Wojskowość w Kartaginie

Poddani, sojusznicy i najemnicy

Najemnikami i sojusznikami barbarzyńskimi byli Celtowie i Iberowie walczący tak w piechocie, jak i w jeździe. Iberowie byli ludem zamieszkującym południową i centralną część Półwyspu Iberyjskiego. Iberyjscy miecznicy wyposażeni byli w słynne miecze zwane falcata. Ta broń pozwalała na zadawanie tak ran kłutych jak i ciętych. Piechurzy byli też wyposażeni w dwa oszczepy i w okrągłą tarczę zwaną scutum. Stąd też pochodzi nazwa tej jednostki – scutarii. Nie nosili pancerzy, jedynie krótkie tuniki. Scutarii byli nie tylko najemnikami- po podbiciu części Półwyspu Iberyjskiego przez ród Barkidów zostali wcieleni do armii kartagińskiej. Stanowili duże wyzwanie dla rzymskich legionistów. Iberowie służyli też w lekkiej jeździe, która była podobnie wyposażona jak piechota. Jeźdźcy posiadali falcatę i oszczepy do rzucania. Czasem zamiast oszczepów używali włóczni[9].

Celtowie byli rekrutowani z terenów na północ od Padu. Byli to przerażający wojownicy polujący na głowy przeciwników. Walczyli prawie nago, a uzbrojeni byli w tarcze i długie miecze służące do cięć. Hannibal używał tej formacji do działań mających zaskoczyć wroga. Była to ryzykowna jednostka, która lepiej się sprawdzała w zasadzkach. Arystokracja Celtycka także walczyła w jeździe formowała ciężką jazdę. Jeźdźcy nosili kolczugi i metalowe hełmy, okrągłe tarcze, miecze i włócznie[10]. Punijczycy korzystali także z najemnych procarzy z Balearów. Ci cenni harcownicy korzystali z kilku różnych proc w zależności od sytuacji i odległości[11].

Najlepszą lekką kajazdę w armii Kartagińskiej stanowili Numidyjczycy, mieszkańcy Północnej Afryki, którzy tworzyli tam dwa królestwa- wschodnie i zachodnie. Nie korzystali z pancerzy, na ich ramionach czasem wisiały skóry dzikich kotów. Nie używali też lejców, kierowali konia za pomocą liny, nóg i kija jeździeckiego. Jeźdźcy ci także rzucali oszczepami i stosowali taktykę udawanej ucieczki. Stanowili niezwykle zwrotną jazdę, bardzo skuteczną w walkach z Rzymianami. Szczególnie zasłużyli się podczas II wojny punickiej w armii Hannibala[12].

Hoplita- Żołnierz Świętego Zastępu Kartagińskiego.  Ci elitarni hoplici byli uzbrojeni w charakterystyczne, wyróżniające ich białe tarcze. Fot: Wikipedia Commons
Hoplita- Żołnierz Świętego Zastępu Kartagińskiego. Ci elitarni hoplici byli uzbrojeni w charakterystyczne, wyróżniające ich białe tarcze. Fot: Wikipedia Commons

Punijczykom służyli także Grecy- przykładem był wspomniany już Ksantippos, który przybył z innymi najemnikami służyć Kartaginie w czasie I wojny punickiej. Kartagińczycy najmowali też greckich lekkozbrojnych- rzucających oszczepami peltastów[13], a od czasu do czasu hoplitów. Najczęściej byli w stanie zapłacić za tych ciężkozbrojnych tylko w trudnych sytuacjach (po jakiejś porażce), aby odbudować falangę. Zwykle jednak służyli oni jako sprzymierzeni, z reguły w wojnach sycylijskich. Kartagina wiele razy interweniowała, kiedy równowaga na wyspie była zaburzona. Część greckich miast dobrowolnie stawała się sojusznikami Punijczyków, najczęściej przeciw kolejnym tyranom greckich Syrakuz, którzy wielokrotnie sprowadzali niepokoje. Taka sytuacja miała miejsce podczas wojny z Agathoklesem[14](tyranem Syrakuz), nie była jednak rzadkością. Inne ludy z Sycylii i Sardynii, takie jak Sykanowie, Sykulowie i Elymowie, Sardowie i Korsowie także służyły, jako oddziały sojusznicze przede wszystkim w walkach na Sycylii, (bo te wojny dotyczyły ich bezpośrednio). Z półwyspu Apenińskiego sprowadzano niekiedy kampańskich jeźdźców, którym zdarzało się też walczyć przeciw Kartagińczykom. Byli to najemnicy a przy tym i barbarzyńcy, którym zależało jedynie na ciągłym łupieniu. Mimo to, Punijczycy chętnie przyjmowali ich do armii, pozwolili im nawet osiedlić się na Sycylii[15].

