Zabić księdza. Niewyjaśnione wątki zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki | Część 1

Ostatnie nabożeństwo w Bydgoszczy

W dniu 19 października 1984 r. ksiądz Popiełuszko wybrał się na swoje ostatnie – jak się okazało – nabożeństwo do parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników na bydgoskich Wyżynach. W podróż tę wybrał się ze znajomym Sewerynem Jaworskim i kierowcą Waldemarem Chrostowskim. Chrostowski twierdził, że był nie tylko kierowcą księdza, lecz również jego przyjacielem[8]. To właśnie on był obecny przy jednym z incydentów, który można uznać za pierwszą próbę zamachu na życie ks. Jerzego Popiełuszki w dniu 13 października 1984 r.

Tego dnia ks. Popiełuszko został zaproszony do Gdańska, na uroczystość nadania mu tytułu kapelana NSZZ „Solidarność”. Miał się tam również spotkać z Lechem Wałęsą, stąd wydarzenie to spotkało się z dużym zainteresowaniem SB. W ślad za ks. Popiełuszką wyruszyła z Warszawy grupa mężczyzn, która w drodze powrotnej próbowała dokonać zamachu na samochód kapłana. Jak później się okazało, byli to ci sami osobnicy, którzy kilka dni później porwali i zamordowali księdza: Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski.

Kierowca Waldemar Chrostowski zeznał później, że zobaczył „mężczyznę wybiegającego na szosę, twarzą w moim kierunku. Wydawało mi się, że jest w pończosze na głowie. (…) Zobaczyłem zamach ręką, odgięcie ręki tego mężczyzny do tyłu. Skierowałem samochód w prawo, i ten mężczyzna jak gdyby się zawahał, jego ręka zmieniła kierunek. Odbiłem wtedy w lewo i dużym łukiem wyminąłem go. (…) Zaobserwowałem, że człowiek ten wykonał rzut, ale ominął on samochód. (…) Nie widziałem przedmiotu, ale z ruchu ręki byłem przekonany, że rzut został wykonany”[9]. Sprawa nieudanego zamachu z 13 października stała się później ważnym elementem procesu toruńskiego, bowiem włączono ją do aktu oskarżenia. Grzegorz Piotrowski w trakcie procesu przyznał, iż widząc wcześniej z jaką prędkością kierowca prowadzi pojazd, zrozumiał iż taki incydent może skończyć się dla pasażerów samochodu tragicznie, dlatego zaniechał wykonania rzutu kamieniem w pojazd, a jedynie celowo podrzucił kamień w górę, aby nie trafił on w nadjeżdżający samochód[10]. Dzisiaj ciężko stwierdzić co uratowało wtedy pasażerów pojazdu. Rzekoma rezygnacja z wykonania rzutu kamieniem, czy raczej umiejętności kierowcy W. Chrostowskiego.

Kilka dni później, 19 października trzej funkcjonariusze udali się za ks. Popiełuszką do Bydgoszczy, otrzymawszy wcześniej od swojego przełożonego tzw. przepustkę „W”, która chroniła ich przed kontrolami drogowymi[11]. Ks. Popiełuszko wraz z Waldemarem Chrostowskim wyjechali do Bydgoszczy rankiem 19 października pilotowani przez parafianina z Bydgoszczy – Marka Wilka, który na prośbę tamtejszego proboszcza i akurat przebywając w Warszawie, zaproponował pomoc w dotarciu na miejsce. Taką samą pomoc oferował on kapłanowi również w drodze powrotnej do Warszawy, jednak ks. Jerzy kategorycznie odmawiał. Zgodził się jedynie na „odprowadzenie go” do granic administracyjnych miasta. W ślad za autami Marka Wilka i ks. Popiełuszki ruszył także trzeci samochód jakim był Fiat 125p.

W krótki czas potem samochód prowadzony przez Waldemara Chrostowskiego został zatrzymany przez wspominanego Fiata, którego pasażer w milicyjnym mundurze dawał znak czerwoną latarką, aby zjechać z drogi. Chrostowski zatrzymał się więc na poboczu w odległości ok. 5-6 metrów przed samochodem późniejszych porywaczy. Został następnie przez nich zaprowadzony do Fiata, gdzie posadzono go na przednim siedzeniu obok kierowcy. Na ręce założono kajdanki zaś do ust włożono knebel. Następnie dwaj mężczyźni – jeden w mundurze milicyjnym i drugi w cywilnym ubraniu przyprowadzili z sobą ks. Popiełuszkę, którego zaprowadzili za samochód. Następnie Chrostowski usłyszał głuche uderzenie i ciężar wrzucany do bagażnika.

Samochód z porywaczami, Waldemarem Chrostowskim i nieprzytomnym ks. Popiełuszką ruszył w stronę Torunia. Kilka kilometrów od miejsca porwania Waldemar Chrostowski przy prędkości ok. 90 km/h wyskoczył z pędzącego samochodu i pobiegł do pobliskiego hotelu pracowniczego, skąd powiadomił milicję o porwaniu ks. Popiełuszki.

Artykuł składa się z więcej niż jednej strony. Poniżej znajdziesz numerację stron.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*