Cezary Namirski, Pradziejowe wieże północy: brochs i epoka żelaza w Szkocji
Chyba każdy z nas ma jakieś skojarzenia odnośnie Szkocji. Wiecie – kilt, dudy, szkocka krata, William Wallace czy Makbet. Ale są to dzieje bardziej nam współczesne. A co było wcześniej? I właśnie Cezary Namirski w swej nowej publikacji pod tytułem Pradziejowe wieże północy: brochs i epoka żelaza w Szkocji przychodzi nam z pomocą.
Sięgając po tę książkę nie miałem jakiś wygórowanych oczekiwań. Zwyczajnie nic nie wiedziałem o prehistorycznych dziejach opisywanego regionu. Choć nie dowiedziałem się zbyt wiele, co wynika z niewielkiej ilości wzmianek źródłowych, i to nie bezpośrednich, to okazało się również, że wiele tamtejszych stanowisk archeologicznych jest albo nie przebadanych, albo zostały przebadane źle – pod koniec XIX i do pierwszej połowy XX stulecia.
Tajemnicze dzieje Kaledończyków
Pierwszymi znanymi z imienia ludami na terenie Szkocji, czy jak wcześniej mawiano – Kaledonii, były plemiona celtyckie, które przyniosły ze sobą znajomość wytwarzania przedmiotów z żelaza. Jednak do czasów rzymskich jakiekolwiek wiadomości o nich zniknęły w pomroce dziejów. Zresztą i później wcale nie było lepiej.
Pierwsza konkretna wzmianka o plemionach kaledońskich pojawia się około 80 roku n.e., gdy cesarz Wespazjan podjął się podboju ziem na północ od Brytanii, wzdłuż gór Grampian. Co interesujące, Rzymianie zamieszkałych tutaj autochtonów zwali „malowanymi”, czyli „Picti”, w spolszczonej wersji Piktami. Być może jest to dowód, że mieszkańcy Kaledonii malowali lub tatuowali sobie skórę. Tacyt opisywał ówczesnych mieszkańców regionu jako ludzi długokościstych o rudych włosach.
Nieoczekiwanie Rzymianie napotkali na silny i zdecydowany opór, gdy Celtowie ze Szkocji, pod wodzą niejakiego Calgacusa, wystawili aż 30 000 wojowników. Mimo wysiłków, nie udało się im pokonać rzymskiej machiny wojennej dowodzonej przez Agrykolę. Doszło do bitwy pod Mons Graupius. Udało się im jednak zaskarbić rzymski szacunek, bowiem historyk Tacyt zanotował nawet wypowiedź szkockiego wodza dotyczącą rzymskich najeźdźców: „Tworzą dzicz, którą nazywają pokojem”.
Porażka dała tutejszym Celtom asumpt do przeprowadzenia zmian, i z atakowanych, szybko przemienili się w atakujących. Pod koniec 2. dziesięciolecia II wieku n.e. podnieśli oni bunt. Wysłany przeciwko nim Legion IX, już nigdy nie powrócił na południe Brytanii. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Niemniej dało to rzymskim władcom powód, aby zastanowić się, czy warto pakować się w walki na ziemiach, które nie mają żadnej wartości gospodarczej, tym bardziej militarnej.
Nic dziwnego, że Hadrian zdecydował się umocnić granicę z Celtami ze Szkocji, budując tak zwany Mur Hadriana. Rozciągał się on na północy dzisiejszej Anglii na długości 117 km pomiędzy rzeką Tyne a zatoką Solway Firth. Jego głównym celem było odcięcie dzikich ludów z północy Wysp Brytyjskich, aby nie najeżdżali rzymskiej części Brytanii.
Cesarz Antoninus Pius w 142 roku podjął próbę przesunięcia tej granicy „cywilizacji” bardziej na północ. Nowy pas fortyfikacji powstał na linii rzek Forth i Clyde. Na niewiele to się zdało, bowiem szybko umocnienia opuszczono, pozostając na wysokości Muru Hadriana (161 rok).
Mijały wieki, a „wieczny” Rzym zaczął chylić się ku upadkowi. W międzyczasie tutejsze plemiona wykształciły rozgałęziony system klanów, połączonych więzami krwi, które były ze sobą w stanie permanentnej wojny.
