Skąd nasz ród | Recenzja

T. Kowalik, P. Słowiński, Skąd nasz ród. Wielka Lechia oraz inne teorie i pseudoteoria pochodzenia Polaków

Skąd jesteśmy? To pytanie, na które chyba każdy z nas szuka odpowiedzi. I nie koniecznie chodzi tu o rozważania natury religijnej czy genetycznej. Warto przez chwilę pochylić się nad historycznym kontekstem tego pytania.  I właśnie teraz w czasach Wielkiej Lechii, szczepionek z zawartością czipów i autyzmu oraz przekonaniu o płaskości Ziemi z tym tematem po raz kolejny próbuje zmierzyć się duet autorów i wydawnictwo Fronda. A więc: Skąd nasz ród?

„Skąd nasz ród” autorstwa, znanego już części czytelników duetu Słowiński- Kowalik, ukazał się nakładem wydawnictwa Fronda i ma podważyć (a może właśnie nie) lechickie teoria pochodzenia Polaków.

Informacje zawarte w tym jednym zdaniu powinny skutecznie powstrzymać Was – kochani czytelnicy – przed sięgnięciem po tę pozycję. Ja dla Waszego dobra poświęciłem się i w czasie długiej, kilkunastogodzinnej podróży pociągiem zadałem sobie trud, by przeczytać ją „od deski do deski”. I choć udało mi się nie usnąć, to niestety muszę przyznać, że parę razy miałem ochotę się poddać. Zawsze jednak coś mnie powstrzymywało. Najpierw przekonanie, że nie ocenia się książki po okładce, po nazwisku autorów, po wydawnictwie, po temacie. Potem zauważyłem, że nie ocenia się książki po 50…. 100… 120 stronach. I jakimś cudem dotarłem do końca. Ale była to droga przez mękę.

Będąc po lekturze książki uważam, że jest to pozycja po prostu niepotrzebna na polskim rynku wydawniczym. Rozumiem, co kierować mogło autorami podczas jej pisania i wydawcom podczas podejmowania decyzji o jej dopuszczeniu do druku, jednak ta książka niczego, kompletnie niczego nie wnosi w stan wiedzy o pochodzeniu Polaków.

Mało tego. Nie dość, że jest niepotrzebna, to jeszcze w mojej ocenia robi więcej złego niż pożytku. Bo może – a to fakt – obala parę szkodliwych mitów turbosłowiańskich i wielkolechicko – kosmicznych, jednak niepotrzebnie nobilituje je, poświęcając im kilkadziesiąt stron. Po co? Tego chyba nikt nie wie. Z głupotą się po prostu nie dyskutuje, a powtarzanie bzdur to już plotkarstwo i obnażanie głupoty, niestety własnej. Część książki poświęcona pseudoteoriom na temat pochodzenia Polaków jest po prostu kompilacjom, nie do końca udaną, wypocin piewców mocarstwowości przedchrześcijańskiej Polski.

Dodatkowo „Skąd nasz ród” pełna jest redaktorskich wpadek, które dyskwalifikują byle pracę dyplomową na szeregowej uczelni. Literówek w niej co niemiara, wywiad z Bieszkiem i kilkoma innymi turbosłowianami są nieudolnie przedrukowane i zredagowane a odsyłaczy do źródeł, albo jakichkolwiek przypisów po prostu brak.

Nawet gdy narracja, w końcu przechodzi od cytowania do obalania mitów, ciągle jest po prostu składanką tego co już było – prac Wójcika, Nowaka, Labudy, Strzelczyka czy Topolskiego. Niw tego chyba oczekuje czytelnik, który na książkę wydaje prawie 50 złotych. Po za tym choć w publikacji jest bibliografia to obnaża ona poziom pracy. Można w niej znaleźć między innymi takie źródła, jak portal dla uczniów szkoły podstawowej czy serwis z zadaniami szkolnymi. Pozwólcie, że zostawię to bez komentarza.

Nieco lepsza jest jedynie ostatnia część książki, poświęcona archeologii i fachowej nauce, których teoria pochodzenia Słowian jest po prostu logiczna, i które bez obaw przyznają, że nie wiedzą skąd nasz ród konkretnie.  

Generalnie rzecz ujmując –  stanowczo odradzam czytanie, a już na pewno kupowanie tej pozycji. Lepiej poczytać naprawdę fachowe opracowania, które przy okazji nie nakarmią Was kilogramami bzdur, mitów i fantazmatów. A i są lepsze sposoby na wydanie 50 złotych polskich. Bo ta książka jest po prostu zła i niepotrzebna.

Wydawnictwo: Fronda

Ocena recenzenta: 1/6

Dawid Siuta

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*