Sławomir Koper, Syberia po polsku. Odkrywcy, biznesmenni, ludzie sukcesu

Syberia po polsku |Recenzja

Sławomir Koper, Syberia po polsku. Odkrywcy, biznesmenni, ludzie sukcesu

Mogłoby się zdawać, że losy Polaków na dalekiej Syberii są tylko losem skazańców, którym pisana była tylko katorga, strach, głód, a najczęściej śmierć. Ale to tylko część prawdy, która zdecydowanie jest bardziej złożona. Sławomir Koper w swej nowej publikacji pod tytułem „Syberia po polsku” daje nam piękny popis nieznanych dziejów ludzi zsyłanych w najdalsze ostępy carskiej Rosji.

Wbrew oczekiwaniom, często był to pierwszy krok do świetnych karier, tych, którzy z trudnego losu potrafili uczynić sukces – finansowy, naukowy, kulturowy, a czasem i polityczny. Dzieje Polaków na Syberii to jeden z najciekawszych i najpiękniejszych rozdziałów w tysiącletniej historii naszego narodu. Aż dziw bierze, że nikt o tym głośno nie mówi.

Polacy mróz i wiatr nie zawsze w oczy…

Jak się okazuje, Polacy stali się odkrywcami rosyjskiej Syberii. Przed nami niewiele osób interesowało się zasobami tego regionu, choć wszyscy mieli świadomość, że jest to kraj bogaty. Niestety, a może na szczęście, prawie nikt nie przykładał większych starań, aby eksploatować Syberię. No może poza wyduszaniem pieniędzy z zamieszkujących tam ludzi. Ale kto raz był w Rosji (nawet jeśli współczesnej) wie o czym mowa.

Polacy zaś nie tylko pokazali, jak niewyobrażalnie zasobny jest ten region, ale i dołożyli wszelkich starań, aby go rozwinąć, zindustrializować, wręcz „wcielić” do cywilizacji. Polskich zasług nie da się przecenić, choć Rosjanie nie chcą o tym pamiętać, a Polacy wolą o tym nie wiedzieć. Wszak stosunki polsko-rosyjskie muszą być tylko nastawione na kultywowanie narodowych antagonizmów…

W publikacji tej przeczytamy o tak niezwykłych osobach jak słynny odkrywca Mikołaj Przewalski, badacz Benedykt Dybowski, pisarz i dziennikarz Ferdynand Antoni Ossendowski, podróżnik Jan Prosper Witkiewicz czy przedsiębiorca Władysław Kowalski. Ale to dzieje nie tylko Polaków, ale i ludów i ludzi, z którymi na Syberii się stykali. Kogo mam na myśli? A to już musicie sprawdzić sami.

Bohaterowie Syberii z Polski

Dla mnie najciekawszy był tekst opowiadający losy Benedykta Dybowskiego, który wbrew wszystkiemu zdołał przebadać jezioro Bajkał. To człowiek, któremu nie straszne były przeciwności losu, bo na przekór wszystkiemu, dążył do raz obranego celu. Nie tylko, że przezwyciężył dotychczasowe „naukowe” uzusy, ale i starał się wspierać polskie placówki naukowe nad Wisłą. Człowiek orkiestra – lekarz, badacz, filantrop, przyjaciel, bohater… Można byłoby o nim pisać bez końca. To taki typ człowieka, który bardzo szanuję, i który jest dla mnie wzorem. Szkoda, że w naszej historiografii tego typu postacie zajmują tak niewiele miejsca. A właściwie – nie istnieją w ogóle… Szkoda, bo to lepsza część naszych dziejów, zdecydowanie ciekawsza niż martyrologiczne klęski, ciosy i upadki.

Ciekawie czytało się też o państwie Jaksa rządzonym przez Nicefora Czernichowskiego, który założył w XVII stuleciu własne państewko między carską Rosją a Chinami dynastii Qing. Dotychczas sądziłem, że to taki narodowy mit, może nawet fake news, ale okazuje się, że coś takiego istniało naprawdę. Czernihowski założył swe państwo w rejonie Ałbazina nad Amurem, stając się języczkiem u wagi w stosunkach rosyjsko-chińskich. Choć państwo to istniało krótko, zyskało ogromne znaczenie. Jaka szkoda, że tak niewiele źródeł o nim się zachowało. Niemniej jest to kolejny dowód na naszą narodową ułańską fantazję, przedsiębiorczość.

Losy Witkiewicza również są intrygujące. Po przeczytaniu tekstu o nim, zastanawiam się jak przemyślnym musiał być człowiekiem, aby stworzyć i prawie zrealizować tak dalekosiężną politykę, jak uwikłanie Rosjan i Brytyjczyków w wielkiej wojnie na Bliskim Wschodzie. I że prawie się mu to udało. Chciałbym go poznać. Szkoda tylko, że marnie skończył – najpewniej zamordowany przez swych carskich pracodawców. A, bo bym zapomniał – Witkiewicz pracował dla Rosji. Jednocześnie był takim genialnym kretem, choć tutaj nazywa się go Wallenrodem. Naprawdę niesamowita postać. Pierwszy raz o nim słyszałem, i już wiem, że będę musiał poszukać czegoś więcej.

W pozycji znajdziemy mnóstwo ciekawych postaci, niezwykle intrygujących informacji i całe mnóstwo anegdot i ciekawostek. Bo czy macie świadomość tego, że taki Mikołaj Przewalski był posądzany o bycie ojcem Józefa Stalina? Tak, właśnie tego Stalina… Ja nie miałem świadomości aż tak niesamowitych spraw. Albo że polscy żołnierze służący w carskiej flocie stali się inspiracją dla Hollywood. Jakby tego było mało, prawie wszystko zmyślili. I jak tu nie lubić naszych rodaków.

To niezwykle budujące, że w naszych narodowych szeregach mamy jednostki aż tak interesujące, nietuzinkowe i przedsiębiorcze. Ale dlaczego prawie nic o nich nie wiemy? Dlaczego nie uczymy się o nich? Bez tego typu osób nasze dzieje są niepełne, zdecydowanie nudniejsze, uboższe i smutniejsze. O ileż fajniej byłoby uczyć na lekcjach historii dziejów Polaków, którzy innym grali na nosie? Iluż fascynatów historii by się wyroiło.

Podsumowanie

Sławomir Koper jak zwykle nie zawodzi. Książkę czyta się szybko, momentami emocjonująco. Udało mu się zebrać fragmenty różnych źródeł z epoki, które tak szczęśliwie połączył z własnymi opisami, iż cała fabuła jest bardzo spójna, wciągająca i jednocześnie budująca nasze narodowe poczucie dziejowej misji. Choć kiedyś już co nieco czytałem w tym temacie, w tej wersji podoba mi się zdecydowanie bardziej, bo jest przejrzyście i współcześnie.

Szkoda tylko, że do publikacji nie trafili wszyscy ciekawi Polacy, penetrujący dzikie ostępy syberyjskiego lądu. Coś czuję, że będzie część druga i już nie mogę się doczekać. Gorąco polecam, to naprawdę świetna literatura.


Wydawnictwo Fronda
Ocena 5/6
Ryszard Hałas


Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Fronda. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.

Comments are closed.