Ville Ropponen, Ville-Juhani Sutinen, Droga kości. Podróż śladami Gułagu

Ville Ropponen, Ville-Juhani Sutinen, Droga kości. Podróż śladami Gułagu

Na rosyjskim banknocie pięćsetrublowym przez pewien czas widniał Monastyr Sołowiecki bez krzyży. Grafik skorzystał ze starej fotografii i przypadkiem odtworzył wygląd klasztoru z czasów, gdy mieścił się tam jeden z pierwszych radzieckich obozów. Ville Ropponen i Ville-Juhani Sutinen zaczynają od takiego szczegółu, bo Droga kości opowiada o Gułagu obecnym w rosyjskim pejzażu również wtedy, gdy po barakach zostały fundamenty, na miejscu obozu stoi współczesne miasto, a dawną przemoc przykryła zupełnie inna opowieść.

Może więc nie należy pytać o to, czy o obozach w ogóle się pamięta, ale o sposób, w jaki się to robi.

Ropponen i Sutinen jadą przez Rosję od Karelii i Wysp Sołowieckich, przez Republikę Komi, Workutę i Syberię, aż po Magadan i Kołymę. Szukają dawnych obozów, cmentarzy, kopalń, linii kolejowych, dróg i muzeów. Czytają Sołżenicyna, Szałamowa, Ginzburg i Applebaum, spotykają lokalnych badaczy, muzealników oraz ludzi przechowujących pamięć o represjach. Nie próbują pisać kolejnej pełnej historii Gułagu. Interesuje ich to, co stało się z jego materialnym dziedzictwem i jak Rosja opowiada dziś o systemie, który przez dziesięciolecia obejmował ogromną część kraju.

Skala pozostaje potrzebnym punktem odniesienia. Anne Applebaum szacowała, że w latach 1929-1953 przez radzieckie obozy przeszło około 18 milionów ludzi, kolejne miliony zostały objęte zesłaniami i innymi formami pracy przymusowej. Ropponen i Sutinen nie zatrzymują się przy samej liczbie – sprowadzają ją do miejsc.

Na Biełomorkanale więźniowie wykopali bez użycia maszyn około pięćdziesięciu kilometrów sztucznego odcinka kanału. Przy budowie wykorzystano około 130 tysięcy robotników przymusowych. Oficjalne statystyki mówiły o około 12 tysiącach zmarłych, Applebaum szacowała liczbę ofiar na mniej więcej 25 tysięcy. Kanał pozostał w krajobrazie. Podobnie Workuta, rozwinięta przy ogromnym kompleksie obozowym i kopalniach węgla, oraz Magadan, który stał się bramą na Kołymę.

Takich miejsc autorzy szukają konsekwentnie. W Iskitimie podczas budowy szkoły odnajdywano ludzkie kości na terenie dawnego łagpunktu. Więźniowie wydobywali tam wapień w warunkach niszczących zdrowie, później przez lata o historii miejsca milczano. Obecnie w okolicy znajduje się święte źródło, przyjeżdżają pielgrzymi i rodziny, ludzie spędzają tam wolny czas. Niedaleko stoi krzyż poświęcony ofiarom.

Droga kości jest przez to książką o trwałości infrastruktury i nietrwałości pamięci. Obozowy barak może się rozpaść, kopalnia zostać zamknięta, cmentarz zarosnąć lasem, ale kanał, droga albo miasto nadal spełniają swoją funkcję. Gułag nie był odizolowanym światem za drutem. Zostawił po sobie część gospodarczej i przestrzennej mapy Związku Radzieckiego.

Autorzy pilnują też dłuższej historii represji. Wracają do carskich zesłań i katorgi, później do bolszewickich obozów, Czeki i Sołowek, gdzie w latach dwudziestych rozwijano rozwiązania wykorzystane później na znacznie większą skalę. Liczba osadzonych na archipelagu wzrosła do ponad czterdziestu tysięcy, eksperymentowano z normami wydajności, pracą przymusową i uzależnianiem racji żywnościowych od wykonania planu.

Dziś Sołowki znów kojarzą się przede wszystkim z monasterem. I właśnie tutaj wraca banknot bez krzyży. Święte miejsce, obóz, zabytek i turystyczny obraz istnieją obok siebie, ale nie zajmują w pamięci tej samej przestrzeni. Memoriał postawił na wyspach pomnik już w 1989 roku, autorzy nadal muszą jednak szukać części obozowych pozostałości niemal pod powierzchnią współczesnego krajobrazu.

