gdzie i jak walczyli wikingowie

Taktyka przed starciem: gdzie i jak walczyli wikingowie?

Zanim doszło do starcia, bitwa była już w połowie wygrana albo przegrana. Wybór miejsca, ustawienie ludzi, wykorzystanie terenu i nastroje w armii decydowały o wyniku szybciej niż pierwsze uderzenie topora. Gdzie i jak walczyli wikingowie? Philip Line w książce pt. „Wikingowie. Wojownicy Północy” nakreślił, jak świadomie wykorzystywano teren pola bitwy, aby pokonać przeciwnika.

W starożytności i średniowieczu najważniejszy był okres tuż przez bitwą. To właśnie wtedy dowódca miał okazję przeprowadzić akcje, które mogły wpłynąć na przebieg starcia i jego wynik. Natomiast po rozpoczęciu bitwy jego szanse na zmianę jej przebiegu były bardzo ograniczone. Jeżeli jedna armia czekała na drugą, dowódca mógł wybrać miejsce walki.

Jedyną decyzją taktyczną, odnotowaną przez Assera w opisie bitwy pod Ashdown (871), jest fakt, że armia wikingów zajęła pozycję na wzgórzu. Ustawienie się na wyżej położonym terenie niż wróg dawało przewagę moralną. Jeśli nieprzyjaciel zdecydował się na atak na wzgórze, jego marsz ulegał spowolnieniu, ludzie szybciej się męczyli, a ich szyk mógł się rozsypać, zwłaszcza gdy mieli wielu konnych. Doskonale wiedział o tym król Harold II Godwinson, gdy postanowił zaczekać na księcia Normandii Wilhelma na Senlac Ridge pod Hastings.

Ustawienie się za mokradłami lub innym trudnym do pokonania terenem mogło dać podobną przewagę. Czasami pomagano sobie jeszcze sztucznymi przeszkodami, niekiedy ukrytymi przed wrogiem. Niektórzy twierdzą, że tkanina z Bayeux przedstawia paliki, umieszczone przed frontem angielskiej armii, ale mogła to być zwykła roślinność.

Wikingowie byli biegli w stosowaniu umocnień obronnych – z ostrożności regularnie sypali wały wokół swoich obozów, założonych na wybrzeżach mórz i brzegach rzek, albo poprawiali istniejące struktury za pomocą zaimprowizowanych osłon. Przeszkody terenowe, takie jak mokradła, lasy, koryta rzek czy niedostępne wzgórza, również zapewniały dogodne bariery, na których mogło się wesprzeć skrzydło armii.

Ponieważ liczba dróg, z których korzystały armie, była ograniczona, można było przygotować zasadzkę na zbliżającego się wroga, wykorzystując nierówny teren czy las do ukrycia się. Do ataków z zaskoczenia zaliczały się też nocne podchody i szturmy o świcie, ale groziły tym, że w szeregach podkradającej się armii nastąpi zamieszanie. Król Karol II Łysy podjął taką próbę pod Andernach w 876 roku, ale skończyła się dla niego klęską.

Czasami armie decydowały się na spotkanie na równych warunkach – na odpowiednim do bitwy terenie, który nie dawał uprzywilejowanej pozycji żadnej ze stron. Jednak nawet wówczas przewagę dawało atakowanie z wiatrem lub ze wschodzącym czy zachodzącym słońcem za plecami.

Niezależnie od tego, czy przeciwnicy byli poganami, chrześcijanami czy muzułmanami, obowiązywały ich ściśle określone rytualne, a także praktyczne przygotowania do bitwy. Mogły one przybrać formę religijnych obrzędów, takich jak modlitwy i msze. Dla chrześcijan i muzułmanów chyba ważniejsze od ustawienia się na wyżej położonym terenie było zajęcie moralnie wyższej pozycji. Swoją armię należało zapewnić, że sprawa, o którą ma walczyć, jest uzasadniona, a zatem słuszna i sprawiedliwa. Z kolei wroga trzeba było oczernić i przedstawić jako nieprawego.

Przed najazdem czy kampanią poganie zabiegali o wsparcie sił nadprzyrodzonych i zapewne jeszcze bardziej starali się o nie przed samą bitwą. Rola Odyna jako boga-wojownika została dokładniej omówiona w rozdziale 7. W Hávamál (Pieśni Najwyższego) znajdziemy wiele zaklęć, które miały dopomóc w bitwie.

Neil Price wymienił następujące funkcje zaklęć wojennych: wzbudzać strach lub niepewność; wzmagać odwagę i jasność umysłu; wzmacniać siły fizyczne lub osłabiać (wrogów); utrudniać ruchy ciała; uszkadzać lub wzmacniać broń i uzbrojenie; uczynić wojowników niepodatnymi na zranienia w walce; zabijać wrogów; wskrzeszać martwych wojowników, aby dalej walczyli; zapewniać ochronę przed wrogimi czarownikami; pokonywać i zabijać czarowników.

Dla pogańskich Skandynawów koniecznym krokiem było osiągnięcie magicznego panowania nad polem bitwy przed rozpoczęciem starcia. Przywódcom mogli towarzyszyć czarownicy, ale w wielu przykładach w zachowanej literaturze to sami przywódcy mają takie zdolności. Na przykład królowa Skuld w Hrólfs saga kraka (Saga o Rolfi e Krake) [i w Gesta Danorum (Czyny Duńczyków)] zwodzi armię króla Rolfa Krake, dzięki czemu wojownicy pozostają w obozie, zajęci zabawianiem się z kobietami i nieświadomi, że zbliża się armia królowej.

