Poradnik XV wiecznego studenta

Czas na otrzęsiny!

Kto z czytelników nie pamięta swoich otrzęsin (niekoniecznie studenckich)? Nikt nie robił wtedy rzeczy, na które zapewne miał ochotę. Przejdźmy do tych z XV w. To właśnie podczas ich trwania uwidaczniały się spory na tle różnicy wieku. Zanim jednak dokładnie powiem jak one się odbywały chcę wspomnieć, że studentem mógł zostać każdy. Niekiedy były to osoby dorosłe mające za sobą szkołę katedralną czy naukę prywatną. Uniwersytety przyjmowały także nastoletnich chłopców, wprawiających się dopiero w sztukę pisania i czytania.

Mając podać definicję tamtejszych otrzęsin brzmiałaby ona następująco: obrzęd bądź uroczystość mająca na główny cel ośmieszyć i poniżyć młodszych studentów. Dziś otrzęsiny mają formę głównie zabawy oraz zawstydzenia czy ośmieszenia ale w granicach rozsądku. Dawniej tak nie było. O pomysłowości „otrząsających” wobec „otrząsanych” można by było napisać książkę. Kłucie, polewanie zimną wodą, przyczepianie oślich uszu, obrzucanie wyzwiskami, bicie rózgami i malowanie farbą to tylko niektóre przykłady znęcania się starszych żaków. Co gorsze nowicjusz po najedzeniu się sporej porcji wstydu musiał ufundować obficie zastawiony stół swoim oprawcom.

Paluszek i główka, studencka wymówka…

Każdy z czytelników zapewne doświadczył sytuacji w, której musiał wymigiwać się i wymyślać wytłumaczenia w szkole za nieodrobioną pracę. Nie miałem czasu, zapomniałem, zgubiłem, uczyłem się… i tysiące innych. Średniowieczni studenci nie mieli zbytniego problemu w tej kwestii. Posiadali bowiem uniwersalną, pasująca na wszystkie takie „okazje” wymówkę – diabeł. To jego działaniem student tłumaczył zaspanie na zajęcia, niemożność przygotowania się do egzaminu, niechodzenie do kościoła, „odwiedzanie” domów publicznych, nieuregulowanie rachunku czy niesłuchanie profesora.

Konflikty, zabawy, domy publiczne i … nauka.

Mimo, że cały czas w artykule mówię o zabawach i burdach jakie urządzali żacy a w bardzo niewielkim stopniu o nauce, która na uniwersytetach stanowić miała priorytet przyjrzymy się teraz właśnie niej. Dawniej zajęcia niekiedy odbywały się wyłącznie przez 3 dni w tygodniu. Było to spowodowane licznymi świętami kościelnymi. Niekiedy (w tygodniach wolnych od świąt) zajęcia zaczynały się o 6.00 rano. Między nimi odbywały się kilkugodzinne przerwy i potem znów lekcje trwały aż do godziny 21.00. Wykłady były zazwyczaj trzygodzinne. Dopiero w XV w. skrócono je do dwóch godzin. Podczas ich trwania żacy jeżeli chcieli mogli notować. Była to niestety dość trudna czynność z uwagi na to, że nie każdy posiadał umiejętność szybkiego pisania i dysponował odpowiednimi przyborami. Zamiast drogich narzędzi często kupowano tańsze, drewniane tabliczki pokryte woskiem. Sale mocno różniły się od tych dzisiejszych. Studenci siedzieli na podłodze wyścielonej słomą. Dopiero z czasem pojawiły się ławki. Często zdarzało się, że aby z nich skorzystać potrzeba wnosić dodatkową opłatę.

Podstawą nauki była książka i pismo. Za pomocą tekstu były omawiane zagadnienia. Kluczem porozumienia i rozmowy na zadany temat był wykład. Oprócz nich co jakiś czas profesor organizował repetycje, czyli powtórzenia. Studenci czynnie brali w nich udział poprzez komentowanie. Organizowano także dysputy na dany temat. Żak musiał popisać się swoja wiedzą. Co więcej argumentując każde swoje stwierdzenie. Od czasu do czasu odbywały się także kwodlibety czyli dysputy nadzwyczajne. Czym różniło się od zwykłej dysputy? Tym, że profesor podsumowywał wypowiedź studenta. Niekiedy temat tych rozmów wymyślany był z marszu. Studenci niejednokrotnie dla żartu lub by sprawdzić wykładowcę zadawali pytania typu: Czy głupcy są głupsi podczas pełni czy nowiu? Czy łysieje się od czubka głowy czy od tyłu?

Co dalej po studiach?

To (bardzo aktualne dziś) pytanie odwiecznie dręczyło brać studencką. Możliwości było wiele. Absolwent w zależności od wyników, inteligencji własnej i kierunku studiów, mógł zostać urzędnikiem w administracji kościelnej bądź państwowej, biskupem, proboszczem, notariuszem, lekarzem itd. Należy pamiętać jednak o tym, że niewielki odsetek studentów ukończył studia. W Krakowie było to ok. 20% wszystkich studiujących. Gorzej działo się na uniwersytetach niemieckich gdzie naukę kończyło wyłącznie 10%. Dlaczego tak było? Powodów było wiele. Niektórzy jeszcze przed egzaminami robili karierę. Wystarczył im bowiem sam kurs uniwersytecki. Inni nie mieli cierpliwości, a jeszcze inni pieniędzy by opłacić egzaminy końcowe. Jednak mam dobrą wiadomość dla takich żaków. Na pocieszenie dodam, że największy polski historyk Jan Długosz także nie skończył studiów.

Podsumowanie

Przedstawiając czytelnikom ten niewielki wycinek historii mam nadzieję, że udało mi się przybliżyć choć odrobinę życie XV w. studenta. W dzisiejszych czasach udogodnień związanych z wyborem studiów czy kierunków tamten wiek wydaje nam się bardzo dużym zacofaniem. Nie zapominajmy jednak, że jest on pewnym etapem rozwoju edukacji wyższej. Nie zapominajmy, że średniowiecze (mimo uważania tego okresu za wieki ciemne) wyuczyło się wielu badaczy i znanych uczonych choćby nasz polski Mikołaj Kopernik.

Natalia Bojko

Bibliografia:

Niezbędnik Inteligenta – wydanie specjalne 4/2014 – Polityka – „Uniwersytety-700 lat sporów”

Dzieje Uniwersytetu Jagiellońskiego – Krzysztof Stopka, Andrzej Kazimierz Banach, Julian Dybiec

Historia filozofii starożytnej Grecji i Rzymu – Jan Legowicz

2 komentarze

  1. Genialny :). Jak czytam mam wrażenie, że wybieram się faktycznie na studia 😀

  2. Nigdy nie pomyślałbym jak bardzo skomplikowane było wtedy życie ucznia

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*