Sławomir Leśniewski, Wikingowie
Wyobraźcie sobie, że wokół panuje niemal niezmącony spokój. Wy, zajęci jesteście swoimi codziennymi sprawami – uprawą ziemi, oporządzeniem zwierząt, oddaniem czci Bogu. W tę ciszę wkrada się nagle niecodzienny widok – na horyzoncie pojawiają się potwory o dziwnych, strasznych kształtach. Po kilku minutach okazuje się, że to łodzie… z których wyskakują bestie w ludzkiej skórze. Interesują ich wyłącznie dobra materialne, które można zagrabić, gwałty i sianie zgrozy.
Tak mogły wyglądać ostatnie chwile mnichów z Lindisfarne w 793 roku, kiedy tutejszy klasztor ze szczątkami świętego Cuthberta, stał się ofiarą napadu barbarzyńców z północy – wikingów.
Początek skandynawskiej sagi
Od tego momentu, niemal corocznie Normanowie, czyli „ludzie Północy” najeżdżali wyspy brytyjskie. W 794 roku ucierpiał kolejny klasztor, tym razem w Nortumbrii. W 795 roku zaatakowano słynny klasztor świętego Kolumby na szkockiej Ionie.
Kilka lat później wikingowie zaczęli atakować również wybrzeża zachodniej Francji. Był to początek kilkuwiecznej sagi ludzi, którzy stali się siłą, która przez dwa wieki kształtowała stosunki polityczne i gospodarcze w Europie.
Czynniki sukcesu
Zawsze zastanawiało mnie, co sprawiło, że wikingowie odnieśli tak wielki sukces. Czynników było zapewne wiele. Po pierwsze – Normanowie biegle władali sztuką szkutniczą, budując niezwykle sprawne łodzie, które nadawały się zarówno do wypraw morskich, jak i pływania po rzekach. O ile pierwsze pozwalało ich statkom przetrwać morskie nawałnice, o tyle drugie – pozwalało pływać po płyciznach, dzięki czemu mogli zapuszczać się nawet głęboko w środek lądu.
Po drugie – stosowali przemyślaną taktykę wojenną, którą wzmacniała propaganda, a właściwie zwykłe sianie dojmującego strachu, przed którym mało kto mógł uciec.
Po trzecie – w chrześcijańskiej Europie wiele klasztorów nie posiadało żadnych umocnień, zabezpieczeń. To był nierozważny krok, bowiem wewnątrz bożych przybytków znajdowały się ogromne skarby, klejnoty, inkrustowane księgi. Nic dziwnego, że to one stanowiły, przynajmniej na początku, główny cel łupieżczych wypraw wikingów.
Po czwarte – wspomniana już powyżej propaganda. Mnisi, księża i biskupi wszem i wobec głosili, iż ich rajdy i grabieże są wynikiem słusznego gniewu Boga, który w ten sposób karał swą nieposłuszną trzódkę. A skoro to słuszna kara, to i jakoś trudniej było walczyć z boskim zrządzeniem…
Tak czy inaczej, wikingowie stali się na tyle silni, iż w znacznym stopniu przyczynili się do przemian na europejskiej scenie politycznej. Ich najazdy przyczyniły się do upadku Karolingów. Od 845 roku najeżdżali oni nawet stołeczny Paryż, a Karol VII Łysy, nie potrafił się im przeciwstawić. Karolingowie stracili najpierw władzę we Francji, a później także w Niemczech. Wikińskie najazdy przyczyniły się również do zjednoczenia Szkocji, Anglii.
Wkrótce sami Normanowie zaczęli tworzyć własne państwa – Normandię w północnej Francji czy Królestwo Obojga Sycylii we Włoszech. Zjednoczyli plemiona słowiańskie, dając początek Rusi Kijowskiej. Atakowali wybrzeża muzułmańskiej Hiszpanii czy Afryki Północnej. Służyli na dworze bizantyjskim, co nie przeszkadzało im do wojen z cesarstwem. W końcu podbili również Irlandię, zajęli Islandię, czy wreszcie Anglię. Wyprawiali się nawet do Ameryki Północnej. A tego wszystkiego dokonał przecież tak nieliczny lud, z którego wyodrębnili się Duńczycy, Szwedzi i Norwegowie (przepraszam za uproszczenie).
Czytanie z zapartym tchem
Książka Sławomira Leśniewskiego jest naprawdę dobra, i to pomimo faktu, iż wiele spraw opisuje ogólnie. To zdecydowanie pozycja nastawiona do młodszego czytelnika, któremu nie bardzo chce się szukać szerszych informacji. O ile czasem bywa to zarzut, o tyle w tym przypadku, nie czuję się ani oszukany, ani zawiedziony.
