Hej dziewczyno! Hej niebogo! Jakieś wojsko idzie drogą! Schowaj pieniądze, schowaj zegarek! Kryj się, kryj! Zaczynająca się od tych słów słynna piosenka Kultu powinna w zasadzie wystarczyć za opis sowieckiego wyzwolenia Polski w latach 1944-1945. I tylko fakt, że co jakiś czas próbuje się publicznie przekonywać, że Armia Czerwona przyniosła Polsce wolność, sprawia, iż trzeba powiedzieć na ten temat kilka zdań więcej…
Dawaj czasy!
Zdecydowana większość Polaków nie miała zbyt wygórowanych oczekiwań względem nadchodzących Sowietów. Wprawdzie nieuchronna porażka III Rzeszy i kres niemieckiej okupacji kazały z optymizmem patrzeć w przyszłość, ale Armia Czerwona budziła zbyt wiele obaw, aby odetchnąć z ulgą. To, co spotkało naród polski w ciągu kilku lat po tym, jak w nocy z 3 na 4 stycznia 1944 roku Sowieci weszli na terytorium II Rzeczypospolitej, przekroczyło chyba najgorsze oczekiwania. Szczególnie swawolnie i okrutnie sowiecka soldateska zachowywała się na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Wszystkich mieszkańców tych terenów, w tym także Ślązaków, Mazurów czy robotników przymusowych, traktowano jak Niemców (a niekiedy wręcz gorzej), zaś zastane budynki i majątek uważano za zdobycz wojenną, mającą zrekompensować wyrządzone przez Niemców w ZSRS szkody. Również przybyli wkrótce polscy osiedleńcy żyli w permanentnym strachu. Ludność polska żyje w ciągłej bojaźni i lęku – raportował komendant MO w Trzebnicy. Nie oznacza to jednak, że mieszkańcy terytorium przedwojennej Polski mogli spać spokojnie. Rozpasana sowiecka dzicz, odziana w mundury, siała spustoszenie. – opisywał sytuację w wyzwolonym Grudziądzu jeden z jego mieszkańców – Kobiety gwałcono. Kradzieżom nie było końca. (…) Rozszalałe żołdactwo, szczególnie azjatyckie, nie miało żadnej litości. Traktowali nas jak wrogów (…) Najwartościowszym przedmiotem wymiany, za który mogliśmy uzyskać wszystko, był alkohol, w każdej postaci. (…) O zmierzchu na ulicach panował prawdziwie dziki zachód. Strzały, pożary, pijackie orgie, krzyki gwałconych i okradanych były powszechnym zjawiskiem w pierwszych dniach życia oswobodzonego miasta. Najgorsze przy tym nie były wcale wojska pierwszego rzutu, ale fala jednostek tyłowych, która zalewała dany teren po tym, gdy linia frontu przesuwała się dalej na Zachód oraz ci żołnierze, którzy nieco później, po zakończeniu wojny, wracali przez Polskę z powrotem do ZSRS.
Jedną z najważniejszych cech charakterystycznych „wyzwolenia” w sowieckim wydaniu było powszechne uwalnianie Polaków od ich własności prywatnej. Krasnoarmiejcy kradli bowiem na potęgę wszystko, co się dało: jedzenie, bydło, rowery, alkohol czy ich ulubione suweniry – zegarki. Przewodniczący podziemnej Rady Jedności Narodowej – Kazimierz Pużak, wspominał: Spadli jak szarańcza na sklepy. Charakterystyczne, że (…) lgnęli do mieszkań, prowadząc wszędzie nieporządek i rekwizycje opału – no i zegarków – i latarek elektrycznych. Atakowali na ulicach, wpadali do mieszkań i domów, napadali na pociągi, sklepy i gospodarstwa. Wystarczyła chwila, słynny okrzyk: Dawaj czasy! (z ros. Daj zegarek!) i kolejny Polak zdejmował pasek z przegubu dłoni. Bezpieczni przed zachłannością przybyszy ze Wschodu nie byli nawet przedstawiciele władzy komunistycznej. W jednym z raportów XIII Komisariatu Milicji Obywatelskiej w Częstochowie można przeczytać m.in. o tym, jak 2 czerwca 1945 roku okradziony przez Sowietów został jeden z funkcjonariuszy MO. Łupem złodziei padł m.in. pistolet marki „Astra” (…), motor (…), zegarek kryty na 15 kamieni marki London, portfel służbowy, wieczne pióro marki Omega (…).
