Sebastian Barry, Przypadki Eneasa McNulty’ego
Sebastian Barry opowiada historię człowieka, którego życie zostaje złamane przez cudzy wyrok. Przypadki Eneasa McNulty’ego prowadzą przez Irlandię po Wielkiej Wojnie, rodzinne biedy, polityczną przemoc, wygnanie i samotność człowieka, któremu raz przypisano winę, a potem pozwolono jej rosnąć przez całe życie.
Eneas McNulty nie jest ani bohaterem narodowej legendy, ani wygodnym zdrajcą. Jest zwykłym chłopakiem ze Sligo, który chce pracy, miejsca w świecie, szacunku i przynależności. Barry pokazuje, jak szybko takie pragnienia mogą zostać przejęte przez historię, jeśli człowiek urodzi się w złym czasie, w złym mieście i podejmie decyzję, której ciężaru do końca nie rozumie.
Irlandia bez wygodnej legendy
Barry pisze o Irlandii, która nie mieści się w prostych opowieściach o wolności, ofierze i narodowej dumie. Interesują go ludzie wypchnięci poza oficjalną pamięć: żołnierze wracający z cudzych frontów, dawni policjanci, rodziny podzielone przez politykę, biedę, wstyd i nazwiska, które w małej wspólnocie mogą ciążyć bardziej niż realna wina.
Eneas dorasta w Sligo, w domu ubogim, ciasnym, lecz czułym. Ojciec szyje kaftany w przytułku, gra do tańca, uprawia ogród i daje synowi podstawowe poczucie godności. Matka niesie ciężar pochodzenia, plotek i wstydu, który narzucili jej inni. Miasto pamięta takie rzeczy długo, a Barry dobrze pokazuje, że przemoc wspólnoty zaczyna się dużo wcześniej niż broń: od szeptów, półprawd, śmiechu, genealogii, spojrzeń na ulicy i cudzych wersji czyjegoś życia.
Dzieciństwo Eneasa nie jest więc tylko tłem. W tych pierwszych scenach widać wszystko, co później zostanie utracone: dom, ogród, rodzeństwo, muzykę, deszcz, chłopięce wyprawy i potrzebę przynależności. Eneas od początku chce mieć swoje miejsce w rodzinie, mieście, męskim świecie i Irlandii. Ta potrzeba daje mu siłę, ale prowadzi go też w stronę decyzji, które zamkną mu drogę powrotu.
Jonno Lynch i przyjaźń przejęta przez politykę
Relacja z Jonnem Lynchem należy do głównych osi powieści. Jonno pojawia się najpierw jako chłopiec pełen energii, odwagi i naturalnego wpływu na innych. Przy nim Eneas wychodzi z samotności, dostaje miejsce w paczce i w chłopięcym porządku, którego bardzo potrzebuje.
Barry nie robi z tej przyjaźni prostego morału. Dawna brawura Jonna z czasem dostaje nowe narzędzia: pozycję, kontakty, polityczne zaplecze i dostęp do przemocy. Chłopak od wypraw i młodzieńczych wygłupów staje się człowiekiem związanym z ostrzeżeniami, groźbami, listami i wyrokami. Dawna bliskość nie znika, tylko zostaje skażona przez role, które historia narzuca obu mężczyznom.
W tej relacji polityka boli szczególnie mocno, bo wchodzi między ludzi, którzy znali się od dziecka. Przejmuje wspomnienia, dawne gesty i lojalności. Jonno nie jest tylko figurą przemocy. Pokazuje, że wspólnota potrafi użyć prywatnej pamięci przeciwko człowiekowi.
Mundur, który przekreśla życie
Główny zwrot w życiu Eneasa przychodzi po doświadczeniu wojny i po powrocie z morza. Brakuje pieniędzy, perspektyw i miejsca dla siebie, więc wstąpienie do Królewskiej Policji Irlandzkiej wynika przede wszystkim z biedy, potrzeby pracy, dumy i chęci utrzymania się przy życiu. Eneas wie, że formacja ma złą opinię, ale widzi mundur, żołd i szansę na stabilność.
Barry opisuje tę decyzję bez wybielania bohatera, ale też bez robienia z niego świadomego oprawcy. Eneas nie pojmuje pełnej politycznej konsekwencji swojego kroku, za to świat wokół niego pojmuje ją natychmiast i brutalnie. Mundur wystarcza, by dla jednych stał się łapsem, dla innych zdrajcą, dla bliskich ciężarem, a dla dawnych znajomych problemem do usunięcia.
Wyrok śmierci zamienia jego biografię w sprawę publiczną. Od tej chwili zwykłe życie kończy się bezpowrotnie. Człowiek zaczyna bać się miasta, w którym dorastał; boi się kroków, listów, ostrzeżeń, czarnej listy i tego, że ktoś może przyjść po niego za godzinę albo po latach. Z takich szczegółów Barry buduje psychologię wygnania: najpierw traci się swobodę chodzenia po własnych ulicach, potem kraj.
Viv, rodzina i miłość bez gwarancji ocalenia
Vivienne Roche daje Eneasowi szansę na zwykłe szczęście: dom, małżeństwo, bliskość i życie w jednym miejscu. Barry nie zamienia jednak tej relacji w bezpieczne schronienie. Gdy zagrożenie dotyka także Viv, miłość przestaje być ucieczką od historii, a staje się kolejnym miejscem bólu.
