Słowa w ogniu okładka

Słowa w ogniu |Recenzja

Lidia Sadkowska-Mokkas, Słowa w ogniu. Literaci w Warszawie 1939-1945

Słowa w ogniu. Literaci w Warszawie 1939 – 1945 to nowa propozycja wydawnictwa Skarpa Warszawska. Warto przeczytać tę pracę Lidii Sadkowskiej – Mokkas, żeby zobaczyć obraz wojny w okupowanej stolicy Polski z perspektywy środowiska pisarzy.

Akt twórczy …czasu kurz

W sytuacji, w której sztuka schodzi na dalszy plan, często przytaczamy łacińską sentencję: Inter arma silent Musae.  Podążając za autorem tych słów – Cyceronem, zadajemy sobie pytanie, czy kultura ma się chować w cieniu wojny. I sami szybko odpowiadamy, że niekoniecznie pośród szczęku broni milkną Muzy. Często odwrotnie, nie milczą, a trudne wojenne czasy inspirują do tworzenia, do nieograniczonej kreacji. Powstają utwory, które są świadectwem epoki, znakiem czasu, a często ich wartość artystyczna jest niezwykle wysoka.

Przywołajmy chociażby przykłady dzieł św. Augustyna („Wyznania” i „O państwie Bożym”) czy „Non omnis moriar” Zuzanny Ginczanki. W 430 roku Wandalowie wkroczyli na teren Numidii. Św. Augustyn, biskup Hippony – zgodnie z hagiograficzną tradycją – miał stać na murach klasztoru i do samego końca zachęcał mieszkańców do obrony miasta, jednocześnie kończył swoje najważniejsze utwory.

Natomiast Ginczanka,  ukrywająca się Żydówka, w niezwykle traumatycznej sytuacji zamknięcia, w czasie holocaustu, zanim zginęła  rozstrzelana wiosną 1944 roku na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego Plaszow, napisała jedne z najciekawszych w literaturze XX wieku zbiory liryków.

Proces twórczy jest więc wypadkową czasu historycznego, biografii indywidualnej, emocji, wysiłku intelektualnego, natchnienia, wielu trudności i prób ich przezwyciężania. Wymaga absolutnej  determinacji. 

Wojna, kataklizm, hekatomba daje nowy kontekst wszystkiemu, co w egzystencji człowieka najistotniejsze. Rzeczywistość pozatekstowa ewokuje nową jakość. Akt kreacji, który w jakiejś mierze jest ezoteryczną tajemnicą, można  badać również przy pomocy różnorodnych narzędzi poznawczych: historycznych, filozoficznych, psychologicznych.

Lidia Sadkowska – Mokkas taką właśnie problematykę uznała za kluczową w swojej najnowszej pracy Słowa w ogniu. Zajęła się losami literatów  w latach 1939-45. Książka zachęca tytułem i ciekawą okładką (wg projektu Agnieszki Kielak), ale po przeczytaniu całości pozostaje pewien niedosyt, żeby nie powiedzieć rozczarowanie.

Pisarze na wojnie

Życie literackie czasu II wojny światowej to temat bardzo intrygujący i wciąż nie do końca naukowo opracowany. Autorka pracy, jako varsavianistka z wyboru, zawęża zagadnienie do stolicy. Interesuje ją akt twórczy w sytuacji granicznej, ekstremalnej, w sytuacji przemocy wymierzonej w kulturę.

Tak właśnie traktuje doświadczenie wojny, okupacji niemieckiej, zagłady, konspiracji i martyrologii. A więc nic szczególnie odkrywczego, trochę typowy zakres, trochę szkolny. Cóż bowiem jako czytelnicy otrzymujemy?

Najszerzej przedstawiony zostaje temat pokolenia …wezwanego, by umrzeć, czyli generacji Kolumbów. Faktycznie to fenomen w naszej historii, poprzez który  odczytujemy zapis tragedii tamtych lat i jednej przestrzeni urbanistycznej. Swoisty genius loci i signum temporis.

Katastroficzna liryka młodych poetów to poezja zabijanego miasta i zabijanej generacji, to twórczość całkowitej utraty. Apokalipsa była totalna. Uderzała w świat natury,  kultury, etyki, spopieliła w człowieku człowieczeństwo.

To poezja walki, cierpienia. Wiersze mówiące o niszczeniu wartości, to pretensja do stwórcy i dziejów, to rozpaczliwe łaknienie miłości i życia.  Stąd patronami intelektualnymi pokolenia meteorów byli z jednej strony C. Norwid, J. Słowacki i J. Conrad , a z drugiej S. Wyspiański i S. Brzozowski.