Książkę czyta się jak świetną powieść, tym bardziej, że Autor niejednokrotnie sięga do dorobku kulturalnego czasów współczesnych, który wykreował wikingów na nieokiełznanych barbarzyńców. A przecież to obraz nie do końca prawdziwy. Czemu?
No, cóż, ówczesna Europa była miejscem, jakby to ładnie ująć – przedsionkiem piekła. Kto miał siłę, mógł robić co tylko chciał. Władza królów często była iluzoryczna. Wszędzie trwały walki pomiędzy poszczególnymi możnowładcami, a wszędzie grasowały bandy różnej maści łupieżców i piratów. Od południa atakowali muzułmanie, od wschodu różne ludy koczownicze. Kościół był skorumpowany, a jego doktryna brutalna.
Życie zwykłego człowieka polegało na nieustannym wypatrywaniu, czy aby ktoś za chwilę go nie napadnie, ograbi lub zabije. Życie ludzkie, zwłaszcza chłopów, nie było wiele warte. Dlatego to, co czynili wikingowie wcale nie odbiegało od ówczesnych standardów. To, co ich wyróżniało, to „zła prasa”, podsycana pismami różnych duchownych, którzy woleli rozwodzić się nad złem sianym przez obcych wikingów, niż nad opisywaniem zła, które czynili swoi…
Przyznam, że takie ujęcie przez Leśniewskiego wczesnych dziejów Europy jest, może nie odkrywcze, ale zastanawiające. Niby, jako historyk, miałem świadomość, że było ciężko ówczesnym Europejczykom, ale ta wiedza jakoś nie zapuściła w mojej głowie korzeni. Dopiero po lekturze „Wikingów” zdałem sobie sprawę, jak okrutny to był świat.
Wikińska spuścizna
W książce podoba mi się również nie tylko ujęcie wpływu wikingów na kształtowanie się współczesnej Europy, ale ich wpływ kulturalny. Bo przecież poza przemocą i grabieżami, wikingowie popchnęli Europę do przodu. W jaki sposób?
Stworzyli sieć dróg handlowych, łączących Europę od Skandynawii, przez Bałtyk, Morze Północne po Morze Śródziemne. A handlowali z każdym, kto miał czym handlować. W ten sposób włączyli do handlu europejskiego ludy słowiańskie, koczowników znad Morza Czarnego, a także muzułmanów (z Afryki Północnej, a nawet z Bliskiego Wschodu).
Wzmocnili wpływy chrześcijaństwa na Wyspach Brytyjskich, odbili z rąk muzułmańskich Sycylię i południową Italię. A w końcu – stanowili trzon wojsk podczas wypraw krzyżowych. Zresztą wikingowie-Normanowie stali się zagorzałymi sojusznikami Kościoła – we Francji, Anglii czy we Włoszech, gdzie stawali do walki po stronie papieża z cesarzami niemieckimi.
Przynieśli ze sobą również wiele nowinek technologicznych – w budownictwie łodzi. Ich wyprawy przyczyniły się do rozwoju europejskich miast i osad. Co więcej, byli nośnikiem wpływów kulturalnych i technologicznych, które przejmowali od tych, z którymi handlowali, przenosząc te zdobycze na inne tereny.
Poszerzyli znajomość świata, który po upadku cesarstwa rzymskiego, dla większości Europejczyków był ograniczony wyłącznie do ich najbliższego otoczenia. Ale to nie jedyne wnioski, które staną się dla nas jasne, po lekturze książki. Wiadomości o wikingach znajdziecie tutaj znacznie więcej. Więc do roboty!
Wikingowie – podsumowanie
Jedyny zarzut mogę wystosować pod tym kątem, że Autor skupił się na tych najciekawszych wątkach wikińskiej sagi, czyli na wyprawach do Francji czy Anglii. Pozostałe kierunki zostały tylko ogólnie zasugerowane. Szkoda, bo to równie ciekawy temat do opowiedzenia. Tym bardziej, że tutaj też wiele namieszali. Niemniej nie da się ukryć, iż lektura jest naprawdę ciekawa i wciągająca. Książkę przeczytałem niemal jednym tchem w ciągu nocy. I nie żałuję, że ją zarwałem, bo bawiłem się dobrze, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Polecam wam tę książkę z czystym sercem. Naprawdę warto.
Książka Sławomira Leśniewskiego liczy sobie 400 stron tekstu, gdzieniegdzie poprzetykanego czarno-białymi fotografiami (głównie postaci związanych z omawianym tematem). Bardzo też podoba mi się grafika na przedzie książki – taka współczesna, a jednocześnie w jakiś dziwny sposób „romantyczna”, przywodząc na myśl jakąś grę komputerową.
Wydawnictwo Literackie
Ocena recenzenta: 5/6
Ryszard Hałas
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Literackie. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.