Poza rabunkiem „indywidualnym” Armia Czerwona uprawiała także rabunek „zinstytucjonalizowany”. Tytułem rzekomej rekompensaty za poniesione podczas wojny straty krasnoarmiejcy, na czele z oddziałami tzw. trofiejszczyków, pustoszyli fabryki, zakłady, huty i kopalnie, zabierając zapasy produktów, urządzenia oraz narzędzia. Polakom nierzadko zostawały dosłownie gołe ściany. Jak w październiku 1944 roku donosiła Komenda Okręgu AK Białystok, Armia sow. wysiedliła przyfrontowy 25klm. pas, gdzie dopuszcza się rabunku na niespotykaną skalę. (…) Obecnie armia wywozi narzędzia rolnicze do Rosji, młóci zboże, kopie kartofle dla własnych potrzeb. Domy rozbiera się na opał lub urządzenia schronów. (…) Lasy nikną. Inwentarz żywy jest konfiskowany bez żadnego planu kontygentowego. Maszyny i urządzenia fabryczne i zakładów, zapasy surowca, nawet meble z rej. przemysłowych Grodna, Białegostoku, Starosielc, Łap wywożą do Rosji (…). Sporą „popularnością” wśród bolszewików cieszyła się infrastruktura kolejowa, przez co na terenie przedwojennej Polski i tzw. Ziem Odzyskanych zdemontowano łącznie aż 6 tys. km2 linii kolejowych (1/3 polskiego stanu posiadania sprzed 1939 roku!). Działania RKKA nie ominęły również wsi. Poza obowiązkiem realizacji kontyngentów (nierzadko dotkliwszych niż podczas okupacji niemieckiej) na rzecz „oswobodzicieli” polscy chłopi musieli znosić samowolne rabunki czerwonoarmistów oraz wykonywanie takich rozporządzeń, jak to wydane przez Stalina w marcu 1945 roku, na mocy którego Sowieci przepędzili na swoją stronę granicy m.in. niecałe pół miliona sztuk bydła.
Łączne straty materialne poniesione przez Polaków na skutek „wyzwolenia” tylko na przedwojennym terytorium szacuje się na nieco ponad 50 miliardów dolarów. Jeśli w dodatku weźmiemy pod uwagę, w jakim stanie polska gospodarka znajdowała się u kresu wojny, zniszczenia te okażą się jeszcze dotkliwsze. A przecież trzeba pamiętać, że szkody rzeczowe nie były, niestety, jedynymi wyrządzonymi przez bolszewików…
Wszechobecna przemoc
Rabunkom i swawolom krasnoarmiejców często towarzyszyły bowiem pobicia i morderstwa. Niekiedy następowały one nawet bez lub z zupełnie błahego powodu. Dla przykładu, w lipcu 1945 roku dwóch bolszewików weszło w poszukiwaniu wódki do domu w Niepołomicach i zamordowało gospodarza. Z kolei ponad 4 miesiące wcześniej pijana banda sowieckich żołdaków zabiła w jednym z działdowskich domostw 19 osób. Czasem dochodziło nawet do starć z milicją, UB lub Ludowym Wojskiem Polskim. Na terenie miejscowości Jeżów, na szosie Łódź-Rawa, toczy się walka między wojskami radzieckimi a społeczeństwem polskim. – czytamy w jednej z zachowanych szyfrówek – 17 zabitych i dużo rannych. Sytuacja nie opanowana. Prosimy o pomoc. Wojska radzieckie otrzymują posiłki ze strony Skierniewic na wieś Kosiska. Cały stan Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa, Milicji i starostwa brzezińskiego skierowany z odsieczą. Szczególnie duże niebezpieczeństwo groziło polskim kobietom, które bolszewicy traktowali – na równi z wódką i zegarkami – jako najcenniejszą zdobycz. Brudni, pijani i brutalni sołdaci nie zważali na nic i na nikogo, gwałcąc Polki niezależnie od wieku czy stanu, indywidualnie i w grupach. Polki czasem celowo starały się wyglądać możliwie jak najmniej atrakcyjnie, jednak nie zawsze pozwalało to uniknąć zhańbienia. Relacje o tych dramatach są wstrząsające. Donoszę, że w nocy (…) wtargnęło dwóch żołnierzy rosyjskich do mego domu (…) – opisywano w jednej ze skarg – Żołnierze ci twierdzili, że walczą trzeci rok o Polskę, więc mają prawo do wszystkich Polek (…) Kiedy żona oświadczyła, że absolutnie nie odda [im] córek, wtedy ciągnąc ją za włosy, wyciągnęli na podwórko z mieszkania, gdzie w bestialski sposób, rzucając ją o ziemię, zgwałcili. Przy czym nadmieniam, że żona w owym czasie była chora, gdyż przechodziła grypę, liczy 52 lata, mimo tego tak postąpili. W innym dokumencie – meldunku starosty powiatu kieleckiego – czytamy: W Kielcach ostatnio było kilkanaście wypadków gwałtów dokonanych tak w stosunku do starszych kobiet jak i zupełnie nieletnich, pogryziono przy tym w bestialski sposób swe ofiary, wyrywając im dosłownie kawałki ciała, a nawet w jednym wypadku przegryzając krtań.