W pracy Lidii Sadkowskiej-Mokkas otrzymujemy szereg scen, urywków z okupacyjnej codzienności  reprezentantów „Utraconych Hiobowych dzieci”, czyli T. Gajcego, K. K. Baczyńskiego, A. Trzebińskiego, W. Bojarskiego, T. Borowskiego, W. Mencela i Z. Stroińskiego.

Układ rozdziałów i podrozdziałów prowadzi czytelnika od upalnego lata 1939 roku, przez piątek 1 września,  wydarzenia Powstania Warszawskiego 1944 roku, aż do oficjalnego końca wojny, dnia powrotu Lesława M. Bartelskiego z obozu. Chronologia pomaga w tej wędrówce, wprowadza pewien ład, porządkuje.

Wojna a forma. Redukcja

Czas wojenny nie służy długim formom wypowiedzi literackiej.  Stąd wyjątkowa wówczas popularność liryki, dramatu, a z form epickich: noweli, opowiadania i  szkicu. Na znaczeniu zyskują dzienniki, pamiętniki, wspomnienia czy ulotna poezja patriotyczna oraz gatunki publicystyczne.

Podstawowym wyznacznikiem strategii piśmiennictwa wojennego – jak zauważył prof. Edward Balcerzan – jest przede wszystkim wielozakresowa redukcja tekstu, obejmująca rozmaite poziomy zarówno pojedynczego przekazu słownego, jak i całej tradycji literackiej. Wybór poetyki prowadzi do obserwacji w perspektywie antropologicznej – redukcji kultury.

I ten pomysł wprowadziła w strukturę swojej pracy  Lidia Sadkowska – Mokkas. Osiem rozdziałów z krótkimi podrozdziałami, zaopatrzonymi w ciekawe śródtytuły to wejście od razu in medias res. Autorka lubi konkret, szczegół, który eksponuje, wyostrza.

To szereg obrazków codzienności okupacyjnej, jak sama mówi „migawek warszawskich”, wielość adresów (np. Słoneczna 50 i kamienica przy  Madalińskiego  na Mokotowie, dom przy Krasińskiego na Żoliborzu, kamienica braci Jabłkowskich, szpital Czerniakowski…)  i menażeria postaci – od koryfeuszy literatury (np. F. Goetel, W. Bojarski, M. Dąbrowska, Z. Nałkowska, J. Iwaszkiewicz) do wspomnianego już pokolenia debiutujących dwudziestolatków.  

Styl Sadkowskiej – Mokkas odznacza się jasnością, przejrzystością i zgrabną, soczystą polszczyzną. Jest to ogromnym walorem tego testu, nasyconego dodatkowo cytatami literackimi, aluzjami kulturowymi. Język narracji jest dynamiczny, sugestywny i niezwykle obrazowy. Ma rytm Warszawy, poetykę codzienności, grozę egzystencji, echo bomb i strzałów. Niesie w sobie tamten czas.

Etos, mit, legenda

Warszawa jak Pompeje i Herkulanum. Trudno o trafniej dobrany symbol. Tak zarysowana analogia daje autorce możliwość wprowadzenia perspektywy ludzi i miasta ruin. Pełnię życia i umierania, kontrast polisnekropolis.

To przecież czas wyklęty, czas pogardy, zniewolenia. Eksterminacja narodu i elit. Bez zwycięstwa, miasta, które przegrywa, a po wojnie trafia w nowe komunistyczne, sowieckie zniewolenie. Jednak równolegle obserwujemy początek mitu, narodziny legendy. Literacka wizja idei epoki ma sprostać marzeniu o wolności, ma stworzyć etos, wzorzec społeczny.

Kiedy chce się zniszczyć naród, unicestwieniu biologicznemu towarzyszy unicestwienie duchowe. To pierwsza zasada niemieckiego porządku świata – Hans Frank przekonywał, że „… polski kraj powinien być zamieniony w pustynię intelektualną.” Niemiecki plan Intelligenzaktion to jedna z odsłon kataklizmu lat 1939 -45 i kolejny rozdział w smutnych dziejach kakogeniki.

Kakogenika oznacza proces, który rozpoczął się wojnami napoleońskimi i przez powstanie listopadowe, powstanie styczniowe, II wojnę światową oraz PRL trwa aż do dziś. Kakogenika w polskiej historiografii określa metodyczne działanie okupantów, zaborców, reżimów w planie szeroko rozumianej eksterminacji narodu. W praktyce polegała na tym, że od ponad 200 lat odchodzą w niebyt kolejne grupy wywodzące się jeszcze z elit I Rzeczypospolitej. Jakby je ścinała gilotyna. 

