Tomasz Cybulski, Syn Jaćwieży
Jest rok 930. W głębi jaćwieskich lasów rozpętuje się piekło. Na plemię Dajnów napada wikińska wataha pod dowództwem konunga Varga – okrutnego, pozbawionego skrupułów, błękitnookiego łupieżcy. Czternastoletni Gaudneras, jako jeden z niewielu ocalałych, trafia do niewoli. Mimo nieludzkich warunków przy życiu trzyma go przysięga, którą złożył zamordowanym rodzicom – pomści ich, a Varg zapłaci za całe zło, które sprowadził na Dajnów.
Droga do zemsty wiedzie chłopaka przez śniegi Jaćwieży, stepy Pieczyngów, Kanugard i Miklagard, a wyznacza ją krew, walka, braterstwo krwi i balansowanie między honorem a intrygą. Czy bogowie będą sprzyjać Gaudnerasowi w dotrzymaniu obietnicy? Czy żądza zemsty zamieni go w bezdusznego mordercę?
Syn Jaćwieży to debiutancka powieść Tomasza Cybulskiego. Autor połączył w niej zamiłowanie do literatury historycznej, fantasy i przygodowej z wiedzą zawodową na temat zachowań w sytuacjach granicznych. Książka to epicka opowieść o świecie, w którym przetrwanie to coś, o co trzeba walczyć każdego dnia, przeciwstawiając próbę zachowania człowieczeństwa pierwotnym instynktom.
Cztery światy
Blurb nasunął mi skojarzenie z serią Wojny Wikingów Bernarda Cornwella i opartym na jej motywach serialu Upadek królestwa (The Last Kingdom). Do lektury zasiadłam więc z pewnym gotowym wyobrażeniem, ale nie trzymałam się go kurczowo. I bardzo dobrze, bo owszem, można znaleźć kilka podobnych motywów (młody chłopak dostaje się do niewoli, poprzysięga zemstę i wyrasta na znamienitego wojownika), ale autor zdecydowanie daje czytelnikowi oryginalną historię osadzoną w świecie, który nieczęsto pojawia się w powieściach. Co więcej, nie pozostawia zbyt wiele czasu na doszukiwanie się popkulturowych odniesień, bo akcja rusza z kopyta już od pierwszych stron.
Sposób przedstawienia czterech miejsc akcji ma bezcenny wpływ na rozwój fabuły. Droga i rozwój głównego bohatera są sprawnie splecione z tymi miejscami. Na początku poznajemy jaćwieską skutą lodem puszczę, w której przetrwać mogą jedynie zrodzeni tam wojownicy i łowcy, rozumiejący jej ducha. Morze traw Pieczyngów to stepy pełne niebezpieczeństw, ale jednocześnie uderzająco piękne, gdzie życie w pojedynkę jest w zasadzie niemożliwe. Dalej droga wiedzie Gaudnerasa do Kanugardu (Kijowa) – miejsca pełnego intryg, zamieszkanego przez wojowniczych Waregów i ich kniazia, bezwzględnego Igora Rurykowicza. Wreszcie docieramy do Miklagardu (Konstantynopola), który zapiera dech swoim przepychem.
Autor świetnie przedstawia te miejsca. Opisy są konkretne, bez zbędnego rozwlekania tekstu, a jednocześnie bardzo plastyczne. Można odnieść wrażenie, że podróżujemy u boku Gaudnerasa. Jak stwierdził sam autor, celem było nadanie historii „surowego autentyzmu” – moim zdaniem ten cel został osiągnięty w stu procentach.
Wędrówka, zemsta i przeznaczenie
Dużym atutem książki jest to, że przemiana głównego bohatera zachodzi stopniowo, a jego rozwój nie jest pozbawiony porażek. Często w tego typu powieściach zdarza się, że protagonista, który musi sprostać nowej rzeczywistości i stojącym przed nim wyzwaniom, niemal bez wysiłku przyswaja nowe umiejętności, zdobywa grono wiernych przyjaciół i dziarsko idzie zmierzyć się ze swoim przeznaczeniem. W przypadku Gaudnerasa nie jest to takie proste.
Poznajemy go jako chłopca, który w kilka chwil traci wszystko. Jest przerażony i zdezorientowany. To wola przetrwania, instynkt, zbieg okoliczności i niezłomność sprawiły, że z biegiem lat mógł stać się groźnym wojownikiem. Gaudneras popełnia błędy, których konsekwencje odczuwa, a jego mistrz w obozie Pieczyngów nie daje mu taryfy ulgowej. Jednocześnie widzimy, jak bohater stopniowo zdobywa przyjaciół, zawiązuje braterstwo krwi i staje się częścią plemienia, które go przyjęło. Dzięki temu otrzymujemy postać z krwi i kości. Taką, która ma swoje wady, prowadzi wewnętrzną walkę, ale również dąży do celu, a w tym wszystkim nie straciła zwykłych ludzkich cech, jak zamiłowanie do rozrywki czy kąśliwe poczucie humoru.
Także postaci drugoplanowe otrzymują dużo miejsca na pokazanie ich losów. Poznajemy między innymi historię trackiego wojownika Kersosa, który po życiowych zawirowaniach przystaje do Pieczyngów i uczy Gaudnerasa walki romphaią. W Kanugardzie stajemy oko w oko ze srogim kniaziem i możemy poznać jego sposób myślenia. Swoje pięć minut otrzymuje także główny antagonista – Varg – dzięki czemu czytelnik może znielubić go jeszcze bardziej. Również bohater zbiorowy odgrywa istotną rolę. Autor spójnie zrekonstruował takie aspekty jak realia życia w koczowniczym obozie czy też hierarchię i sposób organizacji drużynników kniazia.
Wszystkie te czynniki sprawiają, że w Synu Jaćwieży w zasadzie nie ma zbędnych fragmentów. Każdy element jest na swoim miejscu i składa się na całość, od której trudno się oderwać.
Syn Jaćwieży – podsumowanie
Książka Tomasza Cybulskiego to świetny debiut. Akcja porywa od pierwszych stron, główny bohater jest interesujący, a czytelnik w trakcie czytania cały czas zastanawia się, czy obietnica zemsty zostanie spełniona i co wtedy zrobi Gaudneras.
Mam tylko jedno zastrzeżenie. Były w książce miejsca, w których wypowiedź postaci była dziwnie podzielona na akapity lub tekst narratora znajdował się po kropce w tej samej linijce co wypowiedź danego bohatera i na pierwszy rzut oka wyglądał jak jej kontynuacja. Trochę to wybijało z rytmu czytania. Poza tym jestem zachwycona i z niecierpliwością czekam na drugi tom.
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Aleksandra Bernatek-Krakowiak
Egzemplarz recenzencki otrzymany od Wydawnictwa Skarpa Warszawska. Tekst jest subiektywną oceną autora, redakcja nie identyfikuje się z opiniami w nim zawartymi.