Ropponen i Sutinen nie powtarzają prostego twierdzenia, że Rosja zapomniała o Gułagu. Po rozpadzie ZSRR publikowano dokumenty i wspomnienia, powstawały pomniki, ekspozycje i muzea. W 2005 roku ukazała się siedmiotomowa Historia stalinowskiego Gułagu. Problem zaczyna się przy sposobie opowiadania.

Perm-36 przez lata był niezależnym muzeum represji politycznych utworzonym na terenie dawnego obozu. W 2014 roku placówkę przejęły władze regionalne, a późniejsza ekspozycja ograniczyła część przekazu dotyczącego więźniów politycznych i odpowiedzialności państwa. Podobne napięcie wraca przy Cerkwi, lokalnych muzeach i państwowych formach upamiętnienia. Ofiara może zostać zachowana w opowieści, podczas gdy sprawca, instytucja oraz mechanizm represji powoli tracą ostre kontury.

Jeszcze inaczej czyta się dziś rozdział o moskiewskim Muzeum Historii Gułagu. Autorzy oglądali tam nowoczesną wystawę z dokumentami, listami egzekucyjnymi, mapą obozów i przedmiotami należącymi do więźniów. Jeden z pracowników mówił im, że część Rosjan nadal uważa osadzonych za ludzi, którzy zapewne na karę zasłużyli.

Książka ukazała się po fińsku w 2019 roku. Pięć lat później Muzeum Historii Gułagu zamknięto, a w 2026 roku potwierdzono plany utworzenia w jego siedzibie instytucji poświęconej ludobójstwu narodu radzieckiego podczas II wojny światowej. Zmieniła się więc nie treść reportażu, lecz rzeczywistość, wobec której go czytamy. Podobny los spotkał Memoriał, organizację dokumentującą represje i tworzącą bazę ofiar. Autorzy korzystali podczas podróży z wiedzy i kontaktów jej działaczy. Rosyjskie władze doprowadziły do likwidacji organizacji, a w 2022 roku Memorial otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla razem z Alesiem Bialackim i ukraińskim Centrum Wolności Obywatelskich.

To sprawia, że polskie wydanie z 2026 roku ma inną temperaturę niż oryginał. Posłowie Marcina Łuniewskiego doprowadza historię przez likwidację Memoriału, pełnoskalową wojnę przeciw Ukrainie, kolejne represje i zamknięcie muzeum w Moskwie. Reportaż o dziedzictwie dawnego systemu czyta się dziś także jako zapis chwili, gdy w Rosji nadal istniały instytucje mogące mówić o tej przeszłości znacznie swobodniej niż kilka lat później.

Droga kości bywa przeciążona. Autorzy chcą zmieścić historię Gułagu, literaturę obozową, podróż, rozmowy, współczesny system penitencjarny i politykę pamięci, więc niektóre partie przypominają skrótową historię systemu wpisaną w reportaż. Znacznie lepiej wypadają tam, gdzie zostawiają teorię i opisują to, co znaleźli na miejscu: cmentarz ukryty w lesie, szczątki obozu, pomnik stojący z dala od głównej trasy, miasto, którego istnienie wyrasta z pracy więźniów. Te obrazy składają się na mocniejszy argument niż kolejne deklaracje o nieprzepracowanej historii. Gułag został częściowo rozebrany, częściowo zarósł, czasem zmienił funkcję. Jego pamięć przeszła podobną drogę; nie zniknęła, lecz została podzielona między rodziny, lokalnych badaczy, Cerkiew, państwo, Memorial, muzea i tych, którzy wolą opowieść o radzieckiej potędze od pytania o cenę, jaką za nią zapłacono.

Dlatego tytułowa droga jest czymś więcej niż trasą przez dawny archipelag obozowy. Ropponen i Sutinen przemierzają kraj, w którym kości leżą obok infrastruktury zbudowanej przez zmarłych, a pamięć nigdy nie jest neutralnym opisem przeszłości. Można postawić krzyż, otworzyć muzeum, opublikować nazwiska i nadal pozostawić bez odpowiedzi pytanie o państwo, które stworzyło cały system. Po latach od pierwszego wydania książki to pytanie brzmi jeszcze wyraźniej. Rosja Gułagu nie zapomniała. Znacznie ciekawsze (i znacznie bardziej niepokojące) jest to, jaki Gułag postanowiła pamiętać.


Wydawnictwo ArtRage, seria Luneta
Agnieszka Cybulska

Comments are closed.