Ta część powieści jest trzeźwa i przez to mocna. Miłość nie unieważnia polityki, rodzina nie potrafi zatrzymać Eneasa, a czułość ojca i matki nie ma siły wobec wyroku krążącego po mieście. Bracia i siostra najpierw należą do utraconego dzieciństwa, później wracają jako świadkowie rozpadu domu i rodzinnej pamięci.
Szczególnie ważne są późne sceny z Teasy. Siostra, dawne dziecko przeszkadzające Eneasowi w jego małym świecie, po latach przynosi łagodność. Nie kasuje przeszłości, nie daje łatwego pojednania, pozwala jednak zobaczyć, że mimo wszystkiego coś zostało: ogród ojca, pamięć dzieciństwa, religijny obraz księgi żywota i potrzeba przyjęcia po długim błąkaniu.
Tułaczka bez ładnej opowieści
Po wyroku życie Eneasa rozprasza się po świecie. Morze, wojna, Francja, Afryka Zachodnia, Lagos, Londyn, Isle of Dogs, kolejne prace, pokoje, statki i ludzie spotykani na krótko tworzą mapę jego życia. Miejsca się zmieniają, lecz stan bohatera pozostaje podobny: Eneas bywa wszędzie, ale nigdzie nie odzyskuje pełnego prawa do siebie.
Morze daje ruch, wojsko tymczasową rolę, Afryka pracę i przyjaźń z Harcourtem, Isle of Dogs kruchy azyl ludziom po przejściach. Żadne z tych miejsc nie zastępuje Sligo. Barry nie upiększa tułaczki, ponieważ wyjazd nie oczyszcza, a zmiana kraju nie usuwa dawnych słów. Człowiek może oddalić się od miejsca wyroku, a jednak nadal nosić je w sobie.
Harcourt wnosi do późniejszych partii powieści ważny rodzaj bliskości. Przy nim Eneas nie jest wyłącznie samotnym człowiekiem ściganym przez przeszłość. Ich relacja jest szorstka, męska, podszyta humorem, alkoholem, zmęczeniem i wspólną wiedzą o przegranych sprawach. Barry dobrze pisze takie więzi: przez gest, obecność, pomoc, milczenie i codzienną logistykę przetrwania.
Mocny język, czasem zbyt obfity
Barry pisze zdaniami długimi, gęstymi, pełnymi religijnych tonów, potoczności, okrucieństwa, humoru i wojennego niepokoju. W przekładzie Dawida Czecha dobrze słychać irlandzki rytm tej historii, ale też brud, wstyd, brutalność i codzienną szorstkość. Polszczyzna nie wygładza tej opowieści, co bardzo jej służy.
Trzeba jednak powiedzieć wprost: Barry czasem za bardzo ufa własnej frazie. Są fragmenty, zwłaszcza w partiach tułaczych, w których obraz zaczyna przykrywać scenę. Emocja jest już czytelna, a zdanie nadal dokłada kolejne warstwy. Ten nadmiar nie niszczy powieści, ale bywa odczuwalny.
Gdy Barry trafia w punkt, zostawia sceny bardzo mocne: rozmowy z ojcem, wstyd matki, zerwanie z Jonnem, decyzję o wstąpieniu do policji, zagrożenie Viv, wojenne epizody, Harcourta, późne spotkania rodzinne i finałową wizję przejścia. Gdy przesadza, tekst robi się cięższy, choć ten ciężar częściowo należy do temperamentu tej prozy.
Imię zapisane cudzą ręką
Epigraf z Apokalipsy ma tu pełne uzasadnienie. Obraz księgi żywota prowadzi przez całą powieść pytanie o imię, zapis, winę, potępienie i przyjęcie. Eneas zostaje źle wpisany do pamięci swojego miasta. Jego nazwisko trafia na czarną listę, jego decyzja zostaje opowiedziana cudzym językiem, a życie rozrzucone po świecie.
Barry nie daje prostego uniewinnienia. Eneas bywa naiwny, bierny, nieporadny, czasem komiczny, czasem irytujący. Brakuje mu politycznej przenikliwości, ale ma upór istnienia: wstaje, jedzie dalej, podejmuje kolejną pracę, szuka znanych twarzy, trzyma się resztek miłości, reaguje na cudzą krzywdę i do końca próbuje nie zgubić siebie.
Po tylu latach ucieczki Eneas nie potrzebuje dekoracyjnego przebaczenia, tylko przyjęcia. Barry prowadzi go do tej sceny przez starość, samotność, rodzinne resztki i religijny obraz przejścia. Finał ma ton podniosły, ale zasłużony, bo po całej tej tułaczce nie brzmi jak ozdoba, tylko jak ostatnia próba zapisania imienia po ludzku.
Przypadki Eneasa McNulty’ego są powieścią wymagającą cierpliwości, ale wartą tego wysiłku. Barry napisał historię o Irlandii bez narodowego samozadowolenia, o winie bez szybkiego sądu, o wygnaniu bez ładnej legendy i o miłości, która nie ma gwarancji ocalenia. Eneas nie mieści się ani w figurze świętego, ani w figurze zdrajcy. Pozostaje człowiekiem, którego historia nazwała, wygnała i skazała na niesienie własnego imienia przez cudze wyroki.
Sebastian Barry napisał powieść o człowieku, któremu historia odebrała dom, zanim zdążył zrozumieć ciężar własnej winy. Przypadki Eneasa McNulty’ego są surową i poruszającą opowieścią o Irlandii bez narodowego samozadowolenia, o wygnaniu bez ładnej legendy i o imieniu, które przez całe życie szuka miejsca w cudzej pamięci.
Wydawnictwo ArtRage
Agnieszka Cybulska