Przyszła do mnie wojna | Recenzja

Rafał Lasota, Przyszła do mnie wojna

Książkę Rafała Lasoty – dziennikarza i publicysty – rzewnie przepłakałam. Całą. Można by pomyśleć: rozmowy. Wywiady. Jednak – to coś więcej. Jak słusznie zauważył jeden z rozmówców Rafała Lasoty – Czesław Lewandowski – poprzez historie czworga ludzi widzimy świat wojny z jego destrukcyjnym wpływem na jednostkę.

Trzech Mężczyzn i jedna Kobieta. Więzień obozu w Stutthofie, uczestnik walk o Budziszyn i walk z bandami UPA, żołnierz generała Maczka, uczestniczka Powstania Warszawskiego. Ludzie – jakbyśmy powiedzieli – z krwi i kości. Ich historie poruszają.

Wspomniany wyżej Czesław Lewandowski został sam z piątką młodszego rodzeństwa – jego ojciec został rozstrzelany, a matka zostawiła dzieci (finalnie odnajdując się już po wojnie). Troje z nich zmarło. Łzy spływały mi po policzkach, gdy czytałam opowieść pana Lewandowskiego. Ostatni raz tak płakałam podczas lektury książki ,,Kwiaty na stepie” pióra Barbary Piotrowskiej – Dubik, zesłanej wraz z rodziną w czasie wojny do Kazachstanu. Na zesłaniu zmarł i został pochowany jej najmłodszy, ukochany brat. Poświęciła mu swój wiersz i przytoczyła w swojej książce. Przy słowach A Ty już nie otworzysz oczu modrych jak bławatki/ już nie ucałujesz swej kochanej matki. / Już nigdy nie powiesz: ,,Mówcie o Tatusiu”/ zasnąłeś na zawsze, najdroższy Jędrusiu łzy ciekły mi ciurkiem. Tak jak i w momencie, kiedy pan Lewandowski opowiadał o zmarłym rodzeństwie, nie pamiętał imienia najmłodszej siostry, mówił o niej ,,malutka”. Wzruszył mnie gest autora książki – Rafała Lasoty – który skontaktował się z Domem Dziecka przy ulicy Nowogrodzkiej i ustalił imiona obydwu zmarłych sióstr. ,,Malutka” miała na imię Basia.

Płakałam, gdy autor pisał o odejściu pułkownika Czesława Mirowskiego – żegna swojego rozmówcę, przywołując jego obraz: uśmiechniętego, podczas rozmowy. Niestety, to Pokolenie odchodzi…

Książka niepozbawiona jest… humoru. Świadczy o tym chociażby tytuł podrozdziału: Jak nie zostałem księdzem i stwierdzenie jego bohatera – Mariana Słowińskiego – iż jego mama bardzo chciała, by został księdzem i głosił piękne kazania, jednak nie żałuje, że zawiódł oczekiwania swojej rodzicielki.

Czytając rozmowę z Jadwigą Jabłońską, miałam w głowie fragment piosenki Edyty Geppert do słów Patrycji Tomczak: (…)Przed wojną to w szwach pękał dom / a teraz sami. / (…) / Daremnie wzrok wbijają w drzwi, / tuląc w objęciach / tych, co znów nie zdążyli przyjść / wnuki na zdjęciach. Słowa pani Jabłońskiej o samotności – po prostu uderzają. Przerażające jest to, jak bardzo są prawdziwe – bo świat ciągle pędzi naprzód, bo ludzie właściwie bez przerwy gdzieś gonią.

Nie pamiętam, żeby którakolwiek z recenzowanych książek wywołała u mnie tak silne emocje. Drżenie rąk. Płacz. Może jestem jednak zbyt wrażliwa? Uważam, że praca pana Rafała Lasoty jest ewenementem – bo nie są to ,,tylko rozmowy”. Nie są to ,,tylko wywiady”. Jest to swoiste roztoczenie opieki nad czworgiem Ludzi. Zainteresowanie się Nimi. Pomoc Im – jak pokazuje przykład Czesława Lewandowskiego. Po sposobie, w jakim Rafał Lasota pisze, widać, że serdecznie się z Nimi zaprzyjaźnił. Z ,,Jego Dziadkami” – jak Ich nazywał. Takie to sympatyczne, ciepłe określenie.

Rafał Lasota jest warszawiakiem, absolwentem Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Pracował w SuperStacji i Polsat Biznes. Pisze wiersze dla dzieci.

Panie Rafale, dziękuję za tę piękną książkę. Naprawdę piękną.

Wydawnictwo: Aspra

Ocena recenzenta: 6/6

Helena Sarna

 

 

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*