Warto zauważyć, że Polska nie podpisała aktu kapitulacji, nie pogodziły się z klęską także środowiska twórcze. W okupowanym kraju i zniewolonej stolicy sztuka i oświata stały się dziedzinami działalności konspiracyjnej. Wydawano około 40 pism literackich, opublikowano 130 książek poetyckich, działały salony literackie (trochę na wzór tych z XIX wieku).

Reguły konspiracji determinowały uprawianie profesji pisarza w kraju rządzonym zbrodnią i terrorem. Samo myślenie o twórczości w języku polskim wymagało ukrycia, groziło represjami, aż do likwidacji. Ale wzmagało też mityzację tych wydarzeń.

Opowieść o literatach, pisarzach, poetach czasów zagłady to właściwie apel poległych, ale z perspektywy  Słów w ogniu to też źródło życia. Przecież w okresach skarlałego człowieczeństwa to największa i jedyna szansa na „wzrastanie ducha”.

Rozpacz literatury pokolenia wojennego splata się z ściśle z jakże polską nadzieją, że cierpienia człowieka nie idzie na marne. Muzy nie milkną nawet w obliczu końca, często są początkiem mitu. A mit inspiruje powstawanie arcydzieł.

Słowa w ogniu – niedosyt

Niestety, mamy do czynienia raczej z literackim przewodnikiem wojennej Warszawy. Ewentualnie, z rodzajem  historycznego eseju. Autorka snuje refleksje, piętrzy opowieść, ale to bardzo eklektyczna praca.

Opuszcza, pomija losy wielu pisarzy np. M. Rodziewiczówny (wyszła z Warszawy po kapitulacji Powstania’44), rannego w powstaniu warszawskim J. Kadena-Bandrowskiego czy tego, który już w 1939 utracił w bombardowaniu Warszawy cały swój dorobek, a w czasie powstania współpracował z prasą powstańczą, czyli K. Makuszyńskiego.

Wiadomo, że autor ma prawo selekcji materiału, wyboru źródeł i treści, jednak  Lidia Sadkowska – Mokkas pisze tak jakby nie uwzględniała ani pozycji znanych pisarzy, jak i ich znaczenia oraz roli jaką odgrywali  w przedwojennej Polsce.

Wprowadza perspektywę współczesną, momentami nacechowaną pewnego rodzaju natarczywą poprawnością polityczną i hierarchią obecnego tzw. salonu. Stąd na przykład dogłębna i rozbudowana sekwencja poświęcona Czesławowi Miłoszowi.

Nie chce dostrzegać wątku pisarzy, których syndrom wojny, przeżytej w Warszawie, określił  późniejsze doświadczenie twórcze. Mówię tu o wielkim nieobecnym tej książki, czyli Jarosławie Marku Rymkiewiczu, autorze „Kinderszenen”. Nawet Miron Białoszewski został muśnięty lekko i prawie niezauważalnie.

Nie ma również Władysława Zambrzyckiego z jego „Kwaterą Bożych pomyleńców”, swoistym rozrachunkiem i pożegnaniem inteligenckiej Warszawy, znanej z dwudziestolecia. Ogromna szkoda, że badaczka rezygnuje z wszechstronnej analizy, interpretuje zjawiska powierzchownie i eliminuje – zdawać się może tendencyjnie – niektóre postaci.

Brakuje w publikacji też swego rodzaju bilansu i uporządkowania. Prostego i zdawałoby się zwykłego, listy strat:  kto przeżył, kto odszedł, kto był żołnierzem, kto po wojnie powrócił do Warszawy, a kto nie,  itp. Szkoda, bo wydaje się, że przy tego typu publikacji jest to czymś oczekiwanym. Można też było stworzyć mapę wojennych adresów pisarzy. Topografia stolicy czasu wojny i okupacji, to przecież też miejsca, mieszkania, zburzone kamienice literatów, salony literackie.

Edytorsko praca również nie zachwyca, gdzieniegdzie fotografie, raczej nieliczna ikonografia i w kiepskiej jakości, często ogólnie znane i dostępne zdjęcia. Brak planów miasta, map, diagramów, infografik. Dostajemy subiektywną gawędę, a nie dobrze skonstruowaną, nowatorską pracę naukową. Wtórny dobór treści, potwierdza przyjęty przez autorkę dobrostan quasi-kanonu literatury poprawnej politycznie. Trochę szkoda.


Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Ocena recenzenta: 4/6
Jolanta Szacik – Jankowska


Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Skarpa Warszawska.

Czytaj również:

Comments are closed.