Nie mamy dowodów, że kobiety kiedykolwiek dowodziły armiami wikingów, ale powszechnie przyjmuje się, że wikińscy królowie i wodzowie pełnili funkcje wojskowe, prawne i sakralne oraz że czasami przypisywano im też magiczną moc.

Formy chrześcijańskich, muzułmańskich i pogańskich rytuałów mogły być różne, ale wszystkie miały ten sam cel – zapewnić przychylność bogów. Choć dla chrześcijan mogło być jasne, że Bóg nie będzie sprzyjał pogańskim przeciwnikom, to sami nie mogli się spodziewać boskiej pomocy, jeżeli nie okazali pokory i szacunku. Asser tak opisał przygotowania do bitwy pod Ashdown:

Wszelako Alfred przybył na miejsce bitwy szybciej i bardziej ochoczo ze swoimi ludźmi, jak usłyszeliśmy od tych świadków, którzy to widzieli. Niewątpliwie jego brat, król Æthelred, był wówczas jeszcze w swoim namiocie, słuchał mszy, modlił się i zanim ksiądz skończył odprawiać mszę, przysiągł, że nie odejdzie stamtąd żywy i nie porzuci służby Bogu dla człowieka. I tak zrobił. Tym samym wiara chrześcijańskiego króla miała wielką wartość dla pana [Alfreda], co zostanie jaśniej wyłożone w następnej opowieści.

Dalej Asser opowiedział, że poganie mogli zaatakować osamotniony oddział Alfreda, gdyż byli gotowi do walki przed przybyciem króla Æthelreda. Jednak kronikarz nie miał wątpliwości, że mimo podjętego ryzyka decyzja króla o wysłuchaniu mszy była słuszna i korzystna. Natomiast jego zdaniem (i niewątpliwie też Æthelreda) postąpienie inaczej byłoby proszeniem się o klęskę, gorszym niż podjęcie taktycznego ryzyka.

Chrześcijaństwo wprowadziło nieistniejący wcześniej moralny wymiar działań wojennych. Praktycznie nie istnieją dowody sprzed XII wieku, by skandynawskie armie odprawiały chrześcijańskie obrzędy przed bitwą, gdyż relacje o ich postępowaniu w epoce wikingów zostały albo spisane przez ich wrogów, albo są niewiarygodnymi opowieściami z późniejszych źródeł, takich jak sagi, kronika Sakso Gramatyka czy staroruski latopis Powieść minionych lat.

Niewątpliwie Skandynawowie zapożyczyli wiele zwyczajów od swoich już schrystianizowanych sąsiadów. Natomiast to, jak postrzegali to, co robili, jest już całkiem inną kwestią. Na przykład możliwe, że kiedy skandynawscy wojownicy, którzy niedawno przyjęli wiarę chrześcijańską, zanosili modły do Boga i przekazywali darowizny kościołom, traktowali to jako wymianę darów, dwustronną umowę, podobną do tych, które zawierali z innymi potężnymi ludźmi czy pogańskimi bóstwami. Innymi słowy, gdy ofiarowywali coś Bogu, uważali, że w zasadzie jest zobowiązany dać im coś w zamian.

Udział w mszy wymagał przyjęcia komunii, a także wyznania grzechów księdzu. Kronikarze często wspominają o spowiedziach królów i książąt, ale wiemy również, że robiły to całe armie. Na przykład Widukind z Korbei opisał poranne przygotowania do bitwy pod Łączynem (dzisiejsze Lenzen) w 929 roku, w której Niemcy starli się ze Słowianami.

Obrzęd mógł służyć przywróceniu zdrowia chorym albo przynajmniej był ostatnią spowiedzią tych, którzy mieli zginąć. W obu przypadkach uspokajał umysły przystępujących do walki. Powszechnie praktykowano też post przed bitwą – który miał być okazaniem skruchy, a zatem udowodnieniem, że jest się godnym boskiej pomocy.

Mogły mu towarzyszyć publiczne modły – prośby o wsparcie kierowane do Boga albo tych, którzy mogli się u niego wstawić, czyli świętych. Według powszechnej opinii przegrana oznaczała, że wcześniej nie udało się przypodobać Bogu – być może bezpośrednimi przygotowaniami do bitwy albo sposobem dowodzenia armią. Zwycięstwo przeciwnej armii chrześcijańskiej można było interpretować jako znak od Boga, że jej sprzyja, natomiast zwycięstwo przeciwnej armii pogańskiej było boską karą dla przegranych.

Oprócz obrzędów religijnych mogły się odbywać pokazy brawury, służące zademonstrowaniu waleczności obu stron i zapewne przestraszeniu wroga. Niekiedy wyzywano również przeciwników na pojedynek – dowódcy rzucali wyzwanie wrogiemu przywódcy albo znamienici drużynnicy wzywali, aby wystąpił którykolwiek z wrogów i stanął z nimi do walki.

Czasami rzucano wyzwanie, aby za pomocą pojedynku rozstrzygnąć kwestię sporną, z powodu której przeciwne armie szykowały się do bitwy. W społeczeństwach chrześcijańskich akceptowano sąd boży na drodze bitwy, aby ustalić, komu Bóg sprzyja. Takie motywy mogły wpłynąć na decyzję Byrhtnotha, który pozwolił armii wikingów bezpiecznie przekroczyć Blackwater pod Maldon. Nie możemy założyć, że był po prostu głupi czy arogancki albo źle ocenił sytuację taktyczną, osądzając go z perspektywy współczesnego dowódcy wojskowego.


Tekst jest fragmentem książki Wikingowie. Wojownicy Północy i powstał we współpracy z Wydawnictwem RM.

Comments are closed.