Liczba gwałtów popełnionych przez bojców na Polkach była bardzo duża (z pewnością sięgała dziesiątek tysięcy), choć trudno w tym zakresie o dokładne statystyki. Znane są jednak wyrywkowe dane. I tak np. tylko w powiecie świeckim (którego ludność stanowiła przed wojną zaledwie ok. 0,3% ludności II Rzeczypospolitej) w ciągu 4 miesięcy pomiędzy połową lutego a połową czerwca 1945 roku doszło do 300 gwałtów.

Źródło: Wikimedia Commons
Obok morderstw, pobić i gwałtów sowieckie „wyzwolenie” przyniosło Polsce także kolejną falę aresztowań i wywózek. Oprócz działaczy i żołnierzy niepodległościowego podziemia pociągi na Wschód wywiozły m.in. dziesiątki tysięcy (możliwe, że nawet 90 tysięcy!) górników z Górnego Śląska, którzy mieli stanowić rekompensatę strat poniesionych przez Sowietów ze strony Niemców. Niezależnie od tego wielu Polaków wylądowało w rozsianych po całym kraju więzieniach i obozach NKWD. Zarazem znamiennym i upiornym jest fakt, że niektóre z obozów Sowieci uruchomili na terenie byłych obozów niemieckich. Tak stało się m.in. w Oświęcimiu i na Majdanku…
Bilans spustoszenia
Powyższego obrazu „oswobodzenia” dopełniają oczywiście polityczne porządki, jakie zafundowali Polakom bolszewicy (wespół z „polskimi” komunistami), połączone z oderwaniem od Rzeczypospolitej Wilna i Lwowa oraz krwawym zwalczaniem polskiego podziemia, o czym jednak trzeba byłoby pewnie napisać osobną książkę. Tym niemniej jasnym jest, jak bardzo destruktywne było dla Polski jej „wyzwolenie” przez Armię Czerwoną i że w swej istocie oznaczało jedynie zmianę okupanta. Oczywiście można odrzucać taki punkt widzenia, argumentując, że jarzmo niemieckie przyniosło więcej ofiar, że naganne zachowania względem ludności cywilnej zdarzały się oraz zdarzają w każdej armii i że przecież nie wszyscy żołnierze sowieccy dopuszczali się kradzieży, gwałtów i aktów przemocy. Należy jednak mieć na uwadze, że Polska była krajem sojuszniczym ZSRS, a czerwonoarmiści postępowali za mniej lub bardziej oficjalnym przyzwoleniem dowódców (próby zwalczania swawoli żołnierstwa podejmowano rzadko, zasadą było raczej pobłażanie), a swoje przestępstwa popełniali w sposób wyjątkowo bestialski i haniebny. I doprawdy trudno sobie wyobrazić, że wyzwolenie Polski przez Anglików i Amerykanów przebiegałoby w podobny sposób i wyrządziłoby również duże szkody gospodarcze, społeczne, polityczne i moralne. Szkody, które notabene wydają się być na tyle duże, że aż trudno zrozumieć, dlaczego tak często (skądinąd wcale nie bez racji) wspomina się o reparacjach wojennych należnych od Niemiec, a tak rzadko analogiczny temat pojawia się w kontekście Rosji, która przecież nie bez dumy uznaje się za spadkobierców czerwonych „wyzwolicieli”.
Patryk Halczak
Bibliografia:
Jankowski M.S., Dawaj czasy! czyli wyzwolenie po sowiecku, Poznań 2017
Kaliński D., Czerwona zaraza. Jak naprawdę wyglądało wyzwolenie Polski?, Kraków 2017
Krogulski M. L., Okupacja w imię sojuszu. Armia radziecka w Polsce 1944-1956, Warszawa 2000
Wieczorkiewicz P., Historia polityczna Polski 1935-1945, Poznań 2014
Zaremba M., Wielka trwoga. Polska 1944-1947, Kraków 2012