Nie zachowało się ani jedno zdanie, które zapisane byłoby w języku Piktów. Zachowały się jednak celtyckie nazwy niektórych kaledońskich miejscowości. Co więcej, nie wiadomo, jak sami siebie określali. Można powątpiewać, że opisywali się określeniem, którego używali Rzymianie. Część badaczy przypuszcza, że mogła to jednak być nazwa zbliżona do Piht lub Peht.
Rzymianie opuścili Brytanię na początku V wieku. Mogło się wydawać, że nie mając już naturalnego przeciwnika, Celtowie rozpoczną podbój południa Wysp Brytyjskich. Jednak z Irlandii przybyli kolejni najeźdźcy, Szkoci, którzy zdominowali ten region, nadając mu swe miano. Około 536 roku pojawił się tutaj również święty Kolumban, który założył pierwszy szkocki klasztor na wyspie Iona. Wkrótce z miejsca tego rozprzestrzeniło się chrześcijaństwo, nadając nowe oblicze szkockiej architektury i sztuki. Zaczynało się średniowiecze.
Brochs
Brochs, czy jak u nas się pisze – broch – są to kamienne wieże budowane na planie, najczęściej okręgu. Budowle te mają średnicę od 5 do ok. 15 metrów, i są częścią architektury powstającej na terenach Szkocji, Orkadach i Szetlandach w czasie epoki żelaza. Zbudowane są z kamienia bez użycia zaprawy. W środku muru o szerokości około 3 metrów, znajduje się pusta przestrzeń, w której mieszkali ludzie. Jednym z najlepiej zachowanych budowli tego typu jest broch Mousa znajdujący się na wyspie o tej samej nazwie. Znawcy tematu szacują datę jego powstania na 300 rok p.n.e.
Namirski jednak na tym nie kończy. Oprowadza nas po zdecydowanej większości znanych brochów. Choć opisy tych budowli są krótkie, to i tak budzą podziw. Aż zazdroszczę mu tego zainteresowania i możliwości zobaczenia choć jednej „piktyjskiej” wieży. Przy czym należy pamiętać, że budowle te wcale nie powstały z inspiracji Piktów, tylko wcześniejszych mieszkańców regionu. Piktowie tylko użytkowali to, co już zastali. Zresztą, jak się okazuje, nie tylko oni.
Brytyjscy nieruchliwi archeologowie
Dokonałem też niesamowicie zaskakującego odkrycia. Dotychczas mniemałem, że brytyjscy uczeni, należący do śmietanki światowych archeologów, dawno przebadali już ziemie własnego państwa. Jakie było moje zaskoczenie, gdy Cezary Namirski co rusz przytaczał kolejne fakty, że tak jednak nie jest.
Jak można mieć pod bokiem tyle ciekawych stanowisk archeologicznych i pozostawić je własnemu losowi, aby niszczały, tracąc, być może, ciekawe informacje, które mogłyby poszerzyć naszą wiedzę o wcześniejszych mieszkańcach Szkocji? Jak widać – można. Takie marnotrawstwo. Ja bym takiej szansy nie przegapił. Jakże żałuję, że nie poszedłem na archeologię…
Co więcej, to, co zostało już przebadane, niejednokrotnie zostało zniszczone lub pomieszane, przez co stracono wiele ciekawych informacji, a być może i przedmiotów. Pierwsi badacze tego regionu nie posiadali ani dogłębnej znajomości fachu archeologa, ani nie potrafili zebranych dowodów odpowiednio opisać. W ten sposób zniszczono warstwy stratygraficzne, dzięki którym można byłoby, choćby tylko szacunkowo, przypisać kolejne warstwy osadnictwa do jakiegoś przedziału czasowego. No cóż, czasem tak bywa.
I na koniec Pradziejowe wieże północ
Publikacja posiada dziewięć większych rozdziałów, a całość zamyka się na 374 stronach. W tym od strony 361 mamy piękne zdjęcia, wykonane przez Autora książki, które ukazują nam w kolorze piękno prehistorycznych zabytków Szkocji. Miejscami zapiera dech w piersiach. Polecam każdemu, kto kocha archeologię i historię.
Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Benedyktynów Tyniec. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.