Pokłosie klęski – rekonstrukcja Południa

Gdy mówi się o wojnie secesyjnej, w centrum uwagi znajdują się przede wszystkim bitwy i działania wojenne oraz kwestie kontrowersyjne, takie jak niewolnictwo. Rzadko kiedy zadaje się pytanie: „Co było potem?”. Gdy opadł kurz na polach bitew, a żołnierze wrócili do domów, dla Południa zaczął się nowy, burzliwy okres, nazywany okresem Rekonstrukcji. Za fasadą tego, co dla wielu jest „ponownym zjednoczeniem narodu i państwa” dalej kipiały konflikty, a istniejące problemy wybuchały niekiedy z nową siłą.

Wojna secesyjna była dewastującym konfliktem, niekiedy uznawanym za krwawe preludium nadchodzących wojen totalnych. Obie strony poniosły ogromne straty ludzkie oraz gospodarcze, jednakże największe zniszczenia miały miejsce na Południu. Konfederacja Stanów Zjednoczonych szybko musiała zejść do defensywy i większa część zmagań wojennych odbywała się na jej terenach. Straty ponoszone na polach bitew były ogromne, lecz jeszcze więcej zniszczeń przynosiły celowe działania niektórych unijnych generałów wymierzone w ludność cywilną. Na tym polu najbardziej „zasłużył się” gen. William Tecumseh Sherman. Pod koniec wojny poprowadził on dwie kampanie, w których systematycznie wyniszczano gospodarkę trzech stanów. W tzw. Marszu do morza, rozpoczętym spaleniem Atlanty, z ziemią zostało zrównanych wiele plantacji Georgii, a mieszkańcy byli obrabowywani przez specjalnie organizowane do tego celu oddziały grabieżców zwanych „bummers”. Co ciekawe, nawet zbuntowani czy często po prostu bezdomni po zniszczeniu rodzinnej plantacji niewolnicy nic nie zyskali na przejściu wojsk Unii. Znany jest incydent, w którym Sherman rozkazał swojemu podwładnemu, oficerowi Jeffersonowi Davisowi (zbieżność nazwisk z konfederackim prezydentem przypadkowa), by uniemożliwił przejście przez most pontonowy i dalsze podążanie za armią czarnym uchodźcom. Most zwinięty zaraz po przejściu wojska pozostawił po drugiej stronie rzeki murzynów wydanych na łaskę bądź niełaskę konfederackiej kawalerii. Za zdarzenie to, które przeszło do historii jako tragedia nad Ebenezer Creek, nikt nie poniósł żadnych konsekwencji. Podobny przebieg miała kolejna kampania Shermana, kampania Karolin, w której spalono miasto Columbia, zniszczono dużą liczbę farm i plantacji oraz obrabowano wielu cywilów. Także inni unijni generałowie nie przebierali w środkach, gdy znajdowali się na terytorium Konfederacji. Generał Philip Sheridan przechwalał się nawet, że po przejściu jego wojsk przez dolinę Shenandoah „nawet kruki będą musiały przynieść ze sobą swój własny prowiant”, bo na miejscu nic już nie zostało.

Prezydent Andrew Johnson, wiceprezydent w trakcie rządów Lincolna Fot. Wikimedia COmmons
Prezydent Andrew Johnson, wiceprezydent w trakcie rządów Lincolna
Fot. Wikimedia COmmons

Sytuacja spustoszonego Południa była tragiczna. Barwne opisy z tamtego czasu częściowo oddają skalę zniszczeń. Według różnych obserwatorów wiejski krajobraz po przejściu wojsk Shermana „stanowił na przestrzeni wielu mil szerokie, czarne pasmo ruin i spustoszenia”, Columbia zamieniła się w „bezładną masę ruin”, a jedno z najprężniejszych miast Południa, Charleston, stało się miejscem pełnym „pustych domów, owdowiałych kobiet, gnijących nabrzeży, opuszczonych składów, zarośniętych chwastami ogrodów, porośniętych trawą ulic i w którym widać było całe akry żałosnych i pogrążonych w ciszy nieużytków”. Sytuacja Południowców, czy to czarnych, czy białych, pochodzących z klas niższych, czy wyższych, była bardzo zła. Poza zrujnowanymi miastami, wsiami, plantacjami, liniami kolejowymi i fabrykami sytuację pogarszał fakt, że pieniądze i obligacje konfederacji stały się bezwartościowe, a bawełna, która nie uległa zniszczeniu była konfiskowana.

Sytuacja tuż po wojnie zaprzeczała utartemu później stwierdzeniu, że bratobójcze zmagania wojny secesyjnej zrodziły w końcu jeden naród amerykański. Można się pokusić o stwierdzenie, że było wręcz przeciwnie. Konflikt przeniósł się na inne płaszczyzny i dodatkowo nasilił. Południowcy nie mogli przebaczyć wielu zniszczeń i grabieży, których dokonała Północ, i dalej pożądali jak największej niezależności. Partia Republikańska została wtedy jednoznacznie utożsamiona z Północą, a Południe z rebeliantami, których trzeba było koniecznie „zreformować”. Także konflikt rasowy zyskał na sile. Nagła zmiana, jaką było zniesienie niewolnictwa, stworzyła wielkie masy wolnych czarnych, których sytuacja była bardzo zła, niejednokrotnie gorsza (przynajmniej pod względem materialnym) niż przed wyzwoleniem. Wielu z nich pozostawało na służbie swych dawnych panów, niektórzy dzierżawili od nich ziemię, stosunkowo niewielu sprzedano ziemię skonfiskowaną wysoko postawionym Południowcom (większość konfiskat trafiała w ręce białych spekulantów z Północy), jednakże zdecydowana większość stoczyła się w skrajną biedę bądź wyemigrowała do stanów północnych, które nie były zniszczone i w których mogli zapewnić sobie lepsze życie. Spauperyzowanie wielu białych oraz wyzwolenie niewolników nasiliło rasistowskie postawy, do których egzekwowania chciano użyć władz stanowych. Koniec wojny nie zakończył zmagań dla mieszkańców Południa, lecz rozpoczął kolejny ciężki okres – okres dwunastoletniej jankeskiej okupacji zwany także okresem Rekonstrukcji.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*