Przestępcy z Łubianki | Recenzja

Aleksander Litwinienko – Przestępcy z Łubianki

Aleksander Walterowicz Litwinienko był podpułkownikiem KGB/FSB, pracował w najtajniejszych komórkach wywiadu i kontrwywiadu rosyjskiej służby bezpieczeństwa, które walczyły z przestępczością zorganizowaną, a także z korupcją i przestępczością w samych szeregach milicji i służb mundurowych rosyjskiego imperium. Za skuteczną działalność w zwalczaniu przestępczości zorganizowanej został uhonorowany tytułem weterana Wydziału Kryminalnego milicji moskiewskiej. W 1997 został przeniesiony do najtajniejszego w FSB Zarządu ds. rozpracowania organizacji przestępczych na stanowisko starszego współpracownika operacyjnego i zastępcy naczelnika VII wydziału.

Aleksander Litwinienko od samego początku nie akceptował metod pracy swoich kolegów i przełożonych, która często nie miała nic wspólnego ze zwalczaniem przestępczości, ale sama nosiła cechy przestępstwa. Często dostawał rozkazy sprzeczne z prawem. Jednym z takich rozkazów było morderstwo Borysa Bierezowskiego, bliskiego współpracownika Borysa Jelcyna, dzięki któremu zgromadził olbrzymią fortunę (ocenianą na 3 mld USD) i którego kampanie wyborcze finansował. Bierezowski nie dogadał się z Włodzimierzem Putinem, ówczesnym (1998-99) szefem FSB, i to Putin miał póżniej nakazać jego zabójstwo. Litwinienko odmówił wykonania tego rozkazu i zorganizował w listopadzie 1998 r. w Moskwie konferencję prasową, na której ujawnił tę sprawę. Po tym wydarzeniu przepracował w miarę spokojnie kilka miesięcy i w marcu 1999 r., pod pretekstem pobicia złodzieja podczas aresztowania, sam został aresztowany. Chociaż wcześniej o rozkazie jego zatrzymania donieśli mu koledzy, on w swojej naiwności nie uwierzył, że coś takiego może go spotkać, gdyż uważał, że „nic na niego nie mają” i spokojnie udał się do pracy, gdzie rzeczywiście został pojmany i osadzony w więzieniu w Lefortowie. Przetrzymywany był przez kilka miesięcy bez procesu, później został uznany za niewinnego, gdyż nawet podstawieni świadkowie ze świata przestępczego zeznawali na jego korzyść. Mimo uniewinniającego wyroku nie wypuszczono go z więzienia pod pretekstem załatwiania rozmaitych formalności. W momencie, gdy miał opuścić Lefortowo, został ponownie aresztowany na sali sądowej, a sędzia, która wydała wyrok uniewinniający, była bezsilna. Potem Litwinienko przesiedział w więzieniu na Butyrce kolejne kilka miesięcy. Wrócił na krótko do pracy, a w październiku 2001 r. wyjechał na urlop do Turcji i postanowił już do Rosji nie wracać.

I w tym miejscu zaczyna się opowieść Litwinienki o Przestępcach z Łubianki. Pierwsza część to opowiadanie Aleksandra Goldfarba, naukowca i obrońcy praw człowieka, przez jakiś czas sekretarza Andrzeja Sacharowa, który na prośbę samego Borysa Bierezowskiego pomógł Litwinience, jego żonie Marinie i ich 6-letniemu synkowi wyjechać z Turcji i otrzymać azyl polityczny w Wielkiej Brytanii. Opowiada on perypetie, jakie wspólnie przeżyli planując opuszczenie Turcji, sprężyny jakie musiał poruszyć, żeby nie zorientowano się w ich planach oraz niezamierzonym początkowo wyjeździe do Wielkiej Brytanii, gdzie ostatecznie Litwinienko otrzymał azyl polityczny i mógł pozostać przez ostatnie lata swojego życia.

Większa część książki to cykl wywiadów, jakich udzielił on czeczeńskiemu dziennikarzowi Akramowi Murtazajewowi podczas pobytu w Londynie. Dziennikarz umiejętnie naprowadza swojego interlokutora na interesujące tematy, które potem układają się w całość i pokazują nam jak wyglądała praca i życie milicjantów, a także członków różnych oddziałów wywiadu, kontrwywiadu i rożnych służb mundurowych, które zwalczały grupy zorganizowanych i niezorganizowanych przestępców.