Dowództwo

Kartagińscy stratedzy III wieku zostali dobrze przeszkoleni w hellenistycznej sztuce walki. Potrafili sprawnie łączyć różne elementy swoich wielonarodowych armii. Niekiedy taktyka ta była ryzykowna- trudności z komunikacją mogły zaważyć na losach bitwy. W przeciwieństwie do Rzymian, Kartagińczycy nie opierali swojej siły na piechocie. Główną rolę w armii pełniła jazda, dzięki której pozbawiano wroga flank. Następnie dochodziło do okrążenia wrogiej armii i jak to miało miejsce pod Kannami- kompletnego jej unicestwienia. Nie była to taktyka używana tylko przez Hannibala. Podobny przebieg miała wspomniana już bitwa pod Tunisem. Także ojciec Hannibala, Hamilkar, choć bez sukcesu próbował okrążyć Rzymian w bitwie morskiej koło przylądka Eknomos. Działania wojenne miały miejsce na morzu, jednak taktyka była ta sama[16].

Jak więc mit Kartagińczyka- lękliwego kupca ma się do rzeczywistości?

Procarz balearski- Procarze balearscy byli bardzo cennymi harcownikami, którzy jeszcze długo po upadku Kartaginy byli obecni na placu boju. Fot:  Wikipedia Commons
Procarz balearski- Procarze balearscy byli bardzo cennymi harcownikami, którzy jeszcze długo po upadku Kartaginy byli obecni na placu boju. Fot: Wikipedia Commons

Kartagińczycy zawsze byli dzielnymi wojownikami. Ich słabością był brak tak dużych rezerw, jakie mieli Rzymianie podczas wojen punickich. Z tego powodu nie mogli pozwolić sobie na kolejne porażki. Wielu obywateli uzupełniało braki w flocie, której nie można było zaniedbywać. Z tego powodu ich liczba w armii spadała, ale zawsze byli w niej obecni[17]. Nie mogli też utrzymywać armii samych najemników, ponieważ ci byli bardzo kosztowni. Większą ich ilość sprowadzano tylko w nagłych potrzebach. Zwykle stanowili uzupełnienie w armii obywatelskiej. Nie można zapominać o tym, że to właśnie Punijczycy stawiali zaciekły opór ekspansji rzymskiej i w przeciwieństwie do innych państw toczyli z nimi zaciekłe boje. Śmiało można powiedzieć, że to oni byli najbliżej zwycięstwa nad Rzymianami i długo walczyli jak równy z równym. Trudno jest więc mówić o lękliwych kartagińskich kupczykach robiących szemrane interesy. Być może taki obraz Kartagińczyków- kupców powstał poprzez przedstawienie ich w ten sposób w sztuce Punijczyk rzymskiego komediopisarza Plautusa. Nie ma on jednak wiele wspólnego z rzeczywistością.

Maciej Ochenkowski

 

Bibliografia:

Kęciek K., Dzieje Kartagińczyków. Historia nie zawsze ortodoksyjna, Warszawa 2007

Carey B., Ostatnia Bitwa Hannibala. Zama i upadek Kartaginy, Warszawa 2010

Przypisy:

[1]              Krzysztof Kęciek, Dzieje Kartagińczyków. Historia nie zawsze ortodoksyjna 2007, s. 33-36.

[2]              Ibidem, s. 141-142.

[3]              Ibidem, s. 144-145.

[4]              Ibidem, s. 46-47.

[5]              Ibidem, s. 142.

[6]              Brian Todd Carey, Ostatnia Bitwa Hannibala. Zama i upadek Kartaginy, 2010, s. 32.

[7]              Krzysztof Kęciek, op. cit., s. 145-146.

[8]              Ibidem, s. 165-167.

[9]              Brian Todd Carey, op. cit., s. 30-32.

[10]            Ibidem, s. 30-33.

[11]            Krzysztof Kęciek, op. cit., 2007, s. 144.

[12]            Brian Todd Carey, op. cit., s. 33.

[13]            Ibidem, s. 32.

[14]            Krzysztof Kęciek, op. cit., s. 102

[15]            Ibidem, s. 144

[16]            Brian Todd Carey, op. cit., s. 33-34, 48-50, 52-53.

[17]            Krzysztof Kęciek, op. cit., s. 142

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*