieszczańskich. Z resztą tłumów na uniwersytetach nie było. Na rycinach pochodzących z tamtego okresu widzimy zazwyczaj kilku siedzących na podłodze słuchaczy. Mówimy tu o pięciu bądź siedmiu osobach. Jednakże drodzy studenci nie martwcie się! Wraz z końcem średniowiecza (XV w.) uniwersytety z domów przeniosły się do lokali wynajmowanych przez kościół bądź miasto.

Sami o sobie

W tym podtemacie pragnę zwrócić uwagę na relacje między studentami. Co sądzili o obcokrajowcach czy o innych żakach idealnie obrazuje wiersz włoskich uczniów brzmiący następująco: „Ci z Wenecji to wielmożne, znad Padu wielcy doktorzy, Ci z Wicenzy jedzą koty, Ci z Werony sami idioci”. Wśród braci studenckiej chodziły także wieści i przekonania, że Anglicy są pijakami i posiadają ogony, Niemcy zaś są wściekli i podczas uczt opowiadają sprośności. Normanie próżni, Burgundowie głupi i zdziczali, Flamandowie powierzchowni i „jak masło miękcy” i tak dalej… O czym to świadczy? Tak z pewnością o złośliwości a niekiedy o bujnej wyobraźni studentów. Oprócz tego o wielkim zróżnicowaniu etnicznym. W Krakowie 40% studentów było zza granic Polski. Na uczelniach chociażby włoskich czy francuskich niemalże 2 razy więcej żaków pochodziło z innych krajów. Miejscowi stanowili ok. 30% wszystkich pobierających nauki.

Wspominaliśmy wyżej, że studenci łączyli się w grupy. Każde takie zrzeszenie posiadało swego zwierzchnika, kapelana, co więcej nawet medyka i notariusza. Mieli także własne pieniądze zgromadzone na zapomogi biedniejszym lub (co było dość często) na pokrywanie szkód wyrządzonych podczas bijatyk i awantur w karczmach. By uświadomić czytelnikom rozmach tych walk toczonych między studentami przytoczę słowa jednego ze świadków takiego zdarzenia, które doszło między żakami francuskimi, normandzkimi i pikardzkimi. Potyczka była na tyle brutalna, że „unikaliby jej nawet uzbrojeni po zęby rycerze”

kument z wpisem Mikołaja Kopernika na Uniwersytet Jagielloński z księgi immatrykulacyjnej z 1491 roku, oryginał Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, faksymile ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu
kument z wpisem Mikołaja Kopernika na Uniwersytet Jagielloński z księgi immatrykulacyjnej z 1491 roku, oryginał Archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego, faksymile ze zbiorów Muzeum Okręgowego w Toruniu

Konflikty nie wybuchały tylko między studentami z obcych krajów, ale także z tymi pochodzącymi z innego regionu Polski. Dobrym tego przykładem były drwiny Krakowian z uczniów z Mazowsza. Przezywano ich „mazurskimi świniami”. To nie koniec. Zadawano im również pytania typu: „Czy to Judasz czy inny z apostołów był posłany do nawracania Mazurów?” Popularne było też stwierdzenie, że Mazowszanie znają tylko kilka dźwięków: „stęk, pęk, mięk, pok, tutka, sieno, topka”. Ataki tego pokroju nie były skierowane wyłącznie na ten region Polski. Mogły dotyczyć jak widać każdego mieszkańca zza granicy Krakowa.

Kończąc temat dotyczący sporów, odbywały się one na jeszcze jednej płaszczyźnie – majątkowej i społecznej. Teoretycznie wszyscy studenci byli sobie równi. Hierarchia narzucała jedynie kolejność starszeństwa, czyli prosto mówiąc kto pierwszy został wpisany do księgi. Praktycznie było zupełnie inaczej. Bogatsi żacy wyśmiewali biedniejszych, biedniejsi drwili z „paniczków” ci zaś z chłopów na dokładkę szlachcice z mieszczan. Takim to sposobem koło ciągłych wyzwisk i obraz się zataczało. Wprawdzie największy odsetek krakowskich studentów stanowili mieszczanie (60%), kolejni byli synowie szlacheccy (30%), a najmniej liczna grupę stanowili chłopi (10%). Inaczej sprawa przedstawiała się odnośnie ukończenia studiów. Zdecydowaną większością (aż 80%) byli mieszczanie.

2 komentarze

  1. Genialny :). Jak czytam mam wrażenie, że wybieram się faktycznie na studia 😀

  2. Nigdy nie pomyślałbym jak bardzo skomplikowane było wtedy życie ucznia

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*