Aleksander Litwinienko pochodził z rodziny, w której mężczyźni z dziada pradziada służyli w wojsku – jego praprapradziadek, Czerkies, chłop pańszczyźniany, już w 1822 r. służył w armii rosyjskiej na Kaukazie. Gdy w bitwie z Czeczenami został ranny, postanowił nie wracać do domu. Po otrzymaniu odprawy w wysokości 5 rubli pozostał w Nalczyku, tam wybudował dom i tam urodzili się wszyscy przodkowie Aleksandra Litwinienki. Kiedy w 1985 r. ukończył on szkołę wojskową został zwerbowany do KGB, gdyż służył w jednostce ochraniającej i konwojującej ładunki skarbu państwa. Miał dobrą opinię i to pomogło mu w dalszej karierze kagiebisty.

Przez dwadzieścia lat jako podoficer, a potem oficer rosyjskich służb specjalnych, przeszedł wszystkie szczeble: od kursanta Wyższej Szkoły KGB do zastępcy naczelnika supertajnego Wydziału Federalnej Służby Bezpieczeństwa do Zwalczania Grup Przestępczych.

W rozmowie z Akramem Martuzajewem szczegółowo opisuje swoje obowiązki, a przede wszystkim nielegalne działania FSB, których był świadkiem – uprowadzenia i zabójstwa na zlecenie oraz związki oficerów rosyjskich służb specjalnych z mafią. Opowiada o hierarchii wewnątrz tych oddziałów i zależnościach na średnich i wyższych stopniach dowodzenia.

Dzięki tej pracy Litwinienko poznał całe zorganizowane podziemie przestępcze, które było znacznie bardziej potężne w Moskwie i dużych rosyjskich miastach i wywodziło się jeszcze sprzed Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i epoki Związku Radzieckiego. Było to spowodowane specyficzną sytuacją gospodarczą i społeczną, jaką wytworzył system komunistyczny i totalitarny. Życie w kraju, gdzie panowały nienaturalne stosunki społeczne, wymagało zupełnie innych reguł gry. Przestępcy i oddziały zwalczające przestępczość wytworzyły swego rodzaju zależności: nieformalne umowy pomagały współżyć obu tym grupom. Przestępcy dzielili się swoim łupem pochodzącym z wyłudzeń, haraczy, handlu alkoholem, narkotykami, itd.; ze źle opłacanymi milicjantami w swoisty sposób utrzymywały w równowadze system władzy. Litwinienko opisuje wiele akcji aranżowanych przez oddziały FSB, które od płatnych informatorów otrzymywały cynki o tym, które firmy prowadzą nielegalne interesy i mają dochody nie ujawniane przed urzędami podatkowymi, a pieniądze trzymają nie w bankach, lecz biurowych sejfach i innych skrytkach. Organizowano wtedy pseudokontrole i po brutalnych akcjach, zastraszających właścicieli i pracowników takich firm, konfiskowano nielegalną kasę, lub w niektórych przypadkach dzielono się nią za cenę dalszej współpracy.

Aleksander Litwinienko wykonując taką pracę, starał się zachować przyzwoitość i swoją godność ludzką, pomimo wszystkich okoliczności zewnętrznych i wewnętrznych. Dzięki temu był szanowany w światku przestępczym i postrzegany jako człowiek, który bez powodu nie stosuje brutalnej przemocy i siły, a także gra fair w świecie, w którym jednostka nic nie znaczy, a bezduszność i bezkarność władzy jest nieskończona. Dzięki takiej postawie udało mu się w miarę bezboleśnie przetrzymać pobyt, najpierw w Lefortowie, a potem w więzieniu na Butyrkach, gdyż współwięźniowie, pochodzący ze świata przestępczego, chronili go przed pragnącymi zemsty kolegami oraz potem na fikcyjnych procesach sądowych zaprzeczali absurdalnym zarzutom jakie mu stawiano.

Litwinience nie dane było długo cieszyć się wolnością i życiem w normalnym świecie. Po 5 latach pobytu w Wielkiej Brytanii, gdy nie zaprzestawał swojej działalności demaskatorskiej i obnażania okrutnego systemu, dalej narażał się dawnym współkolegom, postanowiono go wyeliminować.

1 listopada 2006 roku, w czasie kiedy prowadził dochodzenie w sprawie śmierci Anny Politkowskiej, nagle zaczął ciężko chorować, a objawy można było przypisywać zatruciu. Wcześniej jadł lunch w londyńskiej restauracji serwującej sushi Itsu ze swoim włoskim znajomym Mario Scaramellą, członkiem Komisji Mitrochina, która starała się wyświetlić infiltrację włoskiego życia politycznego przez KGB. Scaramella twierdził, że posiada ważne informacje dotyczące kulisów zabójstwa Politkowskiej i przekazał Litwinience informacje na ten temat. Pojawiły się też informacje, że przed tym zdarzeniem spotkał się ze znajomym z czasów pracy w FSB Andriejem Ługowojem i nieznanym mu człowiekiem, przedstawionym jako Władimir, który był wprawdzie małomówny, ale nalegał na wypicie po filiżance herbaty. Oleg Gordijewski, inny pułkownik KGB, który zbiegł do Wielkiej Brytanii i który znał dobrze Litwnienkę, powiedział później w wywiadzie dla BBC, że uważa, że Litwinience podano szklankę zatrutej herbaty na spotkaniu w mieszkaniu jego rosyjskiego przyjaciela, tuż przed spotkaniem w restauracji serwującej sushi. Zaraz potem w stanie ciężkim trafił do szpitala, z którego wyszedł po kilku dniach, ale szybko powrócił z objawami ciężkiego zatrucia nieznaną substancją.

Scotland Yard prowadził dochodzenie w sprawie otrucia Litwinienki. Początkowo przypuszczano, że były to związki talu, dawniej stosowane w trutkach na szczury. Do objawów zatrucia talem należą wyłysienie i uszkodzenie nerwów obwodowych. Litwinienko przebywał na leczeniu pod strażą w University College Hospital w Londynie, ale mimo starań lekarzy zmarł w nocy z 23 na 24 listopada 2006 roku. 24 listopada brytyjskie służby medyczne podały, że w organizmie Litwinienki nie znaleziono talu, tylko słabo radioaktywny, ale silnie toksyczny izotop polonu 210, który podano mu w herbacie.

Brytyjskie władze potwierdziły, iż wystąpiły do Rosji o ekstradycję byłego funkcjonariusza jej służb specjalnych Andrzeja Ługowoja, na którym ciąży zarzut zabójstwa byłego agenta Aleksandra Litwinienki.

W pożegnalnym liście skierowanym do przyjaciela Aleksandra Goldfarba, Aleksandr Litwinienko odpowiedzialnością za swoje otrucie obarczył prezydenta Rosji, Włodzimierza Putina.

W grudniu 2010 roku w rosyjskich mediach państwowych pojawiły się informacje, iż z dokumentów opublikowanych przez WikiLeaks wynika, że brytyjskie służby specjalne miały wiedzieć o przygotowywaniu zamachu na Aleksandra Litwinienkę. Mieli je o tym poinformować przedstawiciele rosyjskich służb specjalnych prowadzących obserwację osób, które dostarczyły do Wielkiej Brytanii izotop polonu 210. Według „Głosu Rosji”do zabójstwa doszło, gdy sprawa została przekazana pod kontrolę Brytyjczyków. Redakcja „Głosu Rosji” postawiła tezę, iż Litwinienko padł ofiarą mafii międzynarodowej i stwierdziła, że zabójstwo leżało w interesie angielskich służb specjalnych, ponieważ dzięki niemu mogły one rozpocząć kampanię antyrosyjską, która w tamtym okresie była korzystna dla pewnych kół w Wielkiej Brytanii. Redakcja „Głosu Rosji”zastrzegła, iż każdy musi sam zdecydować, czy podane przez nią informacje są wiarygodne.

Przestępcy z Łubianki – książka, którą Państwu przedstawiam – jest warta przeczytania przez osoby, które chcą lepiej poznać rosyjską rzeczywistość i zrozumieć mechanizmy władzy istniejące w tym kraju. Jego obywatele są od prawie 100 lat poddawani tak nachalnej indoktrynacji, najpierw przez komunistów, po zwycięstwie Rewolucji Październikowej, a potem przez kolejne totalitarne rządy Stalina, Chruszczowa, Breżniewa i innych, że większość zatraciła już umiejętność oceny swoich czynów i dopuszcza się wszelkich sposobów, żeby przeżyć. Aleksander Litwinienko, który przez 20 lat był małym trybikiem tej strasznej machiny, odsłania sposób jej funkcjonowania. Obnażając i krytykując ludzi rządzących Rosją naraził się tak bardzo, że musiał umrzeć. Prawdopodobnie był cały czas świadom tego zagrożenia.

Jest to II wydanie tej książki. Pierwsze ukazało się w 2007 r. kilka miesięcy po śmierci Litwinienki. Książka jest „Straszna, porywająca i potrzebna”, jak ocenił ją znany dysydent Wiktor Suworow, a inny dysydent Włodzimierz Bukowski, też od lat mieszkający w Wielkiej Brytanii, podkreślił, że Litwinienko pokazuje, iż partia to w rzeczywistości ogromna struktura kryminalna.

Oceniam tę książkę w naszej skali na 4/6 punktów, biorąc pod uwagę również niezbyt staranny skład, kiepski papier i nieciekawą szatę graficzną.

Oficyna Wydawnicza Volumen, Wydawnictwo Replika, Warszawa 2014 r.

Małgorzata Korwin-Mikke

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*